Koniec zwykłego świat(ł)a

Zgodnie z Rozporządzeniem Komisji (WE) nr 244/2009 z 18 marca 2009 roku, od 1 września 2009 roku sklepy w UE nie mogą zamawiać tradycyjnych żarówek 100-watowych, co oficjalnie ma zredukować emisję tzw. gazów cieplarnianych i obniżyć koszty zużycia energii elektrycznej. Oczywiście tu nie chodzi o żadne zaoszczędzenie energii czy zapobieżenie rzekomemu tzw. globalnemu ociepleniu, lecz o grubą forsę.

zarowka fot. T.Cukiernik (4)Od 1 września 2010 roku mają zostać wycofane z unijnego rynku konwencjonalne żarówki o mocy od 75 wat, od 1 września 2011 roku – od 60 wat, a rok później – żarówki o mocy od 25 wat. Od 1 września 2012 roku wszystkie tradycyjne żarówki znikną z półek sklepowych, a ich produkcja zostanie wstrzymana w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z unijną dyrektywą, tradycyjne żarówki zostaną zastąpione energooszczędnymi świetlówkami kompaktowymi, żarówkami halogenowymi oraz bardzo na razie drogimi lampami LED. Wycofanie tradycyjnych żarówek z rynku ma pomóc z zmniejszeniu zużycia prądu. Komisja Europejska chce, by do 2020 roku oszczędności energii w całej Unii Europejskiej wyniosły 80 terawattogodzin, czyli tyle, ile prądu rocznie zużywa Belgia. Jest to jeden z elementów zatwierdzonego przez Brukselę pakietu energetyczno-klimatycznego, zakładającego do 2020 roku zmniejszenie o 20 proc. emisji gazów cieplarnianych, wzrost udziału energii odnawialnej do 20 proc. oraz poprawę efektywności energetycznej o 20 proc.

Równocześnie z wycofywaniem lub wysokim opodatkowaniem foliowych torebek jednorazowych na zakupy, które jak twierdzą niektórzy naukowcy, są bardziej ekologiczne od płóciennych toreb, ponieważ przy produkcji tych ostatnich powstają większe ilości ścieków oraz gazów i pochłania to więcej energii, cały świat opanowała histeria energooszczędnych świetlówek kompaktowych. Chińskie Ministerstwo Finansów na dotacje do 120 mln świetlówek kompaktowych wydaje równowartość 88 mln US$. Dzięki temu cena żarówki, która normalnie kosztuje 10 juanów, spadła do 1 juana. Z kolei w Abu Zabi, stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w ramach akcji przeprowadzonej przez Agencję Ochrony Środowiska i World Wide Fund for Nature (WWF-EWS) zostanie rozdanych 40 tys. energooszczędnych żarówek. Programy wymiany żarówek na świetlówki realizują kolejne kraje, m.in. Niemcy, Szwecja, Hiszpania, a nawet Australia. Także polskie Ministerstwo Gospodarki chce rozdać gminom w całym kraju 54 tysiące energooszczędnych świetlówek, mimo że zdaniem urzędników, koszt akcji „Czas na oszczędzanie energii” może przekroczyć oszczędności na prądzie.

Cały interes polega na tym, że żarówki energooszczędne są kilka-kilkanaście razy droższe od tradycyjnych, wynalezionych ponad 130 lat temu przez Anglika Józefa Wilsona Swana (potem jego wynalazek został skopiowany i polepszony przez Tomasza Edisona). Czy to przypadek, że koncerny produkujące żarówki energooszczędne, czyli holenderski Philips i niemiecki Osram z grupy Simensa, to firmy unijne? Obie firmy produkujące te świetlówki wspierają akcję Unii Europejskiej dotyczącą wymiany żarówek. Ze szczegółami i z wielką atencją opisują unijne dyrektywy na swoich stronach internetowych. Przecież nie po to tyle wysiłku i pieniędzy, by na tym stracić. A może najpierw to firmy oświetleniowe doszły do wniosku, że należy wycofać z rynku tradycyjne żarówki, a dopiero potem pomysł dziwnym trafem podchwyciła Unia Europejska? – Firma Osram jest doskonale przygotowana do zastąpienia tradycyjnych żarówek energooszczędnymi źródłami światła – zapewnił Bogumił Stepan, prezes firmy Osram Polska.

Jak pisze na swoim blogu dr Robert Gwiazdowski, prezes Centrum im. Adama Smita, „wprowadzenie już dziś zakazu sprzedaży tradycyjnych żarówek oznacza zwiększenie przychodów Philipsa i Osram (grupa Simensa) o dziesiątki miliardów euro rocznie! Tradycyjna żarówka to wydatek 50 centów, energooszczędna to 7 euro! Produkuje się je na przestarzałych już nieco liniach technologicznych, których nie opłaca się remontować, z uwagi na konkurencję ze strony nowych technologii, które „czyhają za drzwiami”, którym kompaktowe świetlówki na pewno nie sprostają [chodzi głównie o lampy LED – TC]. Ich producenci weszli w ślepy zaułek i dziś administracyjna decyzja Komisji Europejskiej, nakazująca de facto korzystanie z ich produktów, to ostatnia szansa na osiągnięcie odpowiedniej stopy zwrotu z klimatycznej histerii. Nasze oszczędności w wydawaniu na prąd i w emisji CO2, o ile w ogóle będą jakiekolwiek, rozłożą się na lata. A zyski Philipsa i Simensa wzrosną z dnia na dzień”. Jak już produkcja świetlówek kompaktowych zamortyzuje się tym firmom, to pewnie Unia, pod jakimś ciekawym pretekstem, zakaże je na konto jeszcze droższych żarówek LED.

Policzmy. W Polsce mamy około 13 milionów gospodarstw domowych. Przyjmijmy, że w każdym z nich świeci średnio 10 żarówek (to z pewnością szacunek znacznie zaniżony), czyli do wymiany jest 130 milionów żarówek (pomijam około 2,5 proc. polskich gospodarstw, które dobrowolnie już przeszły na świetlówki kompaktowe, bo ma to marginalne znaczenie). Tradycyjna żarówka kosztuje niecałe 2 zł, a energooszczędna około 15-30 zł. To lekko licząc, w samej Polsce tylko przy wymianie żarówek w samych gospodarstwach domowych „do zagospodarowania” jest niebagatelna kwota około 1,7-3,6 mld zł. A polski przemysł, usługi, urzędy, biura, oświetlenie uliczne itd.? A ile w całej Unii?!

Dlaczego do tej pory nie zakazano świec? Jakoś przez ponad 100 lat mogły współistnieć z żarówkami elektrycznymi, dlaczego teraz te ostatnie nie mogą współistnieć ze świetlówkami kompaktowymi? Gdyby oświetlanie żarówkami energooszczędnymi było tańsze, to ludzie sami, bez unijnych dyrektyw, przeszliby dawno na świecenie tymi żarówkami. Może dla większości biednych mieszkańców naszego kraju łatwiej jest wydać niecałe 2 zł na żarówkę, a potem nieznacznie więcej płacić za prąd, niż kilkanaście razy więcej wydać na świetlówkę energooszczędną. To jest dokładnie taka sama sytuacja jak z ratami kredytowymi, które rozłożone są na miesiące i lata, ale więcej kosztują, niż gdyby zapłacić całą sumę z góry. To rynek powinien zweryfikować, czy powinno się produkować i sprzedawać tradycyjne żarówki. Dopóki jest choć jeden konsument zainteresowany tym produktem, dopóty każdy producent żarówek powinien mieć prawo i możliwość ich produkowania, a handlowiec – sprzedawania. Jeśli nie byłoby wystarczającego popytu na takie żarówki, to producenci sami zdecydowaliby się zaprzestać ich produkcji. Do tego nie jest potrzebna decyzja administracyjna i to na szczeblu międzynarodowym. Dlatego to każdy sam powinien decydować o wymianie żarówek, a nie oderwana od rzeczywistości horda przekupnych biurokratów w Brukseli.

Żarówki energooszczędne są w użytkowaniu tańsze niż żarówki tradycyjne, pod warunkiem że nie są co chwilę włączane i wyłączane. Jak twierdzi dr Andrzej Kassenberg z Instytutu na Rzecz Ekorozwoju, jeśli świetlówki są włączane na krócej niż 6 minut, to koszt ich eksploatacji jest wyższy niż żarówek tradycyjnych – ponieważ przy częstym włączaniu tracą one swoją żywotność. Może niedługo Komisja Europejska nakaże wszystkim unioobywatelom mieć włączone żarówki w domu przez 24 godziny, tak jak w dzień musimy bez sensu jeździć z włączonymi światłami w samochodach? I tu dochodzimy to kolejnej kwestii – podatków. Światła w samochodzie powodują wyższe zużycie paliwa, które jest kilka razy opodatkowane: akcyzą, opłatą paliwową, VAT-em. Wyższy jest też podatek VAT od produktu, który kosztuje 30 zł niż od towaru, który kosztuje niecałe 2 zł. A pamiętajmy, że część dochodów z VAT-u krajów członkowskich idzie do budżetu unijnego.

Świetlówki kompaktowe mają też sporo innych wad w porównaniu z żarówkami tradycyjnymi. Jak czytamy na portalu TermoDom.pl, tańsze świetlówki energooszczędne „mogą dawać bardzo słabe blado niebieskawe światło, które będzie nas tylko męczyło”, a poza tym dochodzi jeszcze emitowane przez nie promieniowanie ultrafioletowe, „które źle wpływa na oczy i samopoczucie osób, zbyt długo przebywających w pomieszczeniach z takim oświetleniem”. Mało tego, produkcja świetlówki energooszczędnej pochłania aż 10 razy więcej energii od produkcji żarówek tradycyjnych, mają one niższą efektywność, jeśli chodzi o stosunek kosztów do trwałości, a przy eksploatacji tych żarówek oszczędności w zmniejszeniu emisji dwutlenku węgla są maksymalnie 5-krotne, jak więc możemy mówić o trosce uniobiurokratów o nasze środowisko?

Ponadto jak przypomina Stanisław Michalkiewicz, równolegle z wymianą żarówek tradycyjnych na energooszczędne unijni hipokryci zakazali wprowadzania do obrotu tradycyjnych termometrów, gdyż zawierają one szkodliwą dla zdrowia i życia rtęć. Tymczasem żarówki energooszczędne również zawierają całkiem spore ilości rtęci. Pod tym względem w momencie zbicia stwarzają znacznie większe zagrożenie niż żarówki tradycyjne. Poza tym dochodzi jeszcze dodatkowy koszt utylizacji świetlówek energooszczędnych. Pamiętajmy, że za wyrzucenie takiej żarówki do śmietnika, zamiast jej utylizacji, grozi nam kara grzywny do 5000 zł!

Warto zaznaczyć, że zarówno koncern Osram, jak i Philips są także producentami żarówek do samochodów. A już we wrześniu 2008 roku Komisja Europejska zaproponowała, by od 2011 roku wprowadzono obowiązek montowania tzw. świateł dziennych we wszystkich nowych samochodach sprzedawanych w Unii Europejskiej. Dyrektywa będzie musiała zyskać jeszcze akceptację Unioparlamentu oraz rządów krajów członkowskich. Światła takie włączają się automatycznie przy zapaleniu silnika i dzięki temu nie trzeba używać świateł mijania, które są obowiązkowe przez cały rok nie tylko w Polsce, ale także w kilku innych krajach eurokołchozu. W porównaniu ze światłami mijania, światła dzienne to oszczędność energii o 25-30 proc. Tymczasem wszelkie włączone światła w samochodzie powodują większe zużycie paliwa, a tym samym większą emisję szkodliwych substancji do atmosfery, a zarówno austriackie, jak i polskie doświadczenia pokazały, że włączone światła w dzień pogarszają bezpieczeństwo jazdy. Kolejne ograniczenie wolności, kolejny przymus. Obowiązkowe pasy bezpieczeństwa i poduszki powietrzne w samochodach. Kaski dla narciarzy i rowerzystów (dlaczego nie dla kierowców?). Zakaz wyrzucania zużytych baterii do śmietnika. Zakaz sprzedaży termometrów rtęciowych. Zakaz używania torebek foliowych. Nakaz posiadania przez budynki certyfikatów energetycznych. Co będzie następne? Jak jeszcze uniobiurokraci ograniczą naszą wolność, podnosząc jednocześnie koszty naszego życia?

Kiedy byłem w Wenezueli ze zgrozą stwierdziłem, że spora część jeżdżących tam samochodów ma powybijane światła, a mimo to policja ich nie zatrzymuje. Byłem pewny, że te pojazdy w nocy nie poruszają się po drogach. Jakie było moje zdziwienie, gdy po zapadnięciu całkowitego zmroku znaczna część samochodów w miejscowości Santa Elena de Uairen w południowo-wschodniej Wenezueli jeździła bez świateł! Co ciekawe, nie dochodziło do wypadków ani nawet stłuczek, mimo że oświetlenie uliczne funkcjonowało tylko gdzieniegdzie. Spytałem napotkanego mieszkańca miasta, dlaczego ludzie w nocy jeżdżą bez świateł. Odpowiedział, że nie stać ich na to, by kupić nową żarówkę. Kiedy powiedziałem mu, że w Polsce istnieje obowiązek jazdy na światłach w dzień, to bardzo się zdziwił i myślał, że się z niego nabijam. – Ale po co? – spytał zszokowany. – To niemożliwe – stwierdził stanowczo i popukał się w czoło, nie wierząc moim słowom. Wyszedłem na idiotę. Jak widać, prości ludzie nawet z biednych krajów charakteryzują się, w przeciwieństwie do unijnych i polskich biurokratów, zdrowym rozsądkiem.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 37 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2009 r.

2 odpowiedzi to “Koniec zwykłego śwat(ł)a”

  1. Ja pisze:

    Wiecie jak ja szybko utylizuję „energooszczędne” świetlówki kompaktowe?
    Wypalam je w piecu weglowym razem z innymi śmieciami (butelki plastikowe, reklamówki). Robią tak wszyscy w okolicy i nic się nie poniewiera po rowach i lasach…

  2. BIG pisze:

    Czy jest wiadome coś więcej na temat wymagań dla trzonków lamp LED, głownie chodzi mi o E27, tj. czy od września 2015 izolacja ma być tylko z tworzywa sztucznego?

Zostaw odpowiedź

web stats stat24