Wywiad o Siberut*

Spotkanie z pierwotną dżunglą

Joanna i Artur Morawiec są małżeństwem. Joanna jest asesorem sądowym w sądzie rejonowym a Artur pracuje na kierowniczym stanowisku w firmie odzieżowej „Bytom” produkującej jedne z najlepszych w kraju garnitury. Razem (przed ślubem i po ślubie) zwiedzili wiele egzotycznych zakątków świata. Jedną z ciekawszych wypraw był ich wyjazd do pierwotnej dżungli do plemienia Mentawai na wyspę Siberut w Indonezji.

Będąc w Indonezji postanowiliście jechać na wyspę Siberut, na której żyją pierwotne plemiona. Jak tam dotarliście?

[Artur Morawiec]: Wyjeżdżając z kraju nie spodziewaliśmy się, że trafimy na wyspę. Nie leżała ona na naszej trasie. W przewodnikach też niewiele o niej pisano. Podróżując przez Sumatrę zatrzymaliśmy się w miejscowości o wdzięcznej nazwie Tuk-tuk nad jeziorem Toba. I właśnie spacerując wieczorem w tej miejscowości usłyszeliśmy polską mowę. Spotkane polskie małżeństwo opowiedziało nam o wyspie Siberut zamieszkałej przez dzikie plemiona i że warto tam jechać. W miejscowości Bukittinggi można zorganizować sobie wyjazd z biurem podróży. Pojechaliśmy tam, ale okazało się, że taki wyjazd na Siberut jest bardzo drogi – około 200 dolarów od osoby za tydzień. Postanowiliśmy jechać sami bez biura podróży.
[Joanna Morawiec]: Wszyscy mówili nam, że sami tam nie dotrzemy. Szef jednego z biur turystycznym straszył nas, że na Siberut samemu nie można jechać i na pewno nam się to nie uda.
[A.M.] W miejscowości Padang wykupiliśmy specjalne pozwolenie na podróż.
[J.M.] Straciliśmy na to cały dzień odsyłani od urzędu do urzędu. Kosztowało nas około 2-3 dolary.
[A.M.] Wieczorem zaokrętowaliśmy się na statku, który pływa na Siberut dwa razy w tygodniu. Ponieważ nie było miejsc w kabinach dostaliśmy miejsce pod pokładem, gdzie rozłożyliśmy nasze karimaty.

Jak długo płynęliście na wyspę?

[J.M.] Około 10 godzin. Właściwie całą noc. Statek był dość mały i w złym stanie technicznym, a w morzu podobno żyją rekiny. Trochę baliśmy się, bo przez dziurawe okna do środka dostawały się fale.

Dopłynęliście do wyspy Siberut i co dalej?

[J.M.] Byliśmy w stolicy wyspy – była to malutka wioska z czterema straganikami, bez elektryczności. Jedynie hotel miał generator na prąd. W wiosce był również tartak.
[A.M.] Nie mieliśmy problemu ze znalezieniem dżungli, ponieważ cała wyspa jest nią porośnięta. Chcieliśmy dotrzeć do pierwotnego plemienia Mentawai, o którym mówili nam napotkani Polacy.
[J.M.] Rozmawialiśmy o tym z różnymi ludźmi. Jeden z nich gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski to spytał się czy znamy Wałęsę. W tym czasie Wałęsa chciał wrócić do pracy do stoczni i ten człowiek, co mnie bardzo zdziwiło, zapytał się dlaczego Wałęsa chce pracować w stoczni, przecież on był prezydentem? W końcu mężczyzna ten wskazał nam do kogo mamy się udać, by dotrzeć do plemienia Mentawai. By płynąć w górę rzeki konieczne jest wynajęcie łódki, co było dość drogie. Spotkaliśmy ludzi, którzy przybyli tu z biura podróży i z przewodnikiem wynegocjowaliśmy korzystną cenę – 100 dolarów za dwie osoby (przejazd łodzią w głąb wyspy, tygodniowy pobyt u Mentawaiów z wyżywieniem, powrót statkiem z Siberut na Sumatrę).

Jak długo płynęliście rzekami do plemienia?

[J.M.] 3-4 godziny w górę rzeki. Na brzegu powitały nas kobiety z plemienia i zabrały nasze tobołki.
[A.M.] Oprócz naszych bagaży przewodnicy wieźli zaopatrzenie (głównie cukier i ryż) dla mieszkańców wioski – była to forma zapłaty za nasz pobyt u plemienia. Kobiety poprowadziły nas przez dżunglę – trzy godziny marszu.
[J.M.] Było bardzo gorąco i parno.
[A.M.] W końcu dotarliśmy do wioski. Cała wioska składała się z dwóch długich chat, które stały na palach. Pod nimi biegały świnie, które były bardzo chude i brudne. Każda chata była podzielona na dwie części – męską i damską. Część damska pełniła równocześnie rolę kuchni. My jako goście zostaliśmy zakwaterowani w części męskiej.

Co jedliście podczas pobytu u plemienia Mentawai?

[J.M.] Jedliśmy to co oni. Często był to ryż z różnymi roślinami z dżungli.
[A.M.] Raz jedliśmy sago – jest to potrawa z trocin jakiegoś drzewa. Na drugi dzień dowiedzieliśmy się jak to się robi. Tubylcy po znalezieniu odpowiedniego drzewa w dżungli odrapywali korę na specjalnej drewnianej tarce. Korę brano do pojemników i wrzucano do brudnych sadzawek i następnie było to udeptywane brudnymi nogami. Oni całe życie chodzą boso. Następnie sago owijano w bambus i podpiekano.

Wiem również, że jedliście białe robaki, takie jak w programie „Ryzykanci”. Co to była za potrawa?

[J.M.] W dżungli rozrywa się leżące odpowiednie drzewo, w którym żyją robaki – duże, białe, grube larwy. Ludzie z plemienia jedli to żywe i wypluwali tylko odwłok. My zjedliśmy je dopiero na kolacje i nie były one już żywe tylko pokrojone i upieczone.

Jakie mieliście przygody w dżungli?

[A.M.] Cała formuła pobytu była taka, że mieszkaliśmy w wiosce i żyliśmy razem z tubylcami i codziennie robiliśmy wycieczki na przykład na robaki, na sago, na kokosy. Widzieliśmy jak dziadek, który wyglądał na 70 lat podszedł do palmy, złapał ja rękami i nogami i błyskawicznie wspiął się na samą górę. Chodziliśmy na ananasy, raz byliśmy na rybach, które potem jedliśmy. Dostaliśmy ubranka z kory.

Co możecie powiedzieć o życiu tubylców? Czy można ich nazwać pierwotnymi lub dzikimi?

[J.M.] Wydaje się, że już nie są tak bardzo pierwotni.
[A.M.] Jednak cywilizacja już ich trochę zmieniła. Normalnie wszystkie swoje dobra uzyskiwali z dżungli. Całe ich życie polegało na tym, że kobiety szły pracować na polu, przygotowywały jedzenie. Natomiast mężczyźni w tym czasie dyskutowali, grali, spali. Ktoś zostawił im domino i całymi dniami w to grali. Jak jedni grali to drudzy kibicowali. Jak któryś z Mentawaiów wygrywał to cieszył się, śmiał, skakał. Widać było po nich taką wielką radość, nieopisane szczęście. Z drugiej strony widać było wielki smutek na twarzy tego, który akurat przegrał. Reagowali bardzo żywo. Jedynymi obowiązkami mężczyzn było robienie ubrań z kory i polowania. Niektórzy młodzi mieli już koszulki bawełniane.
[J.M.] Również większość kobiet miało spódniczki z materiału.

Na co mężczyźni polowali i jak często chodzili na polowania?

[A.M.] Głównym mięsem, jakie zdobywali były robaki, o których wcześniej mówiliśmy. Oprócz tego polowali na małpy. Niestety nie mogliśmy pójść na takie polowanie, ponieważ zwykle trwało kilka dni. Ale razem z Menatwaiami przygotowywaliśmy truciznę do strzał na małpy. Polowania odbywają się mniej więcej raz na miesiąc. Natomiast co 2-3 dni chodzą zbierać owoce.

Jakie dzikie zwierzęta widzieliście?

[A.M.] Słyszeliśmy, że w tej rzece, którą płynęliśmy było kiedyś mnóstwo krokodyli, które wywracały łodzie. Ze względu na działalność tartaku konieczne było poprawienie komunikacji rzecznej i w związku z tym urządzano polowania na krokodyle. Teraz żyją one tylko w górnym biegu rzeki. Z innych zwierząt widzieliśmy papugi, kolorowe ptaki, jaszczurki, węże, motyle.

Czy tubylcy utrzymywali higienę osobistą?

[J.M.] Myli się codziennie w rzece. Kobiety się nie wstydziły ani mnie ani Artura. Najpierw myli się mężczyźni, potem dzieci a na końcu kobiety.
[A.M.] Pomieszczenia były czyste. Nie było robaków, brudu. Mieliśmy moskitierę na dwie osoby. Tubylcy dbali o czystość.

Czy byliście w stanie porozumiewać się z tymi ludźmi?

[A.M.] Pomagali nam w tym przewodnicy.

Generalnie, czy oni są zadowoleni z życia?

[A.M.] Wydaje się, że cały czas są szczęśliwi. Cały czas się uśmiechają, pomagają sobie.
[J.M.] Miałam taką sytuację, że zrobiła mi się mała rana na palcu, którą zaczęłam okładać. Od razu przyszedł do mnie jeden Mentawai i pokazał mi ranę na nodze. Jak przykleiłam mu plaster, którym się chwalił przed wszystkimi to zaraz zrobiła się kolejka. Kolejnej osobie polałam na ranę wodę utlenioną. Zaczęło go to piec, zaczął krzyczeć, skakać. Kolejka zaraz zniknęła.

Czy przywieźliście jakieś pamiątki z wyspy?

[A.M.] Ja przywiozłem ubranie z kory.

Czy chcielibyście jechać jeszcze raz do takiego dziko mieszkającego plemienia?

[J.M.] Chętnie jeszcze pojedziemy, by zobaczyć jak wygląda inne życie.

Czy ludzie z tego plemienia mają świadomość, że mieszkają w Indonezji?

[A.M.] Mogli się o tym dowiedzieć od przewodników. Na wyspie rząd zaczął zakładać szkoły. Jednak tubylcy nie chcą swoich dzieci posyłać do szkoły, bo wtedy dzieci opuszczają wioskę na 3 miesiące. Problem ten dotyczy nie tylko wioski, w której byliśmy. Na wyspie jest kilkadziesiąt takich wiosek. Każde składa się z 20-30 osób. Wioski oddalone są od siebie o kilka godzin marszu.

Jakie rady dalibyście ludziom, którzy chcą spędzić kilka dni w dżungli wśród pierwotnych plemion?

[J.M.] My zabraliśmy ze sobą wodę mineralną, gdyż nie można w dżungli pić nie gotowanej. Przewodnicy gotowali wodę i dawali nam herbatę. Zabraliśmy też puszki, ale okazało się, że dawali nam także jedzenie. Trzeba naładować akumulator do kamery, bo w dżungli nie ma prądu. Ludzie są serdeczni i warto z nimi spędzać więcej czasu. Warto zabrać słodycze, które – bardzo lubią oraz cukier i papierosy. Oni maja tam różne roślinki, które zwijają i palą, ale z dumą palą papierosy. W Polsce trzeba się zaszczepić, bo to jednak dżungla. Trzeba zabrać podręczną apteczkę – na skaleczenia, ukąszenia, niestrawność. Warto wziąć buty, które nie są śliskie, ale można chodzić także na bosaka.

Gdzie wybieracie się na kolejną wyprawę?

[J.M.] Myślimy o Kambodży, może Afryka Zachodnia.

Dziękuję za wywiad i życzę udanych kolejnych wypraw.

* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

Jedna odpowiedź to “Wywiad o Siberut”

  1. Izabela pisze:

    Byliśmy ze znajomym u Mentawai w listopadzie 2016. Oni to nazywają jungle trekking a tak naprawdę to się płynie w głąb wyspy 2-3 godziny, potem idzie 1-3 godziny przez dżunglę i potem po prostu mieszka w chacie kilka dni – w zależności od tego na jak długo zdecydujemy się zostać. My załatwiliśmy sobie przewodnika już w Polsce. Gdyby ktoś był chętny, to podaję telefon – można wysłać sms bo tam nie zawsze jest zasięg i nie zawsze mają prąd w wiosce przy nabrzeżu, bo w dżungli wiadomo – sama natura. Na imię ma Vinsent. +62 085265208745. Można się powołać na Izę z Polski – jestem z nim do dziś w kontakcie. Przesympatyczny człowiek, jak i cała jego rodzina. Uprzedzam tylko, że kiepsko pisze po angielsku, ale mówi zdecydowanie lepiej, więc na miejscu z porozumieniem się nie ma problemu. My wybraliśmy 5 dniowy pobyt. Nasz prom (fast ferry) przypływał na Siberut ok. 15.00 więc na podróż do dżungli było za późno. Spaliśmy w chacie przewodnika w wiosce blisko portu, dzięki temu poznaliśmy jego żonę, dzieci i rodziców oraz dalszą rodzinę i znajomych. Potem dżungla. Niezapomniany pobyt. Przewodnik zapewnia wodę i jedzenie na miejscu. trzeba kupić kalosze – w sklepie w wiosce za ok 40-50zł. Gdyby ktoś chciał więcej informacji to zapraszam cooliska@o2.pl

Zostaw odpowiedź

web stats stat24