Obietnice i cuda*

Exposé Ewy Kopacz, nowej premier z PO, składało się z różnego typu obietnic, na realizację których konieczne są ogromne środki finansowe. Jednocześnie polityk zapewniała… o ograniczeniu wydatków państwa. Kłamstwa czy cuda?

Z exposé wynika, że premier Kopacz nadal wierzy w zbawienną rolę unijnych dotacji w sytuacji wieloletniego przyjmowania tych szkodliwych dla gospodarki srebrników. Wierzy, że kolejne ponad 400 mld zł (a może i znacznie więcej, jeśli ruszy inflacja, bo przyznane dotacje unijne liczone są w euro) na lata 2014-2020 to wielka „szansa” dla naszego kraju. Tylko że dobrobytu nie zbuduje się darmowym pieniądzem, a wyłącznie ciężką pracą. W efekcie unijnych dotacji, które przez lata otrzymywała Portugalia w wysokości 3,8 procent PKB, kraj całkowicie przestał się rozwijać, a wzrasta zadłużenie publiczne i bezrobocie. Gigantyczne zadłużenie, a w efekcie niemal bankructwo Grecji to też wina funduszy z Brukseli. Niestety nowa premier tego nie rozumie. Zresztą wiemy, jak zakończyła swój żywot I Rzeczpospolita, kiedy ówcześni rządzący przyjmowali pieniądze zza granicy, tak jak teraz przyjmuje się z Unii.

Wątpliwa pierwsza liga

Premier Kopacz powiedziała, że celem jej „rządu będzie dalsze wzmacnianie naszej pozycji w Unii Europejskiej. Dzięki przewidywalnej i wiarygodniej polityce ostatnich lat Polska wreszcie weszła do europejskiej pierwszej ligi i zaczęła odgrywać odpowiadającą jej potencjałowi i aspiracjom rolę”. Tymczasem w obliczu faktów absolutnie nie można mówić, że Polska w jakikolwiek sposób wzmocniła swoją pozycję w Unii czy tym bardziej weszła do politycznej „pierwszej ligi”. Na negocjacje do Berlina (a potem do Mińska) w sprawie pokoju na Ukrainie Polacy nawet nie zostali zaproszeni! W Berlinie ważniejsi okazali się politycy… francuscy, który kompletnie nie znają problemów Europy Środkowej, nie mówiąc o ich rozumieniu. Z kolei przy rozdzielaniu unijnej pomocy w związku z rosyjskimi sankcjami na produkty rolne Polska dostała znacznie mniejsze wsparcie niż kraje zachodnie, które eksportowały do Rosji znacznie mniej od nas! Na dodatek Bruksela forsuje skrajnie niekorzystną dla polskiej gospodarki politykę klimatyczną i nie ma możliwości, żeby to zatrzymać. A może o większym znaczeniu Polski świadczy fakt, że były premier Donald Tusk otrzymywał najwyższe niemieckie odznaczenia i nagrody (np. Złotą Wiktorię dla Europejczyka Roku, Międzynarodową Nagrodę im. Karola Wielkiego czy Nagrodę im. Walthera Rathenaua), podobnie jak Stefan Niesiołowski, poseł PO, który dostał Złoty Krzyż Bundeswehry? Czy przyznawanie takich odznaczeń od obcych państw nie świadczy zwyczajnie o zdradzie kraju?
Na pewno pozytywnym sygnałem w exposé jest poparcie dla idei jak najszybszego podpisania umowy o wolnym handlu i inwestycjach między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, która stworzy największą w świecie strefę wolnego handlu. Jednak należy się obawiać, że ta negocjowana latami umowa poza rzekomo wolnym przepływem towarów i inwestycji może przynieść także szereg nowych regulacji. No bo gdyby miała tylko wzajemnie uwolnić i otworzyć na siebie obie gospodarki, to niepotrzebne by były lata negocjacji. Można by to zrobić jednostronicowym porozumieniem, znoszącym wszelkie granice i przeszkody w tym zakresie (Petr Mach, czeski eurodeputowany z libertariańskiej Partii Wolnych Obywateli, mówił o dwóch stronach umowy, bo inaczej nie ma mowy o wolnym handlu, lecz ma miejsce wprowadzanie nowych regulacji).
Poza tym exposé to głównie dodatkowe wydatki. Kopacz ogłosiła, że podatnicy będą wspierać eksport oraz „inwestycje polskich przedsiębiorców w Polsce, ale także ich aktywność poza granicami kraju”. Ponadto ciężko pracujący Polacy dołożą się do wynagrodzeń i do szkoleń pracowników, refundacji składek na ZUS dla firm, które straciły na rosyjskim embargu, zwiększenia wydatków na obronę (do 2 procent PKB, podczas gdy aktualnie trudno wydać 1,95 procent z powodu skomplikowanych przepisów) i na naukę (do 2 procent PKB). Dodatkowe pieniądze mają iść także na zmniejszenie kolejek w szpitalach (oczywiście nie ma mowy o prywatyzacji szpitali, która rozwiązałaby ten problem), bezpłatny dostęp do porad prawnych, budowę dróg i infrastruktury portów czy projekty związane z kulturą i dostępem do Internetu. Do tego dochodzą obietnice socjalne: dla żołnierzy i weteranów, 3,8 mld zł – na waloryzację emerytur, dodatkowe ponad 2 mld zł na budowę żłobków i przedszkoli (których jednak brakuje nie ze względu na brak pieniędzy, tylko biurokratyczne bariery dla sektora prywatnego, które uniemożliwiają zakładanie takich placówek), nowe świadczenia rodzicielskie dla rodziców pracujących na umowy o dzieło, studentów, rolników i bezrobotnych, „darmowe” podręczniki dla wszystkich klas szkół podstawowych i gimnazjalnych, finansowanie studiowania na najlepszych uczelniach zagranicznych, sfinansowanie specjalizacji lekarzom, otwieranie dziennych domów opieki dla seniorów. A z urlopów macierzyńskich mają korzystać nawet… bezrobotni. Wydaje się, że kto jak kto, ale bezrobotni to mają nadmiar wolnego czasu i nie potrzebują dodatkowego odpoczynku czy dni wolnych. Prof. Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum Adama Smitha, zauważył, że zasiłek macierzyński (tysiąc złotych miesięcznie) zniechęci bezrobotnych do podejmowania pracy. Całkowicie niewiarygodnie w tej sytuacji wygląda postulat nowej premier mówiący o „ograniczeniu wydatków” państwa.

Większa biurokracja

W exposé nie zabrakło obietnic na zwiększenie ilości urzędników. Przeżywający trudności rolnicy zostaną obciążeni koniecznością utrzymania nowego biurokratycznego tworu. Mianowicie 0,2 procenta od wartości sprzedanych produktów ma iść na fundusz stabilizacji dochodów rolniczych, którym będzie zarządzał pewnie jakiś znajomy królika. Ma także powstać „instytutu geriatrii, który będzie specjalnym ośrodkiem leczenia i opieki nad osobami starszymi”.
Były też mgliste zapowiedzi tworzenia przyjaznego prawa w obszarze wolności gospodarczej. Ale szczegółów już możemy się obawiać. Interwencjonizm w pełnej krasie! Zamknięcie polskiej gospodarki przed tańszym węglem z importu premier nazywa ochroną górnictwa przed nieuczciwą konkurencją (nieuczciwa, bo nie płaci wysokiego ZUS-u?). Na zakazie importu będzie polegać teraz wolność gospodarcza? Mówiła też o unowocześnieniu i restrukturyzacji upadającego państwowego górnictwa, ale nie zająknęła się, że jedyną drogą wyjścia z tej sytuacji jest prywatyzacja Kompanii Węglowej czy Katowickiego Holdingu Węglowego. Tymczasem prywatnym właścicielom opłaca się w Polsce wydobywać węgiel: w Bogdance koło Lublina czy Czechom w Czerwionce-Leszczynach, a w Nowej Rudzie na Dolnym Śląsku chce się tym zająć prywatny inwestor z Australii! W ramach zwiększania wolności gospodarowania w górnictwie premier zaproponowała… koncesjonowanie sprzedaży węgla i „zmiany w prawie zamówień publicznych preferujące produkty pochodzenia wspólnotowego”, czyli zamknięcie się m.in. na pozaunijny tańszy węgiel! W kogo to uderzy? Oczywiście we wszystkich Polaków, którzy dostaną wyższe rachunki za prąd!
Premier Kopacz zapowiedziała, że chce przyjaznego prawa podatkowego, które nie karze za „zaradność, pracowitość i skuteczność”: „przez pierwsze 18 miesięcy prowadzenia działalności mikroprzedsiębiorcy będą mogli liczyć na pomoc asystenta podatnika”. Czy to nie oznacza rozbudowy administracji podatkowej i jeszcze większej inwigilacji przez państwo osób prowadzących drobną działalność gospodarczą? Z jednej strony mówi się o rzekomej pomocy dla małych przedsiębiorców, a z drugiej strony podnosi się obciążenia na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, które dla takich firm wzrosną do około 1100 zł od nowego roku. Dodatkowo w nowej ordynacji podatkowej ma być klauzula obejścia prawa, która umożliwi jeszcze sprawniejsze niszczenie polskich przedsiębiorców. Z kolei jak mówiła premier, „wyspecjalizowane urzędy skarbowe skoncentrują się wyłącznie na obsłudze największych podmiotów, budujących potencjał gospodarczy państwa”. Czy skupią się w ten sposób, by więcej wycisnąć z nich pieniędzy, jak to się dzieje na przykład w przypadku KGHM Polska Miedź czy Lasów Państwowych (by już nie zostało im nic na prorozwojowe inwestycje)? A może będą niszczyć biznes, tak jak to aktualnie robią urzędy celne (które w ogóle nie powinny istnieć!) i ZUS? Czy świat urzędniczy chce stworzyć lustrzane odbicie świata rzeczywistego? Biurokracja to ważny element dla tego rządu i demoralizacja zacznie się już w czasie studiów, bo Kopacz zaproponowała… „program staży dla studentów w urzędach administracji publicznej”. Najzdolniejsza młodzież zamiast uczyć się pracy i dobrych wzorów w prywatnych firmach, będzie nabierać nawyki unikania pracy, lenistwa, korupcji, kupowania produktów i usług znacznie powyżej cen rynkowych czy szkodzenia biznesowi regulacjami i kontrolami. Tak bowiem działają urzędy.

Cejrowski kłamczuchom nie wierzy

Premier ciągle mówiła o konieczności „odbudowania” i „zdobycia zaufania Polaków”, tak jakby przyznając się do faktu, że rząd Donalda Tuska (i cała PO) całkowicie stracił zaufanie społeczeństwa. Chyba nikt nie wierzy w te obietnice nowej premier w sytuacji, kiedy wszystkie najważniejsze obietnice Tuska z jego exposé nie tylko nie zostały spełnione, ale prowadzona polityka była z nimi sprzeczna! Zamiast zapowiadanej reformy podatkowej 3 x 15 procent (której celem miała być obniżka PIT-u, CIT-u i VAT-u) mieliśmy podniesienie VAT-u, likwidację ulg podatkowych w PIT i wprowadzenie wielu nowych podatków, jak podatku od miedzi. Zamiast uwolnienia energii Polaków w prowadzeniu działalności gospodarczej mieliśmy kolejne regulacje biznesu. Zamiast likwidacji drogowych fotoradarów mieliśmy politykę masowego stawiania ich na drogach.
„Nie trzeba być ekonomistą, żeby zauważyć, że nie jest to kierunek, który rozwinie naszą gospodarkę” – skomentował na Facebooku exposé Dominik Jaskulski, współpracownik Instytutu Misesa. „Ludzie, którzy chcą niskich i prostych podatków, mniej biurokracji, mniej długów, mniej marnotrawstwa, więcej wolności i odpowiedzialności nie wybaczyliby mi, gdybym zagłosował za wotum zaufania dla tego rządu!” – napisał na Facebooku Przemysław Wipler, poseł KNP. – To jest rząd wyborczy, to jest rząd, który ma się ładnie uśmiechać, pokazywać mlecznobiałe zęby i wydawać pieniądze, których nie ma na kupowanie głosów wyborczych – mówił Wipler w wywiadzie z Telewizją Świętokrzyską. Jak zwykle trafnie sytuację ocenił Wojciech Cejrowski: „Proszą Państwo o komentarz po wczorajszym wydukanym (pomimo kartki) exposee. Nie wsłuchiwałem się, gdyż przemawiała Kłamczucha. Kłamczuchów nie szanuję i im nie wierzę. Ponadto nie jestem naiwniakiem – Kłamczucha obiecała, że w jeden rok zrobi to, co Donald obiecywał zrobić przez siedem lat i nie wykonał. Człowiek roztropny w takie rzeczy nie wierzy. Człowiek uczciwy takich obietnic nie składa”.
Obliczono, że spełnienie wszystkich obietnic premier Kopacz kosztowałoby 140 mld zł (według posła Wiplera – nawet 221 mld zł). A to oznacza nie ograniczenie wydatków publicznych, lecz ich radykalne zwiększenie i to w sytuacji, gdy zadłużenie publiczne przekracza bilion złotych. Jednak premier Kopacz nie zajmuje się takimi szczegółami, jak ten, skąd wziąć pieniądze na te wszystkie obietnice. Sama, przy wysokich dochodach rzędu 230 tysięcy złotych rocznie, nie potrafi zadbać nawet o finanse prywatne (ma wzięte wysoko oprocentowane kredyty konsumpcyjne, od lat żyje na kredytach, a jej łączne zadłużenie wobec banków przekracza pół miliona złotych!), więc tym bardziej nie potrafi dbać o wydatki publiczne. Na szczęście mało jest prawdopodobne, by po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych nadal rządziła PO, więc o większości tych obietnic można już teraz zapomnieć. Konkluzja jest taka, że lekarze powinni raczej leczyć ludzi niż zajmować się polityką. Z pewnością wyniknie z tego więcej dobrego. No chyba że mamy do czynienia z lekarzem, który nie zna się na medycynie i potrafi pacjentowi tylko zaszkodzić, jak gospodarce szkodzą politycy, którzy nie mają pojęcia o mechanizmach zachodzących w ekonomii. Exposé było niespójne i wewnętrznie sprzeczne, co oznacza, że nawet nie da się go zrealizować w całości.

* Niniejszy tekst został opublikowany w nr 41 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24