Koszty ekologizmu*
Od wielu już lat nie było takiej sytuacji pogodowej, by śnieg w Polsce zalegał w dużych ilościach już od końca listopada przez tak długi okres czasu, jak to miało miejsce na przełomie roku 2010 i 2011.
Podobna „katastrofa” klimatyczna miała w tym roku miejsce po obu stronach kanału La Manche – zarówno w Wielkiej Brytanii i Irlandii, jak i Francji, Belgii i w Niemczech. Kilkucentymetrowa warstwa śniegu doprowadziła do całkowitego paraliżu komunikacji zarówno lądowej, jak i powietrznej. Mieszkańcy Europy Zachodniej po prostu nie są przygotowani na takie klęski, nie wiedzą co to odśnieżanie dróg i lotnisk ani nie znają pojęcia opon zimowych. Podobnie ostra zima nawiedziła Stany Zjednoczone. Mimo to nikt ani z unijnych, ani amerykańskich, ani polskich władz nie odwołał dogmatu o rzekomym globalnym ociepleniu. Bo przecież chodzi o pieniądze. Chodzi o gigantyczne pieniądze podatników i konsumentów, a nie o pogodę i ochronę środowiska. Pieniądze, które przepływają i nadal mają przepływać z kieszeni zwykłych obywateli do kieszeni polityków poprzez publiczne budżety każdego szczebla.
Polityka ekologizmu objawia się w różnych formach – ograniczenie emisji dwutlenku węgla, promocja energii odnawialnej i biopaliw do samochodów i samolotów, dopłaty do różnego typu ekoprojektów, ekologicznych domów czy samochodów wydalających mniej spalin, wycofywanie z rynku tradycyjnych żarówek na rzecz świetlówek energooszczędnych, a skutek jest zawsze ten sam – wyższe podatki, większe budżety i wydatki publiczne.
Dla Wielkiej Brytanii, która do roku 2020 chce o 34 proc. zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych, do 2050 roku o 80 proc., a ponadto do 2020 roku 15 proc. energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych, koszty tych działań będą gigantyczne. Jak podaje „Financial Times”, Urząd ds. Rynku Gazu i Elektryczności Ofgem, brytyjski regulator energetyczny, wyliczył, że tylko inwestycje w sektorze energetycznym, by sprostać tym celom, będą musiały pochłonąć 200 mld GBP. Chodzi o budowę nowych elektrowni atomowych, stacji gazowych i farm wiatrowych, które mają zastąpić elektrownie węglowe. Same dotacje do farm wiatrowych w Wielkiej Brytanii kosztują 1 mld GBP roczne. Dlatego należy zgodzić się z Philipem Daviesem, deputowanym z brytyjskiej Partii Konserwatywnej, który twierdzi, że dzięki Unii Europejskiej, w imię ochrony środowiska, ludziom i przedsiębiorstwom grozi bankructwo. W cenie prądu w Wielkiej Brytanii już aktualnie 15 proc. to przeróżne koszty ekologiczne.
Tymczasem według wyliczeń Komisji Europejskiej do 2020 roku kraje Unii Europejskiej będą musiały wydać 1 bilion euro na rozbudowę systemu energetycznych linii przesyłowych, by wypełnić brukselskie regulacje związane z rzekomymi zmianami klimatu. Ze względu na różnego typu unijne projekty cieplarniane do 2020 roku zwykłych obywateli oraz przedsiębiorców czekają wysokie podwyżki ceny energii. Dla obywateli koszty te mogą wzrosnąć nawet o 33 proc., a dla biznesmenów aż o 70 proc. Co ciekawe, w ciągu ostatnich 6 lat cena prądu w Eurokołchozie już wzrosła o 125 proc.
W Stanach Zjednoczonych w porównaniu z konwencjonalną energią węglową koszt wytworzenia jednostki energii wiatrowej jest około dwa razy wyższy, a energii słonecznej może być nawet cztery razy wyższy. Ponadto z raportu Heritage Foundation wynika, że ścisłe przestrzeganie ekologicznej strategii energetycznej w latach 2012-25 spowoduje wzrost kosztów utrzymania amerykańskich gospodarstw domowych o 36 proc., wzrost kosztów dla przemysłu o 60 proc., zmniejszenie się Produktu Krajowego Brutto USA w latach 2012-35 aż o 5,2 biliona USD oraz zredukowanie rynku pracy o ponad milion miejsc pracy. Heritage Foundation wyliczyła, że wymuszone ograniczenie emisji dwutlenku węgla spowoduje, że przeciętna amerykańska rodzina stanie w obliczu podwyżek energii o 90 proc., a gazu i benzyny o 50 proc. W ramach pakietu stymulacyjnego prezydenta Baracka Obamy na „zieloną energię” już wydano 92 mld USD. Amerykański Departament ds. Energii przeznaczył niedawno 2,4 mld USD na rozwój i produkcję elektrycznych samochodów, a same nowe elektrownie słoneczne mają zostać dofinansowane kwotą 2 mld USD. W ciągu ostatniego roku lewicowa administracja prezydenta Obamy nałożyła na gospodarkę Stanów Zjednoczonych rekordową liczbę regulacji (głównie ekologicznych promowanych przez Agencję Ochrony Środowiska), które poprzez krępujący wpływ na przedsiębiorczość będą kosztować Amerykanów dodatkowe 26,5 mld USD rocznie.
Dostosowanie się do wymogów ekologicznych przez australijską branżę energetyczną ma pochłonąć 7 mld AUD rocznie. A samo niezdecydowanie lewicowego rządu Australii w kwestii programu cieplarnianego będzie kosztować australijską gospodarkę dodatkowo około 2 mld AUD rocznie do 2020 roku, a tamtejszych podatników około 60 AUD rocznie.
Co ciekawe, liderem w wydawaniu pieniędzy podatników na ekologizm są… Chiny, które w 2009 roku zainwestowały w „zielone technologie” 34,6 mld USD, podczas gdy Stany Zjednoczone 18,6 mld USD, a Wielka Brytania 11 mld USD. Mało tego, przez następną dekadę, chińskie władze planują aż 10-krotne zwiększenie tej kwoty. Łącznie rząd w Pekinie na inwestycje związane z ograniczaniem emisji dwutlenku węgla chce przeznaczyć gigantyczną kwotę 588 mld USD. Z kolei jak poinformowało brazylijskie Ministerstwo Środowiska, w 2011 roku tamtejszy rząd na walkę ze zmianami klimatu i na łagodzenie skutków rzekomego globalnego ocieplenia chce wydać 113 mln USD. Tymczasem porozumienie przyjęte podczas szczytu klimatycznego w Cancun w Meksyku przewiduje między innymi stworzenie Funduszu Klimatycznego w celu wspomożenia państw rozwijających się, który do roku 2020 ma dysponować budżetem w wysokości 200 mld USD rocznie.
Praktycznie na całym świecie wskutek proekologicznej polityki ostro wzrosną ceny energii elektrycznej zarówno dla biznesu, jak i indywidualnych odbiorców. Stefan Judish, dyrektor zarządzający RWE Supply & Trading GmbH, stwierdził, że przez obciążenia wynikające z dotowania energii odnawialnej cena energii płacona przez niemieckich konsumentów wzrośnie nawet o 40 proc. W związku z decyzją władz kanadyjskiej prowincji Ontario o przejściu na energetykę odnawialną do 2015 roku rachunki tamtejszych odbiorców prądu podskoczą nawet o 46 proc. W australijskim stanie Wiktoria podwyżki cen energii mogą sięgać nawet 50 proc. W australijskim stanie Queensland prawie 6-procentowa podwyżka ceny energii elektrycznej w 2010 roku wynika z wprowadzania przez zakłady energetyczne nakazanego przez rząd federalny systemu energii odnawialnej. Po wejściu w życie „ustawy klimatycznej” przeciętne rachunki australijskiej rodziny wzrosną o 1,1 tys. AUD rocznie. Tylko ceny żywności w Australii z tego samego powodu wzrosną średnio o 5 proc.
Szacunkowe koszty obowiązującego w Nowej Zelandii od lipca 2010 roku programu cieplarnianego dla producentów mięsa, żywności oraz wełny wyniosą aż 65 mln NZD rocznie! Według Dona Nicholsona, przewodniczącego Stowarzyszenia Farmerów Nowej Zelandii, przeciętny hodowca jagnięciny straci przez ekologiczne fanaberie około 12 proc. swojego dochodu. Przedstawiciel farmerów jako główny powód strat podaje wzrost podatków za energię elektryczną oraz paliwo. Wprowadzenie programu cieplarnianego w Nowej Zelandii spowodowało właśnie podwyżki cen paliwa oraz prądu. Ceny benzyny wzrosły o około 3 proc., diesla o 4 proc., a elektryczność jest droższa o 5 proc. Oznacza to, że przeciętne gospodarstwo domowe w Nowej Zelandii wydaje o około 160-200 NZD rocznie więcej niż przed ekologicznymi podwyżkami.
Samo Ministerstwo Środowiska szacowało, że w latach 2000-10 Polska ze środków krajowych wydała na ochronę środowiska w związku z przystosowywaniem naszego kraju do wymogów Brukseli 30 mld euro. Jak podała „Rzeczpospolita”, według firmy doradczej McKinsey, realizacja unijnych wymagań: zmniejszenie zużycia energii, wzrost jej produkcji z odnawialnych źródeł oraz redukcja emisji dwutlenku węgla do 2030 roku będzie kosztowała Polskę aż 92 mld euro! To więcej niż całkowite wydatki budżetu państwa w 2011 roku! W latach 2011-15 Polska powinna przeznaczać na realizację unijnych fanaberii w tym zakresie 2,5 mld euro rocznie.
Za sprawą konieczności nabywania przez polskie elektrownie węglowe uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz inwestycji w technologie produkcji energii ze źródeł odnawialnych, do 2020 roku cena, którą płacą gospodarstwa domowe za prąd, wzrośnie o około połowę. Wyliczenia Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska mówią o wzroście cen energii na rynku hurtowym rzędu 80 proc. Jak podaje „Rzeczpospolita”, propozycje Komisji Europejskiej na lata 2013-30 dotyczące CO2 zagrażają największym polskim firmom. Spowodują one wzrost wydatków w zakładach papierniczych, chemicznych, cementowniach i utratę ich konkurencyjności. – Jeżeli Komisja Europejska przyjmie (…) nowy dopuszczalny poziom emisji CO2, to polskie cementownie w drugiej połowie dekady będą musiały kupować uprawnienia do ich emisji wartości co najmniej 100 mln euro rocznie – uważa Jan Deja, dyrektor Biura Stowarzyszenia Producentów Cementu. Nowe limity gwałtownie pogorszą warunki konkurencyjne polskich cementowni, gdyż polski cement może zdrożeć nawet o jedną trzecią, a w konsekwencji niektórym zakładom grozi zamknięcie, podobnie jak wielu innym polskim firmom z branż energochłonnych. Branża ciepłownicza szacuje, że tylko z powodu wydatków na zakup pozwoleń na emisję CO2 w 2013 roku cena ciepła wzrośnie w Polsce o 22 proc. W grę wchodzi kwota 50 mld zł, którą polski przemysł będzie musiał wydać, by zmniejszyć emisje gazów i pyłów. Jak informuje „Rzeczpospolita”, nowa unijna dyrektywa ma od 2016 roku zmniejszyć średnio o połowę normy emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu oraz pyłów, a jej wymogi dotkną około tysiąca polskich zakładów przemysłowych.
Kolejnymi kosztami obciążającymi zwykłych obywateli są różnego rodzaju podatki ekologiczne. W RPA wprowadzono podatek węglowy od samochodów. Rząd australijskiego stanu Wiktoria wprowadził nową, ale co ciekawe, fakultatywną opłatę w wysokości od 1 do 80 AUD dla osób rejestrujących swoje samochody, która ma zostać przeznaczona na ograniczenie tzw. gazów cieplarnianych. Nad różnego typu podatkami ekologicznymi zastanawiają się także lewicowe władze Unii Europejskiej, Japonii, Australii, USA, Korei Południowej, Tajwanu, Polski, a nawet Wietnamu. W Japonii wprowadzono nowe podatki od paliw kopalnych, którymi obciążone będą ropa naftowa, gaz ziemny i węgiel, a ich wprowadzenie uzasadnia się potrzebą ograniczenia zużycia surowców, najbardziej przyczyniających się do zanieczyszczenia środowiska. Wpływy z tego podatku mają przynieść japońskiemu budżetowi około 3,1 mld USD w ciągu 4 lat. Wyliczono, że walka z globalnym ociepleniem będzie kosztowała każde japońskie gospodarstwo domowe ponad 8,5 tys. USD rocznie. Z drugiej strony lewicowe rządy w Japonii rozszerzają ekologiczne dotacje. Tamtejsze Ministerstwo Handlu ma przekazać 1,3 mld USD na 153 projekty, których celem ma być ograniczenie emisji CO2. Japończycy planujący budowę domu spełniającego ekologiczne normy mogą liczyć na dopłatę w wysokości prawie 4 tys. USD. W Japonii dotuje się także kupno ekologicznych samochodów. Podobnie Brytyjczycy dokonujący zakupu elektrycznego samochodu lub pojazdu w niewielkim stopniu zatruwającego środowisko mogą otrzymać bezzwrotną dotację w wysokości jednej czwartej kosztów, jednak do 5 tys. GBP. Łącznie na ten cel zostanie wydane 43 mln GBP z kieszeni podatników.
W Brazylii biopaliwa na dużą skalę, przy pomocy pieniędzy podatników, wytwarza się z trzciny cukrowej. Ministerstwo Energii Fidżi buduje 23 fabryki biopaliw (na miąższ orzecha kokosowego), które będą kosztowały tamtejszego podatnika około 5,5 mln USD. W Japonii produkuje się biopaliwa z ryżu (też dzięki dotacjom), a podobna inwestycja powstaje w Sudanie. Tymczasem jak wskazuje amerykański libertarianin Tim Worstall, redukcja wydalania 1 tony dwutlenku węgla poprzez biopaliwa kosztuje podatników od 275 USD do nawet 750 USD. Z kolei straty wywołane przez 1 tonę CO2, którym zapobieganiu ma służyć kosztowna idea biopaliw wynoszą ok… 80 USD.
Z raportu Instytutu Globalizacji wynika, że koszty, które poniesie ludzkość w wyniku globalnej kontroli emisji dwutlenku węgla mogą być znacznie wyższe niż potencjalne korzyści związane z ochroną środowiska naturalnego. Instytut ostrzegł ponadto, że wyeliminowanie emisji CO2 spowoduje drastyczny wzrost cen energii, co może spowodować długotrwałą recesję krajów rozwiniętych, a spadek zamożności i głód w krajach ubogich. Lord Christopher Monckton, były doradca brytyjskiej premier Margatet Thatcher, a obecnie wicelider Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii, twierdzi, że wszelkie rządowe programy klimatyczne mają na celu tylko ograbienie obywateli poprzez wprowadzanie nowych podatków. Jako przykład warto podać Indonezję, gdzie po wdrożeniu norm, mających na celu walkę z globalnym ociepleniem, produkcja ropy i gazu spadnie o 40 proc., co zachwieje tamtejszą gospodarką, gdyż obie branże stanowią 30 proc. jej wartości.
Fakty są jednoznaczne. Polityka ekologizmu podkopuje gospodarki krajów niemal całego świata. Zdaniem prof. Jana Winieckiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, które postuluje Komisja Europejska, spowoduje spadek i tak powolnego wzrostu gospodarczego w Eurokołchozie. A jak twierdzi w wywiadzie z Fundacją PAFERE inż. David Holland z brytyjskiego Instytutu Inżynierii i Technologii, ograniczenie kosztów związanych z wdrażaniem polityki walki z globalnym ociepleniem oznaczałoby ogromne oszczędności dla gospodarki i obywateli. Skutkiem polityki ekologizmu jest to, że zwykli obywatele płacą wyższe podatki, wzrastają koszty wytwarzania prądu oraz koszty transportu. To z kolei przekłada się bezpośrednio na wyższe ceny praktycznie wszystkich towarów i usług w kraju. Oznacza to, że ludzie mają mniej pieniędzy w portfelach, czyli obniża się ich poziom życia, mimo choćby i niemrawego wzrostu gospodarczego.
* Niniejszy artykuł został opublikowany w 2 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.





