Ambasador Ryn*
Radosław Sikorski, minister spraw zagranicznych, usunął kilku polskich niewygodnych mu dyplomatów, w tym doprowadził do dymisji Zdzisława Jana Ryna, ambasadora w Argentynie. Już wcześniej profesor Ryn był szykanowany przez obecne władze tego resortu. Mianowicie w grudniu 2007 roku na czas wizyty Bogdana Borusewicza, marszałka Sejmu, w Buenos Aires, który wziął udział w uroczystości zaprzysiężenia nowej prezydent Argentyny Cristiny Fernandez Kirchner, ambasador Ryn został urlopowany, by nie spotkał się z marszałkiem. Świadczy to o małości władz polskiego MSZ i pana Borusewicza, jeśli to z jego inicjatywy doszło do takiej sytuacji.
Tylko raz osobiście spotkałem profesora Zdzisława Ryna i wywarł on na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To nie jest pierwszy lepszy urzędas biorący łapówki czy karierowicz łasy na stanowiska i przywileje. Uważam go za wyjątkowo porządnego, przyzwoitego, skromnego człowieka o bardzo wysokim poziomie kultury i intelektu oraz wielkiej wiedzy. Jak niewielu z polskich ambasadorów w egzotycznych krajach profesor Ryn, lekarz psychiatra kliniczny, specjalista od patologii społecznych, zwiedził wiele zakątków Ameryki Południowej, w szczególności Andy, podczas gdy większość polskich przedstawicieli poza stolicę obcego kraju nawet nie wyściubi nosa i niewielkie ma pojęcie o kraju, w którym pracuje. Poza wydawaniem służbowych pieniędzy nic ich nie interesuje. Ponadto profesor Ryn jest autorem ciekawych i wartościowych książek i wielu prac naukowych, a także członkiem elitarnego amerykańskiego The Explorers Club, wcześniej był ambasadorem w Boliwii i Chile. Jestem pewny, że dobrze reprezentował interesy Polski w Ameryce Południowej. I nie bronię profesora Ryna dlatego, że jestem zwolennikiem ojca Rydzyka, gdyż nie słucham Radia Maryja, tak znienawidzonego przez aktualnie rządzącą opcję polityczną.
Chcąc prowadzić stabilną politykę zagraniczną, ambasadorów nie można wymieniać w takim tempie, jak prezesów państwowych spółek, które notabene jak najszybciej powinny zostać sprywatyzowane. Ambasadorowie, w szczególności ci godni szacunku oraz o wysokim poziomie intelektualnym i moralnym, muszą mieć pewną swobodę i niezależność w prowadzeniu polityki, nie obawiać się zwolnienia z piastowanego stanowiska w momencie przejęcia władzy przez przeciwną opcję polityczną.
* Niniejszy tekst został napisany dla Ruchu Patriotycznego 3.05.2008 r.





