Należy wrócić do standardu złota!*

Przez wieki standard złota świetnie służył światowej gospodarce. Problemy zaczęły się, gdy wtrąciło się do tego państwo i zarezerwowało sobie monopol na drukowanie pieniędzy. Wtedy rozpoczęła się era inflacji i cykli koniunkturalnych, nie mówiąc o innych nieszczęściach typowych dla interwencjonizmu państwowego.

Pieniądz jest potrzebny ludziom do wymiany towarów. Jak stwierdził Ludwig von Mises w „Ludzkim działaniu”, pieniądz jest środkiem wymiany. (…) Jest to jego jedyna funkcja. Wszystkie inne funkcje, które przypisuje się pieniądzowi, stanowią wyłącznie różne aspekty tej jego podstawowej i jedynej funkcji”. Jak podaje prof. Murray Rothbard w książce „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza”, pierwotnie ludzie jako pieniądzem posługiwali się różnymi towarami: solą w Abisynii, cukrem w Indiach Zachodnich, bydłem w starożytnej Grecji, gwoździami w Szkocji, miedzią w starożytnym Egipcie, papierosami w obozach jenieckich podczas II wojny światowej, żelaznymi motykami w Afryce i Azji, a także muszelkami, zbożem, herbatą, tytoniem, egzotycznymi piórami, ziarnami kakao, żelazem, miedzią czy haczykami wędkarskimi. Z czasem towary te w procesie rynkowym zostały wyparte przez złoto i srebro z kilku przyczyn: mają wysoką cenę jednostkową, występują w stosunkowo ograniczonych ilościach, łatwo je podzielić, a nie tracą wtedy na wartości, łatwo je transportować, są powszechnie akceptowane, mogą być długo przechowywane i nie ulegają łatwemu zepsuciu. Wprowadzenie standardu złota nie było decyzją żadnego rządu, lecz efektem działania rynku. W Wielkiej Brytanii później państwo jedynie zalegalizowało stan faktyczny. Natomiast to, że papier jest traktowany jako pieniądz wynika wyłącznie z decyzji władz państwowych. Taki pieniądz nazywa się pieniądzem papierowym lub pustym.

Jak podaje Rothbard, pierwsze pieniądze wyrażały właśnie wagę danego metalu, na przykład funt szterling oznaczał jeden funt srebra, a dolar – uncję srebra w postaci bitej monety. Początkowo działalność władz ograniczała się właśnie do oznaczania i poświadczania miar i wag. Dlatego też kurs wymiany pomiędzy walutami był sztywny. Tego rodzaju pieniądz Mises nazwał pieniądzem towarowym, w przeciwieństwie do pieniądza kredytowego. W ten sposób gospodarki zostały oparte na standardzie złota lub srebra (jak uważa Gene Callahan w książce „Ekonomia dla normalnych ludzi”, potencjalnie towarem, jaki w przyszłości mógłby doprowadzić do wyparcia złota jest platyna). Pieniądze (monety) takie były używane do codziennych transakcji i mogły być dowolnie wymieniane według aktualnego kursu na złoto czy srebro. Pierwsze monety były bite przez złotników i doskonale funkcjonowały na rynku. Standard złota akceptowany na całym świecie powodował, że w praktyce istniała jedna waluta – złota, która wspierała wolny handel, swobodę przemieszczania się, inwestowania, co z kolei prowadziło do specjalizacji i międzynarodowego podziału pracy, a tym samym do rozwoju gospodarczego świata. Mises w „Ludzkim działaniu” podaje jeszcze inne zalety standardu złota: „uniezależnia kształtowanie się siły nabywczej pieniądza od zmieniających się celów i doktryn partii politycznych oraz grup nacisku”, ponieważ „jest przeszkodą we wszystkich próbach ingerencji w zjawiska rynkowe za pomocą polityki pieniężnej” i „oznacza konieczność uznania prawdy, że nie da się uszczęśliwić ludzi, drukując pieniądze”. I przeciwnie: „ludzie zwalczają standard złota, ponieważ wolny handel chcą zastąpić narodową autarkią, pokój wojną, swobody polityczne totalitarną wszechwładzą rządu”. Henry Hazlitt w książce „Inflacja. Wróg publiczny nr 1” dodaje: „międzynarodowy standard złota był głównym zabezpieczeniem przeciwko majstrowaniu przy pieniądzu za strony polityków i biurokratów. Był to również bezpiecznik chroniący nas przed inflacją”. Jak dalej pisze Hazlitt, niemądra polityka monetarna czy gospodarcza odbijała się momentalnie na parytecie wymiany i kierunku przepływu złota, dlatego taka polityka musiała zostać natychmiast poprawiona lub cofnięta.

Z kolei do obsługi większych transakcji używano sztabek złota. Jednak przewożenie i wymiana wielu sztabek złota było nieporęczne, więc ówcześni biznesmeni zaczęli składować złoto w magazynach. W zamian otrzymywali kwit składowy (określenie Rothbarda; Mises mówił o certyfikacie pieniężnym), który poświadczał o zdeponowaniu złota w danym magazynie i jednocześnie upoważniał do żądania wydania złota w każdej chwili posiadaczowi kwitu. Kiedy dochodziło do transakcji pomiędzy kupcami za towar płacono kwitem zamiast realnym złotem, bo było to znacznie wygodniejsze. Z czasem kwity składowe zaczęły pełnić rolę substytutów pieniądza. Magazyny złota stały się bankami, a papierowe kwity zostały nazwane banknotami – notami bankowymi. Banknoty zastępowały złoto, a nie stanowiły dodatkowych pieniędzy, natomiast całe złoto w bankach było przechowywane jako rezerwa na poczet wystawionego kwitu.

W XVIII wieku stopniowo odrywano nazwy poszczególnych walut od złota i srebra – czasowo, na przykład na czas wojny, państwo zawieszało wymienialność walut na złoto. Krokiem ku eliminacji standardu złota był system waluty sztabowo-złotej, który wprowadzono w Wielkiej Brytanii. Polegał na tym, że walutę można było co prawda wymieniać na złoto, ale wyłącznie na duże sztaby złota, co drastycznie zawęziło krąg osób, które mogły tego dokonać. Następnie powstał system dewizowo-złoty, który polegał na tym, że Stany Zjednoczone wymieniały dolary na złoto, Wielka Brytania funty na złoto (tylko sztaby) lub dolary, a pozostałe kraje własne waluty na funty. Powstała piramida, której kluczowym czynnikiem był standard złota utrzymywany przez USA. W końcu w 1933 roku same Stany Zjednoczone zniosły standard złota, co oznaczało, że papierowych pieniędzy nie można było już wymieniać na złoto według kursu wagowego. W ten sposób został wprowadzony pusty dolar papierowy i rząd mógł już do woli wywoływać inflację. Po II wojnie światowej nadal istniał standard walutowo-złoty, z tym, że funt przestał już pełnić swoją funkcję i wszystkie pieniądze były wymieniane na dolary. Standard złota pozostawiono tylko w rozliczeniach międzynarodowych z innymi państwami. Tymczasem po wojnie niektóre państwa europejskie prowadziły znacznie bardziej zachowawczą politykę monetarną w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi, co spowodowało, że gromadziły one coraz większe ilości dolara, którego zamierzały wymieniać na złoto. Tymczasem z tego powodu zasoby złota w amerykańskich skarbcach gwałtownie zaczęły topnieć. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak ostateczne zlikwidowanie w 1971 roku w Stanach Zjednoczonych standardu złota. Wkrótce inflacja w USA osiągnęła wartość dwucyfrową. Aby uświadomić sobie, jak wielka była od tamtej pory w USA inflacja, wystarczy zauważyć, że w 1970 roku za uncję złota płacono 35 dolarów, podczas gdy w 2010 roku cena ta przekroczyła 1235 dolarów i ciągle rośnie, czyli w ciągu tych 40 lat wartość złota w stosunku do dolara wzrosła o ponad 3400 proc.! Świat zaczął operować całkowicie pustymi walutami, które są wymieniane po kursach płynnych.

Tymczasem Rothbard jest zdania, że inflacja to nic innego jak fałszowanie pieniądza i w „Złoto, banki, ludzie – krótka historia pieniądza” zdefiniował inflację jako „każde takie zwiększenie podaży pieniądza w gospodarce, które nie polega na zwiększeniu ilości kruszcu pieniężnego”. Z kolei deflacja to „spadek podaży pieniądza (niewynikający z możliwego spadku zasobów kruszcu)” (Murray Rothbard, Ekonomia wolnego rynku, tom 3). Jak podkreśla Mises, inflacja to nie wzrost cen; wzrost cen jest tylko „nieuchronnym skutkiem inflacji”.

Aby móc bezkarnie zwiększać podaż pieniądza, co jest zwykłym jego fałszowaniem, państwo przyznało sobie monopol na jego drukowanie. Miały w tym procederze pomagać banki centralne. Pierwszy nowożytny bank centralny powstał w Holandii w 1609 roku (Bank Amsterdamski początkowo zachowywał 100-procentową rezerwę). Kolejne były Bank Sztokholmski (1664) i Bank Anglii (1694). Amerykański Fed założono dopiero w 1913 roku. Z biegiem lat państwo uzyskało bezpośredni wpływ na wywoływanie procesów inflacyjnych poprzez zwiększanie podaży pieniądza, dzięki czemu samo mogło więcej wydawać i to pieniędzy, których nie dostarczyła gospodarka poprzez podatki. W USA działa to w ten sposób, że Fed kupuje na rynku amerykańskie obligacje rządowe. Jak pisze Ludwig von Mises w „Ludzkim działaniu”, ponieważ „zmiany ilości pieniądza nigdy nie wpływają jednakowo ani jednocześnie na wszystkie ceny różnych towarów i usług”, to na inflacji najwięcej zyska ten, kto pierwszy dysponuje dodatkowymi pustymi pieniędzmi, bo chwilowo ceny nie wzrastają. Jednak w miarę wydawania tych pieniędzy i rozchodzenia się ich w gospodarce dochodzi do podwyżki cen. Najwięcej tracą osoby, które nowe pieniądze otrzymują na samym końcu, bo mogą za nie kupić już znacznie mniej, gdyż w międzyczasie wzrosły ceny (jest to tzw. efekt Cantillona). W rezultacie na inflacji najwięcej zyskuje winowajca, czyli państwo, a najwięcej tracą zwykli ludzie, którzy na końcu mają dostęp do nowych pieniędzy. Oznacza to, że inflacja to forma opodatkowania.

Jak tylko państwo przejęło kontrolę nad pieniądzem, rzeczywiście zaczęło go fałszować. Już w średniowieczu władcy dodawali tanich metali do złotych czy srebrnych monet, okradając w ten sposób ówczesne społeczeństwa. Jak pisze prof. Rothbard, mennica państwowa często przetapiała całą pulę monet, by następnie wypuścić je, ale już o mniejszej wadze. Poddanym zwracano taką sama ilość „funtów” lub „marek”, ale zawierały one mniej kruszcu. Na przykład waga francuskiego pieniądza livre tournois w latach 1200-1600 zmniejszyła się z 98 do 11 gramów czystego srebra. Jak podaje Mises, kiedy ludzie odkrywali fałszerstwo swoich władców, „zdeprecjonowane monety przyjmowali z dyskontem w stosunku do starych, lepszych monet. Rządy reagowały, uciekając się do przymusu i przemocy”. Jednak to była tylko przygrywka.

Teraz rządy fałszują pieniądze na potęgę poprzez dodruk pieniędzy, ponieważ dzięki temu mają dodatkowe dochody bez kłopotliwej podwyżki podatków. Jak pisze Callahan, „wykopanie z ziemi i przerobienie złota wymaga wysiłku i czasu, uruchomienie pras do drukowania banknotów jest o wiele prostsze” (zmiana cyferek w systemie bankowym jest jeszcze prostsza), dlatego „przyjęcie pieniądza papierowego (…) procesy inflacyjne znacznie ułatwiło”. Jak ostro podsumował prof. Friedrich August von Hayek w „Zgubna pycha rozumu. O błędach socjalizmu”, historia zarządzania pieniądzem przez rządy była (…) pełna niekończących się oszustw i kłamstw. Pod tym względem rządy okazały się znacznie bardziej niemoralne, niż mogłaby być jakakolwiek prywatna agencja dostarczająca różnego rodzaju pieniądza w warunkach konkurencji. (…) gospodarka rynkowa mogłaby lepiej rozwinąć swoje możliwości, gdyby zlikwidowano państwowy monopol pieniądza”. Niemniej ostro na ten sam temat wypowiada się Henry Hazlitt w „Inflacji”, co warto przytoczyć w całości: „to jest właśnie ‘polityka monetarna’, czyli odgórne zarządzanie pieniądzem – elegancki eufemizm na określenie ciągłej deprecjacji waluty. Polityka monetarna składa się z nieustannych kłamstw, mających wspierać nie kończący się łańcuch szwindli. Zamiast automatycznie odnieść wartość waluty do wartości złota, zmuszono ludzi do tego, aby przyjmowali pieniądz zarządzany, którego wartość oparta jest na przebiegłości zarządzających. Zamiast kawałka metalu szlachetnego daje się im kawałek papieru, którego wartość spada wraz z każdym biurokratycznym kaprysem. Przypomina się im protekcjonalnie na każdym kroku, że domaganie się powrotu do standardu złota, żądanie prawdy, wypłacalności i uczciwości, to wyłącznie niemodny przeżytek i mrzonka”. Oba cytaty mówią same za siebie i nie wymagają komentarza.

W niektórych państwach władze tak drukują pieniądze, że dochodzi do absurdalnych sytuacji. W 1985 roku w Boliwii hiperinflacja wynosiła 18 tysięcy procent. W lipcu 2008 roku hiperinflacja w Zimbabwe osiągnęła astronomiczny poziom 231 milionów procent. W końcu zaczęto się posługiwać walutami zagranicznymi, bo w ten sposób nie mogła funkcjonować gospodarka. Teraz równolegle akceptowane są amerykańskie dolary, brytyjski funt, euro, południowoafrykański rand i botswańska pula. Absolutnie rekordowa hiperinfalcja wystąpiła na Węgrzech w 1946 roku i wynosiła… 41,9 trylionów procent w skali miesiąca – ceny podwajały się średnio w ciągu… 15 godzin. Można zaryzykować stwierdzenie, że dzięki polityce swoich władz w XX wieku większość państw świata miała do czynienia z hiperinflacją: Niemcy i Austria w latach 20., Grecja i Chiny w latach 40., Argentyna w latach 70., Polska i Nikaragua w latach 80., a Jugosławia, Białoruś, Turcja i Angola w latach 90.

Dodatkowo inflacja ma jeszcze jeden negatywny skutek – wywołuje „cykl koniunkturalny”. Nowe, łatwe pieniądze są inwestowane przez biznesmenów (co powoduje hossę), jednak nie są to inwestycje pieniędzmi, które z oszczędności wytworzyła gospodarka. Okazuje się z czasem, że wiele inwestycji było niepotrzebnych, co w dalszej kolejności wywołuje kryzys. Ponadto jak zauważa Friedrich August von Hayek w „Konstytucji wolności”, inflacja sprawia, że „każde działanie rządu potęguje konieczność rozszerzenia zakresu kontroli rządu”, „co na dłuższa metę musi zniszczyć podstawy wolnego społeczeństwa”.

Ludwig von Mises „dowodził, że pieniądz podlega tym samym prawom podaży i popytu co ceny towarów, ponieważ sam jest towarem”. Jak pisze prof. Murray Rothbard w książce „O nową wolność. Manifest libertariański”, o poziomie cen decyduje „ogólna ilość lub podaż pieniądza w całej gospodarce”, ponieważ cena pieniądza, tak samo jak cena innych towarów, jest odwrotnie proporcjonalna do podaży i wprost proporcjonalna do popytu. Jak tłumaczy Henry Hazlitt w książce „Inflacja”, cena jest wskaźnikiem wymiany między pieniądzem a jednostką danego dobra. Posiadając więcej pieniędzy, ludzie cenią je mniej, co prowadzi do wzrostu cen dóbr nie dlatego, że tych dóbr jest mniej, lecz dlatego, że właśnie pieniędzy jest więcej i są one przez to mniej warte. Dotyczy to także oczekiwanej podaży w przyszłości. Przez większą część wieku XIX w gospodarkach uprzemysłowionych występowała deflacja, a mimo to postępował szybki rozwój i wzrost dobrobytu mieszkańców. Działo się tak dlatego, że ciągle rosła ilość produkowanych towarów i wytwarzanych usług, a dzięki istnieniu standardu złota wzrost podaży pieniądza w stosunku do tych towarów i usług był wolniejszy. W dzisiejszych czasach dodruk pustego pieniądza i ekspansja kredytowa jest znacznie szybsza, niż następuje rozwój gospodarki, co powoduje, że mamy permanentną inflację.

Bo właśnie fałszowanie pieniędzy przez rząd to tylko jedna strona medalu. Druga sprawa to ekspansja kredytowa w wykonaniu banków. To bankierzy (a nie rządzący), u których deponowano pieniądze (złoto), doszli kiedyś do wniosku, że nie spowodują żadnych szkód, jeśli będą pożyczać te pieniądze innym ludziom, zamiast przetrzymywać je w całości w skarbcach. Zauważyli bowiem, że wszyscy depozytariusze w jednej chwili nie chcą odzyskać całego swojego złota. Zaczęli pożyczać nieswoje pieniądze. Jak pisze Mises w „Ludzkim działaniu”, „jeśli rezerwa pieniężna, którą dłużnik utrzymuje jako pokrycie wyemitowanych substytutów pieniężnych, jest mniejsza niż łączna ilość tych substytutów, to część substytutów przewyższającą ową rezerwę nazywamy fiducjarnym środkiem płatniczym”. Jak zauważa Rothbard, każdy bank opiera swoją działalność na częściowej rezerwie, co oznacza, że przez cały czas jest bankrutem. Bank nigdy nie jest bowiem w stanie w dowolnej chwili uregulować wszystkich swoich zobowiązań, co jest normalne w przypadku każdego innego przedsiębiorstwa. Jednak wychodzi to na jaw dopiero w momencie, gdy w tym samym czasie duża ilość klientów banku chce odzyskać swoje depozyty.

Tymczasem tak samo szkodliwa dla wartości pieniądza, jak jego dodruk, jest także ekspansja kredytowa i powoduje ona podobne skutki – cykle koniunkturalne. Jak podaje Mises, „fiducjarne środki płatnicze mają taki sam wpływ na zjawiska rynkowe jak pieniądz”, co oznacza, że wywołują inflację. Dlatego ekonomiści ze Szkoły Austriackiej są zdania, że system bankowy powinien być oparty na stuprocentowej rezerwie, czyli każdy certyfikat pieniężny powinien mieć pełne pokrycie w zdeponowanym złocie. W takiej sytuacji banki mogłyby pożyczać wyłącznie pieniądze, które zostały zdeponowane na czas określony, czyli na lokaty terminowe. Jak pisze prof. Jesus Huerta de Soto, profesor ekonomii politycznej na Uniwersytecie Króla Juana Carlosa w Madrycie, w książce „Pieniądz, kredyt bankowy i cykle koniunkturalne”, zarówno światowy kryzys z lat 20. XX wieku, jak i obecny kryzys jest wynikiem ekspansji kredytowej. Skutkiem działalności amerykańskiej Rezerwy Federalnej podaż dolara od wielu lat rosła w średnim tempie ponad 10 proc. rocznie, co oznacza, ze co 7 lat podwajał się wolumen pieniądza. De Soto wyjaśnia, że kredyt fiducjarny, który wymusza większą kapitałochłonność struktury produkcji bez istnienia dobrowolnych oszczędności zawsze prowadzi do autodestruktywnego boomu, który kończy się kryzysem gospodarczym. Dzieje się tak dlatego, że w okresie sztucznego wzrostu gospodarka czyni inwestycje, które nie mają gospodarczego uzasadnienia, wytwarza dobra kapitałowe, na które potem nie ma popytu, „zostały wyprodukowane przez pomyłkę i nigdy nie powinny być wytworzone”.

Henry Hazlitt uważa, że świat nie pozbędzie się inflacji, „dopóki nie powróci do pełnego standardu złota”. Ponadto jego zdaniem państwo powinno stracić monopol na emisję pieniądza na rzecz osób prywatnych. Hazlitt podaje przykłady z historii. W Kalifornii monety z prywatnych mennic były w obiegu jeszcze w 1855 roku, a w latach 1960-62 prywatne monety złote bito także w Denver. Dopiero w 1864 roku amerykański Kongres zabronił prywatnego bicia monet. Jednak w „Konstytucji wolności” Hayek napisał, że w aktualnej sytuacji przywrócenie standardu złota byłoby bardzo trudne z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, standard złota nie mógłby zostać przyjęty w jednym państwie, lecz musiałyby to być wzorzec międzynarodowy, co byłoby trudno wykonalne. Po drugie, kiedyś standard złota wspierała „powszechna opinia, że naruszenie tej podstawy jest wielką katastrofą i narodową hańbą”, teraz tak już nie jest. Dlatego Hayek zaproponował parytet koszyka towarowego jako alternatywę dla parytetu złota. Inna koncepcja Hayeka mówi o likwidacji państwowego monopolu na druk pieniądza i wprowadzeniu konkurencyjnych walut prywatnych z zachowaniem zasady konkurencji – wtedy ludzie posługiwaliby się pieniądzem najlepiej zarządzanym, a inflacja by znikła. Z kolei prof. Jesus Huerta de Soto (podobnie jak Alvin Rabushka, amerykański ekonomista z Instytutu Hoovera czy John Laughland, brytyjski naukowiec i dziennikarz) skłania się jednak do powrotu do standardu złota. Zaleca po pierwsze, „prywatyzację pieniądza oraz położenie kresu ingerencji państwa i banku centralnego w sprawy jego emisji, a także kontrolowaniu jego wartości”. Po drugie, zdaniem de Soto należy zlikwidować banki centralne i inne agendy rządowe zajmujące się kontrolą rynku finansowego i bankowego oraz całkowicie zliberalizować rynek bankowy. Po trzecie wreszcie, należy utrzymywać stuprocentowa rezerwę – banki nie powinny móc pożyczać pieniędzy, które zostały im powierzone w postaci depozytu na żądanie.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w 6 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2010 r.

2 odpowiedzi to “Należy wrócić do standardu złota!”

  1. Karol pisze:

    Świetny artykuł!

  2. USA pisze:

    Bardzo dobry artykul. Wiecej takich na roznych forach i moze ludzie dostrzegli by w koncu co sie dzieje na tym swiecie. NWO i bedziemy mieli jak w Chinach.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24