Keynes wiecznie żywy*

Stopy procentowe powinny być jak najwyższe. Wtedy promuje się oszczędzanie, a nie życie ponad stan i nadmierne wydatki finansowane z kredytów.

9 października Rada Polityki Pieniężnej, która jest organem Narodowego banku Polskiego, ostro obniżyła stopy procentowe. Stopę lombardową zmniejszono z 4 do 3 procent, stopa referencyjna została zredukowana z 2,5 do 2 procent (to najniższy poziom w historii), stopa redyskontowa – z 2,75 do 2,25 procent, a tylko stopa depozytowa pozostała na niezmienionym poziomie 1 procenta. Decyzja o obniżce stóp nie była jednogłośna, a ekonomiści nie kryli zaskoczenia, gdyż nie spodziewali się aż tak silnych cięć.

Plan z afery nagraniowej

W oficjalnej informacji Rada Polityki Pieniężnej przedstawiła otoczenie makroekonomiczne Polski (słaba koniunktura w strefie euro, niska inflacja w Europie) i w Polsce (dane z trzeciego kwartału sygnalizujące dalsze spowolnienie dynamiki wzrostu gospodarczego, spadek cen konsumpcyjnych), oświadczając, że w ocenie RPP „dane wskazują na spowolnienie dynamiki aktywności gospodarczej oraz wzrost ryzyka utrzymania się inflacji poniżej celu w średnim okresie. W związku z tym Rada postanowiła obniżyć stopy procentowe NBP”. Jednocześnie dodano, że „Rada nie wyklucza dalszego dostosowania polityki pieniężnej, jeśli napływające informacje, w tym listopadowa projekcja NBP, potwierdzą istotne ryzyko utrzymania się inflacji poniżej celu w średnim okresie”.
Oznacza to przede wszystkim, że teraz bardziej będzie opłacało się brać kredyty, a mniej oszczędzać. Głęboka jednorazowa obniżka stopy lombardowej oznacza, że zostanie obniżone oprocentowanie kredytów. Szacuje się, że miesięczna rata powinna spaść o około 25-30 zł na każde 100 tys. zł kredytu. Z drugiej strony zredukowanie stóp procentowych to zawsze uderzenie w osoby oszczędzające, które trzymając pieniądze na kontach i lokatach bankowych, otrzymają niższe odsetki z oprocentowania. – To ruch w celu wspierania konsumpcji prywatnej. Rada chce stymulować wzrost gospodarczy przez konsumpcję prywatną – powiedział PAP Dariusz Winek, Główny Ekonomista BGŻ. – Bierzcie kredyty i co potem? Ten kraj jest pogrążony w recesji i każdy kredyt może okazać się pułapką, przez którą można wszystko stracić i powiększyć listę samobójców! – słusznie skomentował jeden z internautów. Ponadto obniżka stóp procentowych może doprowadzić do utraty wartości przez złotówkę. Zaraz po decyzji Rady nasza waluta chwilowo osłabiła się w relacji do euro. Według Szymona Zajkowskiego z Domu Maklerskiego mBanku na fali decyzji RPP, złoty może dalej tracić na wartości wobec euro.
Zdaniem Łukasza Kozłowskiego, eksperta Pracodawców RP, przyczyną obniżenia stóp procentowych był fakt, że „wskaźnik dynamiki cen konsumpcyjnych odbiega od celu inflacyjnego już o 2,8 pkt proc.”. – Nie ma wątpliwości, że rozpoczął się kolejny cykl luzowania polityki monetarnej w Polsce – ocenił Kozłowski. Socjalistyczni ekonomiści błędnie uważają, że deflacja jest zjawiskiem szkodliwym dla gospodarki, bo zniechęca do zakupów i hamuje gospodarkę. W rzeczywistości deflacja jest niekorzystna nie dla gospodarki, tylko dla rządzących (przy inflacji część pieniędzy w posiadaniu ludzi „wyparowuje” na rzecz państwa, a przy deflacji jest odwrotnie). – Polska od kilku miesięcy doświadcza dawno niespotykanego zjawiska spadku wskaźnika przeciętnych cen, czyli deflacji. Choć zjawisko to jest samo w sobie zupełnie niegroźne dla gospodarki, to mogą się nim martwić osoby i instytucje, które są silnie zadłużone i muszą spłacać od swojego długu wysokie odsetki – mówi „Najwyższemu Czasowi!”¬ Mateusz Benedyk z Fundacji Instytutu Ludwiga von Misesa. – Największym dłużnikiem w naszym kraju jest oczywiście polski rząd, który do niedawna musiał oferować wysokie oprocentowanie obligacji, żeby przyciągnąć inwestorów chętnych do ich kupna. Przy deflacji dochody podatkowe rządu mogą być niższe od zakładanych, a ustalone przed laty odsetki od długu trzeba płacić w niezmienionej formie. Dlatego też NBP próbuje za wszelką cenę wymusić inflację i pomóc rządowi w finansowych tarapatach – dodaje. – A co złego w tym, że będzie deflacja? Mniej wydam na zakupy i więcej zostanie pieniędzy na inne cele – pisze internauta. – Tutaj raczej chodzi o budżet państwa, który na deflacji traci. Dlatego cały szum i lament – dodaje.
Polityka inflacyjna korzystna jest dla rządu, bo to on pierwszy dostaje nowe pieniądze, zanim inflacja następuje, więc najwięcej na tym zyskuje. Dopiero w miarę rozprzestrzeniania się nowych pieniędzy w gospodarce, wartość pieniądza stopniowo spada. Prof. Marek Belka, prezes NBP i przewodniczący RPP, realizuje plan ustalony podczas nagranych pokątnie rozmów z Bartłomiejem Sienkiewiczem, ministrem spraw wewnętrznych rządu Donalda Tuska z PO, który zakłada zablokowanie metodami polityki makroekonomicznej dojścia opozycji do władzy. Napędzając inflację, a taki będzie główny skutek tak głębokiego obniżenia stóp procentowych, rząd będzie miał więcej pieniędzy, aby rozdać Polakom, co wraz z większą dostępnością tanich kredytów krótkoterminowo napędzi koniunkturę. Oczywiście nic nie jest za darmo. Długookresowo doprowadzi to do pogorszenia się wskaźników gospodarczych (zmarnowane pieniądze na cele konsumpcyjne, efekt nietrafionych inwestycji) i finansów publicznych (większe zadłużenie). Możliwy jest także skutek w postaci mocniejszego załamania gospodarczego. – Takie posunięcie to jeden z elementów polityki mającej na celu trzymanie opozycji, a zwłaszcza PiS-u jak najdalej od władzy. Przed nami wybory samorządowe, a w roku przyszłym parlamentarne – słusznie skomentował jeden z internautów.

Sprzedadzą więcej obligacji

Jest także wiele pobocznych skutków obniżenia stóp procentowych. Zmniejszenie stopy lombardowej oznacza obniżenie odsetek za zwłokę od zaległości podatkowych z 10% na 8% w skali rocznej, a także obniżenie górnego limitu oprocentowania kredytów gotówkowych i kart kredytowych z 16% do 12%, co uderzy w banki specjalizujące się w drogich kredytach konsumpcyjnych. W efekcie konieczna jest także redukcja maksymalnych odsetek ustawowych, które aktualnie wynoszą 13%, czyli są niezgodne z nowym prawem. Jeśli nie zostaną niezwłocznie obniżone, to kredytobiorcy mogą odwołać się do sądu, co narazi wymiar sprawiedliwości na niepotrzebne koszty zbędnych procesów. Jednak zdaniem Krzysztofa Kolanego, głównego analityka Bankier.pl, „oprócz niewielkich oszczędności na obsłudze zadłużenia cięcie stóp nie będzie miało istotnego wpływu na gospodarkę i nie poprawi koniunktury. Konsekwencją dzisiejszej obniżki będzie przede wszystkim to, że za kilkanaście miesięcy Rada będzie musiała dokonać silniejszych podwyżek, aby nadążyć za rosnącą inflacją”.
Wysokość stóp procentowych wpływa też na zmiany cen obligacji. Gdy stopy procentowe rosną, cena obligacji maleje, a gdy stopy procentowe spadają, cena obligacji rośnie. Jeśli spadają stopy procentowe, to wyemitowane wcześniej obligacje zyskują na wartości, gdyż nowe obligacje pojawiające się na rynku będą z niższym oprocentowaniem (spada rentowność). Ponadto obniżka stóp procentowych powoduje, że kapitał jest chętniej lokowany na rynku obligacji, niż na przykład na lokatach bankowych o coraz niższym oprocentowaniu. W rezultacie wzrasta popyt na obligacje, przyczyniając się do wzrostu ich cen. Z kolei większy popyt na obligacje oznacza, że ciągle zadłużające się państwo łatwiej sprzeda większe ilości nowych obligacji i to oferując niższe oprocentowanie! Jednak z drugiej strony jeśli w efekcie obniżki stóp procentowych ruszy inflacja, to pociągnie za sobą konieczność wypuszczania nowych obligacji z wyższym oprocentowaniem. I to jest z kolei niekorzystne dla rządu i finansów publicznych. Ale przecież rządzących nie interesuje to co będzie działo się za kilka lat (konieczność zapłaty wyższych kwot przy wykupie obligacji); mają na uwadze tylko to, że tu i teraz sprzedadzą więcej obligacji i będą mieli pieniądze na dalsze utrwalanie rozpasanego państwa z rzeszą klakierów i przybudówek. Byle do wyborów. – Myślę, że liczą na to, iż dynamika dochodów do budżetu będzie przez inflację wyższa niż wzrost kosztów obsługi długu, który będzie rósł stopniowo – mówi Benedyk.
NBP powiela szkodliwą keynesowską politykę luzowania prowadzoną od jakiegoś czasu przez EBC, który na początku września br. stopę refinansową ściął praktycznie do zera (z 0,15% do 0,05%), a stopa kredytu została obniżona do poziomu 0,3%. Do tego w celu stymulacji rynku EBC skupuje obligacje o łącznej wartości do 500 mld euro. W ten interwencyjny sposób EBC chce inflacją rozruszać gospodarkę strefy euro. Jednak zdaniem analityków finansowych może to tylko pogorszyć sytuację. – Te pieniądze w większości, trafią zapewne na rynki finansowe, rozkręcając szaloną hossę, za którą kiedyś zapłacimy szaloną bessą. EBC szykuje nam gigantyczny kryzys za kilka lat – uważa Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion. A należy dodać, że jak twierdzi prof. Jesus Huerta de Soto z Uniwersytetu Króla Juana Carlosa w Madrycie, samo istnienie banku centralnego nie oznacza nic innego jak interwencjonizm i centralne planowanie w sektorze bankowym i powoduje „te same zakłócenia koordynacji i niewydajność, jakie trapią socjalizm”.

* Niniejszy tekst został opublikowany w nr 42 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24