W perspektywie długoterminowej znaczenie UE spadnie*

W drugim kwartale 2008 roku PKB 27 krajów Unii Europejskiej spadł o 0,1 procenta, a PKB strefy euro obniżył się w tym okresie o 0,2 procenta. Nie są to wskaźniki pocieszające. I nic nie wskazuje na to, by było lepiej. Należy wymienić czynniki, które pchają Unię w górę i te, które ciągną Unię w dół. Te pierwsze to wolny handel wewnątrzunijny i wolne przepływy kapitału, a co za tym idzie duży rynek, nawet licząc w skali światowej, bez barier celnych, a ponadto stosunkowa pewność prawa i stabilność polityczna. Do negatywnych czynników, które ciągną Unię Europejską w dół, należy zaliczyć rozbudowaną biurokrację i system dotacyjny, zbyt wysokie opodatkowanie, bariery w handlu zewnątrzunijnym i szkodliwy system socjalny. Mimo to Unia Europejska ma i na pewno jeszcze przez dłuższy czas będzie miała duże znaczenie w światowej polityce i gospodarce.

Znaczenie polityczne najczęściej wynika bezpośrednio ze znaczenia gospodarczego danego kraju czy bloku państw. I Unia Europejska, nawet jeśli przez kolejne lata będzie wykazywać ujemny wzrost gospodarczy, to i tak jej znaczenie na arenie międzynarodowej, mimo słabnięcia pozycji, będzie nadal dominujące w światowej geopolityce. Wnika to z faktu, że mimo iż państwa Unii Europejskiej nie należą do najbogatszych na świecie, to znajdują się w światowej czołówce i w najbliższym czasie żadne inne państwa, nie mają możliwości dogonienia Unii. W dłuższej perspektywie z pewnością Unia z polityką prowadzoną przez brukselską biurokrację nie ma szans na utrzymanie swojej pozycji na przykład w starciu z bardzo szybko bogacącymi się Chinami.

Nie oszukujmy się. Poszczególne państwa unijne zawsze miały sprzeczne ze sobą interesy i cele. I to zarówno w polityce wewnętrznej (na przykład każdy kraj chce jak najmniej płacić do wspólnej kasy, a jak najwięcej z niej korzystać), jak i zagranicznej (na przykład Niemcy wbrew polskiej racji stanu forsują budowę Gazociągu Północnego). Dlatego ten sztuczny twór nie jest w stanie wypracować wspólnego stanowiska w wielu ważnych kwestiach. Tym bardziej Unia nie powinna wykorzystywać w szczególności sankcji gospodarczych, które mogą tylko pogorszyć jej słabe wyniki gospodarcze, niekoniecznie szkodząc drugiej stronie, wobec której dane sankcje zastosowano. Sam instrument sankcji gospodarczych to rodzaj mieszania się państwa do gospodarki, co samo w sobie jest działaniem bardzo niekorzystnym. Każdy interwencjonizm państwowy rodzi z reguły wyłącznie skutki negatywne.

W tym zakresie Bruksela upodobniłaby się do Rosji, gdzie na porządku dziennym władze państwa sterują w sposób bezpośredni wieloma przedsięwzięciami gospodarczymi czy nawet konkretnymi strategicznymi ich zdaniem spółkami. Przykładem może tu być Gazprom czy spółki zagraniczne, które zainwestowały w Rosji, a teraz spotykają się z bezpardonowymi sankcjami, takie jak amerykański Exxon, brytyjsko-holenderski Royal Dutch Shell czy rosyjsko-brytyjski BP-TNK. Czym ta polityka różni się od nacjonalizacyjnej polityki prowadzonej przez szalonego prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza? Rosja, podobnie jak bliskowschodnie kraje arabskie, bez eksportu ropy naftowej i gazu jest niczym. Mimo to władze w Moskwie próbują wykorzystać uzależnienie Unii Europejskiej od rosyjskich surowców energetycznych. A Unia nie potrafi ustalić wspólnego i stanowczego stanowiska, by się bronić przed nieobliczalną, przeżartą korupcją i układami polityczno-biznesowymi oraz mało przewidywalną rosyjską polityką.

Nie można ufać państwu, w którym na porządku dziennym giną nieprawomyślni wobec władzy dziennikarze czy biznesmeni. Nie można ufać państwu, które prowadzi agresywną i imperialną politykę, czego przykładem była inwazja w Gruzji. Nawet sojusznicza Białoruś była na tyle ostrożna, że co prawda poparła uznanie przez Kreml niepodległości Osetii Południowej i Abchazji, ale sama niepodległości tych separatystycznych republik nie uznała (jak na razie jedynym krajem obok Rosji, które uznało niepodległość Osetii Południowej i Abchazji, jest Nikaragua). Tymczasem w wyniku konfliktu zbrojnego w Gruzji Andris Piebalgs, unijny komisarz ds. energii, powiedział, że w tej sytuacji UE powinna przyspieszyć budowę gazociągu Nabucco, który zmniejszy uzależnienie energetyczne od Rosji. Z pewnością jest to korzystne dla Unii rozwiązanie. Z kolei niemiecki rząd zastanawia się nad stworzeniem systemu państwowych strategicznych rezerw gazu ziemnego, które miałyby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne kraju. Także inne państwa, widząc niestabilną politykę Kremla, próbują się zabezpieczać. Na przykład Turcja kosztem importu gazu z Rosji zamierza zwiększyć zakupy tego surowca w Azerbejdżanie.

Polska jako kraj graniczący z tak niebezpiecznym państwem, jakim jest współczesna Rosja, musi mieć jakiś dodatkowy system obrony, kiedy sama nie jest w stanie skutecznie się bronić. Szczególnie w sytuacji, kiedy podobnie jak w 1939 roku, nielojalni Niemcy będący z nami we wspólnej atlantyckiej i unijnej przestrzeni polityczno-gospodarczej, bratają się z Rosjanami ponad naszymi głowami. Dlatego jedynym wyjściem jest pomoc sojuszniczego państwa zewnętrznego, które w przeciwieństwie do naszych zachodnich i wschodnich sąsiadów nie ma wobec Polski żadnych roszczeń terytorialnych. Stany Zjednoczone idealnie nadają się do pełnienia takiej funkcji także z tego powodu, że pełnią rolę światowego żandarma i jak na razie są największą potęgą gospodarczą. W tej sytuacji amerykańska tarcza antyrakietowa ulokowana na terytorium Polski jest najlepszym rozwiązaniem dla bezpieczeństwa naszego kraju.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 9 miesięcznika „Prawo Europejskie w Praktyce” z 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24