Czarny kłopot*

Wydobycie węgla w polskich państwowych kopalniach jest droższe niż jego cena na rynku światowym. Wydajność pracy w polskim górnictwie jest bardzo niska. W 2001 roku jeden polski górnik wydobył średnio 704 tony węgla. Wcześniej było jeszcze gorzej – w 1980 roku – 445 ton a w 1990 roku – 389 ton. Tymczasem na przykład w kopalniach w USA czy w Australii jeden górnik wydobywa średnio aż 10 tys. ton węgla rocznie!

Cena węgla w Polsce jest ustalana urzędowo. Wygórowana cena urzędowa powoduje, że kupujący węgiel muszą płacić za niego więcej niż wynosi cena na rynku światowym. Ponadto dzięki jej ustanowieniu państwo zlikwidowało konkurencję cenową między kopalniami, co być może choć częściowo uzdrowiłoby sytuację. Obecnie zarządom państwowych kopalń i działającym w nich związkom zawodowym nie zależy na zysku, ponieważ wiedzą, że w razie strat i tak mogą liczyć na dotacje z budżetu państwa.

Poza tym zapory celne i kontyngenty (1,6 mln ton dla Rosji, 500 tys. ton dla Czech, 100 tys. ton dla Kazachstanu) powodują, że import tańszego węgla jest nieopłacalny lub niemożliwy. Gdyby nie one nikt o zdrowych zmysłach nie kupiłby nawet tony drogiego węgla z polskich kopalń. Węgiel z syberyjskich kopalń, z Ukrainy, RPA, USA, Kolumbii czy Australii można by kupować za o wiele niższą cenę. Za cały ten etatystyczny bałagan płacą nie tylko podatnicy i indywidualni klienci, ale również na przykład elektrownie kupujące drogi węgiel, przez co oczywiście energia elektryczna jest droższa. Jak długo jeszcze górnictwo będzie ciężarem dla biednego polskiego społeczeństwa?

ZYSKUJĄCY I TRACĄCY

Rozbudowany państwowy interwencjonizm (ustalanie urzędowej ceny węgla, umarzanie długów kopalniom, bariery celne, kontyngenty, dopłaty do eksportu) oraz utrzymywanie monopoli państwowych powoduje, że i tak już biedny Polak musi płacić za węgiel więcej niż gdyby istniał wolny rynek. W ciągu ostatnich 12 lat zrealizowano pięć planów uzdrowienia branży górniczej. W tym czasie otrzymała ona łącznie około 10 mld dolarów USA wsparcia finansowego od państwa. Mimo to sytuacja tego państwowego przemysłu wydobywczego niewiele się poprawiła, a stary netto górnictwa w latach 1990 – 2000 wyniosły 18 mld zł. Sektor ten otrzymał z budżetu państwa 16,4 mld zł oraz umorzono mu zobowiązania w wysokości 15 mld zł. Każdy pracujący Polak w ciągu 12 lat darował pod przymusem za pośrednictwem skarbu państwa średnio 2400 zł na rzecz górnictwa! Są to środki finansowe bezpowrotnie stracone. Nie jest do tej sumy wliczona różnica w cenie węgla czy energii elektrycznej, za którą każdy Polak musiał zapłacić dodatkowo w porównaniu z niższą ceną, która byłaby, gdyby istniał wolny rynek a nie państwowy skansen. Ponadto wyższe koszty węgla i energii elektrycznej szkodzą polskiej gospodarce, bo osłabiają konkurencyjność polskich firm na światowych rynkach. Wyższe koszty w którymś ze stadiów procesu produkcji powodują wzrost kosztów w następnych stadiach tego procesu. Osłabia to pozycję konkurencyjną firm realizujących następne stadia przetwórstwa. Dodatkowo podatki z dobrze prosperujących firm, które mogłyby te pieniądze wydać na inwestycje i tworzenie nowych miejsc pracy w branżach z przyszłością, państwo wydaje na dotacje dla górniczych bankrutów, które całą gospodarkę ciągną w dół. Mimo ciągłych państwowych dotacji na koniec 2002 roku długi sektora górniczego wyniosły około 22,5 mld zł, czyli więcej niż przeznacza się rocznie na publiczną służbę zdrowia. Po trzech kwartałach 2002 roku branża odnotowała stratę 145,8 mln zł netto, a wynik ten i tak był możliwy tylko dzięki umorzeniu części długów.

czarny3

Zadłużenie, łączne wsparcie finansowe i wyniki finansowe polskiego górnictwa węgla kamiennego w latach 1990 – 2001 według cen z 2001 roku.

Jednak są też beneficjanci tego układu – górnicy ze swoimi przywilejami zapisanymi w układzie zbiorowym pracy z 1991 roku: deputaty węglowe (6 lub 8 ton), nagrody jubileuszowe, wyższe niż w kodeksie pracy odprawy emerytalne i dłuższe urlopy wypoczynkowe, nagroda z okazji Dnia Górnika. Ponadto mimo deficytowych wyników kopalń górnicy otrzymują trzynaste i czternaste(!) pensje, co według mnie zakrawa na skandal. Ponad połowa kosztów ponoszonych przez kopalnie to wydatki na pensje dla górników. I to właśnie górnicy zrzeszeni w związkach zawodowych paląc opony przed siedzibami zarządów spółek węglowych w Katowicach i przed ministerstwami w Warszawie nie chcą dopuścić do wprowadzenia wolnego rynku w ich branży. To oznaczałoby bowiem redukcje zatrudnienia, a może nawet szybkie zlikwidowanie całego sektora, który od wielu już lat jest bankrutem, sztucznie utrzymywanym przez dotacje z budżetu państwa. Rządzący powinni dobro całego społeczeństwa przedłożyć ponad dobro górniczych związków zawodowych, a niestety tak nie jest. Nie wspominając o tym, że również w budżecie państwa zostałoby więcej pieniędzy na bardziej przemyślane cele.

Nie można też zapomnieć o nieprawidłowościach i przekrętach w branży górniczej, do których zachęcają interwencjonistyczne przepisy. Głośne były przypadki, gdy kopalnie otrzymywały dotacje eksportowe na węgiel, a następnie surowiec nielegalnie zostawał w kraju. Tutaj sprzedawano go po cenach regulowanych urzędowo, które są wyższe od cen światowych. Fikcyjni eksporterzy zarabiali dwukrotnie; tracili podatnicy. Niedawno prokuratura w Katowicach zakończyła śledztwo w sprawie oszustw i wyłudzeń z sektora węglowego prawie 8 mln zł. Podejrzewa się, że ze spółek węglowych przepompowuje się miliony złotych do prywatnych firm związanych z ludźmi zarządzającymi tymi spółkami. Ponadto co najmniej 10% inwestycji podjętych w państwowym górnictwie w ostatnich latach było nietrafionych.

EKSPORT

Eksport węgla (około 20 % wydobycia) jest dla Polski marnym interesem, do którego trzeba dopłacać (około 40 zł do każdej wyeksportowanej tony). Jednak jest on konieczny ze względu na nadprodukcję węgla (w 2001 roku wydobyto w polskich kopalniach 102,8 mln ton węgla, a zapotrzebowanie Polski wyniosło 79,2 mln ton, w tym czasie na polski rynek trafiło 2 mln ton węgla z importu, głównie z Rosji). Dla gospodarki i podatników lepiej by było, gdyby węgla w ogóle nie eksportowano. Natomiast bez dopłat eksport byłby w ogóle niemożliwy, ponieważ cena na rynku światowym (około 110 zł) jest niższa niż koszty wydobycia w Polsce (około 136 zł) i urzędowo określona cena krajowa (około 140 – 150 zł). Kopalnie sprzedają eksportowy węgiel po cenie poniżej 100 zł za tonę. Dodatkowym obciążeniem jest fakt, że monopolistyczne polskie państwowe koleje pobierają bardzo wysokie opłaty za transport, co powoduje dalszy spadek opłacalności eksportu. Gdyby istniało kilka prywatnych konkurujących ze sobą przewoźników kolejowych sytuacja byłaby o wiele lepsza, ponieważ cena transportu z pewnością by spadła. Tymczasem dzięki PKP dochodzi do takich absurdów, że w województwach północnych bardziej opłaca się sprowadzać węgiel statkami z RPA czy Syberii niż przywozić go koleją z Górnego Śląska!

Teoretycznie, nie licząc dotacji eksportowych, istnieje w Polsce wolny rynek jeśli chodzi o eksport węgla. Jednak w praktyce eksport węgla jest opanowany przez monopolistę w tej dziedzinie – katowicką spółkę Węglokoks, której właścicielem jest Skarb Państwa (w 2002 roku firma ta sprzedała do ponad 60 państw świata 22,2 mln ton węgla – 96,5% całości eksportu tego surowca). Dlaczego? Otóż państwowe deficytowe kopalnie, które wiecznie nie mają środków finansowych, choćby na płace dla górników, muszą cały czas ratować się kredytami. Jedynym poręczycielem tych kredytów jest właśnie Węglokoks. Finansuje on spółki węglowe także w formie przedpłat i weksli, razem na kwotę 396 mln zł. Węglokoks dzięki monopolistycznej pozycji w eksporcie węgla jest stosunkowo bogatym przedsiębiorstwem, ale sam również musi zaciągać kredyty. Za finansowanie kopalń Węglokoks wymusza na nich sprzedaż węgla po cenie poniżej kosztów produkcji (około 100 zł za tonę) a także zakaz indywidualnego, bez pośrednictwa monopolisty, eksportu przez nie węgla. Dyrektorzy kopalń w razie nieposłuszeństwa mogą stracić swoje wysoko płatne stanowiska przez co pozycja Węglokoksu jest niezachwiana.

WYJŚCIE Z SYTUACJI

Od 1990 roku wydobycie w polskich kopalniach spadło ze 147 mln ton do 102,8 mln ton w 2001 roku, a zatrudnienie w branży zmniejszyło się z 387,9 tys. osób do 146 tys. w 2001 roku i około 140 tys. w 2002 roku. W latach 1998 – 2001 w ramach reformy górnictwa na Górnym Śląsku zahamowano proces stałego pogarszania się wyników finansowych sektora, zlikwidowano 22 kopalnie, zmniejszono wydobycie węgla o ponad 30 mln ton. Z pracy zwolniono 97,3 tys. górników, 70 tys. z nich skorzystało z jednorazowych odpraw (około 50 tys. zł na osobę) lub urlopów górniczych. Jednak dalsze reformowanie branży zostało zatrzymane.

czarny4

Porównanie wydobycia węgla, zatrudnienia i wydajności w polskich kopalniach w latach 1980 – 2001.

*Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy i Jastrzębska Spółka Węglowa

Istnienie nieefektywnych, państwowych kopalń oraz naciski silnych związków zawodowych (w polskim przemyśle górniczym działa 12 central związkowych) są kulą u nogi całego społeczeństwa, które przez podatki musi opłacać przynoszącą straty i ciągle zadłużającą się branżę. Jedynym sensownym wyjściem (o którym związkowcy nie chcą nawet słyszeć) byłaby prywatyzacja kopalń, choćby za symboliczną złotówkę. Dzięki temu spadłby z budżetu państwa ciężar dotacji i ciągłego umarzania długów. Jeśli prywatne kopalnie przynosiłyby zysk mogłyby dalej istnieć – dodatkowo płacąc podatki i zatrudniając górników przyczyniałyby się do rozwoju gospodarki, a nie byłyby kulą u jej nogi. Chyba że zaczęłaby się wtrącać Unia Europejska żądając limitów wydobycia węgla, tak jak żąda obecnie likwidacji części polskich hut…, ale to już inna historia.

Prywatyzacja połączona z likwidacją części kopalń udała się nie tylko w Wielkiej Brytanii za czasów Margaret Thatcher. Także w Czechach w ostatnich latach sprywatyzowano kilkanaście kopalń. 80% z nich już jest rentownych, a węgiel jest tańszy. U naszych południowych sąsiadów są również plany otwierania kolejnych prywatnych kopalń. To co opłaca się robić prywatnym spółkom rzadko opłaca się państwowym. Chociaż, trzeba przyznać, że podlubelska państwowa kopalnia Bogdanka od połowy lat 90tych XX wieku przynosi zyski (w 2001 roku 72 mln zł netto). Jednak było to możliwe dzięki temu, że wydajność w tej kopalni jest dwa razy wyższa niż w śląskich kopalniach – jeden górnik wydobywa średnio 1340 ton węgla rocznie.

Natomiast jeśli sprywatyzowane polskie kopalnie również byłyby nierentowne (co przy wysokich podatkach, szalejących związkach zawodowych i archaicznym kodeksie pracy jest bardzo prawdopodobne) to ogłosiłyby one upadłość. Problem górnictwa byłby rozwiązany. Tym bardziej, że obecny system energetyczny Polski oparty głównie na węglu jest bardzo zacofany. Większość krajów już dawno przerzuciła się na inne surowce: gaz ziemny, energię ekologiczną czy energię atomową. W Polsce aż 64,2 % energii jest produkowane z węgla, podczas gdy w USA 24,7 %, w Wielkiej Brytanii 16,6 % a we Francji tylko 5,4 %.

Tymczasem w lutym bieżącego roku obecny rząd na bazie majątku pięciu spółek górniczych (Bytomskiej, Gliwickiej, Nadwiślańskiej, Rudzkiej i Rybnickiej) utworzył kolejny monopol państwowy – Kompanię Węglową, która przypomina gierkowskie tzw. WOGi. W skład nowej spółki weszły 23 kopalnie, w których pracuje 83 tys. ludzi. W samym biurze zarządu Kompanii zatrudniono około 300 osób. Utworzono pięć departamentów Kompanii, biura i samodzielne stanowiska pracy. Kompania ma wydobywać około 60 mln ton węgla rocznie. Jest oczywiste, że reorganizacja ta niczego nie zmieni. Państwowa Kompania Węglowa będzie tak samo nieefektywna i deficytowa jak obecne kopalnie. Ponadto pod naciskiem związkowców zrezygnowano ze zwolnienia 35 tys. górników, co pierwotnie było zapisane w rządowym planie restrukturyzacji tego sektora przemysłu. Poza tym górnicze związki zawodowe domagają się trwałych dopłat do branży z budżetu państwa, co nie wróży dobrze na przyszłość.

Zadłużenie spółek wchodzących w skład Kompanii Węglowej wynosi 19,1 mld zł a tymczasem jej majątek to około 4 mld zł. W większości są to wierzytelności podatkowe państwa, gmin, ZUSu, Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Najgorsze jest jednak to, że byłe spółki węglowe zalegają z około 700 mln zł także wobec kilkuset firm, które z nimi współpracowały – dostawcom maszyn, towarów i usług. Jeśli długi te nie zostaną zwrócone, to może to doprowadzić do bankructwa przynajmniej części z tych przedsiębiorstw. Tymczasem sam obecny program reformy górnictwa ma w ciągu najbliższych czterech lat kosztować kolejne 4,5 mld zł – każdy pracujący Polak zapłaci średnio 270 zł.

Poza Kompanią Węglową pozostają jeszcze dwie spółki węglowe: Katowicki Holding Węglowy, w skład którego wchodzi 8 kopalni oraz Jastrzębska Spółka Węglowa. Łącznie zatrudniają one około 46 tys. osób i wydobywają rocznie około 32 mln ton węgla. Katowicki Holding Węglowy w 2002 roku przyniósł 63,5 mln zł zysku netto. Było to możliwe dzięki zamknięciu w 2001 roku dwóch najbardziej nierentownych kopalń. Obecnie planuje się prywatyzację Holdingu. Jednak rządowy plan przewiduje sprzedaż akcji spółki innym państwowym przedsiębiorstwom – Węglokoksowi lub Południowemu Koncernowi Energetycznemu. To nie jest niestety prywatyzacja tylko zmiana państwowego właściciela na innego państwowego właściciela.

* Artykuł ten został opublikowany w nr 18-19 tygodnika „Najwyższy CZAS!” z 2003 r.

3 odpowiedzi to “Czarny kłopot”

  1. Angelus silesius pisze:

    Czarny kłopot i biały naiwny chłopiec, który wierzy, że inni tego nie robią.
    Ha, ha ,ha

  2. Łysek z pokładu...Polska pisze:

    „Czarny kłopot i biały naiwny chłopiec…”
    Czarny kłopot i biały, naiwny Polski Górnik, który wierzy że jest jedynym w Polsce pracownikiem z dożywotnimi przywilejami i zagwarantowanym zatrudniem. Dlaczego naiwny? Dlatego, że urodził się tylko do kopania węgla i nic innego nie jest mu pisane. Co innego taki Robol z PGR-u, ten może zostać np. murarzem, bo Polski Murarz stracił pracę i wyjechał do Anglii. Taki na przykład Kowalski, który przez dwadzieścia lat był ślusarzem i nagle stracił pracę, został…woźnym w lokalnym magistracie. Ani jeden, ani dugi nie mieli trzynastek, czternastek, 6-8 ton deputatu na węgiel i wcześniejszej emerytury…Dlaczego biały, naiwny Polski Górnik? Wie to tylko Łysek…z pokładu Idy…

  3. Icek pisze:

    Jak podawała polska prasa w maju 1926 r., (Kurier Lwowski 1 maja 1926 r.) w ówczesnym czasie w USA wydobycie węgla na górnika w USA wynosiło 666 ton. Bez komentarza

Zostaw odpowiedź

web stats stat24