NBP uratuje Grecję?*

 

Podczas kampanii wyborczej przed ubiegłorocznymi wyborami parlamentarnymi Platforma Obywatelska obiecywała Polakom, że załatwi w Brukseli 300 mld zł. Teraz okazuje się, że to Polska będzie ratować bankrutujące kraje strefy euro kwotą prawie 30 mld zł.

 

Pod koniec 2011 roku światowi liderzy polityczni doszli do wniosku, że kryzys finansowy i gospodarczy, do którego sami doprowadzili nadmiernymi wydatkami publicznymi, co z kolei spowodowało gigantyczne zadłużenie publiczne, trzeba złagodzić kolejnymi kredytami. Uznali, że potencjalne zapotrzebowanie na środki finansowe udostępniane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy może przewyższyć regularne zasoby tej instytucji. W związku z tym państwa grupy G20 w swoim komunikacie po listopadowym spotkaniu w Cannes zadeklarowały gotowość udzielenia MFW pożyczek bilateralnych. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, także liderzy Unii Europejskiej (po bojkocie Wielkiej Brytanii) uzgodnili na posiedzeniu Rady Europejskiej 9 grudnia 2011 roku, że rozważą wsparcie dla MFW w formie pożyczek bilateralnych. Pożyczki te miałyby pochodzić w głównej mierze od banków centralnych krajów strefy euro i innych państw członkowskich Unii Europejskiej. W dalszej kolejności pieniądze przekazane MFW miałyby ratować takie kraje strefy euro, jak Grecja (aktualne zadłużenie publiczne – 160 procent PKB) czy Włochy (zadłużenie publiczne na koniec 2010 roku – prawie 120 procent PKB).

Unijni przywódcy uzgodnili, że zbiorą kwotę 200 mld euro, w tym kraje strefy euro deklarowali 150 mld euro (na koniec 2010 roku UE miała dług publiczny na poziomie ponad 80 procent PKB, a strefa euro – ponad 85 procent PKB). Kilka krajów Unii Europejskiej, niebędących członkami strefy euro, w tym Polska (zadłużenie publiczne około 55 procent PKB), wyraziły gotowość uczestniczenia w procesie wzmocnienia zasobów MFW. Wielka Brytania (zadłużenie publiczne na koniec 2010 roku – prawie 80 procent PKB) oświadczyła, że określi swój udział w ramach decyzji G20. – W imieniu Polski umowę pożyczki zawierałby Narodowy Bank Polski. Środki pożyczone Funduszowi stanowiłyby w dalszym ciągu część rezerw walutowych i byłyby oprocentowane (prawdopodobnie według stopy SDR) – wyjaśnia „Najwyższemu CZAS-owi!” Ministerstwo Finansów. – W chwili obecnej nie ma jeszcze ostatecznej decyzji co do wielkości i warunków ewentualnej pożyczki RP dla MFW. Decyzja ta będzie podjęta przez Narodowy Bank Polski – dodaje ministerstwo. A MFW miałby ciągnąć pożyczkę w transzach według potrzeb.

Jacek Rostowski, minister finansów, mówił w grudniu zeszłego roku o kwocie rzędu 6 mld euro, a Marek Belka, prezes NBP – o 6,2 mld euro, które Polska udostępni MFW. Po aktualnym kursie wymiany walut to około 27 mld zł. To więcej niż w 2012 roku państwo ściągnie od przedsiębiorców pieniędzy z podatku od dochodów osób prawnych (26,6 mld zł). To więcej niż wynoszą roczne wydatki na obronę narodową (21,3 mld zł) i aż 4,5 razy więcej niż w 2012 roku państwo wyda na sądy powszechne (nieco ponad 6 mld zł). Jednak najciekawsze jest to, że NBP płaci MFW około 200 mln zł za samą możliwość wykorzystywania linii kredytowej z tego Funduszu o wartości 30 mld USD, a w tym samym czasie sam udostępnia trzecią część tej kwoty MFW. Czy Fundusz też zapłaci Polsce choćby te 66 mln zł za udostępnienie tych pieniędzy? Różni eksperci twierdzą, że pożyczka dla MFW jest bardzo bezpieczna, ale już prof. Krzysztof Rybiński napisał na swoim blogu, że Polska może nie odzyskać pożyczonych pieniędzy.

Nie zapominajmy, że Polska sama jest znacznie zadłużona i balansuje na granicy dopuszczalnego limitu zadłużenia. A pożyczka NBP dla MFW oznacza, że bank centralny przekaże do budżetu państwa znacznie mniejszy zysk, niż zakładało Ministerstwo Finansów. – Trzeba przyznać, że jest to niesłychana hojność, zadziwiająca w kontekście zapowiadanych cięć budżetowych i oszczędności – skomentował Janusz Szewczak, ekonomista SKOK, w rozmowie z portalem Niezależna.pl.

Jak słusznie powiedział dr Robert Gwiazdowski, prezydent wolnorynkowego Centrum im. Adama Smitha, nadszedł czas, by spojrzeć prawdzie w oczy i pozwolić upaść bankrutom, aby mogli zacząć budować swoje gospodarki od nowa na solidniejszych fundamentach. Niestety unijni liderzy tego nie rozumieją. Oprócz Dawida Camerona, premiera Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej po raz kolejny stawia się natomiast Wacław Klaus, prezydent Czech (zadłużenie publiczne na koniec 2010 roku – 37,6 procenta PKB), sprzeciwiający się głębszej integracji krajów członkowskich, który oświadczył, że nie podpisze nowej umowy fiskalnej z Unią Europejską. Jednak nie można tych jego deklaracji brać na poważnie – podobnie w 2009 roku Klaus mówił, że nie podpisze traktatu lizbońskiego, a jednak w końcu to zrobił. Niestety premier Donald Tusk, który obiecywał Polakom 300 mld zł, nie ma nawet takich dylematów. Dzięki politykom PO zamiast po 8000 zł do kieszeni Polacy otrzymają ponad 700 zł do zapłaty.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 4 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2012 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24