Destrukcyjna działalność związków zawodowych*
Wbrew twierdzeniom lewicowych polityków to nie wolny rynek, a związki zawodowe w dużej mierze przyczyniają się do wzrostu bezrobocia i hamują rozwój gospodarczy. Dlatego należy ukrócić ich władzę, jeśli chcemy myśleć o większym dobrobycie i zamożności Polaków. Ze związkami zawodowymi nie należy rozmawiać, trzeba je po prostu zdelegalizować!
Liberałowie uważają, że związki zawodowe w negatywny sposób wpływają na ogólną sytuację na rynku pracy. “Chroniąc” pracowników danego przedsiębiorstwa lub żądając podwyżek płac przyczyniają się do wzrostu bezrobocia: “jeżeli związki [zawodowe] podnoszą płacę w jakimś zawodzie lub przemyśle, to tym samym powodują, że ilość oferowanych tam miejsc pracy jest mniejsza, niż byłaby bez podwyżki – tak jak wyższa cena zmniejsza efektywny popyt. Rezultatem jest zwiększona liczba osób szukających pracy gdzie indziej, co powoduje spadek płac w pozostałych zawodach. (…) związki nie tylko godzą w interes wszystkich pracowników razem wziętych, poprzez wypaczenie struktury zatrudnienia, ale są również przyczyną zróżnicowania dochodów klasy robotniczej, przez zmniejszenie możliwości zatrudnienia dla robotników znajdujących się w najbardziej niekorzystnym położeniu.”[1] Podobnego zdania jest Guy Sorman, który twierdzi, że pełne zatrudnienie jest możliwe tylko w sytuacji, gdy płace pracowników są regulowane przez wolny rynek, a nie wymuszane przez związki zawodowe. Szacuje się, że “przynajmniej połowa z 3,3 mln bezrobotnych [w Polsce] miałaby zajęcie, gdyby nie antypracownicza polityka związków [zawodowych], a szczególnie związkowej nomenklatury.”[2] Margaret Thatcher, napisała że poziom bezrobocia uzależniony jest od rozmiarów władzy związków zawodowych. To związki sprawiły, że wielu ich członków straciło pracę wskutek wygórowanych żądań zwiększenia płac za nie wystarczającą produkcję, powodując przy tym, że brytyjskie towary stały się niekonkurencyjne.”[3] Paul Johnson jest zdania, że “te gałęzie przemysłu, w których związki zawodowe są silne i aktywne, są źle zarządzane. Dobrych menedżerów można znaleźć tylko tam, gdzie związki zawodowe są mało aktywne albo potulne.”[4] Przykładem może być przedsiębiorstwo British Leyland, które “było źle zarządzane, bo dyrekcja musiała poświęcać zdecydowanie zbyt wiele energii i środków na sprawy pracownicze i łagodzenie konsekwencji strajków”[5] i menedżerom nie starczało już czasu na kierowanie produkcją. Ludwig von Mises twierdzi, że związki zawodowe “dążą do wymuszania podwyżek płac, nie troszcząc się o nieuniknioną katastrofę, jaką taka podwyżka może wywołać.”[6] I na ogół wywołuje.
Według Jana M. Fijora “bezrobocie jest formą nadprodukcji siły roboczej. Innymi słowy jest to jej nadwyżka w stosunku do potrzeb spowodowana nie przez system, lecz przez zbyt wysoką cenę. Wystarczy obniżyć cenę siły roboczej, czyli koszty pracy, takie jak przymusowe urlopy, zasiłki, ubezpieczenie, gwarancje zatrudnienia, ustawowe płace minimalne czy naciski związków zawodowych, a bezrobocie zniknie. Najlepszy dowód na to, że mimo pozostawania bez pracy trzech milionów Polaków zatrudnienie znajduje kilkaset tysięcy Ukraińców, Białorusinów, Wietnamczyków etc.”[7] Janusz Korwin-Mikke wylicza następujące negatywne skutki działań związków zawodowych:
· nie bronienie dobra ogółu tylko swoich partykularnych interesów
· antagonizowanie stosunków społecznych w zakładach pracy poprzez przeciwstawianie pracowników pracodawcom
· rozbijanie państwa strajkami o podłożu ekonomicznym
· uniemożliwianie konkurencji między pracownikami poprzez postulowanie ujednolicenia płac
· niechęć do prywatyzacji i wolnego rynku.[8]
Związki zawodowe walczą o dwa sprzeczne ze sobą cele: utrzymanie zatrudnienia w swoim przedsiębiorstwie na takim samym poziomie i równoczesne zwiększenie płac pracowników względnie zmniejszenie ilości godzin pracy. Tymczasem przy jednakowej wydajności jest to niemożliwe. Aby zwiększyć płace konieczne jest uprzednie zwiększenie wydajności, co przy takiej samej produkcji sprzedanej skutkuje koniecznością zmniejszenia zatrudnienia. Natomiast, aby nie zwalniać niepotrzebnych pracowników, pracodawca musi wszystkim pozostałym, lub chociaż części z nich, obniżyć płace, bo w innym przypadku po prostu zbankrutuje i bezrobotnymi staną się wszyscy pracownicy. Z tego samego powodu przy zwiększeniu dni wolnych od pracy lub zmniejszeniu ilości godzin pracy równocześnie muszą zostać obniżone pensje pracowników. Tymczasem związki zawodowe działają tak, jakby o tych prostych zasadach nie miały pojęcia. W rezultacie ich żądania często doprowadzają do upadku niejeden biznes i wszyscy, również związkowi działacze, znajdują się na bruku. Jasno z tego wynika, że działalność związków zawodowych jest niekorzystna nie tylko dla pracowników, ale także dla nich samych. Warto dodać, że pod koniec 2003 roku w Polsce działało aż 330 ogólnopolskich i 30 tys. zakładowych związków zawodowych.[9]
Milton Friedman twierdzi, że związki zawodowe należy “raczej uważać za przedsiębiorstwa sprzedające usługi polegające na kartelizowaniu danej gałęzi niż za organizacje zrzeszające pracowników najemnych.”[10] Ponadto “wysokie płace, wymuszane przez związki zawodowe mają wpływ na ceny dóbr konsumpcyjnych i w efekcie wszyscy, łącznie ze związkowcami, jesteśmy bezpośrednio poszkodowani jako konsumenci. (…) Poza tym wielu pracowników, z uwagi na przeszkody stawiane przez związki, nie może wykorzystywać swych kwalifikacji do produkcji najwyżej cenionych dóbr. Zmuszeni są brać prace, przy których ich wydajność jest niższa. Koszyk dóbr dostępnych dla wszystkich jest więc mniejszy od tego, jaki mógłby być.”[11]
Jak wyliczyło Centrum im. Adama Smitha “jedno miejsce pracy utrzymywane wskutek nacisków związków zawodowych uniemożliwia utworzenie dwóch innych.”[12] Profesor Andrzej Zoll twierdzi, że “na istnieniu związków zawodowych tracą wszyscy z wyjątkiem związkowych działaczy – związki zawodowe nie chronią pracowników, lecz działają wyłącznie we własnym interesie.”[13] Badania przeprowadzone w 2000 roku w dwudziestu krajach OECD, w tym w Polsce, dowodzą, że “związki zawodowe i ich nomenklatura fatalnie wpływają na kondycję ekonomiczną przedsiębiorstw. Aż 88 proc. firm, w których nie ma związków zawodowych, osiąga mniej więcej o 15 proc. lepsze wyniki finansowe niż spółki uzwiązkowione.”[14] Ponadto “obrona praw socjalnych pracujących przez organizacje zawodowe podwyższa koszty pracy o 25-30 proc. i w efekcie o 10-15 proc. obniża konkurencyjność firm.”[15] Zjawisko to ma fatalny wpływ na całą gospodarkę.
Często związki zawodowe poprzez ciągłe żądania podwyższania świadczeń socjalnych doprowadzają firmy do upadku. Przykładem może być toruński Tormięs czy Ursus.[16] Tymczasem gdyby “związki zgodziły się na odebranie pracownikom części świadczeń socjalnych mogłoby powstać kolejne kilkaset tysięcy miejsc pracy.”[17] Podobnie twierdzi profesor Wacław Wilczyński: “za skalę polskiego bezrobocia [w 2002 roku] i dekoniunkturę winę ponoszą związki zawodowe. To one, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje dookoła, wywalczyły wzrost płac ponad poziom uzasadniony wzrostem wydajności pracy i wartością produkcji. To one spowodowały wzrost kosztów pracy i różnych obciążeń socjalnych, skutecznie zniechęcający przedsiębiorców do zatrudniania nowych pracowników. (…) Polskie związki zawodowe nie chcą przyjąć do wiadomości znanej reguły, mówiącej, że im wyższe płace i świadczenia, tym większe bezrobocie. Tym wyższe są wtedy koszty i tym niższe zyski, tym niższa stopa inwestycji, od której zależy popyt na dodatkowych pracowników.”[18] Jak zauważył Jan Winiecki w Polsce związki zawodowe mają uprzywilejowaną pozycję w stosunku do pracodawców, ponieważ jeśli pracownicy mają prawo do strajku, to pracodawcy powinni mieć prawo do lokautu, choćby defensywnego, tzn. w odpowiedzi na strajk.[19]
Prowadzący liberalną politykę gospodarczą “Singapur stał się jedynym krajem Azji, w którym od 1970 roku nie ma bezrobocia.”[20] Jeszcze w latach 50tych [XX wieku] groziło obywatelom tego kraju masowe bezrobocie. Jednak miejsca pracy “powstawały w takim tempie, iż na początku lat osiemdziesiątych odnotowano (…) brak rąk do pracy.”[21] Należy przy tym zauważyć, że pod koniec lat 60tych XX stulecia rząd Singapuru uzyskał “kontrolę nad ruchem robotniczym wprowadzając restrykcyjne przepisy dotyczące działalności aktywistów robotniczych i związków zawodowych.”[22] Strajki były praktycznie zabronione, a ponadto “szybko rosnące płace i rosnący wybór miejsc pracy w latach siedemdziesiątych spowodowały, że większość robotników nie miała ochoty wspierać związkowych agitatorów.”[23] Powyższe fakty ewidentnie dowodzą, że pracownikom powodzi się lepiej dzięki wolnemu rynkowi a nie związkom zawodowym.
* Powyższy artykuł jest zmodyfikowanym fragmentem mojej książki „Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka”
[1] Frieman M., Kapitalizm i wolność, Warszawa 1993, s. 119.
[2] Krasnowska V., Związek Zawodowy Związkowców, w: “Wprost” 2002, nr 13, s. 28.
[3] Thatcher M., Lata na Downing Street, Gdańsk 1996, s. 245.
[4] Johnson P., Odzyskanie wolności, Poznań 2002, s. 31.
[5] Tamże, s. 30.
[6] L. von Mises, Planowany chaos, Lublin -Rzeszów 2002, s. 30.
[7] Fijor J. M., Dziesięć najczęściej powtarzanych mitów ekonomicznych, w: “Opcja na Prawo” 2002, nr 11, s. 37.
[8] Zawalski C., Prezes. Janusz Korwin-Mikke – publicysta i polityk, Warszawa 2003, s. 160.
[9] Wieści nieparlamentarne, w: „Opcja na Prawo” 2003, nr 12, s. 49.
[10] Friedman M., Kapitalizm i…, s. 120.
[11] Friedman M. i R., Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 225.
[12] Krasnowska V., Związek Zawodowy Związkowców, w: “Wprost” 2002, nr 13, s. 26.
[13] Tamże, s. 27.
[14] Tamże.
[15] Tamże, s. 28.
[16] Olejnik K., Rozwiązać związki!, w: “Wprost” 2001, nr 16, s. 30.
[17] Tamże, s. 31.
[18] Wilczyński W., Nasze bezrobocie, w: “Wprost” 2002, nr 5, s. 44.
[19] Winiecki J., Polska niedokończona transformacja, Warszawa 1996, s. 57.
[20] Niekrasz L. Z., Z kulisa mandaryn, w: “Nowe Państwo” 2002, nr 11, s. 28.
[21] Rabushka A., Od Adama Smitha do bogactwa Ameryki, Warszawa 1996, s. 153.
[22] Tamże, s. 144.
[23] Tamże, s. 146.





