Poniżej kilka moich krótkich tekstów, które zostały opublikowane w „Najwyższym CZASie!”

W „Różowej Księdze” w nr 46 „Najwyższego CZASu!” z 15 listopada 2008 r. ukazał się mój donos:

W miesięczniku podróżniczym „Globtroter” (nr 22 z 2008 r.) znajduje się artykuł na temat Czadu. Autor pisze: „Z racji nieustających politycznych konfliktów zainteresowanie rządu narodem spada na drugi plan. Naród musi radzić sobie sam!”. Czyli jeśli państwo się nie wtrąca i ludzie sami mogą żyć w spokoju – to źle. Ale dalej jest jeszcze ciekawiej: „I choć kobiety z mojego podwórka na Marsalu nie miały okazji zetknąć się z pojęciem świadczeń socjalnych (z zachwytem słuchają o emeryturze i zasiłku rodzinnym), to codziennie rano, z humorem i wrzawą, wyśpiewują pochwałę życia…”. Wynika z tego, że świadczenia socjalne to coś wspaniałego, pożądanego przez wszystkich, wyższy stopień cywilizacji, o czym marzą mieszkańcy biednych afrykańskich krajów i bez czego – według autora – bardzo ciężko być szczęśliwym.

=========================================================

W „Różowej Księdze” w nr 23 „Najwyższego CZASu!” z 9 czerwca 2007 r. ukazał się mój donos:

W artykule Aldo Vargasa Tetmajera pt. „Boliwia idiańskie przebudzenie” opublikowanym w nr 11 miesięcznika podróżniczego „Globtroter” z 2007 r. można przeczytać: „Najważniejszym posunięciem politycznym i ekonomicznym nowo wybranego prezydenta Moralesa było znacjonalizowanie zasobów gazu, oficjalnie ogłoszone 01 maja 2006 r. – istotna symbolika polityczna. Dzięki temu zyski ze złóż mogą być przeznaczane na rozwój kraju”.
Oprócz pana Tetmajera i garstki skrajnych komunistów niewiele jest chyba osób, które jeszcze wierzą, że znacjonalizowany sektor gazowy będzie przynosił zyski, a jeśli nawet, to że zostaną one przeznaczone na rozwój Boliwii. Przesłanie fragmentu tego artykułu jest oczywiste – prywatna własność przemysłu prowadzi do zastoju i kryzysu, a tylko nacjonalizacja, czyli państwowa własność i państwowe zarządzanie może wprowadzić biedny kraj na ścieżki szybkiego rozwoju. Dzieje świata wykazały, że jest dokładnie na odwrót.

=========================================================

W „Różowej Księdze” w nr 21 „Najwyższego CZASu!” z 26 maja 2007 r. ukazał się mój donos:

NAGRADZAM p. Tomasza Cukiernika za donos na wydaną w tym roku książkę niedawno zmarłego Ryszarda Kapuścińskiego pt. „Rwący nurt historii„. Oto jak autor wyraża się o komunistycznym zbrodniarzu Erneście Che Guevarze: „Pierwszy raz do Ameryki Łacińskiej pojechałem dwa miesiące po śmierci Ernesta Che Guevary i brutalnej likwidacji jego oddziału partyzanckiego w Boliwii” oraz komentarz: „rzeź ludzi, którzy chcieli zmieniać świat na lepsze, którzy walczyli w imię sprawiedliwości”. Dlaczego nie dopisał, że chodziło o sprawiedliwość komunistyczną?  Następnie jednym tchem wymienia jej negatywne elementy: „globalizacja świata podziemnego, przestępczego, mafii, narkotyków, masowego handlu bronią, prania brudnych pieniędzy, unikania płacenia podatków, oszustw finansowych”. Tak więc w opinii autora niepłacenie państwu haraczu w postaci znacznej części ciężko zarobionych pieniędzy jest tak samo złe, jak przestępczość międzynarodowa i działalność mafijna. Kapuściński oczywiście nie zastanawia się nad przyczyną prób unikania płacenia podatków przez ludzi. Przecież gdyby one były niskie, to każdy choćby dla świętego spokoju uiszczałby bez szemrania pełną ich wysokość.

=========================================================

W „Różowej Księdze” w nr 40 „Najwyższego CZASu!” z 1 października 2005 r. ukazał się mój donos:

Tradycyjnie już NAGRADZAM p. Tomasza Cukiernika za donos na książkę Tonego Horwitza „Błękitne przestrzenie”, wyd. WAB, Warszawa 2005.

Na stronie 118 znalazłem taki oto fragment:

„- Wróciłam do Kalifornii po raz pierwszy kilka lat temu i czułam się jak postać z Jaskiniowców – powiedziała. – Wszystkie te autostrady, spięte twarze i prawicowcy. To mi się nie mieściło w głowie. Co się stało z Ameryką?”.

Szkoda, że pan Tomasz nie pokusił się choć o słowo komentarza; tak pewny był nagrody. Z jednej strony słusznie – nagroda go nie minie, z drugiej – ładnie to tak zmuszać inkwizytora do myślenia?

Z trzeciej strony z kolei, samo skojarzenie: „autostrady, spięte twarze, prawicowcy” świadczy, że towarzysze lewicowcy mają się słabo nie tylko u nas. W Polsce wymyśla się wrogo „oczy pełne nienawiści”, a w Ameryce nie potrafią się wznieść ponad „spięte twarze”. I to ma być polemika? To jest, proszę państwa, żenada!

==========================================================

Tekst, który ukazał się w nr 18-19 „Najwyższego CZASu!” z 3-10 maja 2003 r.:

Dobry podręcznik

Na łamach „Najwyższego CZASu!” kilka razy ubolewano, że nie ma w Polsce „odpowiedniego” podręcznika do nauki ekonomii, że wszystkie w mniejszym lub większym stopniu propagują ideały „społecznej gospodarki rynkowej” i „sprawiedliwości społecznej”. Myślę, że takim „odpowiednim podręcznikiem, który propaguje wolność gospodarczą jest książka wydana przez Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego: Kwaśnicki W., Zasady ekonomii rynkowej, Wrocław 2001. Autor jest pracownikiem Instytutu Nauk Ekonomicznych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego. W pozycji tej nie brakuje takich nazwisk jak: Smith, Ricardo, Cantillon, Friedman, Hayek, Mises, Bastiat, Hazlitt, Buchanan, Schumpeter, Constant,  Faguet, Turgot, jak również Jefferson, Gladstone, Hoover, Erhard, Reagan. Thatcher. Jest też kilka zdań na temat poglądów Keynesa czy Milla, ale są one przedstawione raczej w negatywnym świetle. Witold Kwaśnicki optymistycznie patrzy na przyszłość. Według niego wiek XXI będzie stopniowo wracał do rozwiązań gospodarczych jakie proponowali klasyczni liberałowie. Ciekawa jest również druga książka tego samego autora wydana przez Polskie Towarzystwo Ekonomiczne: Kwaśnicki W., Historia myśli liberalnej. Wolność, własność, odpowiedzialność, Warszawa 2000.

==========================================================

W „Różowej Księdze” w nr 8 „Najwyższego CZAS-u!” z 22 lutego 2003 r. ukazał się następujący tekst na temat książki do niemieckiego:

NAGRADZAM p. Tomasza Cukiernika za donos na podręcznik języka niemieckiego „em Bruckenkurs”, wydany w Niemczech w 2000 roku. Oto:

„Żyjemy w jednym z najbogatszych krajów na świecie [Niemcy], a mimo to jest u nas tak wielu bezrobotnych. Z drugiej strony od ludzi , którzy mają pracę, wymaga się, aby pracowali w nadgodzinach. To jest nielogiczne. Jest coraz mniej pracy dla dużej większości i w tym samym czasie coraz więcej bogactwa dla małej mniejszości. Kto w przyszłości będzie kupował te wszystkie rzeczy, które zostaną wyprodukowane? Życzyłbym sobie, aby wszystko było lepiej podzielone. Wtedy wszyscy mieliby mniej pracy i więcej czasu wolnego. Przed stuleciem ludzie pracowali 14 godzin na dobę, 6 dni w tygodniu, 52 tygodnie w roku. Gdyby tak było obecnie, mielibyśmy trzy razy tyle bezrobotnych. Wystarczająco ciężko i długo walczyliśmy o naszą dzisiejszą sieć socjalną, na przykład o 35-godzinny tydzień pracy z pełnym wynagrodzeniem. Gdybyśmy dzisiaj pozwolili sobie ją wyrwać, spotkalibyśmy się pewnie wkrótce wszyscy w urzędzie pracy”.

Typowy socjalistyczny bełkot – podsumowuje Donosiciel. - 100 lat temu dziwnym trafem problem bezrobocia nie istniał. Dalej uważa, że gdyby nie siec socjalna, to wszyscy byliby bezrobotni. Przecież to kompletna bzdura! Jest dokładnie odwrotnie. Bogactwo jest tworzone nie czasem wolnym, a właśnie pracą.

======================================================

Mój donos w „Różowej Księdze” w „Najwyższym CZASIE!” z 23 marca 2002 r.:

NAGRADZAM p. Tomasza Cukiernika z Czeladzi za donos na sondę umieszczoną 13 marca 2002 r. na stronie internetowej www.katowice.naszemiasto.pl.

Na pytanie „Jak rozwiązać problem chorych na cukrzycę, których nie będzie odtąd stać na zakup pasków testowych?” były sugerowane 3 odpowiedzi: 1) Paski oznaczające poziom cukru i inne lekarstwa dla cukrzyków powinny być refundowane (czyli za leczenie cukrzyków powinni płacić wszyscy podatnicy) 2) Producenci muszą obniżyć ceny a apteki i hurtownie marże na lekarstwa (ingerencja państwa w wolny rynek i wolną konkurencję) 3) Nie mam zdania. Nie dano wyboru choćby np. 4) Inne rozwiązania. Nie można było mieć odmiennego zdania – tylko liczyły się dwa pierwsze interwencjonistycze (socjalistyczne) rozwiązania. Nie było odpowiedzi wolnorynkowej np. 5) powinni płacić chorzy, ich rodziny lub znajomi 6) powinna płacić firma ubezpieczeniowa jeśli się ubezpieczyli (w polskich realiach państwowe (niestety) Kasy Chorych).

Bardzo ładny przykład. Już samo postawienie kwestii powinno obudzić czujność prawdziwego inkwizytora. A zwłaszcza dobór odpowiedzi – doprawdy skandaliczny. To już nie chodzi o to, żeby nie dopuścić do tego, by przeciwny pogląd miał większość. Przeciwny pogląd nie istnieje; nie ma możliwości w ogóle pojawić się na forum. Ohyda. Przyznaję nagrodę.

=========================================================

Mój list w nr 37 „Najwyższego CZASu!” z 15 września 2001 roku:

O Afryce

Według „Wiadomości” z PR 1 TVP jedynym krajem w Afryce, gdzie analfabetyzm jest mniejszy niż 50% jest Republika Południowej Afryki. Tak tych Murzynów wykończył apartheid! Widać jak im dobrze po wypędzeniu wstrętnych kolonistów i uzyskaniu niepodległości przez wszystkie państwa Afryki.

Ryszard Kapuściński w „Hebanie” pisze, że Murzyni chcieli niepodległości, bo myśleli, że od razu będzie im lepiej. Tymczasem pod rządami miejscowych watażków jest jeszcze gorzej. Anglicy czy Francuzi utrzymywali jakiś porządek, o wiele lżej się żyło. Teraz a Afryce jest jeszcze większa bieda niż w czasach kolonialnych. Nie można również jednostronnie krytykować apartheidu w RPA. Dlaczego Murzyni z Zimbabwe i innych krajów uciekali do RPA, gdy panował tam podobno „ucisk czarnych”? Ponieważ mimo apartheidu w RPA lepiej się żyło „uciskanemu” Murzynowi niż w kraju afrykańskim rządzonym przez innych Murzynów.

Tomasz

========================================================

Mój list, który ukazał się w nr 20 „Najwyższego CZASU!” z 13 maja 2000r.:

DZIĘKUJĘ PREZESIE

Czytałem kiedyś jedną z książek Janusza Korwina-Mikke, w której pisał, że lewica ma kłamliwe poglądy a prawica ma poglądy prawdziwe i że lewacy są głupkami. Różnica między lewicą a prawicą miała być mniej więcej taka jak między złem a dobrem czy między kłamstwem a prawdą. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ wcześniej zawsze uważałem, że w każdych poglądach politycznych jest trochę racji i trochę fałszu. Nie rozumiałem jak można z góry przesądzać, że czyjeś poglądy są fałszywe tylko dlatego, że są lewicowe. Myślałem, że najlepszym ustrojem politycznym jest mieszanka poglądów prawicowych, centrowych i lewicowych i że należy wybrać złoty środek między nimi. Jednak im więcej czytałem książek Pana Korwina-Mikke i artykułów w „Najwyższym CZASIE!” tym lepiej rozumiałem dlaczego On ma takie poglądy i skąd się to bierze. Teraz już wiem, że wybór między prawicą a lewicą nie sprowadza się do wyboru, który stawia sobie osoba chcąca miło spędzić wakacje, między wyjazdem do Grecji czy do Hiszpanii, ale jest to wybór między spędzeniem urlopu w Hiszpanii a spędzeniem urlopu w dzikim afrykańskim kraju ogarniętym wojną domową. Właśnie socjalizm doprowadza państwo do stanu nieużywalności.

Dziękuję Panu, Panie Prezesie za otwarcie mi oczu! Teraz wiem po czyjej stronie leży słuszność!

Sympatyk UPR

Tomasz z Czeladzi

==========================================================

Inne donosy wysłane do Inkwizycji:

W najnowszej książce Ryszarda Kapuścińskiego Podróże z Herodotem na str.
38 znalazłem następujące zdanie: „…kręciło się dużo innych dzieci, które
próbowały jakoś się urządzić – a to ukraść, a to kogoś naciągnąć, a to czymś
pohandlować”. Autor w jednym ciągu wymienia  handel, który jest jednym ze
źródeł dobrobytu ludzkości i fundamentem wolnego rynku i przestępstwa,
oszustwa, nielegalne czyny, których skutkiem jest utrata własności,
podstawowej wartości każdego normalnego państwa.

=========================================================

W właśnie wydanym w ramach dodatku do „Gazety Wyborczej” przewodniku na temat
Chile można znaleźć takie zdania:
„Niemniej [centrolewicowe] rządy Aylwina [1990-1994] i Freia [1994-2000]
podjęły kroki, aby walczyć z ubóstwem. Podniesiono podatki i wprowadzono
nowe świadczenia socjalne. (…) Pomoc państwa rośnie, ale mimo to wielu
Chilijczyków wciąż ma wrażenie, że nikt się nimi nie interesuje”.
No i wszystko jasne. Tylko dzięki wysokim podatkom i rozbudowanym
świadczeniom socjalnym można wyciągnąć każde społeczeństwo z biedy,
szczególnie po takich ultraliberalnych reformach jakie zaaplikował Chile
gen. Augusto Pinochet. Niestety mimo wielu socjalnych zdobyczy, które lewica
przywróciła w Chile po upadku Pinocheta, pomoc państwa jest nadal zbyt niska
w porównaniu do oczekiwań Chilijczyków. Miejmy nadzieję, że kolejne lewicowe
rządy jeszcze bardziej zwiększą redystrybucję dochodu narodowego Chile.

=====================================================

W książce Stanisława Rakusa-Suszczewskiego pt. Roczniki antarktyczne
wydanej przez PAN w 2004 roku na str. 75 znalazłem taki fragment: „Robiłem
jej zastrzyki, bo w tym kapitalistycznym świecie nic nie ma za darmo a ja
nie miałem pieniędzy”. A czy w socjalistycznym świecie cokolwiek jest za
darmo? Jeśli za coś nie płaci się bezpośrednio, to pośrednio płacą za to
podatnicy. Tego typu górnolotne myśli są zawarte w książce wydanej przez
instytucję dotowaną przez polskich podatników.

====================================================

W „Rzeczpospolitej” z 12-13 lutego 2005 r. znalazłem taki fragment (str.
B1): „Od kilkunastu miesięcy Polska przeżywa prawdziwy najazd zagranicznych
inwestorów. Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych brakuje
pracowników, którzy mogliby się nimi zająć”. Jak to w socjalizmie -
inwestor, aby zainwestować musi przede wszystkim skontaktować się z
urzędnikami z państwowej agencji. Bez tego inwestycja zagraniczna w Polsce
nie jest możliwa. Dla autora artykułu Mariusza Przybylskiego to nie
współpraca z podmiotami prywatnymi umożliwia inwestycję, ale tylko i
wyłącznie kontakt z urzędnikami. Następne zdanie powinno brzmieć: „Należy
zwiększyć zatrudnienie w PAIiIZ, aby Agencja była w stanie obsłużyć
wszystkich inwestorów zagranicznych”.

====================================================

We wrześniowym numerze polskiej edycji „National Geographic” (str. 116) z 2006 r. można znaleźć następujący fragment: „Kryzys w parkach USA. Mimo z dumy z tradycji ekologicznych, przyrodnicze skarby, takie jak Yosemite, Everglades, Acadia i Olympic poddawane są pełzającej prywatyzacji”. Wniosek dla czytelnika jest jeden: prywatyzacja oznacza niszczenie przyrody i tylko publiczna własność może zachować jej wartości.

====================================================

Szkoła Języków Obcych DIALOG z siedzibą w Krakowie we współpracy z Ministerstwem Edukacji Narodowej oraz Centralnym Ośrodkiem Doskonalenia Nauczycieli organizuje bezpłatne kursy językowe dla nauczycieli z województwa małopolskiego i śląskiego. W teście kwalifikacyjnym z języka angielskiego można znaleźć takie zdanie: „Jeśli byłbym premierem, to podniósłbym podatek dochodowy”. Propaganda socjalistyczna się szerzy za publiczne pieniądze. Co symptomatyczne, szkolenia finansowane są z Budżetu Państwa i Europejskiego Funduszu Społecznego. No i wszystko jasne: trzeba podnieść podatki, żeby Budżet Państwa i unijny fundusz mieli pieniądze na swoje projekty indoktrynujące nauczycieli, którzy w ten sposób zdobytą wiedzę przekażą z kolei swoim uczniom.

====================================================

Na stronie internetowej znanej podróżniczki Beaty Pawlikowskiej:

http://www.beatapawlikowska.com/books,text,1900.html

można przeczytać fragment jej książki pt. „Blondynka na Kubie”, który został usunięty z wydania papierowego. I bardzo dobrze, bowiem autorka pisze w nim: „Dlaczego politycy nie żyją ze średniej krajowej pensji, żeby sprawdzić czy właściwie uchwalili jej wysokość? Dlaczego nie można wszystkich wolnych pieniędzy świata przeznaczyć w pierwszej kolejności na pomoc głodującym i bezdomnym zamiast wydawać je na badania kosmiczne, bale sylwestrowe i fajerwerki?”. Teraz ja zadam kilka pytań: od kiedy zadaniem polityków jest ustalanie średniej pensji krajowej? Toż to byłby prawdziwy komunizm. Co to znaczy „wolne pieniądze świata”? Te przeznaczone na inwestycje, czy te trzymane na czarną godzinę? Dlaczego Pani Pawlikowska czepia się pieniędzy innych ludzi, którzy je ciężko zarobili, by wydać na swoje przyjemności? I czy autorka nie mogłaby wszystkich swoich pieniędzy wydać na głodujących i bezdomnych, zamiast błąkać się po świecie?

====================================================

W nr 9 miesięcznika podróżniczego „Globtroter” z 2007 r. Andrzej Pałgan w swoim artykule „Orinoko” przemyca ekologiczną, anytprzemysłową i antyrozwojową propagandę: „Dobrze, jeśli wody są tylko wykorzystywane do rybołówstwa czy tradycyjnego nawadniania pól uprawnych lub transportu. Rzeki mądrze zagospodarowywane też mają swój urok, choć jest ich bardzo niewiele. Znacznie gorzej, jeśli nad brzegami rzek panoszy się przemysł lub jacyś geniusze stawiają potężne zapory”. No to może wróćmy cywilizacyjnie do poziomu prymitywnych plemion indiańskich żyjących właśnie w dolinie rzeki Orinoko. Przynajmniej przyroda będzie ocalona.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24