Obniżają PIT i CIT, podnoszą VAT i akcyzę*

Po 9 latach lewicowych rządów i półtora roku po dojściu do władzy centroprawicowa koalicja zaczyna wprowadzać w Nowej Zelandii reformy, z których jednak nie wszystkie można uznać za wolnorynkowe.

Najważniejszą zmianą w przygotowanym właśnie budżecie są z pewnością reformy fiskalne. Zdaniem rządu to największa reforma podatkowa od 25 lat. – Cel tego budżetu jest całkiem jasny. Jest nim zwiększenie wzrostu gospodarczego i polepszenie sytuacji gospodarczej – powiedział w przemówieniu internetowym Jan Key, premier Nowej Zelandii. Od 1 października br. zostaną obniżone stawki podatku od dochodów osób fizycznych z obecnych 38 proc., 33 proc., 21 proc. i 12,5 proc. do odpowiednio 33 proc., 30 proc., 17,5 proc. i 10,5 proc. Jednak z drugiej strony ma zostać podniesiony podatek VAT z obecnych 12,5 proc. do 15 proc. (czemu ostro sprzeciwiały się kręgi biznesowe). W wyniku tych zmian przeciętny Nowozelandczyk będzie miał w portfelu ponad 64 NZ$ (około 150 zł), a przeciętna rodzina ponad 100 NZ$ (około 230 zł) więcej miesięcznie. Jednak eksperci twierdzą, że wzrost VAT-u spowoduje podwyżki cen, gdyż przedsiębiorcy będą musieli przerzucić te koszty na konsumentów. Posłowie koalicyjnej libertariańskiej Partii Konsumentów i Podatników uważają, że z jednej strony cięcia w podatku dochodowym są zbyt małe, a z drugiej – sprzeciwiają się podnoszeniu VAT-u, jednak będąc związanymi porozumieniem koalicyjnym, poparli zmiany. Z kolei obniżkę stawek PIT-u krytykują opozycyjni Zieloni. W odpowiedzi ekologom premier Key stwierdził, że cięcia podatkowe dla najbogatszych są potrzebne, gdyż i tak płacą oni większość podatków w tym kraju. W rzeczywistości 10 proc. najbogatszych Nowozelandczyków płaci aż 44 proc. całości podatków dochodowych. Ponadto premier uważa, że cięcia podatków dochodowych pozwolą na zatrzymanie w kraju wykształconych ludzi.

Po ogłoszeniu przez Australię obniżki podatku od dochodów osób prawnych z 30 proc. do 28 proc., nowozelandzkie stowarzyszenia biznesowe wezwały nowozelandzki rząd do podobnego kroku. Według Michała Barnetta, przewodniczącego Izby Handlowej Auckland, jeśli w perspektywie niższych podatków dochodowych w Australii Nowozelandczycy chcą zachować konkurencyjność swojej gospodarki, to reforma podatkowa jest niezbędna. Podobnego zdania jest Filip O`Reilly, przewodniczący Stowarzyszenia Biznesmenów Nowej Zelandii, który uważa ponadto, że wysoki podatek dochodowy odstrasza zagranicznych inwestorów. I takie też są plany rządu, który w budżecie zapisał obniżkę CIT-u z 30 proc. do 28 proc. już w roku podatkowym 2011/12, czyli 2 lata przed Australią.

Jednak w Nowej Zelandii podjęto także inne kroki fiskalne, już mniej korzystne dla obywateli. Przede wszystkim 1 lipca wchodzi w życie dogłębnie krytykowany przez Partię Konsumentów i Podatników System Handlu Emisjami, który spowoduje znaczne straty gospodarcze, jak i powiększy wydatki gospodarstw domowych. Cena prądu wzrośnie o 5 proc., a paliwa – o 4 centy za litr. Ponadto z inicjatywy Partii Maorysów, nowozelandzki parlament zdecydował o drastycznej podwyżce akcyzy na papierosy, która wzrośnie o 10 proc. aż 3-krotnie: obecnie, 1 stycznia 2011 roku oraz 1 stycznia 2012 roku. Po tych wszystkich podwyżkach, paczka 25 papierosów będzie kosztować ok. 17 NZ$ (ok. 39 zł). Przeciwko wprowadzeniu tych podwyżek w życie opowiedziało się pięciu posłów z libertariańskiej Partii Konsumentów i Podatników oraz pozaparlamentarna Parta Libertariańska. Zdaniem Ryszarda McGratha, lidera nowozelandzkiej Partii Libertariańskiej, podwyżka akcyzy na papierosy to zwyczajna grabież pieniędzy podatników. – Rządowi i Partii Maorysów wcale nie chodzi o zdrowie ludzi, a jedynie o dobranie się do kieszeni podatników, którzy mają pokryć rosnące wydatki, mające w mniemaniu władz poprawić stan gospodarki – uważa McGrath. Ponadto przywrócono zakaz reklamowania wyrobów tytoniowych przez sklepy. Rząd Partii Narodowej sprzeciwił się natomiast, zaproponowanej przez parlamentarną Komisję Prawną, pod przewodnictwem byłego socjalistycznego premiera, Geoffrey`a Palmera, podwyżce akcyzy na alkohol o 50 proc., co popiera Narodowe Centrum Uzależnień. Komisja postulowała również szereg ograniczeń w sprzedaży alkoholu. Z kolei Jakub Anderton z lewicowej Partii Progresywnej proponuje, by zakazać jakiejkolwiek promocji alkoholu, w tym sponsorowania sportu. Takim działaniom sprzeciwia się natomiast nowozelandzkie Stowarzyszenie Restauratorów, które uważa, że tego typu pomysły świadczą o „zbliżaniu się państwa opiekuńczego” w Nowej Zelandii i wcale nie uczą ludzi brania odpowiedzialności za picie alkoholu. Natomiast zdaniem Luke’a Howisona z Partii Libertariańskiej, to swoisty zamach na wolność obywateli i stwierdził on, że państwo nie ma prawa mówić ludziom, co mają jeść, pić, czy jakie nosić ubrania.

W przeciwieństwie do rządu Donalda Tusk, którego walka z biurokracją kończy się na jej zapowiadaniu, centroprawicowy rząd Nowej Zelandii, rzeczywiście zmniejsza wydatki na biurokrację i liczbę urzędników. Po zmniejszeniu wydatków o 2 mld NZ$, rząd Nowej Zelandii ogłosił kolejne wielkie cięcia wydatków publicznych, wynoszące tym razem 1,8 mld NZ$. Oszczędności mają zostać osiągnięte przez realizację priorytetowych zadań, kosztem tych mniej istotnych. Jak powiedział Wilhelm English, nowozelandzki minister finansów, cięcia te mają pozwolić Nowej Zelandii powrócić do uzyskania nadwyżki budżetowej w przeciągu najbliższych 4 lat. Wcześniej przez szereg lat Nowa Zelandia miała nadwyżkę budżetową, którą zlikwidowały rządy lewicowej Partii Pracy. W 2009 roku nowozelandzki rząd zmniejszył tamtejszą biurokrację o 1,5 tys. osób, a w maju br. Antoni Ryall, minister służby publicznej Nowej Zelandii, ogłosił, że do końca 2011 roku biurokracja rządowa zostanie zmniejszona o kolejne 470 osób. Decyzja nie spodobała się nowozelandzkim socjalistom, którzy twierdzą, że władze… nie potrafią zarządzać państwem „XXI wieku”. Ponadto planuje się włączenie niektórych agencji rządowych do ministerstw, przy równoczesnej redukcji etatów urzędniczych, co ma przynieść znaczne oszczędności. Jak wyliczono, tylko włączenie Agencji Kontroli Żywności do Ministerstwa ds. Rolnictwa i Lasów da państwu oszczędności rzędu 20 mln NZ$ w ciągu najbliższych 3 lat.

Rząd Nowej Zelandii już dotrzymał jednej ze swoich obietnic wyborczych i zreformował system zasiłków, ograniczając dostęp do takiej pomocy. Zgodnie z nowymi zasadami osoby przebywające na zasiłku przez okres jednego roku będą musiały po raz kolejny starać się o jego przyznanie, a rodzice samotnie wychowujący dzieci powyżej 6. roku życia będą musieli szukać pracy tymczasowej. Od października mają natomiast zwiększyć się emerytury i zasiłki o 2,02 proc. tak, by beneficjentom tych świadczeń zrekompensować podwyżkę VAT-u. Ponadto w budżecie zapowiadane są wyższe wydatki na służbę zdrowia – o 2,1 mld NZ$ w ciągu 4 lat, edukację – 1,4 mld NZ$ w ciągu 4 lat, ale także na infrastrukturę – 7,5 mld NZ$ w ciągu 5 lat czy na naukę i nowe technologie – 321 mln NZ$.

Jak ogłosiła Judyta Collins, minister więziennictwa Nowej Zelandii, do końca 2010 roku centralne więzienie w Auckland zostanie sprywatyzowane. Więzienie to było już zarządzane przez prywatną firmę w latach 1999-2005, ale gdy do władzy doszła Partia Pracy, ze względów ideologicznych zostało ono znacjonalizowane. Jak wyliczono, zarówno budowa, jak i utrzymanie więzienia za prywatne pieniądze jest znacznie tańsze (w warunkach nowozelandzkich nawet o 20 proc.). Przeciwko takiemu rozwiązaniu opowiedziała się opozycyjna teraz Partia Pracy i Partia Zielonych, twierdząc, że zamykanie ludzi w więzieniach zawsze należało do państwa, a nie do prywatnych osób, których priorytetem jest „robienie pieniędzy”. Centroprawicowy rząd zapowiada także kontynuację prywatyzacji, wstrzymanej przez rządy laburzystowskie – ma zostać sprzedany m.in. państwowy Kiwibank.

9-letnie rządy Partii Pracy w latach 1999-2008 spowodowały nie tylko zamianę wieloletniej nadwyżki budżetowej na trwały deficyt i dramatyczne zwiększenie zadłużenia państwa (w ciągu 5 lat wydatki państwa wzrosły o 50 proc.). Lewica m.in. podnosiła płacę minimalną, w wyniku czego bezrobocie w Nowej Zelandii wzrosło do 7,3 proc. W pierwszym kwartale 2010 roku spadło jednak do 6 proc. Ostatnio można także w Nowej Zelandii zauważyć rozruszanie się koniunktury gospodarczej. Podczas gdy przez ostatni rok rządów lewicy spadał PKB Nowej Zelandii, w 2009 roku sytuacja się polepszyła, osiągając w ostatnim kwartale wzrost na poziomie 0,8 proc., a teraz premier Key zapowiada wzrost gospodarczy w wysokości 3,2 proc. Według rządu same zmiany podatkowe mają spowodować, że PKB będzie rósł o dodatkowe 1 proc. rocznie. Jednak premier zastrzegł, że nie będzie żadnych dalszych obniżek podatkowych. Z kolei Roger Kerr, szef think tanku NZ Business Roundtable, wskazuje, że większość zmian podatkowych idzie, co prawda, w dobrym kierunku, to z drugiej strony nie podjęto prób zmniejszenia wydatków publicznych, które w tej chwili wynoszą prawie 35 proc. PKB.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 22 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2010 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24