Czy zadłużenie Wrocławia jest zjawiskiem niebezpiecznym?*

 

Zgodnie z wieloletnią prognozą finansową miasta uchwaloną przez Radę Miejską 27 grudnia 2010 roku, zadłużenie Wrocławia na koniec 2011 roku wyniesie prawie 2,1 mld zł, czyli 61,5 procenta tegorocznych dochodów, które wynoszą niewiele ponad 3,4 mld zł. W latach kolejnych dług Wrocławia nominalnie ma pozostać na podobnym poziomie, jednak ponieważ planuje się z roku na rok coraz wyższe dochody, to w relacji do dochodów ma się obniżać. Takie są plany radnych, a co przyniesie praktyka – zobaczymy.

Na jakież to ważne cele zadłużony Wrocław wydaje w tym roku pieniądze podatników? Oprócz wydatków na pomoc społeczną (284 mln zł) i utrzymywanie armii samorządowych biurokratów (około 219 mln zł), w tym olbrzymich niepotrzebnych kosztów promocji miasta (23 mln zł) oraz potrzebnych remontów ulic i dróg (509,1 mln zł) urzędnicy zdecydowali między innymi o takich wydatkach, jak: budowa stadionu piłkarskiego (prawie 107 mln zł), przebudowa Teatru Muzycznego CAPITOL (40,3 mln zł), budowa Narodowego Forum Muzyki (30,9 mln zł), inwestycje w muzea (6,1 mln zł), program rowerowy (500 tys. zł), reaktywacja koszykarskiego klubu „Śląsk” (2 mln zł), filharmonia i festiwal Wratislavia Cantans (2,2 mln zł), wystawa „Pan Tadeusz” urządzana przez Ossolineum (1,5 mln zł), organizacja obchodów „Roku Różewicza” (1 mln zł), Ośrodek Pamięć i Przyszłość (1 mln zł) czy budowa rzeźby „Krzesło” Tadeusza Kantora (220 tys. zł).

Uchwała budżetowa na ten rok przewiduje spory deficyt w finansach Wrocławia. Radni zdecydowali, że mimo iż dochody miasta niewiele przekraczają 3,4 mld zł, to wydatki zaplanowano na znacznie wyższym poziomie 3,56 mld zł. Jednym słowem zabraknie ponad 157 mln zł. W jaki sposób zostanie sfinansowany ten deficyt? Oczywiście nowymi kredytami. Przede wszystkim Wrocław weźmie kredyty w bankach komercyjnych na kwotę 114,6 mln zł, a 41 mln zł pochodzić będzie z kredytu udzielonego przez Europejski Bank Inwestycyjny. Reszta deficytu zostanie sfinansowana z pożyczki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w wysokości 931 tys. zł oraz ze spłaty pożyczki udzielonej z budżetu miasta w wysokości 780 tys. zł. Jednak 114,5 mln zł kredytów to nie wszystkie nowe kredyty, które Wrocław jest zmuszony zaciągnąć w tym roku, gdyż tylko w tym roku ma jeszcze do spłacenia stare kredyty w wysokości 215 mln zł. Aby zadośćuczynić wierzycielom, miasto musi w tej właśnie wysokości zaciągnąć kolejne kredyty. Czyli łącznie w tym roku Wrocław zadłuży się w bankach komercyjnych na sumę 330,6 mln zł, z których to pieniędzy spłaci stare kredyty na sumę 215 mln zł.

Wrocław zadłuża się nie tylko na podstawie corocznej uchwały budżetowej, ale także poprzez podejmowanie uchwał w sprawie emisji obligacji komunalnych. Takie uchwały radni Wrocławia podejmowali wielokrotnie, między innymi w latach: 1998, 2000, 2001, 2002, 2003 czy 2006. Ostatnią tego typu uchwałę przyjęto w zeszłym roku. W wyniku jej wdrożenia w życie Wrocław wyemitował obligacje na okaziciela na łączną kwotę 130 mln zł. Oferta kupna obligacji komunalnych została skierowana do banków, a mają one zostać wykupione przez miasto do 2017 roku. Co ciekawe, obligacje te wyemitowano nie na inwestycje, lecz w celu… spłaty kredytów zaciągniętych rok wcześniej. Podobnie zresztą 182 mln zł, jakie Wrocław otrzymał w październiku br. w ramach unijnych dotacji, posłużą do spłaty kredytów zaciągniętych na budowę inwestycji przygotowujących miasto na Euro 2012 – chodzi o obwodnicę śródmiejską (175 mln zł) oraz remont ulicy Wyścigowej (7 mln zł).

Na koniec bieżącego roku dług Wrocławia w przeliczeniu na jednego mieszkańca wyniesie 3,3 tys. zł (nie licząc zadłużenia każdego Polska długiem publicznym w wysokości około 21 tys. zł). I tu właśnie pojawia się niebezpieczeństwo polegające na tym, że ludzie ci albo ich potomkowie będą musieli niniejsze zadłużenie spłacić swoimi podatkami, a co gorsza, na bieżąco obsługiwać odsetki od długu. Warto przypomnieć, że tegoroczny koszt obsługi zadłużenia krajowego i zagranicznego Wrocławia wynosi niebagatelną kwotę 100 mln zł.

Aktualnie samorząd Wrocławia niemal sięga limitu zadłużenia, określonego w ustawie o finansach publicznych na poziomie 60 procent rocznych dochodów. Mianowicie po dokonaniu pewnych wyłączeń, dług dla celów ustawowych na koniec tego roku wyniesie nie 61,5 procenta, lecz 58,94 procenta tegorocznych dochodów. Należy jednak mieć na uwadze fakt, że Wrocław nie jest jedynym polskim miastem, które boryka się z tak dużym zadłużeniem. Warto podać, że z podobnym problemem zmagają się też samorządy Torunia, Krakowa czy Bydgoszczy. Jednak trzeba pamiętać, że to właśnie samorządowi politycy doprowadzili do tej sytuacji, często zadłużając swoje miasta po to, by realizować inwestycje z udziałem unijnych dotacji. I właśnie poprzez problem dotacji unijnych długi samorządowe powiązane są z polityką ogólnokrajową i unijną. To właśnie dotacje napędzają wydatki samorządów i to one odpowiedzialne są też w znacznym stopniu za gigantyczne zadłużenie Grecji czy Włoch i rosnące długi Polski. Nie musiało to tak wyglądać, bo nie ma przymusu brania dotacji unijnych. Żaden samorząd, tak samo jak rząd centralny, nie musi się zadłużać czy to przy okazji unijnych dotacji, czy też z innych powodów i jeśli radni zdecydowaliby o prowadzeniu zrównoważonej polityki finansowej, to mieszkańcy nie musieliby się martwić o swoje portfele w przyszłości.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w listopadowym numerze miesięcznika „Słowo Wrocławian” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24