Do czego są zdolni politycy?*

 
Sami politycy zapytani o to, odpowiedzieliby w sposób wielce chwalebny i promujący własną osobę. Niestety, życie ciągle dostarcza nam niezbitych dowodów, że są ludźmi bez sumienia, ambicji i wstydu. Aby utrzymać się w Sejmie kolejną kadencję, są gotowi do najgorszych rzeczy. Ludzie uczciwi, bogobojni, którzy próbowali działać w polityce, bardzo szybko z własnej woli rezygnowali.

W tej sytuacji należy zadać sobie pytanie, jakiego pokroju ludzie zostają politykami? Można ich podzielić na trzy kategorie. Pierwsza grupa to ideowcy, którzy rzeczywiście chcieliby działać dla dobra publicznego, ale takich osób jest zdecydowana mniejszość. Druga grupa to karierowicze, którzy wcześniej coś osiągnęli w życiu, mają na przykład jakiś biznes i wchodzą do polityki, by przyspieszyć swoją karierę i zwiększyć dochody własnych firm poprzez kontakty polityczne, a także uzyskać dodatkowy prestiż. Osoby te zwykle rozpoczynają polityczną karierę od stosunkowo wysokiego szczebla. Trzecia grupa to nieudacznicy życiowi, którzy nie mają z czego żyć, ale są ambitni. Ich głównym celem jest dochód ze stanowisk politycznych oraz ewentualne dodatkowe profity z powiązań pomiędzy biznesem a polityką. Zwykle zaczynają oni kariery w działalności samorządowej.

Mając taki przekrój polityków, poza pierwszą grupą niewiele dobrego można się po nich spodziewać. Dla kariery, pieniędzy i stanowisk zrobią wszystko. Nie mają moralności ani wstydu. Nie interesuje ich zdanie opinii publicznej. Lewicową posłankę Barbarę Blidę przed jej samobójczą śmiercią prokuratura podejrzewała o korupcję w handlu węglem. Według śledczych miała ona między innymi współuczestniczyć w forsowaniu korzystnych dla tzw. mafii węglowej zapisów w prawie o pośrednictwie w handlu węglem. Natomiast jak twierdzi biznesmen Włodzimierz Olewnik, ojciec porwanego i brutalnie zamordowanego Krzysztofa, rządzącym wówczas politykom lewicy chodziło o przejęcie jego majątku. Z kolei według tygodnika „Wprost” związani z SLD lokalni politycy (tzw. układ płocki) chcieli wykorzystać należącą do Krzysztofa Olewnika firmę Krup Stal do wprowadzania na polski rynek stopów przemycanych do kraju bez cła i podatku lub wyłudzanych z hut.

Z innych nielegalnych działań polityków SLD warto przypomnieć tzw. „aferę starachowicką”. Mianowicie w 2003 roku Andrzej Jagiełło, poseł SLD, ostrzegł radnych SLD w Starachowicach o planowanych przez policję aresztowaniach grupy przestępczej oraz działaczy samorządowych podejrzewanych o współpracę z tą grupą. Jagiełło tajną informację miał uzyskać od podła SLD Henryka Długosza, który z kolei otrzymał ją od Zbigniewa Sobotki, ówczesnego wiceministra MSWiA. Natomiast Aleksandra Jakubowska, polityk SLD, związana była z co najmniej dwoma ciemnymi sprawkami. W 2006 roku Centralne Biuro Śledcze zatrzymało ją w związku z aferą łapówkarską związaną z ubezpieczeniem Elektrowni Opole – zarzucano jej przyjęcie korzyści majątkowej w wysokości 500 tysięcy złotych. Z kolei jako wiceminister kultury w rządzie Leszka Millera Jakubowska nadzorowała pracę nad projektem nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Później odkryto liczne nieprawidłowości w pracy nad projektem (sprawa zniknięcia z projektu nowelizacji ustawy słów „…lub czasopisma”).

Jak w takiej sytuacji możemy wierzyć politykom, że swoimi działaniami poprawią byt przeciętnego Polaka?

* Niniejszy tekst został napisany dla Ruchu Patriotycznego 10.05.2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24