Gruzja – kraj bez podatków socjalnych*


Gruzja borykała się z podobnymi problemami, jak większość posowieckich państw: znaczny interwencjonizm państwowy, słabe instytucje, w tym brak poprawnie działającego prawa własności i szalejąca korupcja. Siły polityczne związane z prezydentem Michaiłem Saakaszwilim zdecydowały się na przeprowadzenie głębszych reform, zawierzając rozwiązaniom wolnorynkowym, co wszystkim wyszło na zdrowie.

Reformami, które w Gruzji zakończyły się największym sukcesem, była deregulacja. Zostało zlikwidowanych prawie 800 licencji i zezwoleń – z około 930 do 140. Na przykład w kwestii zakładania firm w Gruzji zrobiono już wszystko, co było można. Teraz firmę można założyć w 15 minut przez Internet. Nie są do tego potrzebne żadne dokumenty ani odwiedzanie jakiś urzędów. Nie ma też żadnych minimalnych wymagań kapitałowych.

Zmniejszono liczbę podatków – teraz w Gruzji obowiązuje tylko pięć rodzajów podatków: PIT, CIT, VAT, akcyza na alkohol, papierosy i paliwa oraz bardzo niski podatek od nieruchomości. Nie ma podatków ani składek socjalnych, które wcześniej wynosiły 20 procent płacy brutto. Obniżono także stawki podatków, które obowiązują. Podatek od dochodów osób prawnych został zmniejszony z 20 proc. do 15 proc. (mali przedsiębiorcy od 2011 roku będą płacić CIT w wysokości 3 lub 5 proc., a jak zapowiedział Nika Gilauri, premier Gruzji, firmy sektora IT będą w ogóle zwolnione z podatków, co ma przyciągnąć inwestycje zagraniczne w tej branży), a podatek od dochodów osób fizycznych, który teraz jest na poziomie 20 proc., ma zostać także zmniejszony do 18 proc. Podobnie VAT został zmniejszony z 20 proc. do 18 proc. W wyniku tych obniżek w ostatnim okresie dochody publiczne, a tym samym wydatki publiczne w Gruzji drastycznie wzrosły z około 15 proc. do około 35 proc. PKB. Wcześniej wysokie stawki podatków skutkowały niskimi wpływami dla państwa.

Prywatyzacja w Gruzji postępuje, ale sektor państwowy obejmuje jeszcze duże przedsiębiorstwa, takie jak koleje czy elektrownie. Problem z prywatyzacją sektora energetycznego polega na tym, że znaczna jego część znajduje się na terytorium Abchazji, która domaga się niepodległości i jest pod kontrolą Rosji, więc władze gruzińskie nie mają na to wpływu. – Co do kolei chcemy najpierw, aby Azerbejdżan przynajmniej skomercjalizował swoje koleje – mówi „Najwyższemu CZAS-owi!” Gia Jandieri, wiceprezydent gruzińskiego wolnorynkowego think tanku New Economic School – Georgia. Ponadto istnieje plan prywatyzacji małych firm, a prywatnym właścicielom ma zostać sprzedana jedna trzecia ziemi w kraju.

Mimo że po wojnie z Rosją w 2008 roku pozycja prezydenta Michaiła Saakaszwilego obniżyła się, to nadal cieszy się on sporym poparciem gruzińskiego społeczeństwa. W maju br. jego partia Ruch Narodowy zdobyła 60-procentowe poparcie w wyborach lokalnych. – Jest on jedną z niewielu osób, która rozumie aktualną sytuację i wie, że należy czynić pewne posunięcia w kierunku wolnego rynku, co nie jest regułą wśród innych liderów – mówi Jandieri. – Oczywiście nie wszystko jest dobre w tym kraju, ale jeśli będzie się kontynuowało życie w pokoju, wzrośnie liczba właścicieli nieruchomości i klimatu dla biznesu, to możemy liczyć na dalszy rozwój – dodaje. Z kolei kierowca taksówki w Tbilisi stwierdził, że Saakaszwili jest dobrym prezydentem, bo za jego władzy inwestuje się w infrastrukturę – drogi, wodociągi, energetykę, obiekty rekreacyjne i jest czyściej na ulicach. Szczególnie dobrze finansowana jest policja, dzięki czemu na ulicach jest znacznie bezpieczniej niż w czasach Szewardnadze. – Ludzie i tak są niezadowoleni, bo chcieliby, żeby było od razu lepiej, jak na Zachodzie, a przecież na wszystko potrzeba czasu – poprawa następuje, ale nic nie da się zrobić nagle – mówi taksówkarz. Gruzja z kraju, który borykał się z problemami w dostawach prądu jeszcze 7 lat temu, teraz sprzedaje energię elektryczną za granicę. Nie ma też już problemów z dostawą wody. Jednak nie wszyscy są zadowoleni ze zmian. Kierowca miejskiego autobusu w Tbilisi budynek gruzińskiego parlamentu skomentował słowem „mafia”.

W Gruzji wkrótce ma być przyjęta (toczą się właśnie prace w parlamencie) tzw. ustawa wolnościowa (Liberty Act), która wprowadza wiele rozwiązań ograniczających wydatki państwa i reformujących strefę publiczną i jest ona dość radykalna z punktu widzenia wyznawców eurosocjalizmu. Równocześnie posuwają się prace dotyczące reformy politycznej, zmian konstytucyjnych i być może część propozycji z ustawy wolnościowej znajdzie się właśnie w nowej konstytucji. Niestety problem polega na tym, że nie wszyscy ludzie i politycy rozumieją znaczenie ustawy wolnościowej, więc może istnieć pewien opór w jej uchwaleniu. Znaczna krytyka tej ustawy pojawiła się także ze strony Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, co wstrzymuje prace nad tym aktem prawnym. Stefan Füle, unijny komisarz ds. rozszerzenia i unijnej polityki sąsiedztwa, powiedział, że „ultraliberalne idee gruzińskiego rządu” nie współgrają z unijnymi zasadami wolnego handlu. – Twierdzą, że powinniśmy być tak szaleni, jak są oni – skomentował Gia Jandieri. Z kolei gruzińskie władze twierdzą, że stosunki handlowe z Brukselą są dla Gruzji bardzo istotne, jednak ekonomiczny rozwój, który Gruzja zawdzięcza liberalnej polityce gospodarczej, jest sprawą wyższej rangi niż dostosowanie się do zasad obowiązujących w Unii Europejskiej. – Co do naszych relacji z Unią Europejską, nasze członkostwo w niej nie wydaje się możliwe w ciągu najbliższych 20 lat, a poza tym wszystko zależy też od kierunku, w jakim podąży Bruksela. Nas najbardziej interesowałby wolny dostęp do unijnego rynku, wolny przepływ towarów, ludzi i kapitałów. To wszystko. To byłoby dla nas znacznie lepsze rozwiązanie niż bycie członkiem tej zbiurokratyzowanej społeczności – mówi Jandieri.

Rzeczywiście Gruzja prowadzi bardzo prohandlową politykę. Ma umowę wolnohandlową z krajami Wspólnoty Niepodległych Państw, a w 2007 roku podpisała umowę o wolnych handlu ze swoim największym partnerem handlowym – Turcją i podobne negocjacje prowadzi z Unią Europejską, krajami EFTA oraz Radą Współpracy Zatoki Perskiej. Radykalnie obniżono cła i prawie 90 proc. towarów importowanych do Gruzji jest przywożona bez obciążeń. Nie ma ograniczeń ilościowych ani importu, ani eksportu, a ilość zezwoleń w tym zakresie zmniejszono z 14 do 8. Kuleje natomiast współpraca z największym sąsiadem Gruzji – Rosją. – Co do stosunków z Rosją nie wydaje się możliwe znormalizowanie relacji i ustanowienie bliższych stosunków z tym krajem, jeśli Rosjanie wcześniej nie przeproszą nas za to choćby, co nam uczynili w ciągu ostatnich 20 lat. Gruzini, zarówno zwykli obywatele, jak i rząd, po prostu na to nie zgodzą się. W najbliższej przyszłości nie widać możliwości zbliżenia z Rosją – uważa Jandieri. Sam prezydent Saakaszwili nazywa Rosjan barbarzyńcami, a w wielu gruzińskich domach można zobaczyć portrety śp. Lecha Kaczyńskiego z małżonką, który wspierał Gruzję podczas wojny ze wspólnym potężnym sąsiadem.

W Gruzji prawie nie istnieje publiczna służba zdrowia. Rozwijają się za to prywatne szpitale. – Reforma służby zdrowia nie została jeszcze dokończona. Tworzymy system, w którym będzie działała konkurencja, a pacjent będzie klientem z wolnym wyborem – mówi dla „Najwyższego CZAS-u!” Vakhtang Lejava, szef doradców premiera Gruzji ds. ekonomicznych i rządzenia i współautor niektórych reform. Natomiast sytuacja z systemem emerytalnym jest bardziej skomplikowana. Gruziński fundusz emerytalny był częścią sowieckiego sytemu i kiedy ZSRR upadł, wszystkie powiązania i zobowiązania z tego tytułu zostały zerwane. Przez kilka lat nie było nowych wpłat do systemu i potem kiedy odbudowano publiczny budżet, okazało się, że niewielka ilość osób płaci składki i musi on i tak być dotowany przez VAT i inne podatki. W związku z dłuższym życiem ludzi, a jednocześnie stosunkowo słabą kondycją gospodarczą teraz nie ma szans na ponowne ustanowienie państwowego systemu emerytalnego opartego o składki. Do momentu podjęcia decyzji całkowitej prywatyzacji systemu emerytalnego, na chwilę obecną niskie emerytury wypłacane są w jednakowej wysokości – 80 larów (ok. 130 zł), bez względu na to, ile ktoś wcześniej płacił składek. – W Gruzji nie ma zasiłków dla bezrobotnych, ale gruziński rząd dostarcza pomoc celową dla biednych rodzin. Otrzymuje ją około 10 proc. rodzin w Gruzji – mówi Vakhtang Lejava. Mimo to żebracy stali się integralną częścią gruzińskiego krajobrazu – można ich spotkać na ulicy, w tbiliskim metrze, w przejściach podziemnych czy przed cerkwiami, ale co ciekawe, niemal wszyscy ludzie wspierają ich groszem.

Większość spytanych wypowiada się jednoznacznie, że teraz w Gruzji zwykłym ludziom żyje się znacznie lepiej niż przed reformami. Przede wszystkim liberalizacja i deregulacja spowodowały, że w Gruzji jest mniej korupcji niż 8-10 lat temu. Gruzja poprawiła swoje pozycje we wszelkich rankingach wolności gospodarczej (w wielu wypada znacznie lepiej niż Polska) czy dotyczących korupcji. Można w tym zakresie podać konkretne statystyki. Na przykład wartość depozytów w bankach wzrosła 7-9 razy, ilość samochodów zwiększyła się 4-5 razy, a użytkowników telefonów komórkowych – 3 razy. – Choć zmiany na lepsze nie są bardzo szybkie, to jednak widać polepszenie jakości życia w Gruzji. PKB na osobę 8 lat temu wynosił około 800 US$, a teraz około 3000 US$. Nie jest to dużo, bo gdyby to było 10 tys. US$, to wszyscy lepiej by to odczuwali, ale zmiana i tak jest znaczna. Oczywiście ludzie chcą więcej i więcej – mówi Jandieri. – Przeciętna płaca w Gruzji wynosi 540 larów (ok. 865 zł) brutto – podaje Vakhtang Lejava. – Jednak należy brać pod uwagę siłę nabywczą tych pieniędzy, która jest znacznie większa niż na przykład w Polsce, gdzie ceny są wyższe – zaznacza i dodaje, że od rozpoczęcia reform płace Gruzji wzrosły ponaddwukrotnie.

Najważniejszą reformą, która na chwilę obecną bardzo jest Gruzji potrzebna, to polepszenie ochrony praw własności, ale nie jest to typowo gruziński problem, lecz wszystkich krajów byłego ZSRR. I bez tego kraj idzie do przodu. – Gruzja jest dowodem na to, że będąc w poważnych kłopotach gospodarczych, bez kredytów i pomocy międzynarodowej można poprawić sytuację poprzez deregulację i liberalizację gospodarki – twierdzi Gia Jandieri. – Od 2003 roku wzrost gospodarczy Gruzji wyniósł 45 proc. – informuje „Najwyższy CZAS!” Vakhtang Lejava.

Tzw. ustawa wolnościowa (Liberty Act) wprowadza następujące zapisy:

- podatki mogą być podnoszone tylko przez referendum,

- wydatki publiczne nie mogą przekroczyć 30 proc. PKB, a deficyt nie może przekroczyć 3 proc. PKB,

- dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. PKB,

- ustanawianie nowych agencji regulujących jest zakazane,

- państwowa własność instytucji finansowych jest zakazana,

- regulowanie cen jest zakazane.

Źródło: www.mises.pl

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 44-45 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2010 r.

6 odpowiedzi to “Gruzja – kraj bez podatków socjalnych”

  1. Giorgi pisze:

    Witam,Gamardzoba
    Bardzo ciekawy artykuł o Gruzji ,chciałbym poprawiacz z Panem.
    Giorgi Maglakelidze
    661 624 786
    http://www.toasygruzinskie.pl

  2. Nie zgodzę się z kilkoma liczbami, jednak ogólnie artykuł jest bardzo dobry.
    Zaczynam żałować, że sam nie mieszkam w Gruzji, w Polsce uważanej za kraj gorszy od naszego.

  3. Maćko pisze:

    Artykuł dobry, smutne tylko to że większość ludzi raczej uzna ten sukces za ‚absurdalny zbieg okoliczności’ a nie za wynik działania wolnego rynku.

  4. adam pisze:

    W maju lecę na tydzień do Gruzji na wczasy. Jestem ciekaw jak wygląda oaza wolnego rynku…

  5. Jam pisze:

    Po ostatniej wizycie w Gruzji z kilkoma rzeczami się nie zgodzę. Pieniądz raczej na pewno w Gruzji nie ma większej siły nabywczej niż w Polsce- tam naprawdę bardzo dużo przedmiotów np. spożywczych pochodzi z importu. Dla przykładu cena mleka wynosi w granicach 8zł ( a krów w gruzji pod dostatkiem, nawet na głównych, krajowych drogach),Wódka jest ok. 2 razy droższa ( np. polski Sobieski w okolicach 40zł ), wiele następnych artykułów jest także sporo droższa. Restouracje także nie są tanie. Fakt jest taki, że coś, co pochodzi z Gruzji zwykle nie kosztuje dużo, jednak takich artykułów jest niedużo (np. w marketach). Drugą rzeczą, którą wyczytałem z tego artykułu jest 5-cio krotny wzrost liczby samochodów ( czasami są to nawet dobre samochody, jednak standard to prawie łyse opony, brak jednej lub więcej lamp, pourywane zderzaki, jednym słowem w kiepskim stanie), jednak mam wrażenie, że niektórzy Gruzini niedługo będą musieli zamieszkać w tych samochodach, które stoją przed dosłownie zawalającymi się domami. Oczywiście to nie jest sytuacja, która dotyczy wszystkich obywateli tego pięknego kraju, ale osobiście dostrzegłem takie zjawisko. A żeby nie było, że krytykuję, to są to jedne z niezbyt licznych rzeczy, które były na minus podczas mojego pobytu ( jest jeszcze kilka, ale nie mam po ich wypisywać)
    Ale Gruzja i tak jest piękna i jeszcze tam wrócę :)

  6. jez pisze:

    jedna kwestia wolnorynkowa widoczna jest na każdym kroku: transport! w polskiej wiosce jeździ jeden PKS na dobę i nie ma żadnej alternatywy, widocznie licencje i opłaty za przewóz ludzi skutecznie odstraszają – w gruzińskiej wiosce jest tyle „taksówek” ile samochodów, brak licencji i pozwoleń na przewóz ludzi oznacza, że z każdej wioski zabitej dechami można wyjechać i do niej dojechać tanio i szybko o każdej porze dnia i nocy! :)

Zostaw odpowiedź

web stats stat24