Monopole*

Liberałowie nie obawiają się istnienia monopoli. Według Ludwiga von Misesa idea uniwersalnego kartelu i monopolu w przemyśle produkcyjnym jest nie do utrzymania w warunkach rynkowych. Twierdzi on bowiem, że jeśli “wszystkie przemysły usiłowałyby ograniczyć produkcję po to, by żądać wyższych cen, uwolniłyby tym samym pracę i kapitał, które – ponieważ byłyby dostępne po niższych cenach – dostarczyłyby silnego bodźca do tworzenia nowych przedsiębiorstw, które zniszczyć musiałyby monopolistyczną pozycję pozostałych.”[1] Podobnego zdania jest Michał Zieliński, który twierdzi, że “monopole, wbrew twierdzeniom teoretyków materializmu historycznego, nie są immanentną cechą kapitalizmu. Przeciwnie, w nie zniekształconym kapitalizmie nie mogą istnieć.”[2] Najlepiej przytoczyć w tym miejscu sytuację w USA z przełomu XIX i XX stulecia: „wielki biznes od początku rozwoju wolnej konkurencji starał się zmonopolizować poszczególne gałęzie gospodarki. Finansowa magnateria rodu Morganów walczyła różnymi sposobami, namawiając producentów do zrzeszania się, tworzenia karteli, ograniczenia sprzedaży i podnoszenia cen. Niestety wszystkie kroki rozbijały się na skałach wolnego rynku, który hamował zapędy do dominacji. Lokalni przedsiębiorcy cięli potajemnie koszty w celu zwiększenia swoich zysków, nie mówiąc o venture capital, kapitałów, które były gotowe przeskoczyć na sektor w którym tworzył się kartel, i odebrać szybko klientów niższymi cenami. Tak było w przypadku kolei i manufaktur. Morganowie strasznie się napocili, ale ich efekty były marne. Kartele szybko się rozpadały”[3] albo wpędziły się w bankructwo. “Morganowie zrozumieli, że na wolnym rynku nie mogą powstać monopole, dlatego sięgnęli po inne środki. Udali się do władzy państwowej: skartelizowali rynek siłą, interwencjonizmem państwowym.”[4]

Z drugiej strony, jeśli nawet istniałoby na wolnym rynku przedsiębiorstwo dominujące, to oznaczałoby to, że przedsiębiorstwo to usatysfakcjonowało “tak ogromną rzeszę konsumentów, że wszyscy jego konkurenci nie byli w stanie zapewnić im większej użyteczności.”[5] A na tym zyskałby ogół społeczeństwa. Tak było w Stanach Zjednoczonych w latach 1888-1940, kiedy to firma Alcoa miała całkowity monopol na wytwarzanie aluminium: “monopolistyczna pozycja utrzymywana była przez sprzedaż bardzo dobrych produktów po coraz niższych cenach, tak że nikt nie był w stanie wejść na rynek. W okresie monopolu Alcoa zredukowała ceny aluminium z ok. 16 dolarów do ok. 40 centów za kilogram i zainicjowała setki nowych zastosowań jej produktów.”[6] Natomiast jeśli takie dominujące przedsiębiorstwo “przestanie o nas dbać, jeśli pogorszy jakość produktów czy zbytnio podniesie ich cenę, wówczas zrobi krzywdę przede wszystkim sobie. Każde naruszenie interesu konsumenta zachwieje jego monopolem – pojawi się konkurencja, nastąpi rezygnacja z zakupu albo konsumenci znajdą sobie substytut.”[7] Artur Laffer na pytanie, jaka jest optymalna liczba przedsiębiorstw w danej branży, by rządziła się ona prawami konkurencji wydaje się, że odpowiada przewrotnie: “jedno”, jednak zaraz wyjaśnia: “będzie ono konkurowało z przyszłymi rywalami. Jego monopol będzie trwał dopóty, dopóki cena będzie utrzymywana na poziomie wystarczająco niskim, by wykluczyć innych. W tym sensie monopole są dobre”[8]. Podobnego zdania jest von Hayek, który uważa, że „szkodliwy pierwiastek pojawia się dopiero wówczas, gdy monopol zdolny jest bronić swej pozycji pomimo utraty przewagi nad konkurentami.”[9] Von Mises twierdzi, że “prawdziwe monopole mogą zostać ustanowione tylko poprzez kontrolę ziemi bądź zasobów mineralnych.”[10] Profesor Dawid Friedman, syn Miltona, jest zdania, że w rzeczywistości wszystkie monopole “są stworzone przez rząd i nie mogłyby istnieć w ramach instytucji całkowicie prywatnej własności.”[11]

Bo właśnie o wiele gorszy od monopolu prywatnego, który nigdy nie jest długotrwały, ani nie ma pełnego charakteru, jest – według von Hayeka – monopol państwowy. Jest on “zawsze monopolem chronionym przez państwo – chronionym zarówno przed potencjalną konkurencją, jak i przed skuteczną krytyką. W większości przypadków oznacza to, że powołany na pewien czas do życia monopol zostaje wyposażony we władzę umożliwiającą mu zabezpieczenie swej pozycji po wsze czasy – władzę, która prawie na pewno zostanie wykorzystana.”[12] Podobnego zdania jest Jan M. Fijor: “o ile monopol rynkowy nie stanowi groźby dla nikogo, o tyle w przypadku monopolu państwa sprawa jest znacznie bardziej niebezpieczna. Monopol państwa sprawowany jest bowiem pod groźbą użycia siły fizycznej czy przymusu w postaci regulacji prawnej. (…) Tylko państwo może sprawować monopol. Nikt inny nie jest w stanie zmusić mnie do korzystania z monopolistycznego chleba czy zabronić mi korzystania z konkurencyjnego [komputerowego] systemu operacyjnego.”[13] Przykładami fatalnie funkcjonujących państwowych monopoli w Polsce są chociażby: PKP, LOT, PZU, PKN Orlen, Telekomunikacja Polska, Poczta Polska, państwowe kopalnie, zakłady energetyczne czy gazownie. Jan Piński, dziennikarz “Wprost”, wyliczył, że “przeciętna czteroosobowa rodzina Kowalskich płaci za energię (gaz, prąd, ciepło) 3 tys. zł rocznie. Jedna trzecia tej kwoty to haracz pobierany przez dominujące na rynku Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Rozmowy telefoniczne kosztują Kowalskich średnio 1,2 tys. zł rocznie, z czego około 400 zł to “narzut” monopolisty Telekomunikacji Polskiej S.A. Nasza przykładowa rodzina spożywa co roku 84 kg cukru kupowanego po 3 zł za kilogram. Gdyby nie cła zaporowe, ten sam kilogram cukru kosztowałby… złotówkę. Rocznie Kowalscy wspomagają więc cukrowników “darowizną” w  wysokości 150 zł. Jeżeli dodamy do tego wydatki z budżetu państwa, czyli pieniądze podatników, na podtrzymywanie przy życiu jedynowładztwa PKP na torach oraz koszty wynikające z opieszałości i anachroniczności Poczty Polskiej, okaże się, że Kowalscy co roku wydają na utrzymanie monopoli ponad 2 tys. zł, w tym 1550 zł bezpośrednio ze swej kieszeni!”[14] Stanisław Koczot pisze, że “dziesięciominutowe połączenie z Polski do USA kosztuje ok. 6 euro, podczas gdy z Niemiec nieco ponad 1 euro.”[15] Trzeba do tego dodać, że monopole to nie tylko wyższe koszty, ale także niższy poziom usług.

W Unii Europejskiej po otwarciu rynku lotniczego na konkurencję powstały tanie linie lotnicze takie jak RyanAir, EasyJet, Germanwings i inne oferujące przeloty po Europie już za 20-30 euro: “w krajach “15” od czasu zniesienia ostatnich ograniczeń średnie ceny biletów spadły aż o 41 procent. W UE tzw. tani przewoźnicy w ciągu kilku lat przejęli aż 1/3 przewozów.”[16] W Peru, dzięki istnieniu kilku konkurencyjnych linii lotniczych, w 1999 roku za jedynie 39 dolarów można było dolecieć z Limy na każde lotnisko w tym kraju (500 – 1000 km). W Polsce państwowy LOT (współwłaścicielami są polski i francuski budżet) nadal utrzymuje ceny biletów na wysokim poziomie.

Polskie Koleje Państwowe likwidują połączenia, które są według nich nierentowne. Tymczasem kiedy linie te chcą obsługiwać prywatne firmy uważające, że jednak można na tym zarobić, PKP nie wyrażają na to zgody! Tracą głównie klienci. Przykładem może być firma CTL Maczki Bór, która “od roku ubiega się o zezwolenie na transport osób na trasie Żywiec-Sucha Beskidzka, z której PKP zamierzają się wycofać. Ma zamiar wozić ludzi autobusami szynowymi. Wygodniejszymi i o wiele tańszymi niż tabor PKP. Co z tego, skoro ministerstwo [zainteresowane utrzymaniem monopolu PKP] wynajduje coraz to nowe powody, by zezwolenia nie wydać.”[17] Warto dodać, że w 2001 roku mimo dotacji państwowych dla PKP, które wyniosły 2,12 mld zł, rok ten koleje zamknęły wynikiem finansowym 3,3 mld zł strat, natomiast zadłużenie wyniosło 8,5 mld zł.[18]

W Polsce nie można wybrać sobie dostawcy gazu czy energii, gdy “tymczasem w [„starych” krajach] Unii Europejskiej obowiązuje tak zwana zasada dostępu stron trzecich. Stanowi ona, że odbiorca w dowolnym punkcie sieci może zawrzeć umowę z zakładem energetycznym i gazowym z każdej części świata, a wszyscy operatorzy mają mu w tym pomóc. Po wdrożeniu podobnej reguły w USA i Kanadzie ceny gazu spadły o 20-40 proc.”[19] W Polsce monopol energii elektrycznej zaczynają dopiero przełamywać małe prywatne elektrownie i elektrociepłownie na gaz na przykład w Nowej Sarzynie czy Władysławowie. Koszt energii z tych zakładów jest trzykrotnie niższy! Dzięki pobudzeniu konkurencji już w 2002 roku monopolista Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo o 10% obniżyło ceny gazu dla odbiorców przemysłowych.[20]

Wolny rynek jest przede wszystkim korzystny dla firm małych i takich, które rozpoczynają swoją działalność oraz takich, które chcą się rozwijać i inwestować.  Natomiast nie jest on dogodny dla dużych państwowych przedsiębiorstw monopolistycznych, które mają ugruntowaną pozycję na rynku. Po pierwsze, dlatego że interwencjonistyczne zezwolenia i koncesje oraz protekcjonistyczne cła i kontyngenty utrudniają i ograniczają konkurencję, która może być zagrożeniem dla tych firm. Po drugie, przedsiębiorstwa te nie obawiają się zwiększonych podatków, kosztownych kontroli czy obowiązku spełniania określonych standardów, ponieważ i tak koszty mogą przerzucić na konsumentów, a dzięki temu upadnie wiele małych firm – potencjalnych konkurentów, które nie udźwigną tych wydatków. Po trzecie, firmy takie często powiązane są z układami politycznymi, dzięki czemu otrzymują różne ulgi, zwolnienia podatkowe, dotacje czy subwencje, których na wolnym rynku nigdy by nie otrzymały. Po czwarte, państwowe monopole nie działają na zasadzie rachunku ekonomicznego. Dla nich ważniejsze są układy polityczne, których wolny rynek nie toleruje i musi zniszczyć. Dlatego Hernando de Soto krytykuje interwencjonizm: „system prawny, którego jedynym celem jest redystrybucja, nie przynosi korzyści ani bogatym, ani biednym, lecz tylko tym, którzy umieli nawiązać bliższe kontakty z ludźmi u władzy. Powoduje to, że zostają na rynku te przedsiębiorstwa, które są najsilniejsze politycznie, a nie ekonomicznie.”[21] Wpływa to bezpośrednio na rozwój gospodarczy, a raczej na jego brak.

* Powyższy artykuł jest zmodyfikowanym fragmentem mojej książki „Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka”


[1] L. von Mises, Liberalizm w wersji klasycznej, Kraków 2001, s. 128.

[2] Zieliński M., Wyspa PRL, w: “Wprost“ 1997, nr 8, s. 41.

[3] Machaj M., Cała prawda o UE, w: “Najwyższy CZAS!” 2002, nr 51-52, s. XXXI-XXXII.

[4] Tamże, s. XXXII.

[5] Machaj M., Etatystyczne brednie (1), w: “Opcja na Prawo” 2002, nr 5, s. 29.

[6] Kwaśnicki W., Zasady ekonomii rynkowej, Wrocław 2001, s. 32-33.

[7] Fijor J. M., Monopol Microsoftu, w: “Opcja na Prawo” 2002, nr 6, s. 32.

[8] Gilder G., Bogactwo i ubóstwo, Warszawa 2000, s. 93.

[9] Lewandowski J., Neoliberałowie wobec współczesności, Gdynia 1991, s. 54.

[10] L. von Mises, Liberalizm w…, s. 128.

[11] Friedman D., The Machinery of Freedom, La Salle, Illinois 1989, s. 45.

[12] Hayek F. A., Droga do zniewolenia, Karków 1996, s. 198.

[13] Fijor J. M., Monopol Microsoftu, w: “Opcja na Prawo” 2002, nr 6, s. 32.

[14] Piński J., Haracz monopolowy, w: “Wprost” 2002, nr 48, s. 38.

[15] Koczot S., Imadło monopolowe, w: “Newsweek Polska” 2002, nr 45, s. 66.

[16] Bielecki J., Będzie konkurencja dla LOT”, w: “Rzeczpospolita” 2003, nr 31.

[17] Koczot S., Imadło monopolowe, w: “Newsweek Polska” 2002, nr 45, s. 68.

[18] Grzegrzółka K., Kolej wypada z torów, w: “BusinessWeek Polska” 2003, nr 2, s. 19.

[19] Andrzejewski P., Podatek specjalny, w: “Wprost” 2001, nr 2, s. 49.

[20] Grzegrzółka K., Elektrownia na podwórku, w: “Wprost” 2002, nr 22, s. 48-50.

[21] H. de Soto, Inny szlak, Warszawa 1991, s. 277.

Jedna odpowiedź to “Monopole”

  1. Paweł pisze:

    Świetna Praca 10/10.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24