Ekologizm w imię protekcjonizmu*

 

Histeria ekologizmu na całym świecie jest coraz silniejsza. W ten trend wpisuje się też moda na biopaliwa. Tymczasem Unia Europejska, która chce być światowym ekoliderem w każdej dziedzinie, w imię źle pojętego protekcjonizmu dyskryminuje pozaeuropejskich producentów biopaliw.

 

W marcu br. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegł, że w dłuższej perspektywie świat musi przyzwyczaić się do wyższych cen żywności, a odpowiedzialna za to jest między innymi produkcja i wykorzystanie biopaliw. Z kolei we wcześniejszym raporcie Bank Światowy konkretnie przyznał, że polityka zarówno UE, jak i USA dotycząca biopaliw powoduje utratę ziem w Afryce i w innych rozwijających się państwach świata wykorzystywanych dotąd do wytwarzania żywności. W raporcie napisano, że powierzchnia przeznaczona pod uprawę biopaliw poszerza się w postępie geometrycznym: od 2004 roku do 2008 roku dwukrotnie (do 36 mln ha) wzrosła powierzchnia pól, na których uprawia się rzepak wykorzystywany do produkcji biopaliw. Bank Światowy ostrzegł też, że już wkrótce wskutek polityki prowadzonej przez Unię Europejską i Stany Zjednoczone jedną trzecią ziemi stanowić będą właśnie pola rzepaku. Nawet Bill Clinton, były demokratyczny prezydent USA, alarmował, że nadmierne wykorzystywanie kukurydzy do produkcji biopaliw może wywołać kryzys na globalnym rynku żywności, co w efekcie spowoduje zamieszki na tym tle w krajach ubogich. W 2009 roku rząd Tanzanii wywłaszczył z najżyźniejszych i najlepiej nawodnionych ziem w kraju ponad 5 tysięcy uprawiających ryż miejscowych rolników, by przeznaczyć je pod uprawę trzciny cukrowej stanowiącej surowiec do produkcji biopaliw. Z kolei w Stanach Zjednoczonych zwiększone wykorzystywanie nawozów sztucznych, związane z produkcją biopaliw, prowadzi do wymierania życia w Zatoce Meksykańskiej. Wykorzystywane przez rolników nawozy azotowe, których zużywa się coraz więcej wraz ze wzrostem areału kukurydzy, przerabianej na biopaliwa, tworzą strefę śmierci, pozbawioną niemal zupełnie tlenu, która ma już ponad 20 tysięcy km2 powierzchni.

Jak wynika z raportu Grupy ETC, międzynarodowej organizacji zajmującej się ekologią i ochroną środowiska, promowane przez światowe rządy biopaliwa w rzeczywistości mogą nie być tak ekologiczne, jak twierdzą władze i w rzeczywistości szkodzą środowisku bardziej niż energia konwencjonalna. – Gdy dla uzyskania energii spalamy coś takiego jak drzewo, to do atmosfery wydzielamy co najmniej tyle samo, jeśli nie więcej CO2, niż gdy spalamy na przykład węgiel – stwierdził Jim Thomas. Inni naukowcy potwierdzają, że zmiany związane z dostosowaniem ziemi do upraw biopaliw negatywnie wpływają na emisję dwutlenku węgla i naruszają różnorodność biologiczną. Do 2020 roku na całym świecie ziemia o powierzchni dwa razy większej niż terytorium Belgii, która ma zostać przystosowana do uprawy biopaliw, może wytwarzać w skali roku 73 tony CO2, co odpowiada emisji 26 milionów samochodów. – Lasy i przyroda zostaną zniszczone na niespotykaną skalę, by zasilać nasze samochody. W rezultacie zepsucie klimatu spowodowane zostanie bardziej przez użycie biopaliw, niż ma to miejsce w przypadku paliw kopalnych – alarmuje Adrian Bebb z europejskiej filii organizacji Przyjaciele Ziemi. Także Brytyjska Agencja ds. Środowiska wydała ostrzeżenie przed bezkrytycznym stosowaniem biopaliw, które – jej zdaniem – nie zawsze są czystą alternatywą wobec paliw kopalnych, a w przyszłości biomasa może stać się, co kuriozalne, głównym źródłem właśnie gazów cieplarnianych. Agencja ostrzega zwłaszcza przed zaorywaniem łąk pod plantacje rzepaku, co zwiększa niekorzystny bilans dwutlenku węgla.

Z raportu przygotowanego dla brytyjskiego rządu wynika, że produkcja litra paliwa z roślin doprowadza nie do obniżki, lecz do wzrostu emisji dwutlenku węgla do atmosfery aż o 31 procent! Dzieje się tak dlatego, ponieważ pod uprawę rzepaku czy soi, z których produkuje się biopaliwa, są karczowane olbrzymie połacie lasów, które normalnie wchłaniałyby dwutlenek węgla, a tak same przyczyniają się do jego emisji. Brytyjska Agencja Paliw Odnawialnych wyliczyła, że aby spełnić unijne przepisy w zakresie minimalnej zawartości biopaliw w paliwach, większość koncernów naftowych kupuje najtańszy olej palmowy, którego produkcja powoduje największe szkody dla środowiska. Gigantyczna ilość szkodliwych substancji przedostaje się do atmosfery podczas palenia lasów pod uprawy. Zdaniem brytyjskich naukowców, litr oleju palmowego, produkowany na ziemi po spalonym lesie, wytwarza aż trzy razy więcej dwutlenku węgla niż olej napędowy! Tymczasem Sudan już eksportuje etanol na rynek UE i chce stać się największym eksporterem tego produktu w Afryce.

Idea biopaliw jest nie tylko nieprzyjazna środowisku i cenom żywności, ale także ekonomicznie nieopłacalna. Stosowanie biokomponentów w paliwach podnosi ich cenę. Na przykład w Orlenie w 2009 roku koszt wprowadzenia obowiązkowych biokomponentów do paliw wyniósł około 270 mln zł. W tym roku Orlen i Lotos szacują na około 900 mln zł koszty wykonania narzuconych limitów sprzedaży biopaliw. Na dodatek jak uważa Tim Worstall z brytyjskiego Instytutu Adama Smitha, produkcja i wykorzystanie biopaliw to nic innego jak okradanie podatników. Jak wyliczył, redukcja jednej tony dwutlenku węgla poprzez biopaliwa kosztuje podatników od 275 USD (etanol celulozowy) do nawet 750 USD (etanol), podczas gdy straty wywołane przez jedną tonę CO2, którym zapobieganiu służyć ma kosztowna idea biopaliw, wynoszą około… 80 USD. A produkcję biopaliw dotuje nie tylko UE, ale nawet Brazylia. Natomiast nie dotuje produkcji biopaliw Indonezja, co zarzucił tamtejszemu rządowi Wuryaningsih Sri Rahayu, naukowiec z Indonezyjskiego Instytutu Nauk, twierdząc, że rząd w swojej polityce nie traktuje biopaliw poważnie.

Testowane są nawet biopaliwa do samolotów. Już w grudniu 2008 roku nowozelandzkie linie lotnicze testowały w swoim samolocie biopaliwo z drzewa jatrophy. Natomiast niemiecka Lufthansa lata samolotami w połowie zasilanymi paliwem z biokomponentami na linii Frankfurt-Hamburg. Cały projekt kosztuje linie około 8 mln euro, z czego 40 procent płacą niemieccy podatnicy. Z kolei paliwo boeingów 737 meksykańskiej linii lotniczej Aeromexico latających do Kostaryki w 25 procentach będzie biopaliwem.

Zgodnie z unijną polityką klimatyczno-energetyczną, do 2020 roku emisja gazów cieplarnianych ma zostać zmniejszona o co najmniej 20 procent w porównaniu ze stanem z 1990 roku, efektywność energetyczna ma zostać zwiększona o 20 procent, a odnawialne źródła energii mają mieć 20-procentowy udział w produkcji energii w UE. Ponadto zgodnie z unijną dyrektywą o odnawialnych źródłach energii, do 2020 roku 10 procent paliwa w transporcie powinno pochodzić ze źródeł odnawialnych. Produkcja biopaliw to część unijnej strategii redukcji emisji dwutlenku węgla. Tymczasem badania przeprowadzone przez samą UE wskazują, że stosowanie biopaliw w samochodach może mieć przykre konsekwencje dla lasów tropikalnych, sawann i mokradeł, w szczególności w Ameryce Łacińskiej i Azji.

W lipcu br. Komisja Europejska przyjęła siedem projektów unijnych aktów prawnych, zgodnie z którymi biopaliwa wykorzystywane w Unii Europejskiej będą musiały być produkowane w sposób odnawialny. Ponieważ ich wytwarzanie jest mocno kontrowersyjne, uniokraci zdecydowali, że biopaliwa mają powstawać na ziemi, która jakościowo będzie na tyle zła, że nie wyrośnie na niej dobry las i nie powstaną żyzne plony. Uniourzędnicy zdecydowali też, że użycie biopaliwa powinno redukować emisję gazów cieplarnianych w porównaniu z tradycyjnym paliwem o co najmniej 35 procent. Ten współczynnik do 2017 roku ma zostać zwiększony do 50 procent, a rok później – do 60 procent.

Unijni biurokraci w uchwalonej dyrektywie przyznali, że różne typy biopaliw podczas ich produkcji, przetwarzania i transportu także wytwarzają gazy cieplarniane, jednak w różnej ilości. Na tej podstawie unijna dyrektywa o odnawialnych źródłach energii dyskryminuje pozaunijnych producentów z krajów rozwijających się, gdyż blokuje zagranicznym eksporterom biopaliw dostęp do unijnego rynku. Poza umożliwieniem wprowadzania ceł importowych i dotacji dla producentów unijnych, szczególnie producentów etanolu, dyrektywa wprowadza techniczne bariery handlowe. Chodzi o konieczność dostarczenia dokumentacji, która spełnia wyśrubowane kryteria, których z powodów technicznych czy administracyjnych producenci z krajów rozwijających się nie są w stanie spełnić. Poza tym dyrektywa podaje wskaźniki dotyczące etanolu z kukurydzy odnośnie unijnych producentów. Oznacza to, że producenci z innych krajów na starcie są na przegranej pozycji, gdyż dodatkowo muszą dokładnie dokumentować, że każdy etap produkcji spełnia unijne kryteria, podczas gdy unijni producenci kryteria te spełniają automatycznie – informuje raport „Brakujące czynniki użytkowania ziemi do celów nieżywnościowych”, przygotowany w sierpniu 2011 roku przez Europejskie Forum Trwałego Rozwoju, założoną w Niemczech organizację, która promuje nowe i innowacyjne rozwiązania na rzecz trwałego rozwoju Europy i świata.

Skoro już UE zdecydowała się na politykę biopaliwową, której celem ma być ochrona środowiska, to powinna to robić z głową. Dostępne badania wskazują, że bioetanol z trzciny cukrowej produkowany w Ameryce Łacińskiej czy też biodiesel z oleju palmowego produkowany w Azji Południowo-Wschodniej ma największy potencjał w redukowaniu emisji gazów cieplarnianych. Tymczasem unijna legislacja, która dyskryminuje eksporterów tych produktów, osłabia unijną politykę biopaliwową w ramach walki z tzw. zmianami klimatu, a poza tym naraża Unię na międzynarodowe spory w ramach Światowej Organizacji Handlu. Na dodatek koszt wyprodukowania biopaliw w krajach rozwijających się jest niższy, co oznacza, że ich blokada spowoduje, że zwiększy się koszt wypełnienia celów unijnej polityki klimatycznej i energetycznej.

Według wyliczeń Unii Europejskiej biopaliwo z oleju palmowego nie spełnia kryterium 35-procentowej redukcji emisji gazów cieplarnianych. Tymczasem jak podaje raport „Brakujące czynniki użytkowania ziemi do celów nieżywnościowych”, etanol z trzciny cukrowej i diesel z oleju palmowego, emitują najmniej gazów cieplarnianych (ten pierwszy o 71 procent, a drugi o 56 procent). Podobnie z badań opisanych w raporcie „Przekalkulowanie zaniechanych wartości oleju palmowego”, przygotowanym w tym roku przez naukowców z Uniwersytetu w Jenie (Niemcy), wynika, że biopaliwo z oleju palmowego spełnia unijne wymagania. W przypadku produkcji energii elektrycznej emisja gazów cieplarnianych jest mniejsza o 52 procent, a jeśli chodzi o biodiesel do silników spalinowych emisja zmniejsza się od 38,5 procenta do 41 procent.

Jednak bądźmy szczerzy – rzeczywistym, a jednocześnie ukrytym celem UE nie jest ochrona środowiska, lecz protekcjonizm. „Unia Europejska jest liderem w promocji niskowęglowych rozwiązań na potrzeby energetyki i w rozwoju technologii, które prowadzą do nowej ery w produkcji energii i transporcie. Niestety odkąd Unia rozpoczęła iść w tę stronę, debata coraz bardziej przeistaczała się w kierunku, w jaki sposób można coraz bardziej ograniczać, poprzez wprowadzanie nowych, niezbadanych trwałych kryteriów i barier handlowych, konkurencję z krajów trzecich. Te działania nie tylko podkopują zaufanie w niskowęglowe ambicje Europy, ale również okaleczą światową konkurencję, która jest kluczem do osiągnięcia tych celów” – czytamy w raporcie akademików z Jeny. Sami przedstawiciele ekologicznych organizacji pozarządowych, jak na przykład Europejskiego Biura Ochrony Środowiska, zarzucają władzom w Brukseli, że prowadzona przez nich polityka jest niejawna, a na spotkania, podczas których omawiane są kwestie wykorzystania biopaliw, nie zaprasza się reprezentacji organizacji pozarządowych. Z kolei grupa Klient Ziemia wniosła do unijnego Sądu Pierwszej Instancji w Luksemburgu pozew przeciwko Komisji Europejskiej, oskarżając ją o nieujawnienie dokumentów z informacjami o negatywnych dla klimatu skutkach szerokiego wykorzystania biopaliw.

Z kolei Fredrik Erixon, szef Europejskiego Centrum Międzynarodowej Ekonomii Politycznej w Brukseli, w raporcie pod tytułem „Zielony protekcjonizm w Unii Europejskiej: jak europejska polityka biopaliwowa i dyrektywa o odnawialnych źródłach energii łamią zobowiązania WTO”, pisze wprost, że to protekcjonizm, a nie dobro środowiska motywują Unię Europejską do promowania polityki biopaliwowej. Unia silnie dotuje produkcję biopaliw. Sami producenci biopaliw dostają z unijnego budżetu 3,3 mld euro dotacji do upraw rocznie. Poza tym unijne standardy dodatkowo faworyzują producentów z krajów unijnych. Według raportu, te wszystkie działania Brukseli łamią zasady Światowej Organizacji Handlu. Samo wykorzystywanie przez unijnych konsumentów biopaliw tylko produkowanych na terenie Unii spowoduje zwiększenie kosztów dla całej gospodarki, bo faworyzowane są drogie miejscowe biopaliwa, a dostęp do tańszych zagranicznych jest radykalnie ograniczany. Tymczasem UE nie ma wystarczającej ilości zasobów, aby finansować całą potrzebną produkcję.

Jednocześnie pojawiają się coraz ciekawsze pomysły na nowe źródła biopaliw. W USA promuje się produkcję biopaliw z kukurydzy, a w Japonii rozpoczęto produkcję biopaliw z ryżu, oczywiście przy wsparciu finansowym japońskich podatników – na poziomie 13,5 mln USD. Ministerstwo Energii Fidżi buduje 23 fabryki biopaliw, które będą kosztowały około 5,5 mln USD, a głównym surowcem do produkcji biopaliw będzie w nich suszony miąższ orzecha kokosowego. Z kolei naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Louisiana chcą wykorzystywać do produkcji biodiesla tłuszcz z… aligatorów, który jest wyrzucany jako niepotrzebny odpad. Dr Rakesh Bajpai wyjaśnił, że 7 tysięcy ton tłuszczu, które marnują co roku Amerykanie, może być zamienione na 4,73 miliona litrów biodiesla.

A nie lepiej unijnych hipokrytów zaprzęgnąć do pedałowania? Przynajmniej prąd byłby ekologiczny. Bo z najnowszych wyliczeń Low Carbon Vehicle Partnership, brytyjskiej organizacji działającej na rzecz ekologicznego transportu, wynika, że nawet samochody elektryczne nie są ekologiczne. Jeśli mianowicie uwzględni się całkowitą emisję dwutlenku węgla wynikającą z wyprodukowania, użytkowania i utylizacji pojazdów spalinowych i elektrycznych, to te pierwsze są znacznie bardziej ekologiczne! Okazuje się, że „zielony” samochód w ciągu 10 lat eksploatacji będzie winny wyemitowania ponad jedną czwartą więcej CO2!

* Niniejszy artykuł został opublikowany w 12 numerze miesięcznika “Opcja na Prawo” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24