Szkoły językowe we Francji i Anglii*

Każdy wie jak ważna jest znajomość języków obcych. W związku z tym wiele osób wyjeżdża za granicę na kursy językowe. Ewa, studentka ostatniego roku Wydziału Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej, w tym roku podczas wakacji uczyła się języka francuskiego w szkole językowej w Boulogne sur Mer w północnej Francji. Kilka lat temu natomiast uczestniczyła w miesięcznym kursie języka angielskiego dla obcokrajowców w Eastbourne w Wielkiej Brytanii. Dzięki temu może porównać organizację szkół w obu krajach i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zgodziła się opowiedzieć o tym Koneserowi.

- Jak organizuje się wyjazd do szkoły językowej?

- Są różne sposoby zorganizowania takiego wyjazdu. W Polsce zajmują się tym niektóre biura podróży, ale wiąże się to z większymi kosztami. Najlepiej skontaktować się bezpośrednio ze szkołą. Ulotki można dostać w odpowiednich ambasadach lub konsulatach. Przygotowaniem wyjazdu trzeba zainteresować się dużo wcześniej. Często wymagana jest wpłata lub zaliczka za kurs na miesiąc lub dwa miesiące przed jego rozpoczęciem. Oprócz tego z odpowiednim wyprzedzeniem należy zorganizować sobie transport (autokar lub samolot) a w czasie wakacji nie jest to łatwe, ponieważ większość miejsc rezerwowana jest dużo wcześniej.

- Ile kosztuje taki wyjazd z miesięcznym kursem języka obcego?

- Wszystko zależy od miejsca, do którego się jedzie. Jeśli chodzi o Francję to ceny kursów i zakwaterowania w Paryżu są nawet dwa razy wyższe niż w innych miejscowościach. W Anglii nie ma takich różnic między Londynem a innymi miastami. Na miesięczny kurs z pobytem i przejazdem potrzeba około 5000 – 6000 zł.

- W jakiej miejscowości byłaś w szkole językowej we Francji a gdzie w Anglii?

- We Francji byłam w Boulogne sur Mer niedaleko Calais nad Kanałem La Manche. W Anglii uczyłam się na południu kraju w Eastbourne koło Brighton, które również leży nad Kanałem Angielskim.

- Jak zorganizowana jest szkoła językowa?

- Przed rozpoczęciem kursu każdy student musi napisać test, na podstawie którego zostaje przydzielony do grupy o odpowiednim poziomie znajomości języka. Zajęcia prowadzone są w kilku lub kilkunastu grupach. W Anglii w jednej grupie było 8-10 osób a we Francji nawet 16-20. Lekcje odbywają się w godzinach przedpołudniowych. Najpopularniejszym wymiarem godzin jest 20 lekcji tygodniowo.

- Gdzie się mieszka?

- Są dwie możliwości zakwaterowania. We Francji najtańszą opcją jest pobyt w akademiku po 2-3 osoby w pokoju. Trochę droższe jest mieszkanie u rodziny. W Anglii natomiast najczęściej mieszka się u rodzin w pokojach jedno- lub dwuosobowych.

- Jacy są nauczyciele?

- Nauczyciele są różni. Są z reguły dobrze wykształceni. We Francji na przykład miałam zajęcia z doktorem literatury francuskiej. Jednym nauczycielom chce się pracować a inni są bardziej lub mniej leniwi i nie zależy im na postępach uczniów w nauce. W Anglii nauczyciele byli bardziej sumienni i obowiązkowi.

- Czy warto jechać do szkoły za granicę po naukę języka obcego?

- Aby nauczyć się języka obcego warto jechać za granicę. Istotne jest, by mieć kontakt z żywym językiem, który często różni się w dużym stopniu od tego, którego uczymy się na kursach w Polsce. Ważne jest również osłuchanie się i stały kontakt z obcokrajowcami. Dzięki szkole poza zwykłymi godzinami lekcyjnymi po zajęciach przez resztę czasu można rozmawiać z innymi studentami. Nie proponuję szkoły językowej osobom, które dobrze władają językiem obcym ani tym, który rozpoczynają naukę. Uważam, że najlepiej jechać do takiej szkoły wtedy, kiedy reprezentuje się średni poziom jego znajomości.

- Czy po zakończeniu nauki otrzymuje się jakieś świadectwa?

- Tak. Certyfikat potwierdzający uczestnictwo w danym kursie w danym terminie. W Anglii fakultatywnie można było zdawać egzamin, który potwierdzał znajomość języka na danym poziomie.

- Co robi się w czasie wolnym? Czy szkoła coś organizuje?

- We Francji czas wolny po zajęciach był zorganizowany przez szkołę. Zwiedzaliśmy miasto, chodziliśmy do kina, do teatru, na wycieczki, na różnego typu koncerty, do dyspozycji była sala gimnastyczna, biblioteka i Internet. W weekendy czasami organizowano dalsze jednodniowe wyjazdy do Paryża czy Brukseli, za które trzeba było dodatkowo zapłacić. Podobnie robiono w Anglii. Raz w tygodniu była projekcja filmu na video w angielskim oryginale. Czasami były wyjścia na dyskotekę a niekiedy imprezy odbywały się wieczorem w szkole. W każdy weekend proponowano interesujące jedno-, dwu- lub trzydniowe wycieczki na przykład do Londynu, Oxfordu, Cambridge, Paryża czy Dublina.

- Z jakich krajów pochodzili inni studenci?

- We Francji w większości byli to Wietnamczycy i mieszkańcy Kambodży. Poza tym trochę Włochów, Japończyków i po jednej osobie z innych państw. Z Polski przyjechało 5 osób. Tak dużo było studentów z byłych francuskich kolonii, ponieważ rząd francuski płacił im stypendium. W Anglii natomiast najwięcej było Hiszpanów, Polaków, Japończyków i Szwajcarów. Trochę uczyło się Włochów, Francuzów, Niemców, Koreańczyków, Czechów. Zdarzali się studenci nawet z Ameryki Południowej: Kolumbii, Brazylii, Wenezueli.

- Co zwiedziłaś będąc w szkole we Francji?

- Paryż, Lille, Calais, Boulogne, Touquet, Wimmereux, Amsterdam w Holandii, Brugge w Belgii. Touquet to jeden z największych nadmorskich kurortów północnej Francji. W Boulogne powstał pierwszy port rybacki we Francji. Na Brugge mówi się Wenecja Północy, ponieważ podobnie jak w Wenecji jest tam dużo kanałów. Amsterdam jest miastem znanym z tego, że Francuzi jeżdżą tam wtedy, kiedy mają ochotę zażyć narkotyki. Słowa „być w Amsterdamie podczas weekendu” oznaczają, że pojechało się tam w wiadomym celu. Jest to miasto piękne architektonicznie a jednocześnie pełne prostytucji i narkotyków.

- Co ciekawego widziałaś w Anglii?

- Londyn, Brighton, Hastings, Cambridge, Oxford, Salisbury oraz słynne Stonehenge. W Brighton wybodowano przepiękny pałac w stylu orientalnym. Koło Hastings jest pole bitwy z roku 1066, dzięki której Wilhelm Zdobywca podbił Anglię. W Salisbury znajduje się olbrzymia średniowieczna katedra. Niedaleko Eastbourne jest klifowe, wapienne wybrzeże Seven Sisters oraz ciekawa latarnia morska, która podczas przypływów wygląda jakby była zatopiona w morzu.

- Jakie dałabyś rady osobom, które chcą się uczyć języka obcego za granicą?

- Najtrudniejsze są początki. Najważniejsze jest to, by nie bać się mówić w obcym języku. Jeśli ktoś będzie się wyśmiewał z popełnianych błędów radzę odpowiedzieć: „W takim razie porozmawiajmy po polsku!”.

- Czy różni się szkoła językowa w Anglii od szkoły we Francji?

- Jeśli chodzi o formalności, egzaminy itp. to w szkole w Anglii jest to o wiele lepiej zorganizowane. We Francji nikt nic nie wie, każdy ma na wszystko czas i jest wielki bałagan. Ponadto plusem szkoły angielskiej był większy nacisk położony na konwersacje.

- Dziękuję za wywiad.

- Dziękuję.

* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24