Czy bać się silnej złotówki?*
„Złoty się dalej umacnia”, „Mocny złoty już boli”, „Euro i dolar są rekordowo tanie”, „Złoty historycznie mocny do euro”, „Mocny złoty szkodzi gospodarce”, „Silny złoty osłabi koniunkturę”, „Złoty szaleje, firmy płaczą”, „Silny złoty pożera zyski firm” – takimi tytułami różne gazety alarmują Polaków. Czy rzeczywiście silny złoty to katastrofa dla gospodarki i wszyscy tylko mogą na tym stracić?
W ciągu ostatnich niecałych 4,5 roku euro straciło do złotówki ponad jedną trzecią swojej wartości (34,4 proc.). Spadło z poziomu 4,91 zł w drugiej połowie lutego 2004 roku do 3,22 zł 19 lipca br. Najostrzejszy spadek miał miejsce w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy euro straciło na wartości w stosunku do polskiej waluty aż 20,5 procent. Teraz europejska waluta kosztuje najmniej w historii. Z kolei amerykański dolar od lipca 2001 roku, kiedy maksymalnie kosztował 4,42 zł, stracił na wartości w stosunku do złotówki aż 54 proc.! W tym okresie spadł z 4,42 zł do 2,03 zł. Najostrzejszą utratę wartości zanotowano, kiedy to kurs amerykańskiej waluty w stosunku do złotówki spadł o ponad jedną trzecią w ciągu zaledwie półtora roku – z 3,05 zł pod koniec stycznia 2007 roku. Dzisiejszy dolar jest warty mniej niż w styczniu 1995 roku, kiedy wprowadzano w Polsce denominację. Wtedy płacono bowiem za niego 2,43 zł. Podobnie gwałtowny był w ostatnich latach spadek wartości brytyjskiego funta (o jedną trzecią w ciągu ostatniego półtora roku), nieco mniej stracił na wartości szwajcarski frank. Jeśli dobrze pamiętam, to kilka lat temu profesor Jan Winiecki przewidział dokładnie taką sytuację na łamach tygodnika „Wprost”.
Oczywiście można dywagować nad przyczynami takiego stanu rzeczy, ale zastanówmy się nad konsekwencjami. Przede wszystkim to świetna wiadomość dla polskich konsumentów. Mogą bowiem kupować zagraniczne towary coraz taniej, tańsze są zagraniczne wyjazdy i tańsza jest spłata kredytów zaciągniętych w innych walutach. To dobra wiadomość nawet dla polskich podatników, bo tańsza staje się spłata zagranicznych kredytów zaciągniętych przez polskie władze. Znaczna aprecjacja złotego oznacza także to, że polska gospodarka ma się coraz lepiej, w szczególności w stosunku do gospodarki amerykańskiej, brytyjskiej czy właśnie strefy euro. Polacy są coraz bogatsi, coraz więcej zarabiają, co nie oznacza, że nie mogliby się bogacić szybciej, gdyby nie gorset wysokich podatków, przeregulowanej gospodarki i istnienia własności państwowej w naszym kraju.
Gazety krzyczą, że taki stan rzeczy to katastrofa dla polskich przedsiębiorstw produkujących na eksport. Dziennikarze i ekonomiści twierdzą, że polskie firmy, sprzedając za granicę, muszą oferować swoje produkty za coraz wyższą cenę, tracąc w konsekwencji zdobyty rynek i klientów lub ciągle ciąć koszty albo po prostu zmniejszać marże.
- Umacniająca się złotówka w stosunku do euro powoduje, że polskie produkty stają się niekonkurencyjne. Ta niekorzystna tendencja uderza przed wszystkim w eksporterów, bazujących tak jak nasza spółka na zakupach materiałów do produkcji w Polsce, czyli tych, którzy ponoszą koszty w złotych – mówi Przemysław Chybiorz, Zastępca Dyrektora Generalnego ds. Handlu Promot-Zakładów Metalowych Sp. z o.o. z Cieszyna. Firma produkuje kute, tłoczone, zgrzewane i spawane elementy metalowe, których głównymi odbiorcami są międzynarodowe koncerny motoryzacyjne.
Według Konrada Tarańskiego, wiceprezesa i dyrektora finansowego informatycznej spółki Comarch umacnianie się kursów złotego w stosunku do euro i dolara ma negatywny wpływ na opłacalność eksportu, zwłaszcza w połączeniu z rosnącymi kosztami pracy w Polsce.
- Dla porównania, przychody ze sprzedaży eksportowej Grupy Comarch mierzone w złotówkach wzrosły między 2005 a 2007 rokiem o 69 proc., podczas gdy mierzone w euro – o 82 proc., a mierzone w dolarach – nawet o 101 proc. Oznacza to, że duży nakład pracy i kosztów ponoszonych na zdobywanie rynków zagranicznych, i w efekcie dynamiczny rozwój biznesu poza granicami Polski, wskutek niekorzystnych zmian kursów walut nie przekłada się na proporcjonalny wzrost przychodów i zysków firm takich jak Comarch.
Kilka innych przykładów. Zakłady Ceramiczne „Bolesławiec” z powodu słabego dolara musiały zrezygnować z amerykańskich zleceń, bo dopłacały do interesu. Teraz spółka jest na skraju opłacalności i planuje zwolnienia. Producent słodyczy Mieszko z powodu silnej złotówki ceny niektórych produktów sprzedawanych za granicą musiał podnieść nawet o 60 proc., co spowodowało, że eksport wyhamował. Ceny podniosła też na przykład Odlewnia Żeliwa Śrem, ale o kilkanaście procent. Firma Barlinek, zajmująca się produkcją i eksportem desek, a także spółka Decora, wielkopolski producent i eksporter elementów wykończenia i dekoracji wnętrz, dwukrotnie musiały obniżać prognozy zysków na 2007 rok z powodu umacniania się złotego do poziomów nieprzewidzianych przez ich zarządy. Podobnie zarząd firmy oponiarskiej Dębica tłumaczy, że powodem pogorszenia się wyników spółki było umocnienie się złotego, które spowodowało spadek przychodów przedsiębiorstwa o 25 mln zł, a zysk operacyjny spadł o prawie 20 proc. Jedną z przyczyn podjęcia decyzji o likwidacji Huty Szkła Kryształowego Violetta ze Stronia Śląskiego, która w ubiegłym roku około 60 proc. przychodów osiągała w dolarach, a 20 proc. w euro, był właśnie „systematyczne i znaczące umacnianie się złotego”. Z kolei w fabryce Elany w Toruniu zdecydowano się na redukcję mocy wytwórczych i zatrudnienia. Zdaniem Małgorzaty Iwanejko, prezesa Boryszewa, właściciela Elany, „choć sprzedaż Elany w I kwartale była zgodna z budżetem pod względem ilości, to przychody okazały się o kilkanaście milionów złotych niższe z powodu różnic kursowych”. Problemy może mieć też branża meblarska, która eksportuje towary wyprodukowane z polskich surowców.
Według Chybiorza istnieje jeszcze jedno niebezpieczeństwo polegające na nakręcaniu spirali importu kosztem polskich wyrobów:
- Polscy eksporterzy są zachęcani do importu surowców z zagranicy i rozliczania zakupów w euro lub dolarach, co pozwala częściowo zmniejszać ryzyko kursowe. Kupowanie materiałów za granicą oznacza jednak spadek popytu na materiały rodzimej produkcji. Dla gospodarki polskiej jest to bardzo negatywna tendencja, zwłaszcza że światowa gospodarka obecnie zwalnia.
Jednak sytuacja nie jest aż tak katastrofalna, jak wynika z powyższych przykładów. Znaczna część polskich firm eksportowych równocześnie importuje bowiem maszyny, komponenty, podzespoły czy surowce do produkcji swoich towarów (w tym także nowoczesne technologie, które modernizują gospodarkę). I dzięki silnej złotówce towary te może kupować po coraz niższych cenach. Dotyczy to na przykład firmy Apator, producenta urządzeń pomiarowych, spółki Polimer-Mostostal, która importuje stal i cynk, czy firm motoryzacyjnych. Według danych Polskiej Izby Motoryzacji w 11 miesiącach 2007 roku na rynki zagraniczne trafiły produkty motoryzacyjne o łącznej wartości 14,73 mld euro, co oznacza wzrost o 13,6 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Z silnej złotówki cieszą się także przedstawiciele przemysłu odzieżowego:
- Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, bo oprócz tego, że jesteśmy eksporterem garniturów, to firma Bytom jest równocześnie importerem tkanin do ich produkcji. Dzięki temu wzmocnienie złotówki, choć pogarsza rentowność eksportu, to obniża równocześnie koszty produkcji, także na rynek krajowy, który aktualnie się szybko rozwija i jest priorytetem dla naszej spółki – mówi Artur Morawiec, kontroler finansowy Zakładów Odzieżowych Bytom SA. – W związku z tym nie odczuwamy negatywnych skutków aprecjacji złotego – dodaje Morawiec z giełdowej spółki, której garnitury są wysoko cenione zarówno w kraju, jak i za granicą.
Warto dodać, że większość eksportowanych polskich towarów produkowana jest przez ulokowane w Polsce międzynarodowe koncerny, które rozliczają się w obcej walucie. W latach 2000-06 inwestorzy zagraniczni zainwestowali w naszym kraju ponad 12,5 mld zł. Najwięksi z nich to branża motoryzacyjna: Fiat i GM (auta osobowe), MAN (ciężarówki i autobusy), Toyota (silniki i skrzynie biegów) oraz Volkswagen (samochody dostawcze). Poza tym silny złoty wymusza cięcie kosztów, co powoduje większą efektywność i wydajność, a tym samym większą konkurencyjność przedsiębiorstw eksportowych.
Ponadto coraz więcej firm korzysta z instrumentów zabezpieczających przed ryzykiem związanym z wahaniami kursów walutowych. Takie zabezpieczenia kursowe stosuje na przykład giełdowa spółka chemiczna Ciech. Z kolei w katowickiej spółce Gwarant, która eksportuje konstrukcje stalowe, urządzenia górnicze, instalacje przemysłowe i części dla motoryzacji, korzysta się z indeksów dla klientów, które polegają na utrzymaniu stałego poziomu stosunku złotówki do euro.
Tak więc globalnie licząc, dla większości polskich eksporterów wartość złotówki nie ma zasadniczego znaczenia, a ma też pozytywne konsekwencje. A już w szczególnie uprzywilejowanej sytuacji są importerzy, którzy mogą równocześnie obniżać ceny sprowadzanych produktów i zwiększać swoje marże. W ten sposób wszyscy się bogacą. Oczywiście w dłuższej perspektywie czasowej konkurencja rynkowa i tak doprowadzi do punktu wyjścia, jeśli chodzi o wysokość marż przedsiębiorców.
Co mówią dane statystyczne? Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2007 roku w porównaniu z rokiem poprzednim polski eksport wzrósł – licząc w złotówkach – o 12,4 proc. (wyniósł 386,5 mld zł), podczas gdy import o 16 proc. (wyniósł 457,1 mld zł). Z kolei ten sam urząd podał także dane za pierwsze pięć miesięcy br., z których wynika, że w porównaniu do analogicznego okresu 2007 roku polski eksport – licząc w złotówkach – wzrósł o 8 proc., a import – o 8,9 proc. Jak widać, różnice we wzroście eksportu i importu są niewielkie, co definitywnie świadczy, że umacnianie się kursu złotego nie wpływa negatywnie na eksport, a równocześnie pozytywnie na import.
Dane dotyczące Wielkiej Brytanii jeszcze dobitniej świadczą o prawdziwości tej tezy. Okazuje się bowiem, że chociaż w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2008 roku złoty umocnił się wobec funta o ponad 10 proc., to polski eksport do Wielkiej Brytanii wzrósł w tym okresie – w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego – o 5,3 proc., podczas gdy import o zaledwie 1,1 proc. Podobnie wygląda sytuacja w handlu z Francją. W tym okresie euro straciło na wartości około 11 proc. w stosunku do złotówki, a eksport z Polski do tego kraju zwiększył się aż o 11,4 proc., podczas gdy import z Francji do Polski o zaledwie 2,3 proc. Również wzrost eksportu do Holandii był wyższy niż import z tego kraju – odpowiednio 7,9 proc. i 4,3 proc.
Zwiększa się eksport polskich produktów spożywczych do krajów Europy Zachodniej. Ale nie tylko spożywczych. W 2007 roku na przykład do Wielkiej Brytanii eksport leków z Polski zwiększył się aż o 150 proc., autobusów – o 100 proc., a mięsa – o 80 proc. Doskonale radzi sobie także przemysł motoryzacyjny, który generuje aż 20 proc. zysków z polskiego handlu zagranicznego. W 2007 roku produkcja samochodów w Polsce zwiększyła się o jedną piątą w porównaniu z rokiem poprzednim. Z miesiąca na miesiąc zwiększa się udział samochodów produkowanych w Polsce zarówno osobowych, jak i dostawczych, które trafiają na rynki zagraniczne. Aktualnie jest to aż 97,5 proc. Dla przykładu 96,3 proc. wyprodukowanych w 2007 roku samochodów w polskiej fabryce Fiata (348 354 sztuk) trafiło na eksport aż do 60 państw świata, głównie do Włoch i Europy Zachodniej, ale także do tak egzotycznych krajów, jak Gwadelupa, RPA, Chile czy Wenezuela.
Powinniśmy być dumni z silnej złotówki, bo oznacza to, że nasza waluta, a tym samym nasza gospodarka, jest godna zaufania, a Polakom żyje się coraz lepiej. Nie spieszmy się więc z wprowadzaniem euro, bo wszyscy na tym możemy stracić.

Wartość złotówki w stosunku do GBP, EURO, USD i CHF od lipca 2006 r. do lipca 2008 r. Brano dane z 15 dnia każdego miesiąca. Źródło: opracowanie własne.

Wartość złotówki w stosunku do GBP, EURO, USD i CHF od lipca 1998 r. do lipca 2008 r. Brano dane z 15 dnia każdego stycznia i lipca. Źródło: opracowanie własne.
* Niniejszy artykuł został opublikowany w 31-32 numerze „Najwyższego CZASu!” z 2008 r. jako jeden z tekstów okładkowych.





