Indyjski tygrys*

 

W 1991 roku Indie odwróciły się od dekad prowadzenia polityki socjalistycznej i zaczęły przyjmować reformy, które przekształciły niezdarnego słonia w najmłodszego azjatyckiego tygrysa. W ostatnim dziesięcioleciu PKB Indii wzrastał w średnim tempie 8,5 proc. rocznie, a dochód na osobę w ciągu ostatnich 20 lat zwiększył się z ok. 300 USD do ok. 1700 USD.

Po uzyskaniu niepodległości w 1947 roku Indie przyjęły socjalistyczny model rozwoju, oparty o filozofię samowystarczalności i dominację sektora publicznego w gospodarce. W latach 70. XX wieku krańcowa stawka w podatku od dochodów osób fizycznych wynosiła… 97,75 proc.! Bogatych grabiono podatkiem od własności w wysokości 3,5 proc. Celem była polityka likwidacji ubóstwa, która całkowicie nie zdała egzaminu – przez trzy dziesięciolecia nie zmniejszono biedy, a wzrost gospodarczy był rachityczny – na poziomie 3,5 proc., podczas gdy w tym czasie azjatyckie tygrysy, które prowadziły politykę wolnorynkową, notowały ponaddwukrotnie wyższy wzrost.

Na początku lat 90. Indie przeszły z drogi socjalistycznej do modelu na poły wolnorynkowego, wprowadzając częściową liberalizację, deregulację prowadzenia działalności gospodarczej, w tym zrezygnowano z kontroli wymiany walut i obniżono cła. Zliberalizowano sektor finansowy, który dotychczas był państwowym monopolem, wpuszczając firmy prywatne, które jednak musiały sprostać nadmiernym regulacjom. Ułatwiono inwestycje zagraniczne i zmniejszono kontrolę państwa nad gospodarką. Prywatyzacja była szczątkowa, jednak zezwolono na inwestycje prywatne w infrastrukturę, co dało bardzo dobre rezultaty między innymi w telekomunikacji. Jednak już plan na rok finansowy 2011-12 zakłada około 11 mld USD wpływów z prywatyzacji. W 2010 roku zmniejszono dotacje do paliw i nawozów sztucznych.

Nie sprawdziły się przepowiednie lewicowych sceptyków, który straszyli, że w wyniku takiej polityki zagraniczne koncerny wykupią indyjską gospodarkę, radykalnie zwiększy się bezrobocie i bieda powiększy się jeszcze bardziej. Tymczasem dzięki liberalizacji udało się uzdrowić finanse publiczne. Już w latach 1994-97 wzrost gospodarczy podskoczył do 7,5 procenta, by w pierwszej dekadzie XXI wieku dojść do 8,5 proc. rocznie (w 2010 roku – 10,4 proc., a w pierwszym kwartale bieżącego roku – 7,8 proc.). W indyjskiej gospodarce rozwinęły się takie branże, jak oprogramowanie komputerowe, eksport samochodów czy sektor badawczo-rozwojowy. Indie stały się potęgą, jeśli chodzi o usługi, natomiast nie mogły dogonić Chin w kwestii tworzenia gospodarki nastawionej na eksport produktów przemysłowych. Przyczyną było między innymi indyjskie sztywne prawo pracy, które niemal uniemożliwiało zwalnianie pracowników w firmach powyżej 100 zatrudnionych. Mimo to Indie stały się rywalem Chin i zaczęły wykupywać firmy za granicą. Szybko powiększające się, dzięki wzrostowi gospodarczemu, dochody państwa umożliwiły zwiększanie wydatków na cele socjalne, które osiągały nowe rekordy. Od 1994 roku ubóstwo spadło z 45,3 proc. do 32 proc., a umiejętność czytania i pisania w ciągu dwóch dekad zwiększyła się z 52,2 proc. do 74 proc. populacji. W ciągu 20 lat poziom oszczędności Hindusów wzrósł z 21,5 proc. PKB do 34 proc. PKB (przy bardzo szybkim wzroście samego PKB), umożliwiając wzrost inwestycji z 22,1 proc. PKB do poziomu 37 proc. PKB. Ostatnio Narodowy Bank Szwajcarski ujawnił, że na koniec 2010 roku całkowita kwota zgromadzona na indyjskich depozytach wynosiła prawie 2 mld franków szwajcarskich.

Indie stały się liderem w tzw. oszczędnej inżynierii, której celem jest zaprojektowanie i produkcja towarów tańszych od tych produkowanych na Zachodzie o 50-90 proc. Koncern Tata wyprodukował samochód – model Nano, który kosztował 2500 USD, a zamierza także budować domy dla najbiedniejszych ze slumsów w cenie około 8,2 tys. USD za lokal o powierzchni 26 m2 lub 14 tys. USD za 43 m2. Indyjski sektor telekomunikacyjny zapewnia najtańsze na świecie połączenia – za 2 centy za minutę. Indyjskie szpitale dokonują operacji serca czy oczu za cenę ponad 20 razy niższą niż na Zachodzie.

Indyjskie firmy zaczęły przejmować zagranicznych rywali z branży. Mający indyjskie korzenie koncern Arcelor Mittal stał się największą na świecie firmą stalową. Spółka Tata Steel przejęła Corus – sześć razy większy brytyjsko-holenderski koncern stalowy. Grupa Birla wykupiła kanadyjski Novellis i stała się szóstą największą na świecie spółką z branży aluminiowej. Indie są jednym z największych inwestorów w Wielkiej Brytanii. Koncern Tata Motors wykupił Jaguara i Land Rovera, a Bajaj Auto przejmuje firmę KTM, austriackiego producenta sportowych motocykli. Wiele hinduskich firm z branży oprogramowania, farmaceutycznej czy motoryzacyjnej poprzez przejęcia stało się firmami wielonarodowymi. W Malezji działa około stu przetwórczych przedsiębiorstw stworzonych przy udziale Indii, które dają pracę dla ponad 13 tysięcy ludzi, a indyjska spółka Bharti Airtel wykupiła firmy telekomunikacyjne w 14 krajach afrykańskich, obniżając ceny w kierunku poziomu indyjskiego. W Etiopii Hindusi inwestują w rolnictwo ekologiczne. W 2010 roku w samym Mozambiku wartość indyjskich inwestycji sięgnęła 1 mld USD. Ostatnio podczas specjalnego seminarium zainteresowanie indyjskimi inwestycjami i wolnym handlem z Indiami wykazały kraje Ameryki Łacińskiej: Meksyk, Peru, Urugwaj i Paragwaj. Hindusi inwestują także nad Wisłą – w maju br. kupili 85 proc. akcji prywatyzowanych Lubuskich Zakładów Aparatów Elektrycznych „Lumel” w Zielonej Górze, a byli także zainteresowani fabryką FSO.

Z drugiej strony wiele międzynarodowych koncernów, jak Suzuki, Hyundai, Bosch, Ford, Renault, Nissan, Abbot Labs, Daiichi Sankyo czy Pfizer, a nawet Rolls Royce ma swoje fabryki czy centra outsourcingowe na Subkontynencie. Na indyjskiej wsi inwestuje Nokia, a w stanie Maharasztra uruchomiono fabrykę opakowań firmy Can-Pack z Krakowa. Natomiast stan Gudżarat, gdzie władze umiejętnie przyciągają inwestorów, głównie do sektora chemicznego, w latach 2005-10 rozwijał się w tempie 11,3 proc. Tutaj w Jamnagar wybudowano największą rafinerię ropy naftowej na świecie. Amerykański miliarder Warren Buffett w marcu tego roku zapowiedział, że co roku będzie angażował się przynajmniej w jedną dużą inwestycję w Indiach. Swoje salony otwiera Ferrari i Ikea, a hinduskim rynkiem zainteresowani są przedsiębiorcy z Australii czy Tajwanu. Niedawno ogłoszono, że na budowę dróg i autostrad indyjskie państwo zamierza wyłożyć w ciągu roku 12 mld USD, a w ciągu najbliższych pięciu lat na rozwój indyjskiego przemysłu lotniczego zostanie wydane około 8,6 mld USD.

Indie mają umowy o wolnym handlu z większością sąsiednich państw, a także z Koreą Południową i Japonią. W 2009 roku władze w Delhi podpisały z ASEAN-em umowę wolnohandlową w zakresie towarów i negocjują podobną umowę w zakresie usług i inwestycji. Władze indyjskie negocjują też umowy wolnohandlowe z Kanadą, Nową Zelandią i Unią Europejską. Jednak biurokraci z Brukseli opóźniają ten proces, zasłaniając się rzekomym zbyt powolnym procesem zmian gospodarczych w Indiach. Również Brazylia chce zwiększać wymianę handlową z Indiami – do 10 mld USD, a handel pomiędzy Afryką i Indiami szacowany jest na 50 mld USD.

W 1991 roku Indie wydawały się dziurą bez dna, jeśli chodzi o zagraniczną pomoc humanitarną. W latach 2009-10 nadal była ona duża (5,9 mld USD), jednak jest niewielka w porównaniu z inwestycjami zagranicznymi (51,2 mld USD) czy z zagranicznymi przelewami Hindusów (53,9 mld USD). To Indie stały się dostarczycielem pomocy humanitarnej – niedawno Bangladeszowi przekazano pakiet pomocowy w wysokości 1 mld USD, angażują się też na Sri Lance czy w Afganistanie, a krajom afrykańskim zaproponowano kredyty o wartości 5 mld USD. Jednocześnie rząd w Nowym Delhi odrzucił pomoc od mniejszych donatorów, jak kraje skandynawskie, mówiąc, by przekazywali pieniądze prosto do organizacji pozarządowych.

Co ciekawe, najbiedniejsze indyjskie stany (Uttar Pradesh, Bihar, Madhya Pradesh, Orissa, Chhattisgarh i Jharkhand) rozwijały się jeszcze szybciej niż wynosiła średnia krajowa, osiągając w latach 2004-09 takie wartości, jak 12,4 proc. (Bihar), 10,2 proc. (Orissa) czy 9,7 proc. (Chhattisgarh). Liczba osób z najbiedniejszych indyjskich stanów, którzy twierdzili, że byli głodni w ciągu ostatniego roku, spadła z 17,3 proc. w 1983 roku do 2,5 proc. w 2005 roku. Szybko wzrastały płace także w rolnictwie w najbiedniejszych stanach, nawet o ponad 100 procent w ciągu 3 lat, a statystyki pokazują, że zwykłych ludzi stać na coraz droższy sprzęt czy wyposażenie domowe.

Jednak w Indiach wciąż jest wiele do zrobienia, rynkowe reformy, w tym przede wszystkim prywatyzacja, liberalizacja i deregulacja nie zostały ukończone, przez co nadal kwitnie korupcja i kolesiowski kapitalizm. W rankingach wolności gospodarczej kraj wypada wciąż bardzo źle. Korupcja zmniejszyła się w wyniku działań deregulacyjnych (likwidacja licencji przemysłowych i importowych, monopoli czy zezwoleń na wymianę walut), natomiast kwitnie tam, gdzie polityka ma duży wpływ (surowce mineralne – np. wysocy urzędnicy czerpią korzyści z nielegalnych kopalń, nieruchomości, kontrakty rządowe). Do tej pory blokowane jest powołanie antykorupcyjnego urzędu, a w 2009 roku aż 153 posłom i senatorom (na 802) nowo wybranego parlamentu przedstawiono zarzuty karne, z czego połowa oskarżana była o ciężkie przestępstwa. Sztywne prawo pracy i relatywnie wysokie opodatkowanie powoduje rozrost szarej strefy. Wymiar sprawiedliwości pozostaje nieefektywny i nie jest należycie chroniona własność prywatna. Choć całkowite wydatki publiczne spadły do 27,2 proc. PKB, to wzrosły wydatki socjalne do 7,27 proc. PKB w roku 2009-10, przy których dochodzi do wielkich malwersacji finansowych i marnotrawstwa. Źle funkcjonują państwowe szkoły, państwowe ośrodki zdrowia i administracja.

W Indiach żyje ponad 1,2 miliarda ludzi, co samo w sobie rodzi problemy. Kraj prowadzi spory graniczne nie tylko z Pakistanem i Chinami (m.in. Kaszmir), ale ma również poważne problemy z silnymi ruchami maoistycznymi i marksistowskimi (w wyborach do indyjskiego parlamentu bierze udział kilkanaście partii komunistycznych), szczególnie w biedniejszych stanach, które destabilizują sytuację polityczną – dochodzi do krwawych walk z siłami bezpieczeństwa, w wyniku których giną ludzie, także tysiące niewinnych. Jednak z drugiej strony nie zapominajmy, że Indie mimo przerażającej biedy, jaką wciąż można spotkać na ulicach gigantycznych, kilkunastomilionowych miast, takich jak Delhi, Mumbaj czy Kalkuta, to także potęga nuklearna, mająca zarówno broń atomową (około 80 głowic), jak i elektrownie jądrowe (20 reaktorów, 6 kolejnych jest budowanych, a 17 planowanych) oraz kosmiczna (indyjska agencja kosmiczna zamierza podjąć się badań Marsa; dotychczas Hindusom udało się wysłać sondę księżycową, a w sumie do tej pory agencja ukończyła 31 misji kosmicznych i zbudowała 55 indyjskich satelitów), a ambicją rządzących jest włączenie tego kraju do grona stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Tegoroczny raport PricewaterhouseCoopers przewiduje, że do 2050 roku Indie mogą stać się jedną z trzech najpotężniejszych gospodarek świata.

Artykuł na podstawie: Swaminathan S. Anklesaria Aiyar, The Elephant That Became a Tiger. 20 Years of Economic Reform in India, Cato Institute 2011.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 36-37 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24