Obiecanki PO

Zarówno w momencie powstawania Platformy Obywatelskiej w 2001 roku, jak i podczas kolejnych kampanii wyborczych liderzy tej partii obiecywali wiele dobrego: uzdrowienie finansów publicznych, obniżenie podatków, prywatyzację, deregulację gospodarki, reformy systemu socjalnego czy ograniczenie biurokracji. Co z tego wyszło w ciągu ostatnich dwóch lat, podczas których PO ma niemal pełnię władzy zarówno ustawodawczej, jak i wykonawczej?

Tusk przemawia na Uniwersytecie Slaskim w Katowicach w czerwcu 09 fot. T.Cukiernik

Wolność gospodarcza

W 2001 roku liderzy PO mówili o konieczności uwolnienia energii Polaków poprzez „politykę konkurencji, ochrony własności prywatnej i twardego rozprawienia się przez państwo z przyczynami paraliżu przedsiębiorczości”. Miały zostać zniesione przepisy utrudniające rozwój przedsiębiorstw: zmniejszona liczba regulacji, koncesji, zezwoleń i innych form ograniczania działalności gospodarczej. Podczas kampanii wyborczej do parlamentu w 2005 roku PO opowiadała się za zlikwidowaniem wielu biurokratycznych pozwoleń przy zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej. Donald Tusk obiecywał deregulację i wycofanie państwa z życia gospodarczego.

Po przejęciu władzy przez PO w 2007 roku utworzono Sejmową Komisję „Przyjazne Państwo” z posłem Januszem Palikotem na czele, która – jak pokazuje praktyka – nie tylko niczego nie uprościła, ale nawet próbowała narzucać nowe regulacje. To Komisja „Przyjazne Państwo” zgłosiła projekt ustawy, w myśl której można by wsadzić do więzienia babcię handlującą na chodniku szczypiorkiem. Pomysł przepadł, bo sprzeciwiły mu się wszystkie partie, poza PO. To Komisja „Przyjazne Państwo” zaproponowała, by każdy klient, kupując w sklepie czy na stacji benzynowej alkohol, był filmowany i nagrywany, co kosztowałoby przedsiębiorców 10 tys. zł od sprzętu na każdym stanowisku sprzedaży alkoholu. Także tzw. pakiet Szejnfelda, który miał zlikwidować bariery dla przedsiębiorczości, został zablokowany przez urzędników średniego szczebla w kilku ministerstwach, którzy zgłosili do niego ponad 300 poprawek. W końcu sam Szejnfeld podał się do dymisji.

Pojawiły się też inne ministerialne pomysły utrudniające życie biznesowi. Przygotowywana przez Ministerstwo Zdrowia ustawa całkowicie zlikwiduje wolny rynek pomiędzy aptekami – zostanie nałożona ogólnopolska marża na leki i nie będą one mogły być sprzedawane w cenach promocyjnych. Resort wydał także rozporządzenie, które znacząco zawęża asortyment produktów leczniczych dopuszczonych do sprzedaży poza aptekami, a nowe prawo farmaceutyczne zawiera m.in. zakaz sprzedaży poza aptekami niektórych suplementów diety. Z kolei z inicjatywy premiera Tuska dojdzie nie tylko do likwidacji wolnego rynku w branży hazardowej, ale nawet do częściowej delegalizacji tego sektora. Premier opowiedział się za całkowitym zakazem prowadzenia biznesu związanego z automatami o niskich wygranych poza kasynami oraz za zakazem prowadzenia wideoloterii. Ponadto poseł Michał Szczerba z PO zaproponował, by wprowadzić koncesje na sprzedaż papierosów. Czy na tym polega wolność gospodarcza?

Podatki

W 2001 roku liderzy PO, w tym Donald Tusk, zobowiązali się „dokończyć reformę podatków – spłaszczyć podatek dochodowy do jednego poziomu”. W ulotce wyborczej pisano słusznie, że „niskie podatki dla wszystkich to więcej pieniędzy w budżecie każdej polskiej rodziny”. „Radykalnie uprościmy system podatkowy” – zapewniano w ulotce wyborczej z 2001 roku. Podczas kampanii wyborczej do parlamentu w 2005 roku Platforma miała w programie wprowadzenie reformy podatkowej, w wyniku której płacilibyśmy podatki 3×15, czyli 15-procentowe PIT, CIT i VAT. Ponadto miały zostać zlikwidowane różnorodne dodatkowe opłaty i parapodatki nakładane na przedsiębiorców i obywateli. Zarówno przed wyborami w 2005 roku, jak i w 2007 roku Donald Tusk wielokrotnie zapewniał o konieczności obniżek podatkowych. Obiecywano likwidację 19-proc. tzw. podatku Belki od oszczędności. Po przejęciu władzy przez PO w 2007 roku nic z tego nie wyszło. Potem nastał kryzys i premier Tusk przestał obiecywać, że podatki zostaną obniżone, a zaczął mówić, że z uwagi na kryzys, nie mogą co prawda zostać obniżone, ale nie zostaną też podniesione. W czerwcu br. podczas spotkania w Katowicach, w którym miałem zaszczyt uczestniczyć, Donald Tusk zapewnił, że za jego rządów nie dojdzie do podwyżki żadnych podatków, choć to właśnie kryzys jest doskonałym czasem na wszelkie obniżki podatkowe.

Tymczasem słyszymy o coraz to nowych podwyżkach: opłaty paliwowej na olej napędowy, benzynę i gaz czy akcyzy na papierosy i tytoń czy alkohol. Oczywiście to wszystko w związku z dostosowywaniem się do unijnych przepisów, ale chyba premier Tusk, kiedy deklarował, że nie będzie podwyżek, to zdawał sobie sprawę, że Unia wymusza na nas podwyżki i będzie musiał je realizować? Tym bardziej, że jest zwolennikiem eurokołchozu i głośno za nim agitował. Zresztą czekają nas podwyżki podatków nie tylko związane z członkostwem w UE: choćby dotyczące branży hazardowej („Podwyżka obejmie też automaty w salonach z 45 proc. do 50 proc., gry w kasynach z 45 proc. do 50 proc., zakłady wzajemne z 10 proc. do 25 proc. opodatkowania” – słowa premiera Tuska), czy nowe opłaty doliczane do cen nośników energii – dywersyfikacyjna (na gaz ziemny), opłata zapasowa (na paliwa silnikowe), węglowa (za emisję gazów cieplarnianych) oraz z tytułu obowiązkowego zakupu energii produkowanej z metanu (na energię elektryczną), co – jak podaje „Dziennik Gazeta Prawna” – łącznie będzie kosztowało przeciętnego Polaka dodatkowe 37 zł miesięcznie.

W 2008 roku tylko samo Ministerstwo Środowiska zaproponowało wprowadzenie opłaty recyklingowej, podatku na torebki foliowe i płatnej ewidencji prowadzonej przez głównego inspektora ochrony środowiska dla przedsiębiorców wprowadzających na rynek towary w opakowaniach. Od 1 stycznia 2009 roku wzrosła akcyza na samochody o pojemności silnika powyżej 2 litrów – z 13,6 proc. do 18,6 proc. Pojawiły się też propozycje wprowadzenia tzw. składki pielęgnacyjnej. Z kolei Jacek Rostowski, minister finansów, co roku nie zapomina o podniesieniu maksymalnych stawek w podatku od nieruchomości. Ponadto według projektu ustawy Prawo lotnicze drastycznie mają wzrosnąć opłaty za zezwolenia, koncesje, certyfikaty, zaświadczenia i świadectwa wydawane przez Urząd Lotnictwa Cywilnego dla linii lotniczych i portów lotniczych, co bezpośrednio przełoży się na wyższe (nawet o 10 proc.) ceny biletów lotniczych. Nie mówiąc o dojeniu kierowców przez nowy rozbudowany system antyradarów.

Finanse publiczne

W 2001 roku liderzy PO, w tym Donald Tusk, zobowiązali się „odzyskać kontrolę nad finansami publicznymi”. Tusk obiecywał niskie deficyty budżetowe, a tymczasem z roku na rok deficyt się nie zmniejsza, a dług publiczny rośnie. Przyjęty przez rząd na 2010 rok projekt budżetu zakłada, że deficyt budżetowy wzrośnie o 20 mld zł w porównaniu z rokiem obecnym i jak poinformował minister Rostowski wyniesie rekordowe 52 mld zł (największy w historii). W 2009 roku wydatki publiczne stanowią 43,2 proc. PKB, podczas gdy w 2008 roku było to 42,5 proc. PKB, a w 2007 roku – 41,5 proc. PKB. Wg oficjalnych statystyk w dwa lata rząd PO-PSL zadłużył nas o dodatkowe 150 mld zł! Zadłużenie sektora finansów publicznych na koniec 2007 roku wynosiło ok. 502 mld zł, podczas gdy teraz przekracza 650 mld zł! Mało tego, z raportu „Wysokość długu publicznego Polski”, przygotowanego przez Pawła Dobrowolskiego z Instytutu Sobieskiego, wynika, że faktyczny dług publiczny Polski wynosi nie 650 mld zł, lecz aż 3 biliony zł, czyli około 250 proc. PKB! Tymczasem zamiast reformować finanse publiczne Ministerstwo Finansów zastanawia się nad zawieszeniem obowiązywania konstytucyjnych progów ostrożnościowych, by jeszcze bardziej móc nas zadłużać!

Prywatyzacja

W biuletynie wyborczym PO z 2001 roku obiecywano prywatyzację niektórych usług świadczonych przez sektor publiczny, takich jak usługi BHP, usługi z zakresu stanu sanitarnego (Państwowa Inspekcja Pracy i Państwowa Inspekcja Sanitarna), obsługa administracyjna sądów, prowadzenia ksiąg wieczystych i niektórych rejestrów. Wskazywano też konieczność likwidacji poprzez prywatyzację zakładów budżetowych i gospodarstw pomocniczych, a także tzw. środków specjalnych. Podczas kampanii wyborczej do parlamentu w 2005 roku PO zapewniała, że zamierza kontynuować i przyspieszyć prywatyzację, w tym odnośnie państwowych monopoli, takich jak PKO BP, PZU, PKN Orlen, Grupa Lotos, LOT czy PKP. Donald Tusk obiecywał prywatyzację spółek skarbu państwa, która jak słusznie stwierdził, jest „jedyną metodą uwolnienia ich od upolityczniania”. W 2007 roku, kiedy Aleksander Grad został ministrem skarbu państwa, także opowiedział się za przyspieszeniem sprzedaży państwowego majątku.

Niestety do tej pory rząd PO-PSL nie ma spektakularnych osiągnięć prywatyzacyjnych (w ciągu ostatnich dwóch lat sprzedano państwowy majątek za 8,6 mld zł), nie wspominając o skandalu związanym ze sprzedażą stoczni. Niestety bardzo szybko niemożliwy do realizacji w terminie okazał się zatwierdzony przez rząd zaktualizowany plan narodowej prywatyzacji na lata 2008-2011, który do końca 2010 roku zakładał przychody z prywatyzacji w wysokości 36,7 mld zł. We wrześniu br. przychody z prywatyzacji w tym okresie minister Rostowski oszacował już tylko na 28,5 mln zł. Od stycznia do września 2009 roku zaakceptowano tylko 3 wnioski o prywatyzację bezpośrednią. Od początku roku do 27 listopada br. Ministerstwu Skarbu Państwa udało się sprzedać państwowe przedsiębiorstwa za niecałe 6,3 mld zł, czyli niewiele ponad połowę z 12-miliardowego planu ministra Aleksandra Grada z czerwca br.

Niewypałem okazał się także rządowy program „Ratujemy polskie szpitale”, który miał doprowadzić do komercjalizacji placówek służby zdrowia. Choć w ciągu dwóch najbliższych lat przekształconych w spółki prawa handlowego miało zostać 750 placówek, to Ministerstwo Zdrowia początkowo zapowiadano przekształcenie 100 placówek, jednak nawet ten okrojony plan został zredukowany do 15 szpitali, które mają zostać skomercjalizowane do końca tego roku.

Prawo pracy i socjal

W 2001 roku liderzy PO, w tym Donald Tusk, zobowiązali się „zapewnić, by kodeks pracy (‘który służy jedynie związkowej biurokracji’) ułatwiał, a nie utrudniał zatrudnianie pracowników” oraz wyjaśnić rolę związków zawodowych, np. poprzez wzmocnienie pozycji pracodawców wobec działaczy związkowych. „W interesie pracowników i bezrobotnych leży taka zmiana kodeksu pracy, by w polskich firmach przybywało nowych miejsc pracy. Przeprowadzimy takie zmiany!” – zapewniano w ulotce wyborczej z 2001 roku. Ponadto obiecywano obniżenie pozapłacowych kosztów pracy, np. poprzez odejście od ustalania jednolitej płacy minimalnej w skali kraju oraz więcej swobody w kształtowaniu umów o pracę. W 2005 roku liderzy PO zachęcali do publicznej debaty na dość rewolucyjny temat likwidacji obowiązkowych państwowych ubezpieczeń społecznych. Donald Tusk mówił o konieczności ograniczenia przywilejów emerytalnych służb mundurowych, co akurat chociaż częściowo udało się zrealizować. W 2005 roku przyszły premier opowiadał się za wprowadzeniem bonu oświatowego, aby w ten sposób państwo finansowało szkolnictwo podstawowe i średnie. To samo w 2007 roku zapowiadała Katarzyna Hall po objęciu stanowiska nowej minister edukacji. Nic z tego nie wyszło. Zamiast tego zdecydowano się na posłanie 6-latków do szkół. A okrojona ustawa ograniczająca branżowe przywileje emerytalne (bez likwidacji przywilejów górniczych, kolejowych czy pracowników energetyki) to za mało.

Biurokracja

W biuletynie wyborczym PO z 2001 roku wskazywano na konieczność likwidacji „zdecydowanej większości funduszy celowych i agencji rządowych”. W 2005 roku PO mówiła o konieczności zmniejszenia państwowej administracji o 20 proc., ograniczeniu Sejmu do 230 posłów, zlikwidowaniu Senatu oraz skasowaniu wielu agencji i funduszy rządowych, co miało dać oszczędności rzędu 10-15 mld zł. Partia planowała zlikwidować także Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, Urząd Transportu Kolejowego, Urząd Regulacji Energetyki i Urząd Lotnictwa Cywilnego.

Jeszcze w sierpniu br. rząd zapowiadał, że zwolni co najmniej 10 proc. urzędników. Tymczasem mimo kryzysu gospodarczego, zatrudnienie w administracji państwowej wzrasta lawinowo. Liczba urzędników w Ministerstwie Gospodarki w ciągu 2 lat zwiększyła się z 858 do 908 osób. Ministerstwo Sportu i Turystyki w ciągu 2,5 roku zwiększyło zatrudnienie o 50 proc. Z kolei w Ministerstwie Finansów tylko w ciągu tego roku zwiększono liczbę urzędników z 2175 do prawie 2400 osób. Po buncie ministerstw, urzędów i agencji, które zasypały Kancelarię Premiera stertą uwag i negatywnych opinii dotyczących projektu zwolnień, w listopadzie ustawa, która miała zredukować biurokrację, trafiła do kosza. Zamiast likwidować agencje, tworzy się nowe, jak Fundusz Rozwiązywania Problemów Hazardowych. W czerwcu tego roku w administracji państwowej pracowała gigantyczna liczba ok. 499 tys. osób.

Platforma wielokrotnie obiecywała też, że zaprzestanie się finansowania partii politycznych z budżetu państwa i że zostaną wprowadzone jednomandatowe okręgi wyborcze oraz ordynacja większościowa. Nic z tego nie zostało do tej pory zrealizowane. Jeden z niewielu plusów rządów PO to likwidacja obowiązkowego poboru do wojska.

Dwa lata rządów to wystarczająco dużo, by móc przynajmniej rozpocząć zmiany. Niestety ten rząd zmarnował ten czas, zmarnował wielką nadzieję na powrót do normalności, jaką w PO pokładali Polacy. Tezę o straconych nadziejach Polaków potwierdza sondaż przeprowadzony na portalu interia.pl, z którego wynika, że zdaniem 52 proc. z 17,5 tys. głosujących dwa lata rządów Donalda Tuska to porażka, a jedynie 17 proc. z nich uważa, że to sukces. Dlaczego zaprzepaszczono sukces wyborczy z 2007 roku? Czyżby nas oszukano? – Premier od samego początku założył, iż jakikolwiek program skutecznych reform jest zbyt kosztowny politycznie i od razu zostanie wykorzystany przez opozycję i prezydenta do walki, a w rezultacie osłabienia PO. Dlatego Donald Tusk od razu się poddał – powiedział w portalu money.pl prof. Stanisław Gomułka, specjalista od finansów publicznych, były wiceminister finansów w rządzie Tuska.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 49 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2009 r.

5 odpowiedzi to “Obiecanki PO”

  1. POpaprance pisze:

    Zlodzieje

  2. Aga pisze:

    Najsmieszniejsze a zarazem najsmutniejsze jest to, że PO odwoływało się głównie do nas, ludzi młodych, obiecując przyszłość a tak naprawdę zostalismy o niczym. Nie ma dla nas pracy, wielu z nas jest zmuszonych opuszczać kraj i szukać za granicą pracy. Wiele młodych małżeństw nie może sobie pozwolić na więcej niż jedno dziecko. Mamy katastrofalnie niska dzietność, pomimo iz Polki pragną mieć dzieci. Nasz naród nie ma przyszłości.

  3. janka pisze:

    Nie zgadzam się z tym zauważcie, że gdy PO dostało możliwość utworzenia rządu – prezydenturę sprawował PIS, czyli było darcie kotów i robienie sobie na złość dopiero od momentu gdy całą władzę sprawuje PO widać efekty ich pracy, ale nie oszukujmy się co mogą zrobić przez rok… w internecie znalazłam taką gierkę o kampanii wyborczej i tam miedzy innymi można zobaczyć co PO zrobiło dla Polski :) http://www.facebook.com/polskawbudowie?sk=app_297566350340 a PO wydaje mi się, że dobrze jest dać szansę na jeszcze jedną kadencję

  4. Ministrant pisze:

    ZLAP SIE LENIU ZA ROBOTE A NIE CZEKAJ NA RZAD …FRAJERZE !!!! Tusk jest tylko Premierem rzadu a nie cudotworca jak na sile probujecie mu wmowic !!!!! Typowa polska gdzina leniwa z ciebie !!!! Czekasz na manne z nieba a jak nie spadnie to dawaj ..srac na rzad !!!! Kanalio mocherowa !!!

  5. Bronisław pisze:

    szkoda słów, odpowiedź sama się nasuwa na usta tylko nieładnie ją publikować.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24