Nepalscy komuniści przejęli władzę po maoistach*

Na szczytach władzy w Nepalu w ostatnim czasie doszło do walki politycznej pomiędzy najważniejszymi ugrupowaniami, czyli komunistami, maoistami i socjaldemokratami. W jej wyniku maoistowski rząd musiał ustąpić i zastąpił go nowy gabinet z komunistycznym (mniej radykalnym) premierem na czele.

Po stopniowym dojściu maoistów do władzy w Nepalu (lata 2006-2008), ich bojówki zaprzestały działań terrorystycznych, które prowadziły przez ponad praca na himalajskich polachdekadę, mając na celu stworzenie komunistycznej dyktatury. W wyniku wyborów parlamentarnych w 2008 roku maoiści stali się największą siłą polityczną w kraju. Następnie z ich inicjatywy doszło w Nepalu do obalenia monarchii i w ten sposób powstała najmłodsza republika na świecie. W ostatnim czasie dochodzi jednak do kolejnych nieporozumień pomiędzy różnymi odłamami komunistów i innych lewicowców na szczytach władzy w Katmandu. Aktualnie tworzony jest nowy rząd porozumienia narodowego bez maoistów, ale z innymi komunistami na czele.

Zaczęło się od tego, jak w niedzielę 3 maja br. ministrowie zbojkotowali posiedzenie Rady Ministrów po tym, jak maoistyczny premier Pushpa Kamal Dahal „Prachanda” bez ich zgody i partii koalicyjnych usunął ze stanowiska szefa nepalskiej armii gen. Rookmanguda Katawala, oskarżając go o niewykonywanie serii poleceń rządu i mianował na to stanowisko dotychczasowego zastępcę Katawala – Kulę Bahadura Khadka. Impas trwał od dłuższego czasu. Nieporozumienia między rządem a szefem armii powstały, gdy gen. Katawal został poproszony o wyjaśnienie potrzeby rekrutacji 3010 żołnierzy, powołanie ośmiu emerytowanych generałów brygady bez zgody ministra obrony oraz bojkot krajowych rozgrywek sportowych. W rzeczywistości maoistom chodziło o to, by na szefa armii mianować „swojego”, aby całkowicie przejąć kontrolę nad wojskiem i móc wprowadzać swoje czerwone „reformy”. A trzeba pamiętać, że odkąd maoiści doszli do władzy, dążyli do wcielenia do nepalskiego wojska prawie 15 tysięcy byłych członków czerwonych bojówek. Jednak – zgodnie z konstytucją Nepalu – decyzja premiera potrzebowała jeszcze asygnaty prezydenta Rama Barana Yadava. Tymczasem prezydent, który jest głównodowodzącym sił zbrojnych w kraju, pisemnie polecił odwołanemu przez premiera szefowi armii pozostać na stanowisku. Kopia listu została wysłana także do premiera, jednak ten odmówił przyjęcia wiadomości, stwierdzając niekonstytucyjność działań prezydenta. Maoiści upierali się przy swojej decyzji i w konsekwencji koalicyjne partie wycofały swoje poparcie dla rządu. Decyzji premiera mocno sprzeciwili się m.in. liderzy opozycyjnego socjaldemokratycznego Nepalskiego Kongresu, drugiej siły politycznej w parlamencie.

Wtedy Baburam Bhattarai, minister finansów i lider maoistów, powiedział, że jego partia będzie żądała ustąpienia prezydenta ze stanowiska, jeśli ten nie cofnie swoich niekonstytucyjnych decyzji i będzie podtrzymywał swoją decyzję w sprawie szefa armii. – Jeśli nie skoryguje swojego posunięcia, jego los będzie taki jak Gyanendri, ostatniego króla Nepalu – zagroził Bhattarai, nawiązując do usunięcia króla ze stanowiska. Tymczasem to maoistyczny premier Pushpa Kamal Dahal „Prachanda” musiał ustąpić już następnego dnia po wycofaniu mu poparcia przez partie koalicyjne (stanowisko to pełnił od 18 sierpnia 2008 roku). W wystąpieniu telewizyjnym na swoje usprawiedliwienie „Parachanda” powiedział, że wszystkie zapowiadane przez maoistów reformy nie były możliwe do wprowadzenia z powodu oporu nie tylko opozycji, ale także partii koalicyjnych. W związku z tym maoiści – nie zgadzając się z powstałą sytuacją – zapowiedzieli zintensyfikowanie „pokojowej agitacji”, a konkretnie manifestacje, jakie planowali na ulicach nepalskich miast. W efekcie 17 maja doszło do demonstracji ulicznych oprócz stolicy Katmandu także w miastach Biratnagar, Nepalgunj i Dhangadhi. Jednocześnie maoiści stwierdzili, że są nadal gotowi – na podstawie mandatu wyborczego z 2008 roku – do współtworzenia nowego rządu. Mianowicie w wyborach do nepalskiego Zgromadzenia Narodowego z 10 kwietnia 2008 roku maoistyczna Komunistyczna Partia Nepalu uzyskała najwięcej, bo 30,5 proc. głosów, zdobywając 229 miejsc w 601-mandatowym parlamencie, na co ciągle powołują się maoiści, twierdząc, że tylko oni mają demokratyczny mandat do sprawowania władzy w Nepalu. Warto przypomnieć, że po tym zwycięstwie wyborczym maoistów, 28 maja 2008 roku Zgromadzenie Konstytucyjne pozbyło się króla Gyanendry Bira Bikrama Shaha Deva (560 głosów za i tylko 4 przeciw usunięciu króla), który został pozbawiony tytułów i statusu i stał się prywatnym obywatelem (i tak dobrze, że nie poderżnęli mu gardła), a następnie proklamowało świecką republikę federalną Nepalu. Na „pamiątkę” tego dnia w tym roku po raz pierwszy Nepalczycy obchodzili Dzień Republiki.

W połowie maja na premiera nowego rządu zaproponowano Madhava Kumara Nepala, długoletniego przewodniczącego Komunistycznej Partia Nepalu (dla odróżnienia od partii maoistowskiej Zjednoczona Partia Marksistowsko-Leninowska; co ciekawe, w wyborach parlamentarnych z 2008 roku uczestniczyło aż siedem ugrupowań o nazwie Komunistyczna Partia Nepalu, z których pięć ma swoich przedstawicieli w parlamencie!). Maoiści sprzeciwili się tej kandydaturze i zaproponowali na to stanowisko byłego maoistę Upendra Yadava, gdyż sądzili, ze łatwiej im będzie nim manipulować. Jednak nie udało im się przeforsować tej kandydatury i 23 maja 2009 roku Madhav Kumar Nepal został wybrany przez parlament nowym premierem. Jest on pierwszym premierem tego kraju, który jest z pochodzenia Hindusem. Zgodnie z porozumieniem pomiędzy partiami, za jego kandydaturą opowiedziało się 350 deputowanych Zgromadzenia Konstytucyjnego. Głosowanie zostało zbojkotowane przez maoistów, którzy przeszli do opozycji. 3 czerwca 22 partie koalicyjne (z 24, które mają swoich przedstawicieli w parlamencie) osiągnęły porozumienie w sprawie Wspólnego Programu Minimum, procedur powołania nowego rządu oraz utworzenia politycznego komitetu koordynacyjnego. Głównymi priorytetami partnerów koalicyjnych ma być gwarancja dobrego rządzenia, wprowadzenie w życie wcześniejszych uzgodnień, uchwalenie nowej konstytucji, polepszenie zarządzania dostawami, lepsza kontrola cen (!), pomoc ludziom ubogim oraz wsparcie dla rozwoju gospodarczego.

Swoje poparcie dla nowego komunistycznego premiera Madhava Nepala zakomunikowali całemu światu, co symptomatyczne, dyplomaci… Unii Europejskiej przebywający w tym kraju. Według uniourzędników to właśnie nowy premier ma stać się gwarantem działania na rzecz stabilizacji w Nepalu. Dyplomaci europejscy nie omieszkali wskazać nowemu szefowi rządu głównych kierunków, na których powinien skupić swoją politykę: zakończenie procesu pokojowego i uchwalenie nowej konstytucji, która wraz z ekonomicznym rozwojem ma odpowiadać i odzwierciedlać potrzeby Nepalczyków. Premier Madhava Nepal zapowiedział, że dołoży „wszelkich starań”.

Na szczytach władzy w Nepalu walczą komuniści z komunistami i komuniści z socjaldemokratami, a zwykli ludzie muszą za to płacić. W kraju panuje opinia, że maoiści wiele obiecywali dla prostego ludu, a nic nie zrobili. Zresztą niewiele lepiej mówi się o pozostałych parlamentarzystach z innych partii, którzy postrzegani są jako ci, których celem jest jedynie dorwanie się do władzy i czerpanie z tego profitów (skąd my to znamy?).

Nepal to jeden z najbiedniejszych krajów na świecie, w którym średni roczny dochód na osobę wynosi zaledwie około 500 US$. Przeciętny zarobek to równowartość około 200-250 zł miesięcznie. 900 zł miesięcznie to bardzo dobra pensja. W większości 29-milionowa populacja żyje w skrajnej biedzie. Na porządku dziennym są braki żywności, paliwa (kolejki na stacjach benzynowych jak u nas za komuny) czy wyłączenia prądu, które trwają po kilka godzin, głównie wieczorem i w nocy. Górskie wioski w Himalajach za pieniądze z zagranicznych darowizn same budują sobie sieci energetyczne – nawet w podstawowej infrastrukturze nie mogą liczyć na państwo. Ale Nepalczycy są przyzwyczajeni także do fatalnej infrastruktury drogowej: do stolicy Katmandu prowadzi przez góry jedna droga, która ciągle się korkuje na kilka godzin stania, a na prowincji często asfalt wylewany jest tylko na środku trasy, na szerokość jednego autobusu. W całym kraju praktycznie nie ma prywatnych samochodów (oprócz taksówek suzuki maruti), bo ludzi na to nie stać. W milionowej stolicy nie ma ani jednych świateł sygnalizacyjnych! Panuje całkowity chaos komunikacyjny. Wydaje się, że głównym źródłem dochodów Nepalu są opłaty za wizy wjazdowe dla obcokrajowców i pozwolenia na trekkingi i wspinaczki w Himalajach. Co ciekawe, ceny dla obcokrajowców są kilkukrotnie wyższe niż dla tubylców i dotyczy to nie tylko biletów wstępu do atrakcji turystycznych, ale nawet jedzenia w restauracji. Dlaczego Unia Europejska, zamiast potępiać te dyskryminacyjne praktyki, woli wspierać komunistyczne władze? Czyżby to miało jakiś głębszy sens?

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 24 „Najwyższego CZAS-u!” z 2009 r.

Komentowanie jest zamknięte.

web stats stat24