Pakiet Kluski*

Co proponuje głośny już tzw. „pakiet Romana Kluski”? Jak podano na stronie internetowej Ministerstwa Skarbu Państwa, „»pakiet« to szereg działań legislacyjnych i organizacyjnych mających na celu ułatwianie rejestracji działalności gospodarczej, ograniczenie biurokracji krępującej rozwój przedsiębiorstw oraz ułatwianie inwestycji”. Podczas konferencji prasowej rząd zapowiedział, że zostanie wprowadzone „jedno okienko”, tak, aby czas rejestracji firmy przez przedsiębiorców spadł z 30 do 3 dni. Pakiet formularzy, niezbędny do rozpoczęcia działalności gospodarczej, ma zostać zastąpiony jednym formularzem (który będzie mógł zostać złożony przez Internet), a kontrole przedsiębiorców dokonywane przez inspekcje państwowe mają być krótsze i mniej uciążliwe. Tymczasem nawet te 3 dni to zbyt dużo. W USA założenie firmy trwa co prawda 5 dni, w Kanadzie – 3 dni, ale już w Australii – 2 dni. Z kolei jak wspomina Richard Prebble, nowozelandzki minister reformatorskiego rządu w latach 1980., „wprowadziliśmy zmiany, które pozwoliły ludziom w prosty sposób założyć firmę. Jak pokazują badania OECD, w Nowej Zelandii jest najtaniej i najłatwiej założyć firmę niż w jakimkolwiek innym państwie. Ja również założyłem firmę – przez Internet w ciągu jednej nocy. Następnego ranka byłem już zarejestrowany w urzędzie skarbowym i miałem już konto bankowe. To wszystko, czego potrzebowałem i już następnego dnia mogłem zacząć handlować. W ten oto sposób powstały setki, tysiące małych firm”. Dla jasności: bezrobocie w Australii wynosi 4,5%, a w Nowej Zelandii – 3,7%. Czy podobnie nie powinno być w Polsce?

Jest to na razie pierwszy etap „pakietu Kluski”. Druga faza ma polegać na wprowadzeniu uproszczeń w wydawaniu koncesji i zezwoleń dla przedsiębiorców oraz rezygnacji z uznaniowego charakteru decyzji administracyjnych, co ogranicza i utrudnia działalność gospodarczą. Ma się tym zająć specjalny zespół ds. deregulacji gospodarki. Czy w drugim – a może w trzecim – etapie „pakietu Kluski” znajdzie się deklarowana zarówno przez premiera Jarosława Kaczyńskiego, jak i wicepremier Zytę Gilowską tak oczekiwana i konieczna reforma finansów publicznych?

Jeśli zapowiadany „pakiet Kluski” zostałby zrealizowany w takim kształcie, jak się go zapowiada, to zdecydowanie byłby to duży krok w dobrym kierunku. Byłoby to odwrócenie pewnych dotychczasowych tendencji działalności polskich polityków coraz bardziej ciemiężących przedsiębiorców. Jednak jest to krok zdecydowanie niewystarczający. Polsce potrzeba również przyspieszenia prywatyzacji pozostałego majątku państwowego, obniżenia pozapłacowych kosztów pracy oraz zmniejszenia obciążeń podatkowych dla przedsiębiorców, aby dzięki temu bezrobotni znaleźli pracę, konsumenci mogli kupować tańsze i lepsze produkty, mając większy ich wybór, a eksport polskich produktów był bardziej opłacalny. O tym nie ma niestety mowy w „pakiecie Kluski”.

Nie wiadomo też dokładnie, na jakim etapie są prace nad „pakietem Kluski”. Choć pierwszych dwóch ustaw nie przyjęła nawet Rada Ministrów, według Michała Krupińskiego, wiceministra skarbu, „pakiet Kluski” może wejść w życie już w pierwszym kwartale 2008 r. Wątpliwe czy się to uda. Ale nawet jeśli się uda, to nasuwa się pytanie: dlaczego tak późno? Dopiero dwa lata po wyborach. Moim zdaniem winna jest jak zwykle Friedmanowska tyrania status quo. Struktury urzędniczo-biurokratyczne, wspierane przez destrukcyjną działalność związków zawodowych, bronią się ze wszystkich sił, robiąc wszystko, aby nic się nie zmieniło i mogły nadal pasożytować na polskim przedsiębiorcy (tak też było np. z protestem związkowców skarbówki przeciwko redukcji ich etatów). Co gorsza, niektórzy eksperci twierdzą, że „pakiet Kluski” w tej formie nie gwarantuje nawet zmniejszenia liczby kontroli.

Żeby tylko z „pakietem Kluski” nie skończyło się tak, jak z przedwyborczymi obietnicami obniżenia podatków dochodowych od osób fizycznych (gdzie są dwie niższe stawki podatkowe?), planem wprowadzenia „taniego państwa”, czyli zmniejszenia biurokracji, która wzrosła w rezultacie tworzenia koalicji rządowej i z „liberalną” Zytą Gilowską, która, będąc jeszcze posłanką PO w opozycji, opowiadała się za zmniejszeniem fiskalizmu, biurokracji i za innymi korzystnymi działaniami dla gospodarki i społeczeństwa. Kiedy została wicepremierem i ministrem finansów w rządzie PiSu, nie tylko nie wprowadziła zapowiadanych zmian (np. nie zlikwidowała podatku od oszczędności kapitałowych), ale zaczęła podnosić podatek VAT czy akcyzy (na gaz, na benzynę, a ostatnio poparła fatalną, bo także antykonkurencyjną propozycję Laszlo Kovacsa, unijnego komisarza ds. podatków, który chce podwyżki akcyzy na paliwo Diesla w całej UE). Dlatego nie wierzmy w obietnice i obserwujmy, co się będzie działo.

* Niniejszy artykuł został przygotowany dla serwisu internetowego „Puls Leszna” w kwietniu 2007 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24