Czwarty poziom biurokracji

 

Mimo całkowitego zignorowania przez mieszkańców regionu i mimo istnienia już trzech poziomów samorządowej biurokracji, w województwie śląskim właśnie na naszych oczach tworzy się czwarty – związek metropolitalny, który będzie używką prawdopodobnie dla setek nowych urzędników.

 Spodek Fot. T. Cukiernik

Totalną frekwencyjną klęską zakończyły się konsultacje społeczne odnośnie przystąpienia poszczególnych miast województwa śląskiego do nowo tworzonego związku metropolitalnego. 11 maja br. zakończyły się konsultacje w 41 miastach i gminach regionu. Kilka frekwencyjnych przykładów: w Czeladzi w konsultacjach wzięło udział „aż” 1,9 proc. mieszkańców, w Katowicach – 0,5 proc., w Bytomiu – 0,2 proc., w Piekarach Śląskich – 0,16 proc., w Zabrzu – 0,1 proc., a w Sosnowcu – 0,09 proc.! Frekwencja była tak fatalna, mimo że samorządowcy starali się jak najbardziej ułatwić udział w sondzie. Mieszkańcy mogli głosować listownie, mailowo, poprzez formularze na stronach internetowych, przez ankieterów, a ponadto ustawiane były specjalne skrzynki w urzędach, domach kultury czy bibliotekach.

 

Samorządowcy w ekstazie

 

Średnio za przystąpieniem do nowego tworu biurokratycznego opowiedziało się 90 proc. osób z tych, które poprawnie oddały swój głos (od 58 proc. w Ożarowicach do 100 proc. w Bieruniu, Knurowie i Chełmie Śląskim). Niektórzy powiedzą, że głosowali tylko ludzie świadomi, a moim zdaniem ludzie nie wiedzieli, za czym głosują, tak jak wyborcy nie zdają sobie sprawy z konsekwencji wyników przeróżnych referendów i wyborów.

Same konsultacje to efekt przepchnięcia przez parlament ustawy o związku metropolitalnym w województwie śląskim, którą 4 kwietnia 2017 roku podpisał prezydent Andrzej Duda. Teraz jest etap podejmowania uchwał przez 41 samorządów. Następnie za pośrednictwem wojewody do Rady Ministrów odpowiedni wniosek złoży katowicka rada miejska. Rozporządzenie Rady Ministrów powołujące związek metropolitalny w województwie śląskim ma zostać wydane do 30 czerwca, tak by 1 lipca powstał nowy samorządowy twór.

Ale czy nowa metropolia, zamieszkała przez ponad 2 miliony ludzi, jest potrzebna? Samorządowcy są entuzjastycznie nastawieni do nowego biurokratycznego tworu. – To dla nas ogromna szansa na wszechstronny rozwój. Jestem przekonana, że województwo śląskie dzięki ustawie metropolitalnej może zyskać m.in. w sferze gospodarczej, kulturalnej, naukowej, medycznej, edukacyjnej czy turystycznej, sportowej i rekreacyjnej, znacząco przyśpieszając upowszechnianie innowacji i wprowadzanie korzystnych zmian. Jako samorządy dysponujemy niezbędnym potencjałem, wolą i determinacją, by wesprzeć stworzenie związku pozwalającego na realizację funkcji społecznych i gospodarczych przypisanych obszarom metropolitalnym – buja w obłokach Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza i jednocześnie przewodnicząca zarządu Górnośląskiego Związku Metropolitalnego, czyli istniejącego od 2007 roku związku międzygminnego aktualnie obejmującego 13 miast województwa śląskiego. – W momencie, kiedy Rada Ministrów powoła do życia związek metropolitalny naszego województwa, pojawią się pola do wspólnych działań w takich obszarach, jak ochrona powietrza, transport czy rozwój. Jestem gorącym orędownikiem metropolii, bo widzę w niej szansę na wielki skok cywilizacyjny, zarówno dla Katowic, jak i dla każdej gminy, która będzie w ten projekt włączona. Połączone możliwości kilkunastu miast, duży kapitał ludzki, zaplecze uniwersyteckie czy setki miejsc wartych zobaczenia. Razem możemy więcej i musimy to wykorzystać – mówi Marcin Krupa, prezydent Katowic. „Uważam, że metropolia dla tworzących ją miast i gmin, w tym także dla Czeladzi, to ogromna szansa na szybszy rozwój. Działając wspólnie, będziemy bardziej atrakcyjnym partnerem gospodarczym dla podobnych, europejskich i światowych regionów” – roi sobie na łamach samorządowego „Echa Czeladzi” Zbigniew Szaleniec, burmistrz Czeladzi.

W sejmiku województwa śląskiego projekt metropolii poparły wszystkie siły polityczne. – Jako samorząd województwa musimy dbać i pielęgnować samo powstanie metropolii. Ile lat na to wszyscy czekaliśmy, ilu samorządowców trzeba było przekonywać do tej idei. Dzisiaj patrzymy na przyszłą metropolię, która już jest za drzwiami, z wielką nadzieją. Musimy jednak wykonać sporo wysiłku, tylko wtedy metropolia pozwoli nam na budowanie przewagi konkurencyjnej z innymi regionami Polski – uważa Wojciech Saługa, marszałek województwa śląskiego z PO. Oczywiście urzędnicy samorządowi są „za” i cieszą się z tworzenia nowego związku, bo będą mieli do zarządzania i rozdysponowania dodatkowe pieniądze i do obsadzania swoimi ludźmi nowe biurokratyczne miejsca pracy. Z tego powodu urzędnicy zawsze będą bronić rozrostu biurokracji. Niestety od tego nie przybędzie dobrobytu mieszkańcom.

Znacznie bardziej sceptycznie do projektu nowej metropolii nastawiony jest Grzegorz Jaszczura, były działacz UPR, a obecnie radny klubu PiS w Dąbrowie Górniczej. Jego zdaniem „waga zagrożeń i waga szans jest podobna”. Z jednej strony jak pisze w „Głosie Dąbrowskim”, „zwiększają się szanse na realizację dużych projektów, jak choćby kolej regionalna”, „łatwiej byłoby również skoordynować wysiłki w walce z bezrobociem, usprawnić transport czy pozyskiwać fundusze ze źródeł zewnętrznych”. Z drugiej jednak strony według radnego Jaszczury zagrożeniem będzie możliwość trzymania niepokornych samorządowców na smyczy. Ponadto „problemem może być na przykład wspólna polityka przestrzenna. Na pewno nastąpi przeniesienie władzy na wyższy poziom decyzyjny, co przełoży się na mniejszy wpływ mieszkańców na podejmowane decyzje”.

 

Nowe hordy biurokratów

 

Głównym argumentem za metropolią jest konieczność tworzenia wspólnej publicznej sieci komunikacyjnej. Pomijając fakt, że lokalna komunikacja nie musi być publiczna (w wielu miejscach Polski znacznie lepiej od komunalnych przedsiębiorstw działają prywatne busiki, wygrywając konkurencję, a które co gorsza, urzędniczymi regulacjami są rugowane z rynku), to nawet upierając się w tej kwestii, sprawy te można zrealizować znacznie prościej i taniej bez tworzenia czwartego poziomu samorządowej biurokracji. Wystarczy wielostronne porozumienie między władzami gmin. Na podobnej zasadzie już teraz kupowana jest hurtowo przez gminy regionu energia elektryczna, co pozwala zaoszczędzić kilkadziesiąt milionów złotych. Nie jest do tego potrzebna metropolia.

Natomiast w rzeczywistości, biurokraci bardzo rzadko potrafią skutecznie i efektywnie zarządzać czymkolwiek, dlatego im mniej pieniędzy w rękach urzędników, tym lepiej. Wobec tego zamiast tworzyć nowe samorządowe podmioty, należałoby raczej redukować obecnie istniejące byty biurokratyczne. – Generalnie w naszym regionie lepiej i taniej byłoby mieć tak naprawdę tylko kilka dużych miast. Połączyć kilka niewielkich lub przyłączyć je do większego. Wówczas spadłaby średnia ilość radnych czy urzędników w przeliczeniu na jednego mieszkańca. I to znacząco spadła, co przełożyłoby się na mniejsze koszty administracyjnego funkcjonowania każdego z nas – mówi w rozmowie z „Najwyższym CZAS-em!” Stanisław Pisarek, radny Czeladzi. – Na przykład w Czeladzi mamy własną spółkę ZIK zajmującą się dostarczaniem wody i odbiorem ścieków. Gdyby przyłączyć Czeladź do Sosnowca, wówczas nie trzeba by jej utrzymywać, woda byłaby tańsza i smaczniejsza, bo sosnowiecki odpowiednik spokojnie obsłużyłby nasze niewielkie miasteczko. Tak samo nie trzeba by wówczas utrzymywać olbrzymiego aparatu urzędniczego i samorządowego. W 200-tysięcznym Sosnowcu jest troje wiceprezydentów i spokojnie ogarnęliby też nasze dzielnice. Niepotrzebne byłyby zatem nasze dwie wiceburmistrzynie w zaledwie 30-tysięcznej Czeladzi – argumentuje. Czeladzki radny widzi jednak opór materii. – Tego typu zmian nie da się jednak wykonać z uwagi na silne lokalne patriotyzmy i oczywisty urzędniczy opór. Wręcz przeciwnie – obserwujemy odwrotny proces, np. niedawne odłączenie Radzionkowa od Bytomia – zauważa Pisarek. – Ale Górny Śląsk wraz z Zagłębiem Dąbrowskim to zbyt duży obszar, by utworzyć jedno miasto. A sama nakładka w postaci związku metropolitalnego niewiele, a raczej nic nie zmieni dla ludzi, a na pewno dołoży sporo kosztów urzędniczych – dodaje trzeźwo.

Na pewno bogactwa nie przybędzie od przelewania pieniędzy z jednej biurokratycznej kieszeni do drugiej biurokratycznej kieszeni, a w taki sposób zostanie utworzony budżet metropolii. Otóż – jak wynika z ustawy – dwa główne źródła dochodów związku metropolitalnego to 5-procentowy udział we wpływach z podatku dochodowego od osób fizycznych zamieszkałych na obszarze związku (około 250 mln złotych rocznie) oraz składki od gmin uczestniczących w związku, które będą składały się z części stałej i zmiennej.

Jedno jest natomiast pewne – nowy związek to koszty dla podatników i nowe urzędnicze miejsca pracy, na co zwraca też uwagę radny Jaszczura: „trudno byłoby oczekiwać, aby lokalni pryncypałowie nie skorzystali z okazji, by nie poupychać swoich kolegów na kolejnych stołkach. Co za tym idzie, dublowanie się kompetencji na linii samorząd-metropolia”. Zgodnie z ustawą zostaną utworzone organy związku: zgromadzenie związku metropolitalnego, składające się z delegatów z każdej gminy oraz pięcioosobowy zarząd związku metropolitalnego, który będzie wykonywał zadana przy pomocy nowego urzędu metropolitalnego. Znajdzie się praca m.in. dla sekretarza i skarbnika związku. Ustawa mówi także o jednostkach budżetowych i zakładach budżetowych związku metropolitalnego. Co więcej, związek może tworzyć kolejne biurokratyczne byty! Tak więc można się spodziewać pączkowania urzędniczych miejsc pracy. Reszta argumentów za metropolią to urzędnicza nowomowa napędzająca niepotrzebne etaty, bo czymże innym jest zadanie polegające na „promocji związku metropolitalnego i jego obszaru”?

Artykuł został opublikowany w nr 22 tygodnika „Najwyższy CZAS!”

Zostaw odpowiedź

web stats stat24