Leczenie, które pogarsza stan pacjenta*

Na przykładzie walki firm farmaceutycznych z badaniami nad alternatywnymi metodami leczenia stwardnienia rozsianego widać, że w całym interesie liczy się tylko kasa, a dobro pacjenta znajduje się poza jakimkolwiek obszarem zainteresowania.

Pierwszą nagłośnioną operację leczenia stwardnienia rozsianego nową metodą udrożnienia żył przeprowadził prof. Paolo Zamboni, włoski chirurg naczyniowy z kliniki w Ferrarze. Wcześniej dr Franz von Shelling z Austrii odkrył ścisły związek między chorobą a występującą u chorego niedrożnością żył szyjnych – przez dziesięciolecia wierzono, że stwardnienie rozsiane jest chorobą autoimmunologiczną. Nowa metoda leczenia, wynikająca z innego podejścia do choroby, wskutek oporu firm farmaceutycznych, została nagłośniona dopiero około 18 miesięcy temu. Tymczasem około 70 proc. pacjentów zaraz po przeprowadzonym zabiegu odczuwa natychmiastową poprawę. U większości z nich większość symptomów choroby ustępuje w ciągu 6 tygodni. Dr Hubbard z San Diego w USA prowadzi grupę 70 pacjentów, z których po udrożnieniu żył poprawę ma ponad 60. Mimo to obecnie zabiegi jako metody likwidującej przyczynę stwardnienia rozsianego przeprowadza się tylko w kilkunastu miejscach na świecie. Co ciekawe, najwięcej zabiegów, bo ponad 500, przeprowadzono w Polsce.

Do czasu nagłośnienia kilkudziesięciu pierwszych operacji i rewolucji w leczeniu chorych na stwardnienie rozsiane pacjenci byli leczeni wyłączenie farmakologicznie. Zgodnie z wypowiedziami pacjentów na forach poświęconych chorobie na całym świecie występuje korelacja pomiędzy leczeniem lekiem o nazwie interferon a gorszym stanem pacjentów w stosunku do nieleczonych. Polscy pacjenci po zabiegu udrażniania żył i odstawieniu leków z entuzjazmem powracają do normalnego życia. Tymczasem interferon, który według producentów może spowolnić rozwój choroby, nie tylko nie daje pozytywnych efektów (nigdy nie cofnął objawów już występujących), ale na dodatek wywołuje mnóstwo skutków ubocznych, na przykład uszkodzenia tarczycy, wątroby, upośledzenie układu immunologicznego i wiele innych. – Czułam się okropnie. Ogromny ból głowy, mięśni, kości, stawów, brzucha, wątroby, ciągła gorączka, otępienie, permanentne zmęczenie, dreszcze, bezsenność, problemy z koncentracją, przeróżne bóle. Przy jednoczesnym występowaniu objawów stwardnienia rozsianego takich jak mrowienia, drętwienia, niedoczulica, zaburzenia widzenia, mowy, osłabienie mięśni, skurcze i masa innych dolegliwości, które nie tylko nie zaczęły ustępować, ale wręcz się nasiliły, więc przy takim koktajlu dolegliwości czułam się fatalnie. Jak żywy trup – mówi „Najwyższemu CZAS-owi!” chora od 7 lat na stwardzenie rozsiane i leczona interferonem Anna Głuch.

Tymczasem niemal wszystkie największe koncerny farmaceutyczne: Novartis, TEVA, Bayer Schering Pharma, Biogen itd. mają w swojej ofercie sprzedaży interferon występujący pod różnymi nazwami. Szacuje się, że roczny dochód ze sprzedaży tego leku sięga gigantycznej kwoty 9 mld US$ tylko w USA i UE (należy mieć jednak na uwadze, że interferon jest stosowany także w innych chorobach). Koszt miesięcznej „kuracji“ interferonem na jednego pacjenta waha się od 1000 do 4000 US$.

Opór neurologów

Od czasu nagłośnienia pierwszych operacji udrożnienia żył opór neurologów jest niebywały. Pomimo faktycznej poprawy stanu zdrowia osób chorych na stwardnienie rozsiane neurolodzy starają się walczyć, powołując się na przykłady osób, którym zabiegi nie pomogły, nazywając chirurgów żylnych szarlatanami. Powołują się ponadto na brak jednoznacznych badań potwierdzających skuteczność tej metody. A przecież badania mające na celu potwierdzenie skuteczności danego leku czy sposobu leczenia trwają latami, przeprowadzają je szpitale, w których w większości przypadków udziałowcami są koncerny farmaceutyczne produkujące nieskuteczne leki. Konflikt interesów jest bezsprzeczny. Czy szpitale, kliniki, laboratoria finansowane przez koncerny farmaceutyczne mogą przeprowadzić rzetelne badania nad skutecznością tej metody? Firma Novartis otwarcie przyznaje, że na skutek zabiegu udrażniania żył jej zyski ze sprzedaży interferonu tylko w 2010 roku spadły o 600 mln US$.

W Niemczech wyszło na jaw, że prowizje dla neurologów od firm farmaceutycznych zaczynają się od 8 proc. Przyjmując, że jeden lekarz ma tylko 10 pacjentów, jego dodatkowy zarobek wynosi od 800 US$ do 3200 US$ miesięcznie, czyli od 9600 US$ do 38 400 US$ rocznie! Konowały muszą mieć tylko chorych, a całą kwotę i tak zapłaci podatnik poprzez państwowe systemy służby zdrowia.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia, na całym świecie na stwardnienie rozsiane choruje ponad 2,5 mln osób. Mimo to do tej pory tylko dwa kraje oficjalnie przystąpiły do projektu rozwoju metody leczenia tej choroby przez udrażnianie żył. Jedna z prowincji w Kanadzie przeznaczyła na badania 5 mln US$, czyli 120 razy mniej niż stracił Novartis. Z kolei władze Kuwejtu stwierdziły, że skoro można usunąć przyczynę za około 5000 US$, to czemu wydawać na nieskuteczne leki miesięcznie do 4000 US$ na jednego pacjenta. W innych krajach koncerny farmaceutyczne zakulisowo próbują zakazać udrożniania żył jako metody leczenia stwardnienia rozsianego, powołując się na rzekome dobro pacjenta.

Jak to jest w Polsce

Szacuje się, że w Polsce na stwardnienie rozsiane choruje około 50-60 tys. osób. Według Agencji Oceny Technologii Medycznych około 15 proc. z nich, czyli co najmniej 7500 osób może być kandydatami do leczenia interferonem. Koszt leczenia jednego pacjenta przez rok to około 36 tys. zł. A to oznacza, że rocznie z budżetu państwa tylko na leczenie interferonem może być wydawanych około 270 mln zł! To całkiem spora suma napychająca kieszenie koncernów farmaceutycznych. Dlaczego więc mieliby tak łatwo z niej zrezygnować? – wylicza Anna Głuch. – Koszt ten nie uwzględnia rent inwalidzkich, hospitalizacji, rehabilitacji oraz kosztów wykluczenia ze społeczeństwa. Obecnie wprowadzany lek – gilnenya kosztuje już nie 36 tys. zł za roczną kurację, lecz 100 tys. zł i jest szeroko propagowany wśród neurologów – dodaje Czarek Głuch, który zainteresował się problemem, kiedy jego żona zachorowała na stwardnienie rozsiane.

23 września 2010 roku Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, wysłał pisma do Ewy Kopacz, minister zdrowia oraz prof. Danuty Ryglewicz, Konsultanta Krajowego z Dziedziny Neurologii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, krytykując lekarzy podejmujących się leczenia stwardnienia rozsianego nową metodą i żądając informacji na temat tego, czy prowadzone są badania skuteczności tej metody. Już wcześniej, bo w lipcu br. prof. Ryglewicz skierowała do minister Kopacz pismo z prośbą o powołanie międzydyscyplinarnej Komisji składającej się z przedstawiciela Komisji Bioetycznej przy Ministerstwie Zdrowia, Izb Lekarskich oraz ekspertów z dziedziny neurologii, chirurgii naczyniowej i radiologii w celu wypracowania oficjalnego stanowiska odnośnie dalszych zasad postępowania odnośnie niefarmakologicznej metody leczenia stwardnienia rozsianego. Tymczasem udrażnianie żył nie wymaga specjalnych badań, ponieważ jest to standardowy zabieg wykonywany od dawna tyle, że wcześniej nie był stosowany przy objawach tej choroby, wyjaśnia dr Hubbar. – Jest to pierwszy krok do zakazania wykonywania prostej procedury medycznej usuwającej przyczynę choroby – uważa Czarek Głuch. – W zeszłym miesiącu władze Unii Europejskiej uległy lobby farmaceutycznemu, wprowadzając przepisy zakazujące sprzedaży ziół bez uprzedniego ich przebadania. Ziół, którymi ludzie leczą się od tysięcy lat, ziół, które nie powodują skutków ubocznych! Koszt „przebadania“ jednego zioła wynosi od 300 tys. do 500 tys. US$. Takim ruchem lobby pozbyło się ostatniego konkurenta w UE – dodaje.

Koncerny farmaceutyczne naciskają na konieczność przeprowadzenia badań, zanim zacznie się leczyć ludzi, ponieważ nikt na to nie da pieniędzy. Rządy nie przyznają grantów przy oporze neurologów i stowarzyszeń stwardnienia rozsianego sponsorowanych przez producentów leków. Badania trwają 10-15 lat. Opór neurologów można także tłumaczyć tym, że nagle musieliby przyznać się, że faszerowali ludzi wysoce toksycznymi lekami, które nie miały prawa zadziałać – tłumaczy dr Hubbard.

Koszty „leczenia”

Czarek Głuch wylicza dla „Najwyższego CZAS-u!” szacunkowe roczne koszty nieskutecznej walki ze stwardnieniem rozsianym w Polsce. Badania, sterydy, hospitalizacja, bezpośrednie wydatki na interferon, bezpośrednie powikłania w wyniku stosowania leku, renty inwalidzkie, wykluczenie z produktywności daje łącznie ponad 1,2 mld zł rocznie, przy czym koszty interferonu i powikłań szacowane były dość asekuracyjnie, w porównaniu do wcześniejszych wyliczeń. Efektem tej terapii jest… pogorszenie się stanu zdrowia większość pacjentów.

Tymczasem, według Czarka Głucha, koszt leczenia przez udrażnianie żył jednej osoby to około 15 tys. zł. Zakładając, że obecnie stosowane metody należy trochę usprawnić, koszt mógłby wzrosnąć do 20 tys. zł. Z drugiej strony masowość zabiegów i zwiększona konkurencja utrzymałaby ceny na dotychczasowym poziomie 15 tys. zł. Aby wyleczyć wszystkich pacjentów w Polsce, czyli 60 tys. osób, potrzeba zatem 900 mln zł, czyli tyle, ile budżet traci w ciągu 9 miesięcy na leczenie farmakologiczne. – Gdyby od kosztów 1,2 mld zł odjąć nadzwyczaj wysokie koszty rent w Polsce, to pokrywa się to idealnie z wypowiedziami urzędników Ministerstwa Zdrowia z Kuwejtu, że pacjentów można wyleczyć za finansowy koszt nakładów na „leczenie” farmakologiczne w ciągu roku – mówi Głuch.

Z pewnością przykład leczenia stwardnienia rozsianego nie jest odosobnionym przypadkiem pokazującym w tak wyrazisty sposób to, jak koncerny farmaceutyczne wespół z lekarzami próbują wycisnąć pieniądze i z pacjenta, i z podatników. A w szczególności pomaga im w tym i cały proceder ułatwia istnienie systemu państwowej służby zdrowia oraz państwowego nadzoru urzędniczego nad nią. Jednak na koniec, aby nie zostać posądzonym o stronniczość, przytoczę opinię lekarską na temat stwardnienia rozsianego. – Do końca nie wiadomo, co jest przyczyną tej choroby, są różne hipotezy na ten temat i leczy się raczej skutki, a nie przyczyny – mówi „Najwyższemu CZAS-owi!” neurolog z województwa śląskiego, który zastrzegł anonimowość. – O całkowitym wyleczeniu stwardnienia rozsianego nie można mówić, zawsze może być nawrót choroby i nie wiadomo, kiedy on nastąpi. Na razie nikt nie wyleczył stwardnienia rozsianego do końca i trudno o jednoznaczną opinię, co pomaga, a podczas przebiegu tej choroby choremu zawsze może być lepiej lub gorzej – dodaje.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 49 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2010 r.

22 odpowiedzi to “Leczenie, które pogarsza stan pacjenta”

  1. Ryszard pisze:

    Małe sprostowanie odnośnie kosztów: towar pod nazwą Gilnenya (Fingoliod 720) kosztuje miesięcznie 4.000 USD $, co daje rocznie kwotę 48.000 USD x 3 PLN to jest ponad 140 PLN. Efekty uboczne: zgony na opryszczkę, żółtaczkę, uszkadza wątrobę (n.p. dla mnie), rak skóry problemy z układem krwionośnym. W porównaniu z placebo śladowa różnica jeśli chodzi o rzuty. Jest takie też ostrzeżenie w zamkniętej gazecie lekarskiej w RFN.Jest to tu: Arzneimittelbrief 2010, 44, 41″ tylko dostępne lekarzom. Jest tez napisane w tym artykule, że wyniki grup studyjnych (FREEDOMS-, CLARITY- und TRANSFORMS-Studie) były manipulowane.
    Ryszard

  2. Ryszard pisze:

    Małe sprostowanie odnośnie kosztów: towar pod nazwą Gilnenya (Fingoliod 720) kosztuje miesięcznie 4.000 USD $, co daje rocznie kwotę 48.000 USD x 3 PLN to jest ponad 140.000 PLN. Efekty uboczne: zgony na opryszczkę, żółtaczkę, uszkadza wątrobę (n.p. dla mnie), rak skóry problemy z układem krwionośnym. W porównaniu z placebo śladowa różnica jeśli chodzi o rzuty. Jest takie też ostrzeżenie w zamkniętej gazecie lekarskiej w RFN.Jest to tu: Arzneimittelbrief 2010, 44, 41″ tylko dostępne lekarzom. Jest tez napisane w tym artykule, że wyniki grup studyjnych (FREEDOMS-, CLARITY- und TRANSFORMS-Studie) były manipulowane.
    Ryszard

  3. haptenolog pisze:

    Szanowny Panie Cukiernik,

    Dzięki za rzetelną publikację o udrażnianiu żył dla chorych na SM i o tych, którzy w tym przeszkadzają.

    W tym miejscu chcę dorzucić link do moich wiadomości o SM:
    http://www.haptens.republika.pl/haptenology_pl.html

  4. zomer83 pisze:

    Witam, jestem po balonikowaniu (luty 2010) w katowickim szpitalu MSWiA
    obecnie czuję się fatalnie tzn. od lipca b.r. – nie wiem jak dalej funkcjonować? pozdrawiam Grzegorz G.

  5. zomer83 pisze:

    Cd. Witam, jestem po zabiegu balonikowania w katowickim szpitalu MSWiA (luty 2010) i od lipca b.r. czuję się FATALNIE!
    Teraz wiem, że to „lipa” dla chorych na wózku inw… czyli z mocno zaawansowanymi deficytami neurologicznymi…
    Zabieg jest OK! ale tylko i li tylko dla osób chodzących tak, że nie tylko interferony i inne podobne są złe.
    Źli są ludzie, którzy mają tą wątpliwą satysfakcję decydowania o innym człowieku, o jego „być albo nie być” G.G…

  6. wentilo65 pisze:

    A ja uważam,że w udrażnianiu żył szyjnych coś jest!Po udrożnieniu mi lewej żyły szyjnej,balonikiem.Dostałem nagle,sił fizycznych,trwała ta po
    prawa około 2 miesięcy.Potem uszły siły,jak powietrze z dętki.Potem na kontroli usg dooplera,okazało się,że mam nie drożną prawą żyłę szyjną.Być może to też jest przyczyna,spadku sił fizycznych.Ale ja jestem już na wózku,ale mimo to odczuwałem poprawę.A farmacja ,dalej usilnie neguje tą metodę,bo ucieka jej kasa!…….

  7. zomer83 pisze:

    Witam, tak, ma Pani rację, że coś w TYM jest i mocno mnie to cieszy ale…..jak szanowna Pani pisze; Było dobrze około 2 m-ce, potem siły uszły jak powietrze z dętki – ja też miałem balonikowanie lewej żyły szyjnej, poruszam się na wózku inw… i miałem takie same poprawy odczuwalne, wszystko jednak okazało się ulotne.
    Po zabiegu, leżałem na sali z dwoma panami z Ameryki Płn.- oni także są na wózkach i mieli ten sam zabieg – skontaktowałem się z nimi tego lata, są rozczarowani efektem, czyli takim samym jak u nas ale za dużo większe pieniądze (…)
    WNIOSEK (mój) nie bądźmy w gorącej wodzie kąpani! pozdrawiam G.G.

  8. Bogusław pisze:

    Szanowny panie Zomer83 Ja jestem 2 miesiące po balonikowaniu lewej żyły szyjnej Poprawa była radykalna i trwa do dzisiaj. Wszyscy ludzie po zabiegu których spotkałem osobiście sygnalizują znaczną poprawę. A fakt pogorszenia stanu w wyniku ponownego zamknięcia się żył, tylko potwierdza słuszność teorii CCSVI i Jej związku z SM.
    zommer83 Ja myślę że pan prof Ziaja nie kłamie mówiąc że chora wstała z wózka, możesz to zobaczyć osobiście tutaj. http://www.tvp.pl/katowice/informacyjne/aktualnosci/wideo/17-wrzesnia/2719755
    można obejrzeć bez abonamentu w 8 minucie 30 sek.
    Pozdrawiam

  9. Bogusław pisze:

    Jak ktoś nie wierzy w CCSVI niech zobaczy osobiście
    http://www.ccsvi-ms.pl/forum/viewforum.php?f=18&sid=92b30a1e6cdd30bc81d6e1cb2d3b87b1

  10. zomer83 pisze:

    Witam Pana Bogusława, proszę wybaczyć ale ja nie piszę, że ta metoda jest błędna i nie piszę też, że ktoś kłamie… Ja piszę o znikomej wręcz rzadnej poprawie stanu zdrowia po angioplastyce u osób z dużym starzem chorobowym czyli tych na wózkach inw… i pytam – dlaczego nam nie wstawiono stentów? NAM tzn tym na wózkach.
    Teraz mogę tylko napisać, że była szansa na „lepsze jutro” ale ktoś w Euromedic zadecydował innaczej (…) nie znam innego wytłumaczenia, zresztą nikt nie raczył mi tego wytłumaczyć.
    Osobiście straciłem na tą przygodę (samo balonikowanie) 16.500zł. tylko dlatego, że mieszkałem w Niemczech (mój pech?) – byłem przygotowany finansowo na faktyczne stenty.
    MOŻE KTOŚ NA TYM FORUM WIE COŚ O WYBIÓRCZYM STENTOWANIU CHORYCH I MI NAPISZE – PROSZĘ!!!

  11. ewa pisze:

    WITAM CZY MOGL BY KTOS MI ODPISAC CZY CCSVI WYKONUJA W WARSZAWIE I MOZE JAKIES NAMIARY LUB NR. TELEFONU. DZIEKUJE

  12. zomer83 pisze:

    Witam Ewo, na dzień dzisiejszy to tylko w katowickim Euromedic, tel. 0048322054081 i 0048323540587.
    Posiadam też nr tel i adresy e-mail dr Tomasza Ludygi i dr Mariana Simki ale te dane to raczej na Twój e-mail.
    Mój to zomer83@yahoo.de
    Pozdrawiam…

  13. ewa pisze:

    Witam wszystkich. Dzieki ZOMER za odpowiedz zadzwonilam po twoim e-mail i bylam troch zaskoczona poniewaz w tamtym tygodniu dzwonilam do blugari i koszt operacji i badan wynosi 6500€ a w katowicach 9200€ niewie od czego to zalezy czy to dlatego ze mieszkamy za granica placimy wiecej a tak wogole to ile kosztuje chorego mieszkajacego w polsce. dzieki jak odpiszesz i goraco pozdrawiam

  14. zomer83 pisze:

    Witaj Ewo, tak – zagraniczniacy i w tym Polacy też płacą dużo więcej (sam jestem przykładem) – o co w tym chodzi?…..hmm….chyba oni czują się tym przysłowiowym „ratownikiem” a tonący brzytwy się chwyci i stąd ten cennik (panuje jeszcze dziwny anachronizm, że ci z zagranicy MUSZĄ mieć a firma przeprowadzająca zabiegi wykorzystuje to i ma żniwa – notabene DUŻE bo w lutym 2010 w kolejce do zabiegu oczekiwało ponad 2 tys pacjentów zza granicy przy około 600 z kraju) innego wytłumaczenia tego procederu nie znam!
    Dla naszych tzn. z kraju, koszt na początku ubiegłego roku, oscylował od 9 – 14 tys zł.
    Pozdrawiam…

  15. Mila pisze:

    Ewo, Zomer,

    Na dzień dzisiejszy to zabieg można wykonać również w klinice

    Ameds w Grodzisku Mazowieckim (40 km od Warszawy) http://ameds.pl/,

    oraz w Warszawie (Wilanów) w Szpitalu Medicover za 8 tys PLN. http://www.medicover.com/plpl/szpital/1027,CCSVI.htm.

    Osobiście zabieg robiłam rok temu w Euromedic, ale nie chce mi się jeździć na kontrole co 3 miesiące po 300 km w jedną stronę więc sama zapisałam się na kontrolę w Medicover.

    Mam nadzieję, że komuś przydadzą się te infromacje.
    Pozdrawiam

  16. onnn pisze:

    Przechodziłem balonikowanie w Katowicach. Może i poprawa była, ale cóż z tego jak choroba wróciła do punktu wyjścia. Nowych rzutów też nie zatrzymuje. Czego można dowiedzieć się/przeczytać od ludzi, którzy przechodzili zabiegi 1 czy dwa lata temu. Pozdrawiam.

  17. aldona krause pisze:

    Mój mąż po zabiegu w Katowicach CCSVI leży jak warzywo,ostrzegam tych,którym to nie pomoże,a zdecydowali się podjąć to ryzyko,zastano
    ówcie się ludzie.
    Pozdrawiam.

  18. Witold pisze:

    Proszę państwa!
    Długo analizowałem problemy związane z chorobą sclerosis multiplex i doszedłem do wniosków podobnych do tych które przedstawia szanowny pan Jerzy Grzeszczuk (polecam link http://www.haptens.republika.pl/)
    Pierwszym elementem dla osób chorych na SM powinna być zmiana środowiska w którym żyje; mam na myśli otoczenie, ludzi, zwierzęta rośliny a nawet mieszkanie czy samochód.
    Drugim ważnym elementem jest zażywanie ziół o działaniu czyszczącym układ krwionośny.
    Kolejna moja sugestia to przystąpienie do hirudoterapii w celu oczyszczenia żył szyjnych i mózgowych.
    Kolejny element to kefir na bazie specjalnych bakterii sugerowanych przez szanowną panią dr Jadwigę Kępity. Cel to oczyszczenie przewodu pokarmowego z niepożądanych kultur bakteryjnych i przywrócenie równowagi kwasowo-zasadowej a tym samym podniesienie odporności organizmu i pomoc w zwalczaniu choroby w sposób autoimmunologiczny.
    Kolejny etap to oczyszczanie i dostrajanie organizmu metodą leczenia kamertonami ( dla przykładu i orientacji podaję link http://www.cypriantorunski.pl/rodzaj-terapii.html)

    Zaznaczam że jest to moja ocena sytuacji i sposoby które ja wybrałem jako że uważam je za najskuteczniejsze.
    Jeśli mają państwo jakieś pytania proszę je kierować na e-mail adres nowak-witold@wp.pl

  19. Witold pisze:

    Proszę państwa, chciałbym dodać jeszcze parę słów do mojego komentarza z drugiego lipca 2013.
    Otóż do coraz bardziej znanych sposobów leczenia SM należy Low Dosis Naltrexone (LINK do strony – http://www.ldnresearchtrustfiles.co.uk/docs/eBook.pdf) .
    Proszę pamiętać też, że nieodzownym elementem procesu leczenia jest duża aktywność fizyczna w jak najświeższym otoczeniu, chodzi o podwyższenie ciśnienia tętniczego przy jednoczesnym wysokim natlenieniu i tym samym oczyszczaniu organizmu z cząstek haptenowych.

  20. Paw pisze:

    Mam nadzieję , że nie jestem chory na SM i nie będę . Ale…, w dyskusji dostrzegam cechy pewnej ułomności natury ludzkiej . Znanej od zawsze ! Od Kaina i Abla . Zazdrości , zawiści i pochodnych .
    Albowiem , jeśli balonikowanie / stentowanie POMAGA np. 50 % chorych na tę chorobę , to RÓBMY TO !
    Fakt , że komuś na wózku nie pomogło , nie ma znaczenia ! Ostrzeganie innych jest tym bardziej niemoralne , że alternatywą jest grożny dla życia interferon , nb. droższy niż balonikowanie . To takie proste !

  21. Urszula pisze:

    Czy ktos z was ma doswiadczenie z balonikowaniem (w Katowicach) przy stwardnieniu rozsianym pierwotnie postępującym?.
    Dziekuje bardzo za pomoc.

  22. Marian pisze:

    Osobiście choruję na SM postępujące pierwotne. Po dwóch latach chemii i farmakologii, które nie przyniosły rezultatów ( mój stan się pogarszał) trafiłem do specjalistki która połączyła nowoczesną energoterapie z odpowiednim indywidualnym odżywianiem. W efekty do tej pory nie mogę uwierzyć. Może to będzie nadzieja dla was, bo mój stan tak się poprawił iż wierze ze pokonam chorobę z pomocą jej zespołu. Zapraszam na stronę http://holistycznaoaza.pl/index.php/aktualnosci gdzie szczegółowo opisałem swój przypadek. W razie pytań podaję również swojego maila: marian.toczydlowski@o2.pl.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24