Biedne Peru i Boliwia a bogate Chile*

W zeszłym roku przemierzyłem Peru, Boliwię i Chile. Istnieje ogromna przepaść cywilizacyjna i ekonomiczna między biednym Peru i Boliwią z jednej strony a bogatym Chile z drugiej. Dla Boliwijczyków i Peruwiańczyków Polska może jawić się jako kraj bogactwa i dobrobytu. W krajach tych panuje straszna bieda. Są rejony (głównie Andy), gdzie ludzie żyją w warunkach cywilizacyjno-bytowych jak w XIX wieku! Nie ma stale ciepłej wody (nawet w hotelach w La Paz, stolicy Boliwii), na ulicach (szczególnie w Limie, stolicy Peru i innych dużych miastach) roznosi się specyficzna mieszanka smrodu: stęchłego brudu, moczu i czarnych spalin samochodowych. Bo właśnie jedyną cechą różniącą ulice peruwiańskich i boliwijskich miast od XIX wieku jest potworna masa okropnie smrodzących i trąbiących samochodowych trupów pochodzących głównie z lat 50tych i 60tych z USA, Japonii i Korei Południowej – bez świateł, bez zderzaków, z łysymi oponami, z rozbitymi szybami lub bez szyb, poobijane, zardzewiałe. Kierowców nie stać by zapłacić za naprawę. Lecz opłakany stan samochodów nie ma dla Peruwiańczyków żadnego znaczenia. Tutaj się mówi: “Ważne, że jeździ!”.

3 ZŁ ŁAPÓWKI

W dużych miastach Peru i Boliwii ruch samochodowy jest nie do opanowania dla Europejczyka. Nie ma w ogóle znaków drogowych. Tylko na najważniejszych skrzyżowaniach jest zainstalowana sygnalizacja świetlna lub ruchem kierują policjantki, rzadziej policjanci. Na skrzyżowaniach, gdzie nie ma świateł pierwszeństwo ma ten, kto pierwszy dojedzie do połowy skrzyżowania! W całym Peru i Boliwii nie widziałem znaku “ustąp pierwszeństwa przejazdu” lub “STOP” (“PARE”). Takie znaki występują na każdym skrzyżowaniu dróg w Chile. Dzięki temu, że nie ma jasnych przepisów drogowych policjanci po wypadku mogą przyznawać rację temu, kto da większą łapówkę! Także wtedy, gdy naczelnik policji potrzebuje pieniądze to rozkazuje kilku policjantom iść na najbliższą drogę, by zatrzymywali samochody. Prawie każde auto ma jakiś defekt więc policjanci bez problemu biorą od każdego kierowcy po 2-3 sole (ok. 2,5 – 3,5 zł) łapówki! Tragicznie wyglądają też komisariaty policyjne. W budynkach wyglądających jak baraki (bez szyb) jest stolik, za którym siedzi dyżurny i stuka w starą maszynę do pisania. W Policji Turystycznej nikt nie zna innego języka poza hiszpańskim! Również policyjne samochody pozostawiają wiele do życzenia. Często jeżdżą bez świateł czy z nie domykającym się bagażnikiem.

W Peru i Boliwii nikt nie używa pasów bezpieczeństwa, co jest standardem w Chile. Większość samochodów ma taki wiek, że w czasie gdy były produkowane pasów bezpieczeństwa jeszcze nie wymyślono i dlatego nie ma ich nawet z przodu. W Peru i Boliwii kierowcy strasznie trąbią i wymuszają pierwszeństwo przejazdu na każdej drodze, nie używają kierunkowskazów. Zamiast używać kierunkowskazów często krzyczą i wymachują coś rękami zza otwartej lub wybitej szyby. Tu nikt nie przepuści pieszego, nawet na przejściu dla pieszych.

W Boliwii można znaleźć rejony, gdzie ludzie żyją nadal tak, jak im pokazali Hiszpanie w XVI wieku! W wysokich Andach na pustyni są całe wioski, gdzie domy są budowane z guana, czyli z odchodów zwierzęcych. Odchody te po prostu miesza się ze słomą i kamieniami a następnie formuje na kształt cegieł i wysusza na słońcu. Potem buduje się z tego normalne mury. Lepianki z gliny są tam luksusem. W wioskach tych zimna woda w kranie jest przez kilka godzin dziennie a prąd dwie godziny dziennie po zapadnięciu zmroku. Ogrzewania nie ma nigdzie. Trzeba przy tym powiedzieć, że są regiony, gdzie temperatura w nocy spada do minus 25 stopni Celsjusza, podczas gdy w dzień jest plus 40.

Jednak najtragiczniejsze warunki życia mają ludzie żyjący w slumsach na obrzeżach wielkich miast. W Limie kilometrami ciągną się takie dzielnice nędzy. Nie ma tam bieżącej wody, kanalizacji, elektryczności, nie mówiąc o większych „luksusach”. Prowizoryczne domy budowane są z kartonów i starych, zardzewiałych blach. Panuje ogromne bezrobocie. Nie istnieją jakiekolwiek perspektywy na lepszą przyszłość. Podobnie sytuacja wygląda w wyżej położonych częściach La Paz (miasto leży w andyjskiej dolinie na wysokości od 3600 do 4200 m n.p.m.). Im wyżej tym biedniejsi mieszkańcy.

BUTY Z DĘTEK SAMOCHODOWYCH

Ale Peruwiańczycy i Boliwijczycy jakoś chcą żyć więc coś robią a nie siedzą do góry brzuchem i nie czekają na mannę od państwa, które i tak jej nie ma. Próbują jakoś sobie radzić, by mieć z czego utrzymać siebie i swoją rodzinę. Większość okrada turystów (dlatego utworzono w Peru Policję Turystyczną, która jednak współpracuje ze złodziejami więc i tak nie ma szans na odzyskanie czegokolwiek), ale masa ludzi zajmuje się drobnym handlem lub usługami. Pomysłowość handlarzy jest imponująca. W pociągach i w autobusach można od nich kupić dosłownie wszystko: od kanapek, napojów i gorących posiłków przez ubrania z alpaki do kradzionych aparatów fotograficznych. Niektórzy mają pomysłowe stojaki, w których trzymają napoje lub jedzenie i w ten sposób przez okno podają towar pasażerom autobusu lub pociągu. W większych miastach szeroko rozpowszechniona jest profesja czyścibutów. Większość czyścibutów ma tylko pastę do butów i szczotkę, ale zdarzają się tacy, którzy na ulicy otwierają cały warsztat czyścibuta. Klient może sobie swobodnie usiąść i poczytać gazetę. W miejscowości Copacabana nad jeziorem Titicaca w Boliwii widziałem jak starszy mężczyzna siedząc na chodniku wyrabiał i sprzedawał buty ze starych dętek samochodowych. Wiele osób chodziło w takich butach po mieście. Na ulicach większych miast takich jak Lima czy La Paz popularna jest usługa “pisarza”. Polega ona na tym, że osoba stoi na ulicy z maszyną do pisania i za opłatą pisze różne dokumenty lub podania do urzędów państwowych (jest to związane z ciągle jeszcze istniejącym w tych krajach analfabetyzmem). Niektóre osoby wystawiają na ulice (w większych miastach Boliwii) własne domowe telefony, by korzystali z nich przechodnie za drobną opłatą. W bogatej części La Paz na chodnikach stoją z odpowiednimi narzędziami bezrobotni (oficjalnie) mieszkańcy stolicy Boliwii i oferują różne usługi. W razie potrzeby można wprost z ulicy zabrać do domu hydraulika, elektryka, gazownika czy malarza pokojowego. W Limie spotkałem wiele osób, które oferowały usługę ważenia. Za 0,10 sola (około 12 gr.) można było zważyć się na zwykłej wadze, takiej jakich używa się w polskich domach. W Cusco miałem taką sytuację, że taksówkarz najpierw musiał jechać na stację benzynową, by kupić benzynę za moje pieniądze, ponieważ miał pusty bak i nie miał pieniędzy. Za powrotny kurs kupił sobie prawdopodobnie śniadanie. W pociągu Cusco – Puno osobne wagony są dla białych i osobne dla Indian z gorszymi warunkami. Biali mogą sobie kupić obiad u obsługi pociągu. Kiedy pozostawi się kości z kurczaka lub resztki mięsa z lamy to Indianie zbierają to do woreczków, by potem zanieść dla całej rodziny!

W najwyżej położonym mieście świata (wysokość 4070 m n.p.m.) – Potosi w Boliwii – jest ogromna góra, w której kiedyś było srebro. Góra została wyeksploatowana przez Hiszpanów w poprzednich wiekach. Obecnie każdy może kopiąc w tunelach kopalni szukać srebra, którego zostało niewiele, choć czasem zdarzają się także większe grudki metalu. Pracując w bardzo prymitywnych warunkach ludzie mają nadzieję, że jeszcze coś znajdą. Kopacze paląc papierosy z marihuaną (które można kupić w kopalnianym kiosku), żując liście koki i pijąc spirytus, siedzą całymi dniami w wąskich chodnikach (czasami nie wyższych niż 1 metr) i dynamitem, kilofem i łopatą kruszą skały. Ich pomocnicy (w większości chłopcy w wieku 12-16 lat) taczkami wywożą ten materiał na zewnątrz, by przy świetle dziennym szukać w nim srebra. O trudności pracy (którą można spokojnie przyrównać do radzieckich łagrów) świadczy fakt, że kiedy kopalnią władali Hiszpanie w ciągu dwóch wieków zginęło w niej w niewolniczej pracy około 8 milionów Indian i Murzynów. Jednak dzisiejsi Boliwijczycy nie mając innego wyjścia, z powodu biedy, bezrobocia i braku jakichkolwiek perspektyw na poprawę losu, kopią nadal. Średnia długość życia górnika to 35 lat.

DROGA NA ŚRODKU PUSTYNI

Całkowicie odmienna sytuacja panuje w Chile. Tu jest inny świat. Widać na własne oczy czego dokonał dla tego kraju generał August Pinochet. Kraj ten bardzo przypomina współczesną Hiszpanię – krajobrazy, ulice miast, ludzie. Na ulicach miast nie śmierdzi, samochody z lat 90tych nie smrodzą i nie trąbią, natomiast ustępują pierwszeństwa pieszym, w hotelach jest gorąca woda. Równowartość 1000 dolarów zarabia nauczycielka w szkole podstawowej i informatyk pracujący na pół etatu na uniwersytecie w Santiago, stolicy Chile. Dla nich nie są to wygórowane wynagrodzenia! Po tygodniowym pobycie i po kilku rozmowach z Chilijczykami można śmiało stwierdzić, że ludziom się tu żyje lepiej niż w Polsce. W Chile można spotkać w większości autokary firmy Mercedes najnowszej generacji. Na dłuższych trasach uprzejmi stewardzi w białych koszulach i modnych krawatach rozdają pasażerom kanapki. Drogi są jak w Europie – asfaltowe, równe, zdarzają się autostrady. Natomiast w Boliwii prawie w ogóle nie ma dróg asfaltowych. Ponad połowa drogi z La Paz do Potosi a także cała droga Potosi – Uyuni to utwardzona skalista ziemia andyjska z mnóstwem kamieni. Nocny postój na takiej drodze wygląda w ten sposób, że pasażerowie wychodzą z autobusu (który w ogóle ledwo jedzie; zdarzyło mi się, że w Peru trzeba było pchać taki autobus, by zapalił) i wszyscy oddają swoje potrzeby fizjologiczne prosto na ziemię, obok siebie mężczyźni, kobiety i dzieci. Następnie idą do “baru” i kupują kanapkę. W La Paz byłem świadkiem sytuacji, która jeszcze bardziej mnie zaskoczyła i zszokowała. Kobieta  na chodniku sprzedawała świeże bułki. Kiedy poczuła potrzebę, skorzystała z małej miseczki. Następnie zawartość miseczki wylała na ulicę. Potem spokojnie brudnymi rękami podawała bułki kupującym. Po prostu do Indian nie dotarła chyba jeszcze wiedza na temat bakterii. Nie można się więc dziwić władzom Chile, że obawiają się chorób i epidemii od strony swoich sąsiadów i dlatego wprowadziły zakaz przewożenia przez granicę jakichkolwiek owoców, warzyw, kwiatów, zwierząt czy leków.

Na pustyni (po stronie Boliwii jest pustynia Cidoli a po stronie Chile Atacama) między Boliwią a Chile nie ma przejścia granicznego w miejscu faktycznego przebiegu granicy. Chilijscy celnicy sprawdzają paszporty i bagaże dopiero na rogatkach najbliższego miasteczka San Pedro de Atacama. To, że wjechało się na teren Chile można poznać po tym, że nagle, w środku andyjskiej pustyni, na wysokości około 4000 m n.p.m. znalazła się nie wiadomo skąd droga asfaltowa – równa, bez dziur, ze znakami drogowymi, z pasami i poboczem. Gdyby nie rządy generała Pinocheta to prawdopodobnie sytuacja i warunki życia w Chile byłyby podobne do tych jakie panują obecnie w Peru czy Boliwii.

Nowoczesne dziś chilijskie miasto Iquique jest położone nad Oceanem Spokojnym. Swój najszybszy rozwój przeżywało przed otwarciem Kanału Panamskiego, ponieważ leży w połowie drogi między Panamą a Przylądkiem Horn. Było wtedy główną bazą zaopatrzeniową dla statków płynących w tym kierunku. Mimo zmniejszenia znaczenia Iquique jako portu, 400-tysięczne dziś miasto nie stało się ruiną. Od strony wybrzeża oceanicznego wysokością drapaczy chmur przypomina Manhattan. Nadal się rozwija. Pomaga mu w tym wolna strefa ekonomiczna, w której nie pobiera się podatków i gdzie przyjeżdżają Chilijczycy z innych rejonów kraju na zakupy.

DRZWI ZAMYKANE NA KŁÓDKĘ

Podróżując po tych krajach praktycznie każdą noc spędzałem w innym hotelu. Stan hoteli w Peru i Boliwii jest skandaliczny. Ciepła woda, jeśli w ogóle jest to tylko przez 2-3 godziny dziennie. Drzwi pokojów są zamykane na kłódkę! Często pokoje są bez okien a zamiast tego w suficie znajduje się dziura. W pokojach nie było gniazdek na prąd. Zdarzały się braki w dostawie prądu. W hotelu w Cusco sufit był zrobiony z płachty materiału, który cały czas falował. W hotelu w Arequipie wszystkie ściany były zagrzybione! Nie chcę wspominać o wszechobecnym robactwie. Co prawda ceny noclegu wahały się w granicach 3 dolarów, jednak w Chile gdzie średnio płaciłem za spanie niewiele więcej, bo około 5 dolarów (w związku z wyższym poziomem rozwoju gospodarczego w Chile wszystko jest generalnie droższe niż w Peru i Boliwii) sytuacja była diametralnie różna. Gorąca woda była w kranach 24 godziny na dobę. Można było spać w czystej pościeli hotelowej (pierwszy raz był to komplet pościeli a nie jak to było w Peru i Boliwii poduszka inna i kołdra inna) nie bojąc się zarobaczywienia. W Iquique dostałem do pokoju nawet telewizor.

Peruwiańczycy i Boliwijczycy prawie w ogóle nie podróżują w celach turystycznych, nawet po swoim kraju. Oczywiście z braku środków. Turystyka rozwija się tam głównie dzięki przyjeżdżającym z USA i Europy. Natomiast Chilijczycy bardzo chętnie wybierają się na wakacje i urlopy w różne rejony swego różnorodnego pod względem klimatycznym, geograficznym i przyrodniczym kraju. Często podróżują też do innych państw. W Chile bardzo zaskoczyło mnie to, że wycieczki szkolne poruszają się tam samolotami! W San Pedro de Atacama spotkałem dziewczęta z miejscowości Vina del Mar spod Santiago, które były na kilkudniowej wycieczce w północnym Chile. Jest to zrozumiałe, ponieważ odległość wynosi ponad 2000 kilometrów. Jednak czy jakakolwiek wycieczka szkolna poleciała z Polski do Francji czy Wielkiej Brytanii samolotem?

PAIS CON FUTURO

Wydaje się, że rządzący obecnie w Peru liberalny prezydent Albert Fujimori (który po ostatnich wyborach prezydenckich oskarżany jest o autorytaryzm) i jego ekipa coś jednak zrobił dla tego kraju. Zmniejszył inflację, spłaca pożyczki międzynarodowe, prywatyzuje nierentowne przedsiębiorstwa państwowe. Kiedy byliśmy w Limie strajkowali właśnie kolejarze przeciwko planowanej prywatyzacji kolei (których nota bene w Peru jest zaledwie kilkaset kilometrów). Dzięki temu, że władze Peru myślą choć trochę o wolnym rynku i liberalizmie można zauważyć także pewne pozytywne cechy. W Peru jest kilka konkurencyjnych (głównie prywatnych i wojskowych, ale wożących cywilnych pasażerów) linii lotniczych (AeroContinente, AeroPeru, LanPeru, TANS i inne) i dlatego ceny biletów są bardzo niskie (w porównaniu z europejskimi). Przykładowo z Limy można dolecieć do jakiegokolwiek miasta w Peru (500-1000 km) za cenę 39 dolarów. Przy tym trzeba przyznać, że wszystkie linie dysponują głównie samolotami typu Boeing 737. Podobna sytuacja jest z liniami autobusowymi. Jest wiele prywatnych linii, które są bardzo tanie. Także komunikacja miejska jest prywatna, nie mówiąc o taksówkach, wśród których jest taka duża konkurencja, że jechanie pół godziny przez zatłoczoną Limę kosztuje około 10 zł.

Pracowitość Peruwiańczyków jest widoczna na każdym kroku. Jednak podstawowym problemem tego kraju jest brak jakichkolwiek inwestycji z powodu braku pieniędzy. Kapitał zagraniczny niezbyt chętnie inwestuje w Peru. Jedynie reklamy Coca-coli i Pepsi można spotkać na ulicach nawet najmniejszych miasteczek, w najodleglejszych zakątkach kraju. Mimo to myślę, że propagandowy slogan “El Peru – pais con futuro” (“Peru – kraj z przyszłością”), który można przeczytać na każdym niemal kroku, choć częściowo może się spełnić.

* Artykuł ten ukazał się w numerze 43 tygodnika „Najwyższy CZAS!” z 23 października 1999 r.

5 odpowiedzi to “Biedne Peru i Boliwia a bogate Chile”

  1. Carlos pisze:

    Dear mister, im a peruvian economist who is not agree in all the topic you are writing about here..i would like to contact you and discus some and evrything you wrote here..as its a public page about my country. I hope and spect your answer. regards

  2. Pawel pisze:

    Jezdze czesto do ameryki poludniowej, przeczytalem ten artykul i myslalem, ze opadna mi rece. Obraz tak inny od tego, ktory ja znam. Dopiero na koncu widze date 1999, co wszystko tlumaczy… Czytajac ten artykul, widze, ze oba kraje – a w szczegolnosci Peru, zmienily sie bardzo przez te 13 lat. Daje to duza nadzieje na przyszlosc!

  3. Grzegorz pisze:

    Jeszcze zrob artykul o Polsce jaka tu komuna, że rządzi Jaruzelski, a w sklepach są puste półki. Tak szczerze, to informacja, że artykuł dotyczy 1999 powinna sie znaleźć na górze strony, bo mocno wprowadza w błąd.

  4. krzysiek pisze:

    Zgadzam się ten artykuł jest już całkowitą nieprawdą, stracił ważność już dawno temu. Poza tym autor ocenia kulturę z bardzo europejskiego, mieszczańskiego punktu widzenia i świadczy o wąskich horyzontach autora.

  5. Gala pisze:

    Zjezdilam Peru w ubiegłym roku 2017, autem z Argentyny, przez Boliwie, cale Peru gorami do Ekwadoru, wracając wybrzeżem peruanskim, Chile, Boliwia, do Argentyny ( gdzie mieszkam) zrobilismy 21tys km w 4,5 miesiąca. artykul jest nie aktualny ( 1999) rok, szkoda ze nie widac tego na poczatku. Jestem zakochana w Peru i Boliwii, za miesiac ,znowu wyruszam, tym razem inne miejsca, nowe widoki, znowu 5 miesiacy. Kocham Boliwie i Peru, brak slow, tam trzeba byc.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24