Podróż po USA*

Ewa Sołdoń i Michał Siemek w ciągu miesiąca zwiedzili 5 stanów USA leżących na południowym zachodzie tego wielkiego państwa. Opowiadają, co warto a czego nie warto zwiedzić w tym rejonie Stanów Zjednoczonych, jacy są Amerykanie, jak się zachowywać w różnych sytuacjach i jakie są ceny. Wyrażają też swoje zdanie na temat mitu Ameryki.

- Tomasz Cukiernik: Panuje powszechna opinia, że Stany Zjednoczone są niezwykłym państwem. Co wy o tym sądzicie?
- Ewa Sołdoń: Ta wspaniałość jest różnie definiowana. Jeśli chodzi o gospodarkę to nie do końca bym się z tym zgodziła. Natomiast jeśli chodzi o przyrodę to jest to kraj mający wspaniałą przyrodę. Większość Parków Narodowych USA należy do jednych z najpiękniejszych miejsc na świecie.
- Czy nie mieliście problemów z uzyskaniem wizy?
- Michał Siemek: Wizę uzyskaliśmy dzięki temu, że wzięliśmy udział w studenckim programie Work & Travel.
- E.S.: Jeśli bierze się udział w tego typu programach to nie ma się żadnych problemów z uzyskaniem wizy. Nie znamy przypadków odmowy.
- W którym miesiącu byliście i jak długo?
- M.S.: Podróżowaliśmy cały wrzesień.
- E.S.: Polecamy tą porę podróżowania.
- Jaka wtedy panuje pogoda?
- M.S.: Zależy gdzie. Naszą trasę zaczęliśmy w Górach Skalistych w Stanie Kolorado. Tam w nocy temperatura spadała czasami do zera stopni.
- Jaka jest tam wysokość nad poziomem morza?
- E.S.: Miasta są położone na około 2000 metrów a góry mają ponad 3000 metrów n.p.m. Na północ od Kolorado we wrześniu jest już zimno. Natomiast my podróżowaliśmy po południowych stanach: oprócz Kolorado byliśmy w Arizonie, Newadzie, Utah i Kalifornii. Tam w dzień temperatura powietrza dochodzi do 30 stopni, ale nie jest tak gorąco, by konieczna była klimatyzacja w samochodzie a noce są takie, że w śpiworach nie jest jeszcze zimno. Poza tym po 4 września kończy się w USA sezon turystyczny i można swobodnie podróżować bez jakiś wcześniejszych rezerwacji.
- M.S.: Amerykanie zawsze 2 tygodnie przed wyjazdem dzwonią i rezerwują sobie miejsca i potem wszystko jest pozajmowane.
- Wiem, że podróżowaliście autem. Wypożyczyliście je?
- M.S.: Nasz pracodawca kupił nam (8 osobom) samochód i spłacaliśmy go w ratach za zarobione pieniądze. Wyszło nas to niezwykle tanio. Na 5 miesięcy wyszło nas to po 80 dolarów od osoby. Przejechaliśmy około 10 tys. mil.
- E.S.: Auto można sobie wypożyczyć, ale trzeba mieć kartę kredytową i ukończone 25 lat, bo jeśli się nie ma to wtedy ubezpieczenie jest bardzo drogie. Nie trzeba mieć międzynarodowego prawa jazdy.
- Jakie w Stanach są drogi?
- E.S.: Długie, proste i puste…
- M.S.: Chciałbym zdementować pogłoskę jakoby były najlepsze. Zdarzają się dziurawe.
- E.S.: Nie spotkaliśmy płatnych autostrad. Jest bardzo tania benzyna. Najdroższa jest w Kalifornii i blisko Parków Narodowych.
- M.S.: Cena benzyny kształtuje się od około 1,7 zł do około 2,6 zł za litr.
- E.S.: Drogi są bardzo dobrze oznakowane. Nie radzą wjeżdżać do dużych miast. Często jest to 6 pasów w każdą stronę i wszystko zapchane. W Los Angeles staliśmy w korku 3 godziny.
- Czy zachwycają Parki Narodowe?
- E.S.: Każdy park jest specyficzny i chroni i prezentuje co innego. Są parki, które proponują formacje skalne, erozję na przykład Wielki Kanion; w Kanionie Bryce jest wietrzenie; lasy i doliny polodowcowe – w Yoseminte; Park Narodowy Sekwoi, park stworzony przez ludzi – Mesa Verde – są to siedliska Indian w skałach; Park Narodowy Łuków skalnych.
- M.S.: Zastanawiałem się czy ja rzeczywiście musiałem jechać tak daleko, by to wszystko zobaczyć. Okazuje się, ze tak. Tego nie ma w Europie.
- E.S.: Wszystko jest strasznie wielkie.
- M.S.: Niektórych to zachwyca a niektórych to przeraża, ale tam naprawdę wszystko jest ogromne.
- Który z tych parków najbardziej się wam podobał?
- M.S.: Kanion Bryce. Ze względu na to, że był mniejszy i mniej znany niż Wielki Kanion, ale niezwykle uroczy.

- Zwiedzaliście miasta?Bryce Kanyon
- E.S.: Ja ogólnie nie lubię miast. W amerykańskich miastach nie ma zabytków do zwiedzania. Tam jedyną rzeczą jaką można zobaczyć są albo super wysokie drapacze chmur, albo super wielkie centrum zakupowe lub olbrzymie kino czy galerie sztuki współczesnej.
- M.S.: Jedynym miastem jakie zrobiło na nas wrażenie było Las Vegas.
- E.S.: Las Vegas leży na środku pustyni i składa się z jednej głównej ulicy, wzdłuż której co 3- 4 lata burzy się i buduje nowe hotele i kasyna. Jest zbudowane z ogromnym rozmachem i przepychem. Każdy hotel to jest coś: albo Nowy Jork, albo Egipt, Wenecja, albo Rzym albo Wyspa Skarbów.
- Czy potwierdza się pogląd, ze Amerykanie bardzo dużo pracują?
- M.S.: Nie. Ja uważam, że Amerykanie to są lenie. Tam jeśli ktoś dochodzi do dużych pieniędzy to na pewno nie jest to typowy Amerykanin tylko ktoś z domieszką krwi europejskiej.
- E.S.: U nich jak ktoś tylko wykonuje swój obowiązek w pracy przez 8 godzin dziennie to naokoło mówi, że bardzo ciężko pracuje.
- M.S.: W pracy biorą odpowiedzialność tylko za to, co do nich należy. Na przykład jeśli są odpowiedzialni za jeden guzik to tylko nim się zajmują. Guzik, który jest obok nie obchodzi ich – nie wiedzą nawet do czego służy. Ich to nie obchodzi, bo za to im nie
płacą.
- E.S.: Umieją sobie cenić pracę. Cały postęp w Ameryce bierze się chyba stąd, że ściągają sobie najlepszych fachowców z całego świata, którzy za nich pracują.
- Jak się odnoszą do obcokrajowców?
- E.S.: Bardzo pozytywnie.
- M.S.: Wszyscy są przyjaźni, chętnie rozmawiają. Można godzinami rozmawiać z kimś zupełnie obcym. W razie potrzeby chętnie pomagają. Tylko Kalifornijczycy są ciągle niezadowoleni. Polaków w Stanach znają i lubią.
- Czy widać bogactwo Ameryki?
- E.S.: Trzeba raczej zapytać: czy widać biedę?
- M.S.: Miasta zorganizowane są w ten sposób, że w centrum są wieżowce. Dookoła są domy dla robotników. W większym promieniu zaczynają się domki jednorodzinne klasy średniej a najdalej mieszkają najbogatsi w swoich rezydencjach za 3-metrowymi murami. Na Zachodzie dużo ludzi mieszka w przyczepach kempingowych z tym, że te przyczepy są bardzo luksusowe i często droższe niż domy.
- E.S.: W stanach, w których byliśmy prawie nie ma domów murowanych. Większość jest z dykty czy z drewna, bo tam cały rok jest ciepło.
- M.S.: Widać biedę – widać stare, brudne samochody, zniszczone chodniki, malutkie zaniedbane sklepiki. Bogactwo się nie rzuca w oczy. Wokół centrum dużych miast są dzielnice naszych „familoków”, a ludzie wyglądają na biedaków z trudem wiążących koniec z końcem. Oczywiście każdy ma po 2 samochody, ale ubierają się jak biedacy i zachowują się jak biedacy.
- E.S.: Bogactwo jest schowane za 3-mertrowymi murami, które są chronione przez stada ochroniarzy.
- Czy widzieliście rdzennych Indian?
- M.S.: Tak, wiedzieliśmy w rezerwatach.
- Jak funkcjonują te rezerwaty?
- E.S.: W Arizonie, Newadzie są bardzo duże obszary pustyń. Przez 600 km nie ma nic. Tam stworzono rezerwaty dla Indian, którymi sami zarządzają. W okolicznych miastach i wioskach trudno zobaczyć białego człowieka. Na granicy stanów Utah i Arizona jest pustynia Monument Valley, która jest częścią rezerwatu Indian Nawajów. Tamte krajobrazy to typowy dziki zachód.
- M.S.: Indianie są bardzo spokojni, przyjacielscy.
- E.S.: Robią bardzo fajną biżuterię, którą przywiozłam sobie do Polski.
- Ile trzeba wydać na miesięczny pobyt w Stanach?
- E.S.: Minimum 1000 dolarów. Jedzenie kupowaliśmy w supermarketach i sami sobie gotowaliśmy. Spaliśmy na kampingach. Najtańsze kampingi są w Parkach Narodowych. Wygląda to w ten sposób, że wydzielone są małe poletka, przeznaczone dla maksymalnie 8 osób, dwóch namiotów 4-osobowych, 2 samochodów, stolik z ławeczkami i grill. To wszystko kosztuje 10 dolarów. Jest też dostęp do umywalki i ubikacja a prysznice w Parkach Narodowych zlokalizowane są najczęściej koło Informacji. Ceny na kempingach poza parkami, gdzie są również prysznice, prąd, TV kablowa to wydatek od 15 dolarów wzwyż za 2 osoby. I to jest dość wysoki standard. Hotele są drogie – od około 60 dolarów za 2 osoby. Nie opłaca się mieszkać w hotelach, ponieważ namiot w Stanach można sobie kupić za 20 dolarów.
- Jak wygląda sprawa bezpieczeństwa? Czy ludzie noszą broń?
- M.S.: Nie spotkaliśmy. Nie ma się czego obawiać.
- E.S.: Jest bardzo bezpiecznie, szczególnie na prowincji, na wsiach. Nie baliśmy się zostawiać na ulicy otwartego auta. Trochę niebezpiecznie może być tylko w dużych miastach.
- Co was zaskoczyło albo zdziwiło? Czy są w Stanach jakieś rzeczy, zwyczaje, zachowania ludzi, które są całkowicie odmienne od zwyczajów w Polsce czy w Europie?
- E.S.: Trzeba się przyzwyczaić do super sztucznego uśmiechu wszystkich Amerykanów. Nie jesteśmy przyzwyczajeni do naprawdę pełnej wolności. Tam każdy wszystko może. A jeśli nie może to wynajmie sobie prawnika. Wszyscy wszystkich pozywają do sądu. Szokuje też to, że klient wszystko może. Można sobie wypić shake’a i powiedzieć, że nie smakował i muszą oddać pieniądze. W dużych sklepach można coś kupić a następnie używać przez 2 miesiące, co więcej nawet zepsuć a następnie oddać. Ja sobie co 3 dni zmieniałam walkmana. Mogłam tak robić, bo oddać można nie tylko w danym sklepie, ale w sieci danych sklepów.
- M.S.: Ja oddałem spodnie, w których chodziłem 2 miesiące.
- E.S.: Kobiety biorą całe wózki ubrań, które przymierzają w domu. Potem zostawiają sobie jedną rzecz a resztę oddają.
- M.S.: Amerykanie są brudni! Nie myją się, śmierdzą! Bardzo śmiecą – na plażach publicznych zostawiają potrzaskane butelki, puszki, papierki. Na terenach prywatnych jest czysto.
- E.S.: Tam wszystko jest tańsze. Na przykład ubrania zarówno firmowe jak i nie firmowe są dużo tańsze niż w Polsce.
- Czy rozmawialiście z Amerykanami o polityce?
- M.S.: Oni nie interesują się całą Ameryką tylko swoim stanem. Ciekawi ich co się dzieje w innych krajach. Większość stosunkowo dużo wiedziała o przemianach w Polsce. Znają Wałęsę i Papieża.
- Czy oprócz stanów, które widzieliście, chcielibyście jeszcze raz jechać do Ameryki, by zobaczyć coś innego?
- M.S.: Chętnie pojechałbym do północnych stanów. Do stanu Montana, do Parku Yellowstone, na Alaskę.
- E.S.: Na pewno nie chciałabym jechać do żadnego miasta amerykańskiego. Chciałabym zobaczyć Wielkie Jeziora i jeszcze raz Wielki Kanion.
- M.S. Ilekroć byśmy wracali do USA, tam zawsze będzie coś nowego do zobaczenia.

- Jakie dalibyście rady osobom, które chcą jechać do Ameryki?Monument Valley
- M.S.: To jest bardzo przyjazny kraj. Jeśli wszystko jest w porządku pod względem prawnym to nie ma się czego obawiać.
- E.S.: Jeśli chce się zwiedzać parki to lepiej kupić sobie karnet za 50 dolarów za auto. Trzeba zwrócić uwagę na to, że wszystkie atrakcje są bardzo przereklamowane. Na przykład na słynnych plażach w Santa Monica, Santa Barbara, gdzie kręcony był „Słoneczny Patrol” nie można się kąpać w Oceanie Spokojnym, ponieważ jest tam zimny prąd oceaniczny i temperatura wody wynosi 14 stopni!
- Dziękuję za rozmowę.

* Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r.

9 odpowiedzi to “Podróż po USA”

  1. Iwona pisze:

    najbardziej podobalo mi sie kupowanie tym wozkiem pelnym i co nie odpowiadalo zwrot, jest to prawdziwa wolnosc klienta, tu w Londynie to
    osobe niepelnosprawna, za przecenione brudne skarpetki, polozone na czystej podlodze z racjii , niedotrzymaia, security, agenci tajni, z policja,
    szarpiac dlonie w kajdankach do wiezienia doprowadzili, przetrzymujac w celi , kazac sie wyrzekac , kobiecych instynktow, i szklanego diademu na glowie, strasznie sie tu wyzywaja na EU obywatelach , aduzywajac czarnych obywateli, samych zatrszaonych o swoj los.
    Kiedy w koncu ta Ameryka otworzy swoje wrota dla EU , a najbardziej Polakow zeby w koncu mozna bylo miec jakies normalne gospodarstwo domowe,radosc z ubran, kolorwych makijazy, chociaz podatwowych zakupow,
    ogolnie praw minimum socjalnych, tu dominuja stopy i dlonie, jak ktos urobiony to jus dyskryminuja usmiech z twarzy ma zginac i dalej wrabiac.
    Jak czlowiek daje sobie rade, to zaczynaja wydobywac drobne przestepstwa, i wsrzymuja relax, okropnosc.Zamiast bdowac atmosfere,
    to rujnuja.

    Iwona chwilowo w Londynie ,
    07541823004

  2. Krzysztof pisze:

    Interesujace, czasami zabawne ale i oczywiste w swojej pobieznosci wrazenia i obserwacje. W lipcu tego roku (2011) wraz z zona spedzilismy 2 tygodnie w Nevadzie, Arizonie i Utah i jedynymi osobami, ktore na odleglosc kilku metrow wyczulismy to byli turysci z Niemiec. Zreszta od razu wiedzielismy, ze to Niemcy jako ze to oni wlasnie maja tutaj (wytrwale wypracowana) opinie stroniacych od mydla i dezodorantow. Amerykanie natomiast to przesadne czysciochy (a mowie to na podstawie 30-letniej ich codziennej obserwacji); dwukrotny natrysk dziennie to tutaj obowiazek, a na kosmetyki przecietny Amerykanin wydaje kilka razy wiecej niz przecietny Europejczyk. Przez tych kilka dekad zycia tutaj jedynie kilkakrotnie zdarzylo mi sie poczuc fetorek innej osoby (obojetne czy to w pracy czy w sklepie czy w parku). Natomiast podczas kazdych wakacji w Polsce tego typu „atrakcji” doznaje kazdego dnia, w jednym z najwiekszych miast Polski. Nie watpie, ze na polu namiotowym mozna tutaj spotkac uczniow szkoly sredniej lub studentow „idacych na rekord” niemycia, ale to sa wyjatki potwierdzajace regule. Sluszna obserwacja natomiast z tym oddawaniem rzeczy do sklepow, rzeczywiscie jest to dosc powszechna praktyka. Co innego jednak zwrocic cos do sklepu na drugi dzien a co innego po dwoch miesiacach uzywania. Jest pewna granica miedzy praktycznoscia, cwaniactwem a nieuczciwoscia. Tego szacunku dla czyjejs wlasnosci jeszcze w Polsce niestety brak.
    Kompletnie jednak zdziwil mnie i rozsmieszyl zarzut o lenistwie Amerykanow. Ten argument to niestety absolutny nonsens; wystarczy nieco glebsza obserwacja by zrozumiec, ze jest akurat calkowicie na odwrot. Amerykanie, od czasow pionierskich, maja wpojony gleboki szacunek do pracy, rowniez do bogacenia sie. Tego zwyklego, ludzkiego bogacenia sie. I wiekszosc na to ciezko pracuje (oddajac jednoczesnie wiele – jak zaden inny narod na swiecie – na cele charytatywne). To Europa ze swoim rozbujanym socjalizmem rozleniwila ludzi, wytworzyla tam syndrom „czy sie stoi czy sie lezy, tysiac zlotych (lub euro) sie nalezy”. Tutaj ciezka praca i bystrym umyslem mozna wiele osiagnac (wiedza o tym miliony wciaz naplywajacych emigrantow z calego swiata) i wielu osiaga wieksze lub mniejsze fortuny (zdarzaja sie wsrod nich rowniez najnowsi przybysze z innych czesci swiata). Potega i bogactwo tego kraju z ksiezyca nie spadly ani tez nie zostaly stworzone z dnia na dzien dzieki najswiezszym umyslom z Azji czy Europy. A przeciez jednoczesnie; Ameryka to kraj emigrantow, to swiatowy tygiel i to wlasnie ludzie calego swiata ten model kreuja, na wyzyny cywilizacyjne wznosza. To powinno byc rozumiane jako argument swiadczacy o wielkosci tego kraju a nie o jego slabosci. Ameryka bedzie tak silna lub tak slaba, jak ludzkosc jest.
    Gratuluje jednoczesnie tego pomyslu podrozy przez Dziki Zachod. To rzeczywiscie szansa na „nieziemskie” wprost obserwacje i wrazenia (mam nadzieje, ze „zaliczyliscie” rowniez Zion National Park w Utah. Jesli jednak czegokolwiek nauczyly mnie podroze po swiecie ( a widzialem wiele krajow, wiele narodow) to powsciagliwosci w uciekaniu sie do latwych stereotypow (pomimo pewnego treningu w ocenie spoleczenstw, jakie daly mi studia socjologiczne w Polsce).
    Z szacunkiem,
    Krzysztof

  3. Zbych pisze:

    Ciekawa historia podróży po USA jest też na stronie mib-honeymoon.blogspot.com/ – sporo fajnych obserwacji i opis rzeczy ciekawych zobaczenia

  4. Kamila pisze:

    Latem 2012 spędziliśmy w Stanach 3 tygodnie. Naszym celem było przejechanie USA za wschodu na zachód. Jakkolwiek mało prawdopodobne się to wydaje, udało się!!! I było wspaniale. Zobaczyliśmy przeróżne oblicza Stanów Zjednoczonych, z Dzikim Zachodem, gwiazdorskim LA, szalonym Las Vegas, zatłoczonym NY. Niesamowita przygoda. Aha, warto wspomnieć, że całą wyprawę zorganizowaliśmy sami, więc tym większa frajda i satysfakcja. O naszych wojażach można poczytać tu:
    http://kamtraveller.blogspot.com/. Zapraszam!

  5. Marti pisze:

    razem z kolegą kończymy właśnie miesięczną wyprawę po USA, którą sami organizowaliśmy. Podróżowaliśmy po Kalifornii, Arizonie i Nevadzie.
    Podczas wyprawy zaczęłam pisać bloga facebook.pl/lovelajf , w którym opisuję nasze przygody, dziele się doświadczeniem i doradzam jak oszczędzić na takiej wyprawie. Zapraszam :)

  6. zocha pisze:

    Co trzy dni wymieniala walkmana????? Amerykanie biedni? Leniwi???? Z jakiej wsi jesteś ????

  7. magdag pisze:

    Polacy niestety też śmiecą… :( i to w miejscach publicznych. A czy ktoś może był na Work and Travel? Jak tak to z jaką firmą? One Globe Travel ma w tym rpoku zniżkę, myślicie że warto?

  8. Kasia pisze:

    Work&travel ! warto jak najbardziej !
    Polecam IECenter !

    dwukrotnie brałam udział w programie w&t, w przyszłym roku wracam do USA !

  9. Kurt pisze:

    Niesamowite „…Ja oddałem spodnie, w których chodziłem 2 miesiące….” Kogo Pan lansuje? Polaczków-cwaniaczków przez których mają nas na świecie za dziadów i oszustów?

Zostaw odpowiedź

web stats stat24