Nadchodzi eurototalitaryzm*

Bezczelność unijnych politykierów przechodzi już wszelkie granice. Nie kryją się już ze swoimi niecnymi planami i otwarcie negują wartości, którym rzekomo ma przyświecać stworzony przez nich twór o nazwie Unia Europejska. Już nie można mieć własnego zdania, które jest odmienne od poglądów lewicowych kacyków z Brukseli. Niedługo przestanie istnieć wolność słowa. Ostatnio ofiarą eurofanatyków, zwolenników europejskiego superpaństwa padł prezydent Czech Vaclav Klaus.

Lewicowym eurodeputowanym nie podoba się, że Klaus realnie patrzy na świat i widzi, jaką przyszłość szykuje nam eurowładza w Brukseli. Czeski prezydent ukuł na to nawet specjalny termin: europeizm (ostatnio wydawnictwo Prohibita wydało w Polsce książkę Klausa pod tytułem Czym jest europeizm?), którego cechą jest arogancki autorytaryzm wraz z antywolnościową, nietolerancyjną polityczną poprawnością. Vaclav Klaus wyodrębnia dwa modele integracji europejskiej. Pierwszy model, który istniał do połowy lat 80. XX wieku, charakteryzował się liberalizacją „wszelkich przejawów ludzkiej aktywności”, usuwaniem granic, barier pomiędzy poszczególnymi państwami, ułatwianiem przepływu ludzi, towarów, usług, pracy i kapitałów, a także myśli i wzorców kulturowych. Z kolei drugi model, który nastąpił po nim, cechuje interwencjonizm państwowy na skalę ogólnoeuropejską, odgórne regulacje, „centralizm, kontrola, system standardów unijnych w polityce, ekonomii i gospodarce oraz homogenizacja ludzkiego życia”. Prowadzi on „do powstania ponadnarodowej wspólnoty kontrolującej wszystkie obszary aktywności swoich członków za pomocą ponadnarodowych organów”. Nie łudźmy się: ten drugi model europejskiej integracji prowadzi do totalitaryzmu. Do totalitaryzmu gorszego niż komunizm, który przeżyliśmy, bo wtedy państwo nie posiadało takiej techniki informatycznej, z której teraz może korzystać w celach inwigilacyjnych, trzymając wszystko i wszystkich w garści.

I właśnie za krytykę aktualnie obowiązującego, tego drugiego modelu eurodeputowani tak nienawidzą Vaclava Klausa, że próbowali zrównać go z błotem podczas oficjalnej wizyty na Hradczanach. Daniel Cohn-Bendit, czerwony aktywista z partii Zielonych o szemranej przeszłości związanej z rokiem 1968, niemiecki polityk Hans-Gert Pöttering, przewodniczący Parlamentu Europejskiego i irlandzki polityk Brian Crowley w sposób prostacki, arogancki i napastliwy pokazali swoje rzeczywiste oblicze. Nie mówiąc już o elementarnym braku wychowania i podstawowych zasadach szacunku, jaki należy się legalnie wybranemu prezydentowi obcego, suwerennego państwa. Tacy ludzie rządzą teraz Unią Europejską i jak słusznie stwierdził eurodeputowany Mike Nattrass z eurosceptycznej Brytyjskiej Partii Niepodległości, „lewicowe europejskie elity chcą zamienić Europę w nowy Związek Sowiecki”. To tylko kwestia czasu. Dobrze, że chociaż niektórzy polscy europarlamentarzyści (Urszula Krupa, Witold Tomczak, Andrzej Zapałowski, Hanna Foltyn-Kubicka i Zdzisław Podkański) stanęli w obronie Klausa. Ich zdaniem prezydent Czech stał się „symbolem oporu przeciw neototalitarnym zapędom niektórych przywódców Unii Europejskiej”.

* Niniejszy komentarz został napisany dla Ruchu Patriotycznego 16 grudnia 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24