Polska polityka zagraniczna w kontekście gospodarczym*

Myśląc o polityce zagranicznej, należy na nią patrzeć z punktu widzenia korzyści dla kraju wynikających ze współpracy gospodarczej. Należy pamiętać, że znaczenie polityczne najczęściej wynika bezpośrednio ze znaczenia gospodarczego danego kraju.

W związku z tym należy rozwijać wszelką międzynarodową współpracę gospodarczą, w tym przede wszystkim handel międzynarodowy i wzajemne inwestycje. Biorąc pod uwagę fakt, że żaden kraj nie jest samowystarczalny, należy robić wszystko, by umożliwić wolny przepływ towarów, usług i kapitałów ponad granicami, bo taka sytuacja jest zawsze korzystna dla obu stron transakcji. Należy do tego dążyć nawet wtedy, gdy drugie państwo nie jest zainteresowane obniżaniem barier celnych. Zgodnie z konsekwencjami zasady korzyści komparatywnych i zasady międzynarodowego podziału pracy także jednostronna likwidacja czy obniżanie barier celnych jest korzystne dla kraju, który to robi. Pamiętajmy, że w związku z łatwością przerzucalności podatków cło importowe nie jest płacone ani przez importera, ani przez producenta zagranicznego, ale przez krajowego konsumenta. Cło importowe to po prostu kolejny podatek nałożony na mieszkańców państwa, którzy rzekomo mają być właśnie tymi cłami chronieni.

Niestety w dobie aktualnego kryzysu widzimy powrót do szkodliwej polityki protekcjonizmu. W amerykańskim pakiecie antykryzysowym zaczynają się ujawniać tendencje z hasłami typu „kupuj amerykańskie”, zalecające albo wręcz nakazujące przeznaczanie publicznych pieniędzy na kupno krajowych wyrobów. Wymaga się, aby w publicznych inwestycjach w naprawę infrastruktury ich wykonawcy używali niemal wyłącznie amerykańskiego żelaza i stali, a są propozycje, by wszystkie projekty finansowane z pakietu antykryzysowego musiały używać tylko krajowego sprzętu i materiałów. Tym samym wraca się do zamykania gospodarek, co może jedynie pogłębić kryzys. Czyżby Amerykanie zapomnieli lekcji z lat 30. XX wieku? Portal www.inwestycjealternatywne.pl przypomniał, że przyjęta w 1930 roku ustawa Hawley-Smoot Tariff Act zwiększyła cła na ponad 20 tys. importowanych do Stanów Zjednoczonych towarów, co miało przeciwdziałać kryzysowi. Jednak nie pomogła również dlatego, że w efekcie państwa, w które uderzyła ta ustawa, odpowiedziały podobnymi środkami, co przyczyniło się do drastycznego spadku globalnej wymiany handlowej. Szacuje się, że w latach 1929-34 światowy handel zmniejszył się aż o 66 proc., a amerykański protekcjonizm przyczynił się do pogłębienia Wielkiego Kryzysu.

Oczywiście dwulicowa Komisja Europejska od razu skrytykowała protekcjonistyczne zapisy w amerykańskim planie pobudzenia gospodarki i stwierdziła, że nie pozostanie obojętna wobec takich działań, choć unijne regulacje często stosują protekcjonizm. Może to doprowadzić nawet do wojny handlowej z jeszcze gorszymi skutkami dla światowej gospodarki, podobnie jak w latach 30. Także Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, chce chronić francuski przemysł. A z przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” sondażu wynika, że 83 proc. Polaków chce, by instytucje państwowe kupowały przede wszystkim od polskich firm.

Tymczasem ratunkiem może być właśnie polityka całkowitego wolnego handlu. Rozumieją to władze takich krajów, jak Australia czy Chile. Umowa o wolnym handlu pomiędzy tymi państwami wchodzi w życie w marcu br. Także polska polityka zagraniczna – wbrew sondażom opinii publicznej i na przekór choćby eurobiurokratom, którzy wychwalają pod niebiosa protekcjonistyczną Wspólną Politykę Rolną – powinna iść w tym kierunku. Niestety Polska – będąc członkiem Unii Europejskiej – musi stosować prawo ustanawiane w Brukseli. Między innymi musi dostosować się do wspólnej polityki celnej, która – ogólnie rzecz biorąc – polega na zniesieniu barier pomiędzy państwami członkowskimi z jednoczesnym postawieniem wysokiego muru celnego dla towarów pochodzących z państw spoza tego grona. Skutkiem tego Polska nie może samodzielnie prowadzić zewnętrznej polityki handlowej i nie ma prawa podpisywać umów wolnohandlowych z krajami trzecimi. A podobno Unia Europejska nie pozbawiła nas suwerenności, jak twierdzą euroentuzjaści. W tym miejscu warto przypomnieć casus Estonii, która pod koniec lat 90., w ramach dostosowywania ustawodawstwa do prawa eurokołchozu, częściowo przywróciła bariery handlowe: zlikwidowane wcześniej cła, ustanowiła około 11 tys. różnego rodzaju opłat dla towarów spoza wspólnego obszaru celnego oraz wprowadziła kontyngenty.

Bzdurą są także twierdzenia wszelkiej maści protekcjonistów, że należy utrzymywać dodatni bilans handlowy, bo tylko taka sytuacja jest korzystna dla kraju. W związku z tym należy promować eksport, a starać się zmniejszać import. W rzeczywistości pracujemy nie po to, by rozwijać eksport, lecz po to potrzebny nam jest eksport, abyśmy mieli pieniądze na dobra i towary, który potrzebujemy importować. Bo przecież celem nie są pieniądze, będące przede wszystkim środkiem umożliwiającym wymianę, lecz towary, które chcemy skonsumować.

Podobnie jak szkodliwe są cła importowe, tak samo niekorzystne dla mieszkańców danego kraju są wszelkie dotacje eksportowe, które teoretycznie mają na celu zwiększenie eksportu. Tym samym jednak doprowadza się do tego, że nasze towary sprzedawane w obcym kraju są tańsze dla tamtejszych konsumentów. Dotacje eksportowe oznaczają, że krajowi podatnicy, poprzez działania polityków, dotują zagranicznych konsumentów. Mało tego, poprzez zwiększony eksport danego towaru, mniejsza jego ilość jest na rynku krajowym i staje się on przez to droższy. Jak ostro a zarazem słusznie stwierdził Janusz Korwin-Mikke, „człowiek, który zajmuje się dopłacaniem do eksportu, jest po prostu sabotażystą i należy go w gruncie rzeczy rozstrzelać za sabotaż gospodarczy!”.

Oczywiście w interesie gospodarczym kraju leży także wolny przepływ ludzi, w szczególności przypływ tańszej siły roboczej, ale emigracja siły roboczej – już niekoniecznie. Związkowcy tego nie rozumieją – żądają, by ograniczyć Ukraińcom przyjazdy do Polski, a podobnie w Wielkiej Brytanii na początku 2009 roku w ramach ochrony krajowego rynku pracy związkowcy strajkowali przeciwko zatrudnianiu pracowników z zagranicy. Natomiast – wbrew sugestiom byłego premiera Leszka Millera, który stręczył nas na rzecz przystąpienia do Unii Europejskiej – Polska nie zyskuje na tym, że Polscy pracują za kanałem La Manche. Zyskuje na tym i w ten sposób pracą polskich emigrantów bogaci się Wielka Brytania czy Irlandia. Jednakże od bogactwa gospodarczego ważniejsza jest wolność. Z tego powodu należy tak współpracować ze wszystkimi krajami na świecie, aby istniał także wolny przepływ siły roboczej – w obie strony.

Silne gospodarcze powiązania międzynarodowe są gwarancją pokoju. Państwo, którego gospodarka jest zależna od gospodarek innych krajów, nie wypowie tym krajom wojny, ponieważ ugodziłoby to w powiązania ekonomiczne i handlowe między gospodarkami i doprowadziło do międzynarodowego kryzysu. Współzależność gospodarek państw całego świata, która powstaje i zwiększa się dzięki globalizacji i międzynarodowej wymianie handlowej, jest gwarantem pokoju, ponieważ powoduje, że wojna jest nieopłacalna dla żadnego kraju. W ten sposób – dążąc do rozwijania międzynarodowej współpracy gospodarczej – równocześnie państwo chroni swoją niezależność i suwerenność.

Jedną z nielicznych fundamentalnych funkcji państwa jest ochrona swoich obywateli. I polityka zagraniczna ma w tej kwestii spore pole do popisu. Oprócz funkcji gospodarczych polityka zagraniczna powinna być prowadzona w taki sposób, by zapewnić bezpieczeństwo zarówno obywateli mieszkających w kraju, jak i przebywających czasowo za granicą. W zakres polityki zagranicznej państwa wchodzi konieczność ochrony za granicą swoich obywateli, którzy prowadzą tam działalność gospodarczą, a także pomoc tym, którzy są za granicą z innych powodów, np. znaleźli się w kłopotach podczas wyjazdu turystycznego. W celu ochrony inwestycji i działalności gospodarczej, jaką prowadzą obywatele danego państwa w innych krajach, państwo powinno mieć odpowiednią ilość zagranicznych placówek dyplomatycznych. Według Adama Smitha jest „konieczne utrzymywanie ambasadora, posła lub konsula, który rozstrzygałby według zwyczajów swego kraju spory między własnymi ziomkami, a także w razie konfliktów swych rodaków z tubylcami mógłby, ze względu na publiczny charakter swego stanowiska, interweniować z większym autorytetem i zapewnić im skuteczniejszą opiekę niż ta, jakiej mogliby oczekiwać od jakiejś osoby prywatnej”. Również obywatele nieprowadzący interesów, którzy znajdują się za granicą, powinni być objęci ochroną swojego państwa. Zagraniczny przedstawiciel danego państwa ma obowiązek pomóc obywatelowi swojego państwa w przypadku, gdy ten znajdzie się w potrzebie. Dlatego to Ministerstwo Spraw Zagranicznych powinno interweniować, kiedy w Niemczech gwałcone są prawa polskich rodziców do rozmowy z własnymi dziećmi w ojczystym języku. Oczywiście w pewnych sytuacjach pomoc może okazać się niemożliwa, tak jak to było z polskim geologiem porwanym w 2008 roku w Pakistanie przez talibów. A oszczędności w tym resorcie powinny być dokonywane na samym końcu.

Wracając do meritum sprawy, do polskiej racji stanu należy walka o wolny przepływ towarów, usług i kapitałów nie tylko wewnątrz Unii Europejskiej, ale również pomiędzy Polską a takimi potęgami gospodarczymi, jak Stany Zjednoczone, Chiny, Japonia czy choćby Brazylia. Nie można jednak zapominać o innych krajach, tych leżących bliżej naszych granic, jak i dalej. I polityka zagraniczna powinna być nastawiona nie na konfrontację, lecz strać się wszelkimi sposobami zażegnywać różnorakie spory i niedomówienia, nawet w sytuacji nieprzyjazności danego państwa, czego przykładem najbardziej chyba oczywistym jest Rosja. Skoro już jesteśmy członkiem eurokołchozu, może należałoby to wykorzystać. Być może polska dyplomacja byłaby w stanie coś wskórać na arenie unijnej. W takiej sytuacji polscy politycy powinni nalegać na Brukselę, by doprowadziła do całkowitego otwarcia zewnętrznych granic Unii Europejskiej na towary i usługi z zewnątrz.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w 3 numerze miesięcznika „Opcja na Prawo” z 2009 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24