Wywiad o Maroku*

Jacek Barcik, student prawa Uniwersytetu Śląskiego, zorganizował i brał udział w 6-osobowej wyprawie do Maroka. Tam agrafką jadł ślimaki, oglądał TV Polsat, widział najwyższy minaret na świecie i jechał polskim wagonem kolejowym. Jedyna dziewczyna w składzie ekspedycji była przerażona tylko jeden raz – przy wjeździe do Maroka: “…zarośnięci ludzie leżeli na brudnych ulicach, wszyscy się na nas zaczęli gapić, jeden facet leżał w rozwalonej lodówce. To była jedyna sytuacja kiedy dziewczyna, która z nami podróżowała zaczęła krzyczeć: “Boję się, boję się” i rozpłakała się.”
Z Jackiem Barcikiem rozmawia Tomasz Cukiernik.

Jak wpadłeś na pomysł zorganizowania wyprawy do Maroka?

Zebrała się grupa studentów. Postanowiliśmy jechać na jakąś wyprawę. Maroko wybraliśmy dlatego, że przeglądając przewodnik dowiedziałem się, że Maroko to kraj będący dla Europejczyków bramą wjazdową do Afryki. Urzekła mnie arabska nazwa Maroka – Al Maghreb Al Aksa czyli po polsku – najdalej położona kraina zachodzącego słońca. Było w tym określeniu coś tajemniczo pociągającego. To i jeszcze druga rzecz: Maroko jest zielonym rajem rzuconym pomiędzy słone otchłanie Atlantyku i wyprażone morderczym słońcem bezkresy Sahary. Jakże różny jest ten kraj od sąsiedniej Hiszpanii, ze spalonym słońcem krajobrazem licznych wyżyn – Meset. Maroko to oaza zieleni, pośród górskich pasm: Rifu, Atlasu Wysokiego, Średniego i Antyatlasu na południu. Góry te porastają lasy cedrowe, urzekają liczne potoki. Człowiek aż dziwi się, że to Afryka. Pierwsze wydmy Sahary pojawiają się dopiero około 200 km na południowy – wschód od Marakeszu.

Jakie panują tam warunki klimatyczne?

Na Wybrzeżu jest gorąco, 40 stopni Celsjusza to norma. Ale jest wilgotno, przyjemnie. Za to w głębi lądu, na przykład w Fezie, powietrze jest suche, nagrzane, stojące, parzy jak w gorącym piecu. Często z południa wieje gorący pustynny wiatr – sirocco. Trzeba pić dużo płynów i koniecznie nosić coś na głowie dla ochrony przed słońcem. Nawet w nocy żar nie daje o sobie zapomnieć. Ciężko się śpi, bo po kilku minutach leżenia z człowieka zaczyna obficie lać się pot . Tylko raz podczas całego pobytu w Maroku złapał nas mały deszczyk. Padał około 2 minuty!

Czy były potrzebne jakieś specjalne przygotowania do wyjazdu? Jak wygląda sprawa z wizami?

Można otrzymać wizę jednorazowego wjazdu, na czas 20 dni. Kosztuje 55 zł. Bardzo trudno jest ją dostać. Najlepiej jest załatwiać formalności wyjazdowe przez biuro podróży albo mając zaproszenie.

Czy potrzebne są jakieś szczepienia?

Nie ma wymagań przy wjeździe, ale my szczepiliśmy się na żółtaczkę i dur brzuszny, ze względu na częste występowanie tych chorób w Maroku.

Czy braliście ze sobą jakieś specjalne ubrania?

Ponieważ Maroko jest krajem muzułmańskim wzięliśmy długie spodnie. Jak się jednak okazało tubylcy nie zwracali na ubiór zbytniej uwagi. W krótkich spodenkach paradowaliśmy nawet podczas zwiedzania świętego miasta Islamu Moulay Idriss, w którym znajduje się mauzoleum prawnuka Mahometa, założyciela państwa marokańskiego w IX wieku. Tymczasem oficjalne przepisy są tak rygorystyczne, że zakazują niewiernym pozostawania w tym mieście na noc.

Jak wygląda drażliwa zwykle sprawa kosztów wyprawy?

Chcieliśmy, by wyprawa kosztowała nas jak najtaniej. Największe wydatki ponosi się na dojazd do Maroka. Gdy już przeprawisz się przez Cieśninę Gibraltarską, prom kosztuje około 50 zł, to wchodzisz w krainę taniości. Tanie hotele, tania żywność. Na całą ekspedycję, nie licząc wizy i przygotowań, wydaliśmy 2000 zł na osobę, a podróżowaliśmy 40 dni.

Czy dotarliście do jednego z najpiękniejszych miast islamu – Marakeszu?

Marakesz pozostawił nam darze jedne z najpiękniejszych wspomnień z całej wyprawy. To miasto rzucone w pustynię, sąsiad strzelistych szczytów Atlasu Wysokiego z najwyższym Dżebel Tubkal (4165m). Już z daleka jawi się czerwoną poświatą, bo czerwony to kolor Marakeszu. W tym kolorze zbudowane jest stare miasto – medina, uważane za najwspanialsze, obok Damaszku, w całym świecie Islamu. Pełnią życia Marakesz zaczyna tętnić wieczorem, kiedy opada zmrok i temperatura. Na ogromnym głównym placu miasta Dżema al. Fna rozpoczynają swoje popisy zaklinacze węży, kuglarze, berberyjscy muzycy czarują dźwiękiem swych instrumentów. Panuje atmosfera luzu. Wokół licznych stoisk z posiłkami, które przyrządza się na wolnym ogniu, unoszą się kłęby pachnącego dymu z węgla drzewnego. Cały plac wygląda jakby płonął. W oddali majaczy podświetlony minaret meczetu Kutubija z XIII wieku. Widok jest fantastyczny.

W jaki sposób dotarliście do Maroka?

Najpierw z Katowic dojechaliśmy autokarem do Blanes w Katalonii, stamtąd autostopem jechaliśmy przez Hiszpanię do Algeciras. Z Algeciras przepłynęliśmy promem do Ceuty. Przeprawa zabiera około 1,5 godziny. Widoki z promu są wspaniałe. Z jednej strony skała Gibraltaru a z drugiej południowy słup Heraklesa czyli, odcinający się tle błękitnego nieba szczyt Dżebel Musa. W afrykańskiej enklawie Hiszpanii – Ceucie przekroczyliśmy granicę z Marokiem i… od razu dopadł nas szok kulturowy. Przed granicą hiszpańska Ceuta była zadbana, czysta a na granicy natychmiast rzucił się nam w oczy brud, nieporządek. Zarośnięci ludzie pokotem wylegiwali się na zaśmieconych ulicach, jeden facet leżał w rozwalonej lodówce. Wszyscy zaczęli się na nas gapić. To była jedyna sytuacja kiedy dziewczyna, która z nami podróżowała zaczęła krzyczeć: “Boję się, boję się” i rozpłakała się. Zaraz za granicą wynajęliśmy taksówkę, żeby jechać około 30 km do najbliższego większego miasta Tetuanu. W Maroku są bardzo tanie taksówki. Zwiedzając kraj, za wynajęcie samochodu z kierowcą na pół dnia zapłaciliśmy 50 zł. W jednej taksówce, potężnym mercedesie z lat 70 – tych, jechaliśmy w sześć osób plus kierowca. Ruch drogowy w Maroku to kolejny szok. Nie przestrzega się tam przepisów drogowych. Kierowcy jeżdżą jak rajdowcy. Z tego względu po Maroku poruszaliśmy się głównie autobusami i pociągami. Pociągi kursują tylko do Marakeszu. Dalej jeżdżą już tylko autobusy.

Jakie miejsca zwiedziliście w Maroku?

Mieliśmy wyznaczoną trasę wyprawy. Pierwszym miastem był Tetuan, później pojechaliśmy do Szefszawanu, słynącego z błękitnej Mediny. Medina jest to stare miasto. Stamtąd dotarliśmy do Wazzanu. Dalej trasa prowadziła szlakiem cesarskich miast Maroka, gdzie znajdowały się siedziby historycznych władców tego kraju: Fez, Meknes. Koło Meknes zwiedziliśmy ruiny rzymskiego miasta Volubilis i święte miasta Islamu – Moulay Idriss. Potem bawiliśmy w Rabacie, a następnie wzdłuż wybrzeża pojechalismy koleją do Casablanki.Z Casablanki ruszyliśmy 200 km na południe do Marakeszu. Stamtąd czekał nas powrót do Tangeru.

Co warto zobaczyć w stolicy Maroka czyli w Rabacie?

Znajduje się tam mauzoleum twórcy niepodległego Maroka po II wojnie światowej Mohameda V. Z galerii można obserwować doczesne szczątki władcy złożone w stojącej na piedestale, okazałej trumnie. Obok trumny ze zwłokami władcy siedzi na wzorzystym, perskim dywaniku imam, który cały czas czyta wersety Koranu. W przerwach popijał sobie Coca-colę!

Jak wyglądają ruiny rzymskiego miasta Volubilis?

Na przybyszu z Europy robią duże wrażenie. Pobudzająca jest już sama świadomość, że kilkaset kilometrów w głąb Afryki znajduje się okruch europejskiej cywilizacji. Nagle, wśród półpustynnych, pustych pól, wyłaniają się ruiny miasta z III wieku n.e. Największe wrażenie robi dobrze zachowany łuk triumfalny ku czci cesarza Karakalli z 212 roku. Można podziwiać także bazylikę wzorowana na rzymskiej, Kapitol, Forum Romanum i kompletnie odrestaurowaną wyciskarnię oliwy.

A co znajduje się w słynnej Casablance?

Meczet Hassana II – drugi największy na świecie, po meczecie w Mekce, ale za to z najwyższym minaretem na świecie. Minaret ma 210 m wysokości. Na jego szczycie umieszczono laser, który w nocy wskazuje kierunek Mekki. Drugą rzeczą wartą zobaczenia w Casablance są wspaniałe, szerokie pofrancuskie bulwary z pięknymi kamienicami z lat międzywojennych.

Gdzie spaliście będąc w Maroku?

W Maroku stosunkowo łatwo jest znaleźć nocleg. Najczęściej spaliśmy w tanich hotelach na medinach. Ich zaletą jest położenie: znajdują się one w samych centrach zabytkowych miast. Można było stąd obserwować życie Marokańczyków. Z drugiej strony ciężko było spać, ponieważ wieczorem robi się chłodniej i wszyscy wtedy wychodzą na ulice. Pewnej nocy obudził nas korowód weselny. Noc w takim hotelu kosztowała średnio 15 zł na osobę.

Co warto zobaczyć w Maroku?

Obcą kulturę, obcą cywilizację. Można bez końca chodzić po krętych uliczkach starych miast – Medin. W nich toczy się całe życie. Rozbrzmiewają dźwięki pracy, słychać gwar przekupniów, zawodzenie muezzina. Ciągną się stragany z różnokolorowymi przyprawami, suknami, kameleonami w klatkach, z wszystkim, czego możesz potrzebować. Zapach posiłków z licznych małych, obskurnych restauracyjek miesza się z wonią cedru, z którego cieśle, w swych przyulicznych warsztatach, tworzą piękne meble. To wszystko przesyca ostry smród fekaliów i widok śmieci bezładnie rozrzuconych po niesprzątanych ulicach. Wszystkie te zapachy i kolory mieszają się, dając w efekcie niepowtarzalną atmosferę.

Jak wygląda sprawa posiłków?

W Wazzanie jadłem ślimaki. Były podawane jako mięsna wkładka do pikantnej, gęsto przyprawionej zupy. Podaje się je w skorupkach. Zadaniem jedzącego jest wyrwać zjadliwą część zwierzaka ze skorupki za pomocą zwykłej agrafki. Kiedy wykończyłem już wszystkie mięczaki chciałem wyrzucić agrafkę, ale sprzedawca odebrał mi ją i dał następnemu klientowi! W Maroku jadłem też kaktusy – opuncje i dobrą zupę – gulasz, zwaną harrira. W tej pikantnej zupie jest mięso, ziemniaki, przyprawy. Je się ją drewnianą łyżką. Miseczka kosztuje niewiele ponad 1 zł.

Ile średnio kosztuje obiad w Maroku?

W najtańszych barach na medinie obiad 3-4 daniowy kosztuje około 4 zł. Natomiast w porządniejszej restauracji na obiad trzeba wydać około 10 zł.

W jaki sposób porozumiewaliście się z miejscowymi ludźmi?

Bardzo łatwo można się dogadać po francusku. Niektórzy mówią również po angielsku. Napisy w Maroku są przeważnie dwujęzyczne – po arabsku i po francusku. Dzięki telewizji satelitarnej, którą Marokańczycy namiętnie oglądają, mimo że nie rozumieją języka, bardzo łatwo rozpoznają mowę w jakiej się mówi. Zdarzało się, że gdy rozmawialiśmy po polsku, Arabowie podchodzili i pytali, czy jesteśmy “Polonia”. Odbierają 3 polskie kanały satelitarne: Polsat, RTL 7 i TV Polonia. Najbardziej cenią Polsat, słynący z Różowej Landrynki.

Jak wygląda kwestia bezpieczeństwa dla obcokrajowców?

Generalnie Maroko jest krajem bezpiecznym, ale lepiej samemu nie wychodzić w nocy. Raz miałem nieprzyjemną przygodę. Około godziny 21 postanowiłem się przejść. Nagle słyszę jak ktoś mnie woła: “Hello, hello, remember me?” Facet podszedł. Uśmiechał się i wyciągnął rękę. Podałem mu rękę a on nagle przestał się uśmiechać i mocno jak w imadle ścisnął mi dłoń. Powiedział, że jest Palestyńczykiem, że nienawidzi Żydów i zachodniej cywilizacji, i że zabiję mnie. Zacząłem mu tłumaczyć, że nie jestem Żydem i pochodzę z kraju, w którym nie ma Żydów. Powiedział, że mnie puści jak mu dam 100 dirhamów. Nie miałem przy sobie w ogóle pieniędzy i pokazałem mu, że nie mam. Wtedy odczepił się ode mnie, ale splunął na ziemię ze wzgardą.

Jakie tam panują stosunki polityczne i gospodarcze? Czy zdążyłeś się zorientować?

Formalnie Maroko jest stowarzyszone z Unią Europejską. Wpływy zachodnie są tam widoczne. Istnieje konstytucja i jednoizbowy parlament, ale faktycznie jest to kraj, gdzie panuje monarchia absolutna. Do zeszłego roku rządził tam Hasan II, który zmarł. Teraz panuje jego syn Mohamed VI. Na każdym słupie w kraju powiewa flaga marokańska i wisi portret króla. Również w sklepach, restauracjach i autobusach są wizerunki króla. Jeśli chodzi o gospodarkę to nie ma tam prawie przemysłu. Jest prymitywne rzemiosło zlokalizowane głównie na medinie. Maroko słynie z przemysłu drzewnego – wspaniałe wyroby z drzewa cedrowego i z berberyjskich dywanów. Zarabiają też na turystyce.

Czy przywiozłeś sobie jakieś pamiątki z Maroka?

Kupiłem sobie rzeźbionego w cedrze, pachnącego wielbłąda, mam także kolekcję pamiątkowych monet – dirhamów. Moi koledzy chcieli kupić narodowy strój marokański – dżelab. Są to długie suknie arabskie aż do kostek, zrobione z różnych materiałów i w zależności od tego w różnych cenach. Najtańsze można kupić przy dobrym targowaniu już za 40 zł.

Co możesz powiedzieć wyjeżdżającym do Maroka?

Przede wszystkich radzę trzymać się razem, jeśli jedzie się w więcej osób. Najlepiej jechać w grupie 3- 4 osobowej. Na ulicach często oferuje się turystom marihuanę, która jest nielegalna. Nie należy się na to nabierać, ponieważ często sprzedający to agenci policji. Jak się kupi u niewłaściwej osoby to można iść do arabskiego więzienia, czego nie polecam. Radzę wybrać Maroko na wakacyjne wojaże, ponieważ kraj ten to przedsionek Afryki z wszystkimi jej barwami, zapachami, radościami i bolączkami.

Dziękuję za rozmowę.

* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24