Efekt cieplarniany jest powodowany przez parę wodną*

Ekolodzy i sceptycy ekologiczni mają skrajnie odmienne stanowiska na temat istnienia zjawiska tzw. globalnego ocieplenia oraz wpływu na nie człowieka.

Według Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, gazy cieplarniane, w tym dwutlenek węgla, są odpowiedzialne za zwiększanie się średniej globalnej temperatury. – Zmiany klimatu to obecnie największe wyzwanie, z jakim musi poradzić sobie ludzkość – mówi Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa kampanii Klimat i Energia prowadzonej przez Greenpeace. – Ich skutki są odczuwalne w wielu częściach świata: susze, powodzie, huragany, brak dostępu do wody pitnej już dziś dotykają miliony osób na świecie – dodaje. – To nonsens – twierdzi z kolei dr Tomasz Teluk, dyrektor wolnorynkowego Instytutu Globalizacji. – Zmiany klimatu to wymysł urzędników. Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu to grupa biurokratów, a nie naukowców, którzy swoje wnioski opierali, jak okazało się w zeszłym roku, przed konferencją klimatyczną w Kopenhadze, na celowo fałszowanych danych. Ekstremalne zjawiska pogodowe występowały od zawsze, np. pierwsze opisy tsunami znajdziemy już u Homera. Podobnego zdania jest Laurens M. Bouwer z Instytutu Studiów Środowiskowych Uniwersytetu w Amsterdamie, który twierdzi, że wzrost odnotowanych klęsk żywiołowych i spowodowane tym wyższe straty ekonomiczne nie powinny być wiązane z globalnym ociepleniem, wywołanym rzekomo przez działalność człowieka. Według badacza winna jest urbanizacja, bo ludzie osiedlają się w miejscach obarczonych „ryzykiem przyrodniczym” polegającym na częstszych klęskach żywiołowych w tych właśnie rejonach.

Guzek z Greenpeace uważa, że aby zmniejszyć wpływ człowieka na globalne ocieplenie, należy jak najszybciej odejść od produkcji energii z paliw kopalnych na rzecz czystych technologii wykorzystujących odnawialne źródła energii. Ponadto należy oszczędzać, czyli wykorzystać ogromny potencjał efektywności energetycznej. Jak pokazuje scenariusz przygotowany na zlecenie Greenpeace przez DLR Institute of Technical Thermodynamics wraz z Instytutem Energetyki Odnawialnej EC BREC „[R]ewolucja energetyczna dla Polski”, do 2050 roku aż 80 procent energii elektrycznej może być u nas produkowane z alternatywnych źródeł. Także ekolodzy z WWF uważają, że należy przyspieszyć rozwój energetyki odnawialnej. Organizacja zabiega o to, by stworzone zostały odpowiednie warunki rynkowe i legislacyjne dla producentów energii z wiatru, biomasy, słońca, źródeł geotermalnych i z małych elektrowni wodnych, a jej celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której odnawialne źródła energii będą mogły konkurować z paliwami kopalnymi. Przeciwnego zdania jest dr Teluk: – Jeśli ktoś twierdzi, że Polska, która w ponad 90 procentach wytwarza energię ze spalania węgla, może uzyskiwać w przyszłości taki sam procent energii z odnawialnych źródeł energii, nie ma zielonego pojęcia o problemach rodzimej energetyki. Energetyka wiatrowa to najdroższy i najmniej „ekologiczny” sposób produkcji energii elektrycznej. Farma wiatrowa o porównywalnej do elektrowni atomowej mocy kosztowałaby trzy razy drożej, zużywając dużo więcej betonu i stali, dostarczając wielokrotnie mniej energii – mówi dr Teluk. Raport Instytutu Globalizacji pt. „Pespektywy energetyki jądrowej w Polsce” podkreśla, że unijne cele pakietu klimatycznego zakładające 20-procentowy udział odnawialnych źródeł w energii w bilansie energetycznym w przypadku naszego kraju są oderwane od rzeczywistości, którą determinują warunki geograficzne, jak i sytuacja gospodarcza. – Obecnie najbardziej „ekologiczną” energią jest ta wytwarzana w elektrowniach jądrowych – uważa Teluk. – To najtańszy i najbardziej efektywny sposób uzyskiwania energii. Polska powinna skupić się na budowie jak największej ilości elektrowni atomowych – jesteśmy w zasadzie jedynym krajem w Europie Środkowej i jedynym dużym krajem UE, który nie posiada własnego reaktora. Nowoczesne technologie jądrowe generacji III i III+ są bardzo bezpieczne dla środowiska – dodaje Teluk.

Jednak polityka ekologiczna to nie „śpiewka przyszłości”, lecz nasza codzienność. Ekolodzy, w przeciwieństwie do dr. Teluka, nie tylko popierają „klimatyczne” działania UE, ale uważają, je za niewystarczające. – Unia zobowiązała się zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych jedynie o 20 procent do roku 2020 (w stosunku do roku 1990), podczas gdy naukowcy twierdzą, że dla powstrzymania katastrofalnych zmian klimatu konieczna jest co najmniej 40-procentowa redukcja. – To aż dwa razy więcej niż obecne zobowiązania unijne. UE może i powinna stać się liderem w działaniach na rzecz ratowania klimatu, a pierwszym krokiem w tym kierunku musi być bezwarunkowe podniesienie jej celu redukcyjnego do 30 procent – uważa Guzek z Greenpeace’u. Tymczasem dr Teluk, twierdzi że założenia polityki UE są ideologiczne i nierealne do osiągnięcia. – Jeśli tylko jeden kontynent skupia się na ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych, to działanie jest pozbawione sensu. Zmniejsza to konkurencyjność firm europejskich, szczególnie z takich krajów jak Polska. Konsumenci będą płacili coraz większe rachunki za prąd i ogrzewanie, ceny będą rosły, co odczują przede wszystkim najbiedniejsi, zwiększy się także bezrobocie – to są rzeczywiste efekty europejskiej polityki klimatycznej – argumentuje. Firma doradcza McKinsey wyliczyła, że realizacja unijnych wymagań: zmniejszenie zużycia energii, wzrost jej produkcji w oparciu o odnawialne źródła oraz redukcja emisji dwutlenku węgla do 2030 roku będzie kosztowała Polskę aż 92 mld euro. – To zabójcza kwota dla Polski, która starczyłaby na budowę kilku elektrowni atomowych. Nasi politycy powinni zdecydowanie przeciwstawić się unijnej polityce klimatycznej – dodaje Teluk.

Zresztą polityka unijna dotycząca klimatu zagraża nie tylko polskiej gospodarce. Jak uważa Christopher Booker, publicysta „Daily Telegraph”, jeśli proponowana przez Brukselę dyrektywa dotycząca ograniczenia emisji gazów cieplarnianych wejdzie w życie, to Wielka Brytania może zostać zmuszona do zamknięcia aż 14 elektrowni, co poważnie zaszkodzi zaopatrzeniu energetycznemu tego kraju. Dodaje on, że polityka brytyjskiego rządu, zgodnie z którą jedną trzecią energii ma stanowić energia odnawialna, jest marnotrawstwem, a skutki jej prowadzenia będą odwrotne do zamierzonych. Zdaniem prof. Jana Winieckiego, członka Rady Polityki Pieniężnej, zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych, które postuluje Bruksela, spowoduje spadek i tak słabej w krajach starej Unii dynamiki PKB.

Tymczasem samo istnienie globalnego ocieplenia jest mocno dyskusyjne. Według Dona Easterbrooka, geologa z Western Washington University, klimat Ziemi nie ociepla się, lecz ochładza, a następstwa tego procesu są groźniejsze. Ochłodzenie może spowodować dwa razy więcej przypadków śmiertelnych m.in. poprzez uszczuplenie zasobów żywności, wpływając na wegetację roślin uprawnych. Ostatniego roku obserwowaliśmy wiele przykładów bardzo srogiej zimy: w Mongolii, Bangladeszu, a także w Europie i USA. Jak wynika z informacji amerykańskiego Narodowego Centrum Danych o Śniegu i Lodzie w stanie Kolorado, pokrywa na obszarze Morza Arktycznego od dwóch lat systematycznie rośnie i jest już o 26 procent większa niż w 2007 roku. Temperatura oceanicznych prądów morskich na Atlantyku i Pacyfiku w 2009 roku była o kilka stopni niższa niż w latach poprzednich. Lord Christopher Monckton, brytyjski polityk i dziennikarz, wykazał, że obecnie w regionie Australii ilość cyklonów tropikalnych jest najniższa od 40 lat, a na Grenlandii pokrywa lodowa zwiększa się o 5 cm rocznie. Z kolei jak twierdzi prof. Przemysław Mastalerz, „stopienie całej pokrywy lodowej na Antarktydzie musiałoby trwać 15 tysięcy lat”.

Nawet jeśli przyjąć, że to wszystko nieprawda, i że klimat się ociepla, to i tak nie oznacza, iż za zmiany odpowiedzialny jest człowiek. – Efekt cieplarniany jest powodowany przede wszystkim przez parę wodną w powietrzu, która odpowiada za to zjawisko w 95–99 procentach! (…) A dwutlenek węgla powstały na skutek działalności człowieka dodaje do tego poniżej 0,2 procenta. To jest kompletnie nic wobec naturalnych zmian klimatu – wyjaśnia w wywiadzie z Bronisławem Wildsteinem prof. Zbigniew Jaworowski. I uzupełnia: klimat zależy przede wszystkim od słońca, a nie istnieją żadne zależności pomiędzy zmianami dwutlenku węgla w atmosferze, zarówno w skali długoterminowej, jak i w skali krótkiej a klimatem.

W czym tkwi sedno sprawy? „Badania efektu cieplarnianego pochłaniają kilka miliardów dolarów rocznie, a więc trzeba porządnie straszyć podatników, żeby chcieli wykładać tyle pieniędzy” – pisze w książce „Ekologiczne kłamstwa ekowojowników” prof. Przemysław Mastalerz. „Jest to [globalne ocieplenie – TC] w większym stopniu afera polityczna niż naukowa teoria” – dodaje. Jak zauważa prof. Jaworowski, w samych Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich 10 lat na badania mające udowodnić wpływ człowieka na globalne ocieplenie wydatkowano 50 miliardów dolarów. Na te, które miałyby temu zaprzeczyć, nie wydano nic. Profesor twierdzi, że od mniej więcej 2000 roku klimat nam się oziębia, a zgodnie z tezami ekologów powinien się ocieplać, gdyż zwiększa się emisja CO2 do atmosfery. – Ja uważam, że to, co się dzieje z całą tą histerią klimatyczną, ma na celu uderzenie w najważniejszą część cywilizacji, jej motor napędowy, tj. produkcję energii. Wymierzenie ciosu w dwutlenek węgla to jest śmiertelny cios w energetykę światową, która opiera się głównie na ropie, węglu i gazie – mówi prof. Jaworowski.

Wydaje się, że faktycznym zagrożeniem jest nie rzekome ocieplanie się klimatu, lecz wydawanie pieniędzy na walkę z tym zjawiskiem. James Carafano z amerykańskiej Fundacji Heritage przyznaje, że zmiany klimatyczne na Ziemi są nieuniknione, ale w zapobieżeniu ich negatywnym skutkom konieczne jest posiadanie silnego państwa, które będzie w stanie dostosować się do owych transformacji. Tymczasem regulacje i wydatki publiczne na walkę emisjami CO2 osłabiają gospodarkę i przez to zmniejszają możliwości sprostania ewentualnym zmianom klimatu. Pojawiają się jeszcze radykalniejsze opinie. Zdaniem lorda Moncktona wmawianie ludziom istnienia globalnego ocieplenia jest spowodowane chęcią stworzenia „światowego rządu”, z celem m.in. ograbienia obywateli poprzez nakładanie kolejnych podatków oraz „przejęcie kontroli nad wolnym rynkiem”. Podobnie ostro na temat walki z globalnym ociepleniem wypowiada się Vaclav Klaus, prezydent Czech, który uważa, że jest to batalia o ograniczenie ludzkich praw i swobód, która nie służy ochronie przyrody, lecz jest największym zagrożeniem dla wolności, demokracji, gospodarki rynkowej i współczesnego rozwoju (Wacław Klaus: „Błękitna planeta w zielonych okowach”).

Wydaje się, że największymi przegranymi przepisów ekologicznych i ekostymulacji są podatnicy. Ich pieniądze z jednej strony wydawane są w formie dotacji dla firm zajmujących się energią odnawialną, a z drugiej strony muszą płacić wyższe rachunki za prąd Szacuje się, że ceny energii dla mieszkańców UE mogą wzrosnąć o 33 procent, a dla przedsiębiorstw aż o 70 procent. Na dodatek większość tych działań interwencyjnych rządów nawet w części nie daje oczekiwanych rezultatów, a często skutki są odmienne od zamierzonych. Ciekawym przykładem jest Indonezja, gdzie wyliczono, że po wdrożeniu ekologicznych norm, mających na celu walkę z globalnym ociepleniem, produkcja ropy i gazu spadnie o 40 procent, co będzie miało katastrofalne skutki dla tamtejszej gospodarki, gdyż obie te branże stanowią 30 procent jej wartości. Niczym dobrym nie będzie także ogólnounijny podatek ekologiczny proponowany przez Komisję Europejską.

* Artykuł został opublikowany w listopadowym numerze miesięcznika „Pracodawca” z 2010 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24