Przewrót w wyspiarskim raju*

W polskich mediach niewiele można znaleźć informacji na temat tego, co się dzieje na wyspach Oceanii. Tymczasem po listopadowych zamieszkach na Tonga, w których zginęło 8 osób, 5 grudnia br. miał miejsce wojskowy zamach stanu na Fidżi, kraju składającego się z 332 rajskich wysepek leżących na południowym Pacyfiku. Na szczęście bezkrwawy.

Był to czwarty przewrót na Fidżi w ciągu ostatnich 19 lat. Wszystkie one miały związek z tarciami pomiędzy rdzenną ludnością wyspiarzy a przybyłymi w XIX w. Hindusami. Aby zrozumieć zaistniałą sytuację, należy sięgnąć do historii. Fidżi było brytyjską kolonią do 1970 r., kiedy to uzyskało niepodległość. W czasach Brytyjskiego Imperium kolonialny rząd zdecydował się na przestawienie fidżyjskiej gospodarki na produkcję cukru (która aktualnie generuje 35 proc. PKB). Na plantacjach potrzebne były tysiące robotników. W związku z tym w latach 1879-1916 na Fidżi sprowadzono ponad 60 tys. Hindusów. Ich potomkowie, którzy w większości wyznają Hindu, stanowią obecnie około 44 proc. 900-tysięcznej populacji kraju. Z kolei 51 proc. mieszkańców to rdzenni Fidżyjczycy, z reguły metodyści, którzy nie zgadzali się na polityczną dominację Hindusów. To było przyczyną obu zamachów w 1987 r. (maj i wrzesień) i zamachu w 2000 r. (maj).

W rezultacie tego ostatniego zamachu, na którego czele stał Grzegorz Speight, odsiadujący aktualnie karę dożywotniego więzienia, obalono premiera Mahendrę Chaudry’ego, hinduskiego pochodzenia, a jego stanowisko w wyniku wolnych wyborów objął Laisenia Qarase. Piastując to stanowisko, był on gorącym orędownikiem i obrońcą praw rdzennych mieszkańców Fidżi, a przez przeciwników był oskarżany o szerzenie rasizmu na wyspach. Równocześnie rząd był popierany przez kościół metodystów. Na tym tle doszło do kryzysu pomiędzy władzami a komandorem Josaią Voreqe’m „Franciszkiem” Bainimaramą, głównodowodzącym Fidżyjskimi Siłami Zbrojnymi, który dodatkowo oskarżał rząd o korupcję. Impas zaostrzył się, gdy parlament pracował nad kontrowersyjnymi ustawami, które kwestionowały nielegalność puczu z 2000 r. oraz miały ułaskawić niektóre osoby biorące w nim udział, w tym kilka osób będących u władzy. Ponadto jeden z projektów ustaw dotyczył terenów qoliqoli (brzegi wysp, laguny, rafy), posiadanych przez państwo – ustanawiał przeniesienie praw ich własności w ręce rdzennych Fidżyjczyków. Tego było już za wiele i 16 października 52-letni Bainimarama wysunął w stosunku do premiera, a jednocześnie ministra ds. cukru i inwestycji, Qarasego ultimatum z dziewięcioma „nienegocjowalnymi” żądaniami dotyczącymi rezygnacji z powyższych ustaw, a także wymierzenia sprawiedliwości uczestnikom zamachu stanu z 2000 r., ustanowienia równości pomiędzy obiema dominującymi na Fidżi rasami lub podania się Qarasego do dymisji. Ponadto żądał odsunięcia ze stanowiska komisarza policji Australijczyka Andrzeja Hughesa, który optował za zewnętrzną interwencją wojskową na Fidżi. Poza tym przy każdej okazji Bainimarama powtarzał, że konieczne jest wyczyszczenie z korupcji sceny politycznej. Co ciekawe, Bainimarama, podobnie jak 65-letni Qarase, jest rdzennym Fidżyjczykiem, ale uważa się z obrońcę praw wszystkich mieszkańców Fidżi. Natomiast tak zależy mu na ukaraniu zamachowców z 2000 r., ponieważ podczas tamtych zajść o mały włos sam nie został przez nich zabity. Qarase zarzucił żądaniom niekonstytucyjność i wyjawił intencję skierowania zapytania prawnego do Sądu Najwyższego, który miałby rozstrzygnąć właściwą rolę, jaką ma pełnić armia.

25 listopada wojsko powołało rezerwistów do koszar, nie podając przyczyny. Dwa dni później Wielka Rada Wodzów (tradycyjna władza, która reprezentuje 14 prowincji i wyznacza prezydenta) potępiła impas i obu panów wezwała do konstruktywnych rozmów. 29 listopada obaj przeciwnicy spotkali się w Wellington, jednak rozmowy zakończyły się fiaskiem i Bainimarama szybko wrócił na Fidżi, obawiając się obcej interwencji wojskowej. Jeszcze tej samej nocy wojsko przeprowadziło w stolicy Suwie ćwiczenia na wypadek interwencji obcego państwa. Natomiast przed spotkaniem w nowozelandzkiej stolicy, które trwało około dwóch godzin, Bainimarama powiedział: „Będzie to najkrótsze spotkanie, w jakim on [Qarase] kiedykolwiek w życiu brał udział. To jest bardzo proste: przychodzi z ‘tak’ lub ‘nie’ odnośnie naszych żądań. Kropka”. 30 listopada Qarase częściowo zgodził się na żądania Bainimaramy: przystał na nieuchwalanie wszystkich trzech ustaw, jeśli okaże się, że są niekonstytucyjne, uznał zamach z 2000 r. za nielegalny, zaakceptował nieoskarżanie liderów wojskowych o zamach stanu i zgodził się na odsunięcie komisarza policji Hughesa, który w międzyczasie uciekł do Australii, ale nie zrezygnował ze swojego stanowiska i powiedział, że zamierza nadal kierować fidżyjską policją przy pomocy telefonu, faksu i poczty elektronicznej.

Bainimarama uznał kompromis za niewystarczający i go odrzucił. Powtórzył warunki ultimatum, dając premierowi czas do 1 grudnia, a potem odraczając ostateczny termin do 3 grudnia w związku z corocznymi zawodami w rugby rozgrywanymi pomiędzy przedstawicielami policji i wojska. Równocześnie w Sydney spotkali się przedstawiciele państw południowego Pacyfiku, debatując nad trudną sytuacją na Fidżi i obawiając się, że zamach stanu w tym kraju spowoduje utratę reputacji i negatywne skutki również w pozostałych państwach regionu. Ostatecznie wszystkie warunki ultimatum nie zostały spełnione i 4 grudnia wojskowe władze zablokowały newralgiczne drogi na największej wyspie Viti Levu, ustanawiając punkty kontrolne (oficjalnie dla bezpieczeństwa publicznego), przejęły broń od przeciwników politycznych i policji oraz zorganizowały demonstracje poparcia dla swoich działań. Qarase poprosił o pomoc wojskową rządy Nowej Zelandii i Australii, ale oba kraje odmówiły, twierdząc, że to może tylko pogorszyć i tak już trudną sytuację na Fidżi i doprowadzić do rozlewu krwi. Na zwołanym na 5 grudnia zebraniu rządowym w Suwie, dotyczącym przedyskutowania żądań wojskowych, nie pojawił się już ani premier, ani większość ministrów. W tym czasie zostali oni już zamknięci w areszcie domowym, a ich służbowe samochody i telefony komórkowe przejęli zamachowcy. Jednak już następnego dnia zostali oni uwolnieni.

Prezydent Ratu Josefa Iloilo rzekomo podpisał akt rozwiązujący parlament, ale podczas wypowiedzi dla prasy zdementował tę wiadomość. Bainimarama oświadczył, że tego dnia wieczorem odsunął od władzy premiera Qarasego, a wojsko całkowicie przejęło kontrolę nad krajem. Ponadto powiedział, że wkrótce władzę odda prezydentowi, który powoła przejściowy rząd, a następnie odbędą się wybory, aby przywrócić demokrację. Na stanowisko tymczasowego premiera wyznaczył byłego dyplomatę i lekarza 77-letniego Jona Baravilalę Senilagakali’ego, a dotychczasowym ministrom dał miesiąc na opuszczenie służbowych mieszkań i zagwarantował im wypłatę należnych pensji. Nowy premier ogłosił, że „chce pomóc uporządkować system i zmieść z powierzchni ziemi korupcję, co pomorze biednym ludziom podnieść ich standard życia, aby cieszyli się lepszym poziomem życia oraz chce usunąć nienawiść, w szczególności nienawiść rdzennych Fidżyjczyków w stosunku do Hindusów”. Ponadto stwierdził, że zgadza się z tym, iż „jest to nielegalny przewrót, ale ma on na celu uporządkować bałagan jeszcze większej nielegalnej działalności poprzedniego rządu”. Jednym z pierwszych posunięć nowego premiera ma być zmniejszenie ilości ministerstw, ponieważ jego zdaniem pochłaniają one zbyt dużo publicznych pieniędzy, a nie jest ich aż tyle potrzebnych w tak małym kraju, jakim jest Fidżi. Ponadto zamierza obniżyć swoje wynagrodzenie i wstrzymać, planowaną przez poprzedni rząd, podwyżkę podatku VAT z 12,5 proc. do 15 proc.

Następnie Bainimarama sam ogłosił się prezydentem, wprowadził stan wyjątkowy, zawiesił wolności obywatelskie oraz poprosił o spokój, a społeczność międzynarodową – o „zrozumienie sytuacji”. 7 grudnia Wielka Rada Wodzów orzekła nielegalność zamachu i poprosiła żołnierzy o opuszczenie koszar i powrót do domów. Następnego dnia wojskowe władze rozpoczęły śledztwo w sprawie praktyk korupcyjnych poprzedniego rządu (Qarase zaprzecza) oraz zaapelowały do wszystkich osób „którym leży na sercu dobrobyt narodu”, aby wzięły udział w procesach odbudowy (w gazetach pojawiły się ogłoszenia szukające chętnych do pracy na stanowiskach ministrów – kandydaci powinni spełniać następujące warunki: niekarani, niezadłużeni, z silnym charakterem i 10-letnim stażem pracy), a ponadto stwierdziły, że „nie zaprzeczają, iż demokracja jest dobra dla ludzi, ale demokracja nie może być użyta do tego, aby ukrywać korupcję lub być narzędziem, które dzieli ludzi w tym kraju”.

Nowe władze wprowadziły cenzurę. Na początku zamachu żołnierze opanowali siedziby głównych gazet i redakcję telewizji fidżyjskiej, zakazując publikowania materiałów korzystnych z punktu widzenia obalonego rządu. Publiczna stacja radiowa oraz dziennik „Fiji Daily Post” został zamknięty, ale na krótko. Głównym menadżerem tej ostatniej gazety jest Mesake Koroi, kuzyn obalonego premiera. Z kolei inny dziennik „Fiji Times” w ramach protestu przeciwko cenzurze nie opublikował wydania z 6 grudnia.

Nowa Zelandia nałożyła szeroko zakrojone sankcje na Fidżi w zakresie kontaktów dyplomatycznych, spraw imigracyjnych, obronnych, sportu i pomocy finansowej. Grupa fidżyjskich pozarządowych organizacji Koalicja na rzecz Demokracji i Pokoju sprzeciwiła się sankcjom, twierdząc, że „uderzą one przede wszystkim w najbiedniejszych mieszkańców Fidżi”. Władze Australii i Nowej Zelandii zaleciły swoim obywatelom, aby zrezygnowali z planowanych wyjazdów na Fidżi. Stany Zjednoczone zawiesiły pomoc pieniężną dla Fidżi w wysokości 2,5 mln US$. Jednocześnie Mikołaj Burns, Podsekretarz Stanu ds. Politycznych, stwierdził, że jego państwo nie zamierza wtrącać się w wewnętrzne sprawy Fidżi. Z kolei władze Wielkiej Brytanii potępiły zamach wojskowy i zapowiedziały niezwłoczne podjęcie odpowiednich kroków w celu zawieszenia pomocy wojskowej dla Fidżi. Również Unia Europejska wstrzymała swoją pomoc dla Fidżi w wysokości ok. 250 mln euro. Zawieszono członkostwo Fidżi we Wspólnocie Narodów, co ma pomóc w przywróceniu demokracji. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej wycofała się z organizacji na Fidżi Światowych Mistrzostw Piłki Siatkowej, które miały się odbyć w lipcu 2007 r. w Suwie.

Podobnie jak po każdym z poprzednich przewrotów sytuacja gospodarcza Fidżi prawdopodobnie się pogorszy. Bardzo ucierpiał rozwinięty przemysł turystyczny (0,5 mln turystów rocznie), który generuje istotny procent dochodów Fidżi, tracąc miliony dolarów z powodu masowych rezygnacji z przyjazdu do tego pięknego kraju. Większość turystów wybierze się do sąsiednich państw – na Wyspy Cooka, Samoa czy Vanuatu, które już zanotowały zwiększony ruch w branży.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 51-52 „Najwyższego CZASu!” z 2006 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24