Bismarck się mylił*

Po wypiciu wina ludzie zwykle zaczynają mówić prawdę. O swoim życiu osobistym, o swoich marzeniach i o innych sprawach. Powiem Państwu złą wiadomość, ale później także dobrą. Zła wiadomość jest taka, że bardzo obawiam się o przyszłość Europy. Kocham Europę, mój kraj, Chile, wywodzi się z europejskiej kultury, tradycji, wartości. Tak więc korzenie Chile są Jose Pineraeuropejskie. Mianowicie w Europie tyka bomba emerytalna. Oczywiście istnieje droga wyjścia z tej sytuacji. Nie zamierzam bowiem wyłącznie użalać się nad problemem, ale wskazać również rozwiązanie. Proszę mi najpierw pozwolić wytłumaczyć, dlaczego ten problem jest tak bardzo poważny. I nie chodzi tu wyłącznie o emerytury. Europejskie systemy emerytalne pochodzą od niemieckiego kanclerza Otto von Bismarcka. W XIX wieku stworzył on system, który polegał na tym, że emerytury wypłacano z pieniędzy podatników. Płacili młodzi pracownicy, a beneficjentami byli ludzie starzy. Emerytury otrzymywały osoby, które przekroczyły 70 lat, podczas gdy wówczas przeciętny Niemiec żył lat 45. Więc cały system niewiele wtedy kosztował i Bismarck nie zdawał sobie sprawy, jakie będą tego konsekwencje w przyszłości. Tymczasem liczba emerytów z biegiem czasu rosła.

Dlaczego moim zdaniem ten system doprowadzi do bankructwa każdy kraj, w którym on istnieje? Nie z powodu technicznych błędów, z jakimi gospodarka może sobie poradzić. Ale z powodu natury ludzkiego zachowania. Błędem było mianowicie to, że Bismarck zlikwidował więzi istniejące pomiędzy osobami, które wpłacają pieniądze do systemu emerytalnego a beneficjentami, którzy otrzymują pieniądze z tego systemu. Takie więzi, jakie istnieją, gdy na przykład pomagamy biednym czy osobom pokrzywdzonym przez wojnę. Ci, co mają wpłacać do systemu, robią wszystko, by płacić jak najmniej, na przykład zaniżają swoje dochody czy uciekają do szarej strefy. Z kolei ci, którzy otrzymują pieniądze z systemu, chcą ich dostawać jak najwięcej. Pojawia się wyłom pomiędzy płacącymi a beneficjentami. Tymczasem politycy manewrują między tymi dwoma grupami ludzi w taki sposób, aby wygrać wybory. Obiecują wyższe emerytury w przyszłości, nie mając na to pieniędzy. Natomiast ja chciałbym do tego dodać, że aby zwiększyć wysokość emerytur, politycy nie muszą od razu podnosić podatków, ponieważ obiecują oni wypłaty emerytur za 10, 20, 30, 40 lat. Mogą obiecać wszystkim młodym blondynkom, że otrzymają one emerytury w wieku 45 lat i wtedy dostaną głosy wszystkich młodych blondynek. Kiedy ostatnio byłem w Rumunii, to kilka miesięcy wcześniej rumuński parlament jednogłośnie przegłosowywał podniesienie wysokości emerytur o 30-40 procent, co zwiększyło łączną wartość wypłacanych emerytur z 6 do 9 procent PKB! Bez jednego głosu sprzeciwu! W ten sposób zabrano podatnikom pieniądze o wartości 3 procent PKB! Nikt nie wstał i nie powiedział: „my tego nie możemy zrobić w ten sposób. Ewentualnie można podnieść na przykład tym, co dostają najmniej albo osobom powyżej 85 roku życia, ale nie wszystkim”. No ale działo się to kilka miesięcy przed wyborami.

To samo dzieje się w najbardziej rozwiniętych krajach Unii Europejskiej. We Francji na przykład ludzie rozumieją, że nie otrzymają wyższych emerytur dzięki większemu oszczędzaniu, a poprzez strajki, czyli poprzez wyrządzanie większych skód! Jeśli wyrządzisz odpowiednią ilość szkód, to klasa polityczna da ci to, czego żądasz! Niewiarygodnie zła droga. Biedny Bismarck mylił się nie tylko, jeśli chodzi o ten zasadniczy punkt ludzkiego zachowania, ale był także po niewłaściwej stronie historii ludzkiej demografii. W tamtych czasach nie było tak rozwiniętej medycyny, która spowodowała, że aktualnie ludzie żyją znacznie dłużej. Zawsze opowiadam dowcip, że jeśli jutro „Wall Street Journal” napisze, że wynaleziono lekarstwo na raka, to oczywiście wszyscy chorzy bardzo się ucieszą, ale ministrowie finansów większości europejskich krajów popełnią rytualne samobójstwo, gdyż wypłaty emerytur w Niemczech, Francji czy Włoszech radykalnie będą musiały zostać zwiększone. Bismarck tego nie rozumiał i nie wiedział także, iż tak znacznie spadnie dzietność współczesnych społeczeństw, które stają się coraz starsze. Już teraz w Rumunii więcej osób otrzymuje emerytury, niż wpłaca pieniądze do systemu. W Niemczech wkrótce będzie podobnie. Jestem zdumiony, że opinia publiczna nie rozumie powagi sytuacji. Mam przy sobie grafikę przedstawiającą zadłużenie krajów europejskich jako procent ich PKB: Włochy – ponad 100 procent, Grecja, Belgia ­– podobnie, Francja i Niemcy – zadłużenie przekracza dopuszczalny 60-procentowy poziom według kryterium z Maastricht. Ale te liczby pokazują jedynie połowę prawdy. Druga połowa jest taka, że pracownicy wszystkich tych krajów mają obiecane emerytury, które powiększają zadłużenie dwu a nawet trzykrotnie. Na przykład Włochy według OECD mają wobec przyszłych emerytów długi o wartości 250 procent PKB, co daje łącznie zadłużenie na poziomie ponad 350 procent PKB! Nie kupujcie długoterminowych włoskich obligacji skarbowych, bo będą one tyle warte, co kilka lat temu obligacje argentyńskie. I ci wszyscy brukselscy urzędnicy, ekonomiści, którzy otrzymują wysokie pensje i mają zwolnienia podatkowe nie potrafią nawet skalkulować zadłużenia we właściwy sposób. Spytałem się ich, dlaczego nie podają prawdziwego zadłużenia poszczególnych krajów europejskich. Usłyszałem odpowiedź, że gracze na rynkach kapitałowych uciekliby za granice. Emerytalna bomba zatopi Europę. W końcu dojdzie do tego, że aby zaspokoić emerytów, rządy  będą drukować na potęgę pieniądze, co doprowadzi do hiperinflacji, jaka była udziałem niektórych południowoamerykańskich krajów.

Przejdźmy jednak do dobrej wiadomości. Mianowicie istnieje proste rozwiązanie tego problemu. Dokonaliśmy tego 27 lat temu. Ale ktoś z was mógłby powiedzieć, że to działa jedynie w długim i wąskim kraju (aluzja do kształtu geograficznego Chile – przyp. TC). Nie, wierzę, że jest to rozwiązanie uniwersalne. Podobnie jak Tomasz Jefferson za największe wartości uważam życie, wolność i dążenie do szczęścia oraz… osobiste konta emerytalne. Jefferson właśnie zapomniał o tym czwartym najważniejszym prawie człowieka – mianowicie każdy człowiek powinien mieć wybór pomiędzy płaceniem swoich podatków do czarnej dziury państwowego systemu emerytalnego a oszczędzaniem tych pieniędzy na prywatnym rachunku emerytalnym przez 40 lat swojego życia. W ten sposób pracownicy będą mogli korzystać z nadzwyczajnej siły spotęgowanych zysków, tak jak na rynkach finansowych przez ostatnie dziewięć wieków zarabiają bankierzy, finansiści i inni profesjonaliści. Tymczasem zwykli pracownicy nie mogą w ten sposób zarabiać, bo ich po prostu na to nie stać, gdyż muszą płacić 20, 30, 40-procentowe podatki, muszą jeść, muszą wydawać pieniądze na codzienne życie i na dodatkowe oszczędzanie nic im już nie zostaje.

Rozwiązanie, jakie wprowadziłem w życie, gdy byłem ministrem ds. pracy i polityki społecznej, to z jednej strony duże ryzyko, a z drugiej – ogromne możliwości. Dzięki pozostawieniu każdemu pracownikowi jego pieniędzy, może on je następnie zainwestować poprzez prywatne konta emerytalne. Tym samym każdy pracownik, nawet ten, który zarabia najmniej, zamienia się we właściciela kapitału. Te pieniądze są później inwestowane w zdywersyfikowane i bezpieczne instrumenty, tak jak zrobiliśmy to w Chile. Przez 27 lat z tego systemu nikt nie ukradł nawet jednego peso, nawet jednego leja powiedziałby ktoś tutaj, jednego euro. Wprowadziliśmy racjonalne prawo, które zapewniło bezpieczeństwo. Podstawowa myśl jest taka, że twoja pensja będzie zależała od tego, ile lat pracujesz. Jeśli pracujesz dłużej, twoja emerytura będzie wyższa. Będzie też zależała od tego, ile oszczędzasz oraz od stanu gospodarki krajowej i gospodarek w innych państwach, gdyż twoje pieniądze będą inwestowane na rynkach światowych.

Jak Państwo widzicie, całkowicie zmieniliśmy zachęty. Taki system emerytalny zachęta ludzi do pracy, do oszczędzania i do głosowania na polityków, którzy zapewnią wzrost gospodarczy, bo gdyby źle zarządzali gospodarką, to ludzie otrzymają mniejszą emeryturę. A jeśli politycy będą dobrze zarządzali, tak jak miało to miejsce w Chile, to wtedy, po 40-45 latach oszczędzania, otrzymasz wysoki zwrot ze swojego kapitału i w wieku 65 lat twoja emerytura nie będzie zależała od polityków, nie będziesz musiał się martwić o stan budżetu państwa, czy jest nadwyżka, czy deficyt. Nie musisz znać się makroekonomii. W Chile patrzysz na ostatnią stronę wydruku ze swojego małego konta emerytalnego, masz 300 tysięcy dolarów, idziesz do swojego towarzystwa ubezpieczeniowego (w Chile oczywiście istnieje rynkowa konkurencja w tej branży) i korzystasz z tych pieniędzy do końca życia. Tak wygląda w Chile system prywatnych rachunków emerytalnych. Oczywiście rząd pełni też bardzo istotną rolę nadzoru nad całym systemem, aby nie dochodziło do kradzieży, defraudacji i tego typu skandali. System musi być całkowicie przejrzysty. W Chile co miesiąc publikowana jest gruba księga, w której dokładnie napisane jest, gdzie który menadżer lokuje twoje pieniądze wraz ze wszystkimi wskaźnikami.

Tak więc jeśli jesteś ministrem, trzeba wyjść naprzeciw ludziom i im to wytłumaczyć. Oczywiście ryzykujesz wtedy swoją karierę, ale jeśli ludzie pójdą z tobą, to za 27 lat zostaniesz zaproszony na wykład do Bukaresztu (śmiech na sali). Jeśli ludzie nie pójdą z tobą, to zawsze możesz wybrać się na jakąś piękną wyspę na Pacyfiku. Tak więc wprowadziliśmy ten system 27 lat temu z realnym 4-procentowym poziomem zwrotu na inwestycji dla pracowników (nie dla menadżerów, którzy mają osobną prowizję). System emerytalny tak zdynamizował chilijską gospodarkę, że wzrost gospodarczy był dwa razy wyższy. Zwykle na takim wzroście korzystają głównie ludzie bogaci, którzy zainwestowali w akcje najlepszych firm. Tymczasem w rzeczywistości średni zysk pracownika, jaki wypracowały dla niego fundusze emerytalne, wynosił 10 procent powyżej inflacji przez 26 lat. I jest to rzeczywiście wysoki poziom zwrotu z inwestycji. Tak więc była to ogromna kreacja bogactwa dla przeciętnego pracownika. Oczywiście ja nie mogę zagwarantować takich zysków, to wszystko zależy od kondycji światowej gospodarki. Ale i tak jeśli zyski byłyby zaledwie na poziomie 4 procent, to i tak sytuacja jest znacznie korzystniejsza niż w przypadku państwowych systemów, które w każdej chwili mogą zbankrutować i być może młodzi ludzie, którzy teraz pracują, nie dostaną żadnych emerytur.

Podsumowując, takie rozwiązanie działa. Od tamtej pory podróżuję po świecie, opowiadam o tym mediom i chilijski model systemu emerytalnego, całkowicie lub częściowo, wprowadziło już 30 krajów na świecie. Kilka miesięcy temu byłem nawet w RPA i rozmawiałem o takim systemie z prezydentem Mbekim. Tak więc nawet socjaliści się nim interesują. Bo to nie jest pomysł prawicowy czy lewicowy, to idea zdrowego rozsądku. Oszczędzanie w bardzo bezpieczny sposób. Dlaczego zbliżamy się do momentu, kiedy Titanic państwowych systemów emerytalnych zarówno w Europie, jak i w USA? Bo za kilka, kilkanaście lat państwowe systemy emerytalne będą miały gigantyczne deficyty i państwa będą musiały na rynku pożyczać miliardy dolarów na wypłaty emerytur.

Przyjechałem także tutaj, aby szerzyć ideę chilijskiego systemu emerytalnego. Ludzie stowarzyszeni w Stockholm Network mogą budować katedrę poprzez szerzenie tej idei na świecie. Państwa moralnym obowiązkiem jest zasadzić to ziarno i się nim opiekować. Tomasz Jefferson marzył o wybudowaniu katedry – ochronie życia, wolności i pościgu za szczęściem, nie tylko dla obywateli amerykańskich, ale również dla mieszkańców całego świata. Ale jeśli buduje się katedrę, to konieczna jest także droga do tej katedry. Drogą jest ograniczony rząd, wolny rynek oraz osobiste konta emerytalne. Proszę mi pozwolić zakończyć sentencją mojego ulubionego brytyjskiego poety Thomasa Eliota: „Jeśli zamierzasz zbudować drogę, dlaczego nie budować od razu drogi, która wiedzie do katedry”.

Dr Józef Piñera

Urodzony w 1946 roku chilijski wolnorynkowy ekonomista, twórca prywatnego systemu emerytalnego w Chile opartego na osobistych kontach emerytalnych. Założyciel i prezes Międzynarodowego Centrum Reformy Emerytalnej (www.pensionreform.org) oraz członek waszyngtońskiego Instytutu Katona.

Tłumaczenie i przygotowanie: Tomasz Cukiernik

Wykład wygłoszony 16 września 2007 roku w Bukareszcie podczas czwartej edycji Konferencji European Resource Bank, zorganizowanej przez rumuńskie Centrum Instytucjonalnej Analizy i Rozwoju.

* Niniejszy wykład został opublikowany w 1 numerze kwartalnika „Stańczyk Królewski” z 2008 r.

4 odpowiedzi to “Bismarck się mylił”

  1. Krzysztof pisze:

    Szanowny Panie Józefie. Ma Pan wiele racji opisując lepsze wyniki proponowanego przez Pana systemu jak i dostrzegając słabe strony europejskich systemów emerytalnych. Niestety obawiam się że największy problem europejskich systemów emerytalnych ( a na pewno polskiego) nie jest złe rozumienie polityków czy urzędników firm ubezpieczających tylko ich skrajny egoizm. Mentalność tam panująca to mentalność własnego brzucha ( oczywiście jak największego). Ci ludzie po prostu niczego nie chcą co by zmniejszyło ich wpływ na decyzje dotyczące kapitałów wpływających. Mają z tego ogromne korzyści że wymienię tylko ich wypłaty, dowolność decyzji co począć z kapitałem czyli w co zainwestować np: w Polsce firmy ubezpieczeniowe zakupują za składki Euro przez co mają duży wpływ na kształtowanie się ceny Euro. Dzięki temu mają wpływ na całą gospodarkę. To te firmy wraz z bankami mają moc wywołać kryzys, skierować ożywczy strumień kapitału do swoich „przyjaciół” a także z za kulis kierować polityką. Wszak Unia Europejska jest bardziej porozumieniem bankierów, firm ubezpieczeniowych , wielkich koncernów niż autentycznym zbliżeniem się ludzi. To było możliwe bez instytucjonalnych form. Mówiąc pokrótce żadnej zmiany systemu w kierunku na wolnorynkowość nie wprowadzą. Raczej zaduszą swoich przymusowych klientów niż zrezygnują ze swojej pozycji. Nie wynika to z ich niewiedzy ale po prostu ze złej woli. Wszak od wielu lat wzrost gospodarczy europy jest pełzający, ale oni ( środowisko elit gospodarczo-politycznych) nie zmniejszają tych obciążeń. Tak ma być w Europie. To ich linia polityczno-gospodarcza.

  2. efka pisze:

    Coż mi z tego, skoro siła jest po stronie tych, którzy uparli się okraść mnie z moich owoców pracy. Moje ręce nie skalały się nigdy głosowaniem na układańców magdalenkowych. Co z tego ma? Satysfakcję, bo pieniądze przepadły.
    W mojej ocenie należy Molocha w pierwszej kolejności rozdrobnić, tzn. rolnicy do KRUSu, budżetówka po resortach, wyprowadzić alimenty z FUS do sądów powszechnych. Obniżyć radykalnie płacę w urzędach administracji maksymalna płaca nie może przekraczać średniej płacy w gospodarce. Od każdej umowy o pracę jednakowe obciążenia. To na początek

  3. iks pisze:

    Słabym punktem takiego systemu emerytalnego pozostają przekręty menedżerów – w historii Polski mamy dla przykładu takie NFI, które potrafiły każdej spółce przypisać zerową wartość początkową, żeby nawet wykańczając je, potem dostać swoje abstrakcyjne prowizje od rzeczywistej wartości. W Polsce wysokie prowizje menedżera nie powstrzymują ich od sprzedawania informacji lub własne inwestowanie pod późniejsze działania funduszu. Można umrzeć ze śmiechu, jak się widzi zabranianie działań na rachunku maklerskiego jakiemuś pracownikowi biura maklerskiego albo obowiązek podawania do wiadomości publicznej obrotu akcjami członków zarządu.

  4. Niestety wszystko tkwi w polskiej mentalności. Dążymy do czegoś ustalonym w XIX wiecznym świecie w zupełnie innych warunkach które już dziś nie istnieją. Politycy boją się radykalnych reform ponieważ chcą utrzymać władzę na następną kadencję. A polska mentalność że państwo musi mi zapewnić emeryturę bo tak zawsze było jest z góry na straconej pozycji. Zachęcam również do lektury mojego artykułu Emerytura JTB czyli jakoś to będzie… http://niewiadomski.nazwa.pl/?p=98

Zostaw odpowiedź

web stats stat24