W jakim kierunku podążą Indie?*

Wybory parlamentarne w największej demokracji świata, czyli w Indiach odbywały się aż przez prawie miesiąc. Pięć kolejnych faz głosowań miało miejsce 16 kwietnia, 22/23 kwietnia, 30 kwietnia, 7 maja i 13 maja. W wyborach uprawnionych do głosowania było aż 714 mln ludzi, czyli 43 mln więcej niż w poprzednich wyborach, które odbyły się w 2004 roku.

Budynek indyjskiego parlamentu

Według indyjskiej konstytucji wybory do izby niższej Lok Sabha odbywają się co pięć lat i obowiązuje, podobnie jak w Wielkiej Brytanii i innych krajach Wspólnoty Narodów, większościowa ordynacja wyborcza. W tym roku wybrano 543 posłów do piętnastej kadencji izby niższej. Posłem może zostać każdy zdrowy umysłowo obywatel Indii, który ukończył 25 rok życia, nie jest bankrutem i nie rozpoczęto przeciwko niemu postępowania karnego. Zgodnie z indyjską konstytucją maksymalnie Lok Sabha może liczyć 552 posłów. Rajya Saba (Rada Stanu), czyli izba wyższa indyjskiego parlamentu, składa się z 250 członków wybieranych przez parlamenty stanowe i terytorialne oraz prezydenta. Są oni wybierani na 6-letnią kadencję, co 2 lata wybiera się jedną trzecią składu izby.

Każdy z czterech bloków wyborczych składał się z szeregu partii. Zwycięski Zjednoczony Sojusz Postępowy składał się z 11 ugrupowań politycznych, a Sojusz Narodowo-Demokratyczny z 8 partii. Frekwencja wyborcza była bardzo różna w różnych rejonach kraju. Od 39,66 proc. w północnoindyjskim górzystym stanie Jammu i Kaszmir do 90,21 proc. w północno-wschodnim stanie Nagaland i średnio w całych Indiach wyniosła 56,97 proc. Demokracja indyjska nie jest tania. Budżet tegorocznych wyborów parlamentarnych w Indiach wyniósł 176 mln euro. W całym kraju było aż 828 804 centrów wyborczych.

76-letni Manmohan Singh z centrolewicowego Indyjskiego Kongresu Narodowego jest pierwszym od 1962 roku indyjskim premierem, który został ponownie wybrany na to stanowisko po 5-letnich rządach. Po rezygnacji ze stanowiska premiera i całego rządu 18 maja, 22 maja Singh ponownie został zaprzysiężony przez prezydenta Pratibhę Patila.

Indyjskie państwo jest jednym z najbardziej zbiurokratyzowanych na świecie. Rząd centralny zatrudnia gigantyczną ilość około 3 mln osób, a władze stanowe – dodatkowe 7 mln urzędników. W środę 27 maja premier Manmohan Singh podał nazwiska 59 nowych ministrów w swoim rządzie, uwzględniając kandydatury koalicyjnych ugrupowań. Jednak socjaldemokratyczna Federacja Postępowa Dravida, jeden z ważniejszych sojuszników Indyjskiego Kongresu Narodowego, która ma 18 posłów, z powodu różnic w obsadzaniu ministerialnych stanowisk zdecydowała się na opuszczenie koalicji. Mimo to później zaproponowała rządowi wsparcie w parlamencie.

Perspektywy przyszłych reform w Indiach są, co prawda, lepsze po zwycięstwie wyborczym Indyjskiego Kongresu Narodowego, jednak rząd przyjmie prawdopodobnie taktykę stopniowych zmian z jednej strony z powodu tzw. światowego kryzysu gospodarczego, a z drugiej – aby nadal mieć poparcie wśród społeczeństwa. Oczekiwania co do szybkich zmian gospodarczych, które miałyby zachęcić zagraniczny kapitał do inwestycji w Indiach wzrosły po tym, jak Indyjski Kongres Narodowy i partie wchodzące w jego blok wyborczy zdobyły niemal większość w parlamencie, co oznacza, że nie będą uzależnieni od lokalnych ugrupowań czy komunistów, tak jak to było w poprzednim parlamencie. A trzeba pamiętać, że w latach 2004-09 to właśnie komuniści blokowali większość reform. Być może aktualny rząd, którego blok koalicyjny zdobył 79 więcej mandatów, niż miał w wyniku poprzednich wyborów, zliberalizuje prawo pracy, zdereguluje sektor finansowy (chodzi o zwiększenie limitu zagranicznych inwestycji w branży ubezpieczeniowej z 26 proc. do 49 proc. oraz otwarcie branży emerytalnej na prywatnych inwestorów zagranicznych) i rozpocznie procesy prywatyzacyjne.

Do końca lipca ma być gotowy nowy indyjski budżet. Nowy rząd będzie musiał się zmierzyć z rosnącym deficytem budżetowym, spadającym wzrostem gospodarczym i wielkimi oczekiwaniami dotyczącymi pakietu stymulującego gospodarkę, który ma ochronić wzrost i miejsca pracy. Z kolei rynki finansowe czekają na działania w kierunku naprawy finansów publicznych. Pranab Mukherjee, nowy indyjski minister finansów, powiedział, że podejmie kroki, aby chronić gospodarkę od wpływu globalnego kryzysu i obiecał przywrócić Indie na ścieżkę szybkiego wzrostu gospodarczego. Z kolei w zakresie handlu zagranicznego eksperci uważają, że Anand Dharma, nowy indyjski minister handlu, nie odrzuci ciągot protekcjonistycznych, jeśli chodzi o rolnictwo, ale będzie kontynuował rozmowy wolnohandlowe w ramach rundy Doha, dając innym sektorom gospodarczym dostęp do indyjskiego rynku.

W tym roku fiskalnym (maj 2009 r. – kwiecień 2010 r.) prognozy mówią, że indyjska gospodarka, trzecia największa w Azji, będzie miała wzrost gospodarczy na poziomie 6 proc., czyli najniższy od siedmiu lat. Jednak należy mieć na uwadze, że Indyjski Kongres Narodowy nie wygrał ponownie wyborów dlatego, że kraj przeżywał lata prosperity, lecz dzięki programom na rzecz społeczności wiejskich mających zwiększyć zatrudnienie czy zwalniających ze spłaty kredytów rolnych. Te działania dały rządowi wiele głosów wyborczych, ale jednocześnie doprowadziły do 10-procentowego deficytu, największego od wczesnych lat 90. Jednak zdaniem liderów Kongresu deficyt nie jest wielkim problemem, jeśli porówna się go do gigantycznych potrzeb socjalnych indyjskiego społeczeństwa. A trzeba pamiętać, że indyjskie państwo dotuje niemal wszystko: od nafty, przez generujące straty państwowe przedsiębiorstwa po jedzenie. Woda jest darmowa dla wszystkich. Rolnicy mają za darmo energię elektryczną. Szacuje się, że indyjskie dotacje stanowią 14 proc. PKB kraju. Z drugiej strony Indie wydają bardzo mało na publiczną edukację, ochronę zdrowia czy infrastrukturę.

Duże są także oczekiwania co do reform sektora rolnego w Indiach. Dla rynków towarowych priorytetem byłoby zniesienie 2-letniego zakazu eksportu pszenicy oraz odmrożenie cen trzciny cukrowej, co zdławiło wydajność produkcji tej rośliny i spowodowało konieczność importu, a Indie są największym konsumentem trzciny cukrowej na świecie. Jednak to nie wszystkie konieczne reformy w indyjskim rolnictwie. Należałoby także znieść ograniczenia w wielkości gospodarstw rolnych, pozwolić firmom prywatnym na większy udział w sektorze oraz położyć większy nacisk na projekty irygacyjne. Na indyjskiej wsi mieszka prawie 70 proc. z 1,15-miliardowej populacji kraju, czyli około 800 mln ludzi, a rolnictwo odpowiada za 20 proc. indyjskiego PKB.

W 1990 roku średni PKB na osobę w Chinach był niższy niż w Indiach. Teraz PKB na osobę w Chinach jest ponad dwa razy wyższy niż u sąsiada. Czy dzięki nowemu rządowi, jest szansa, że Indie dogonią Chiny? Zdaniem profesora Arvinda Panagariya z Uniwersytetu Columbia, w najbliższych latach wzrost gospodarczy Chin spadnie do 5-6 proc. rocznie, a Indii, dzięki reformom liberalizacyjnym po 1991 roku, może wzrosnąć do 8-9 proc. Jeśli do tego dołożyłyby się kolejne reformy, to ekonomista uważa, że indyjska gospodarka może wzrastać nawet 11-12 proc. rocznie. Wśród koniecznych reform Panagariya wymienia m.in. liberalizację prawa pracy oraz ułatwienia w nabywaniu ziemi i inwestycjach. Do tego potrzebne są inwestycje drogowe, by rozładować korki oraz w sektor energetyczny, aby w dużych miastach nie dochodziło do częstych wyłączeń prądu.

Czy rzeczywiście można się spodziewać czegoś dobrego po nowym rządzie i parlamencie? Czas pokaże. Przymiotnik „socjalistyczny” w odniesieniu do formy władzy w preambule indyjskiej konstytucji nie wróży niczego dobrego, a warto dodać, że kryminaliści w sejmie to nie domena posłów Samoobrony. Aż na 150 z 543 indyjskich posłów Lok Sabha 15 kadencji ciążą oskarżenie kryminalne, z czego 73 posłów dotyczą tak poważne zarzuty, jak morderstwo czy gwałt. Nie mówiąc o przewinieniach mniejszego kalibru, do których należy zaliczyć wszędzie akceptowaną korupcję (według Transparenty International, co roku Hindusi płacą 5 mld US$ łapówek, głównie słabo opłacanym policjantom i urzędnikom administracji państwowej). Czy tacy ludzie powinni kierować ponadmiliardowym krajem? Niestety taki jest skutek istnienia demokracji. I to nie tylko w Indiach.

Wyniki wyborów parlamentarnych w Indiach w 2009 r.

Ugrupowanie

Przywódca

% głosów

Ilość zdobytych miejsc

Zmiana w stosunku do 2004 r.

Zjednoczony Sojusz Postępowy (United Progressive Alliance)

Manmohan Singh

48,25

262

+79

Sojusz Narodowo-Demokratyczny (National Democratic Alliance)

Lal Krishna Advani

29,91

157

-19

Trzeci Front (Third Front)

Prakash Karat

12,34

80

-29

Czwarty Front (Fourth Front)

-

6

27

-37

Niezależni

-

3,5

17

0

Źródło: Indyjska Komisja Wyborcza.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 23 „Najwyższego CZAS-u!” z 2009 r.

Jedna odpowiedź to “W jakim kierunku podążą Indie?”

  1. Luti pisze:

    Rok po wyborach wiemy, co sie zmienilo, a co nie. Przede wszystkim Indie utrzymaly dosc szybki wzrost gospodarczy, ale nadal jest on nizszy niz w Chinach. Nowy “stary” rzad przestal byc tez zakladnikiem partii lewicowych. W sferze gospodarczych stosunkow miedzynarodowych Indie przyjely postawe bardziej koncyliacyjna, co zreszta uwidocznilo sie “przesyunieciem” konfrontacyjnie nastawionego minitra Kamala Natha do Ministerstwa d/s Autostrad. Natomiast nadal pozostaja niezalatwione problemy jak partyzantka w niektorych stanach Indii, Kaszmir, bieda, nadmierny przrosyt naturalny.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24