Kilka słów o Austrii

W Austrii, podobnie jak i w innych krajach Unii Europejskiej, ludzie ze wszystkich stron ograniczani są przez

BZDURNE LEWICOWE PRZEPISY.

Sklepy (także supermarkety) mogą być otwarte w ciągu tygodnia tylko do godziny 19.30 a w sobotę do wczesnych godzin popołudniowych. W niedzielę handel, z wyjątkiem stacji benzynowych, jest zakazany. Powoduje to różne niespodziewane problemy, na przykład brak chleba na kolację. Lobby handlowców chce zlikwidować ten zakaz, a argumentuje to tym, że z powodu jego obowiązywania mniej turystów chce odwiedzać Austrię. Biurokracja w Austrii jest tak rozległa, że nawet uliczni grajkowie muszą uzyskać od urzędników zezwolenie na grę na ulicy, zwykle tylko na rok, po czym trzeba się starać o kolejne.

Powszechna wieść niesie, że chińskie knajpki, które rozprzestrzeniają się w Austrii z zawrotną szybkością, są opanowane przez azjatycką mafię. W miejscach, gdzie likwidowany jest lokal austriackich właścicieli (co jest dość częstym zjawiskiem ze względu na wysokie podatki i wysokie ceny skutkujące małą ilością klientów) z pewnością powstanie wkrótce chińska restauracja. W Wiedniu jest ich zatrzęsienie niemalże na każdej ulicy, a odwiedza je stosunkowo niewielu klientów. Austriacy spekulują: „Jak one mogą się utrzymać? Na pewno piorą brudne mafijne pieniądze!”

Pozostając przy tematyce handlowej ostrzegam, że nie warto kupować w Austrii mięsa w jakiejkolwiek postaci, bo grozi to problemami żołądkowymi – dotowane przez Unię Europejską drogie mięso śmierdzi antybiotykami! Nie polecam też przereklamowanych wiedeńskich przedświątecznych Weihnachtsmarkt’ów, z których największy organizuje się przed miejskim ratuszem. Oprócz wyjątkowo drogiego grzanego wina i pieczonych kasztanów nic tam nie nadaje się do kupienia. Ozdoby choinkowe i prezenty świąteczne są marnej jakości i po wyższych cenach niż w sklepach, a pieczone precelki po prostu mało smaczne.

Nie jest łatwo i tanio korzystać w Austrii z internetu. Aby móc podłączyć się do niego należy najpierw podpisać specjalną umowę z wybranym providerem. Wtedy otrzymuje się specjalne hasło dostępu i płaci się 50-60 euro miesięcznie za stałe łącze. Uzasadniane jest to tym, by ograniczyć i zapobiegać szkodom wyrządzanym przez hakerów. Kawiarenki internetowe są wyjątkowo drogie: 3 euro za 15 minut i 6 euro za godzinę.

W Wiedniu w związku z olbrzymią ilością samochodów brakuje miejsc parkingowych. Na ulicach zorganizowano strefy krótkiego parkowania. Należy wykupić specjalną kartę do parkowania na pół godziny lub godzinę. Kara za pozostawienie samochodu bez opłaty za szybą skutkuje mandatem w wysokości 21 euro. Mimo to trzeba mieć wielkie szczęście, by znaleźć wolne miejsce. Natomiast parkingi podziemne są wyjątkowo drogie – kilka euro za godzinę postoju. Zakazów parkowania nikt nie łamie, ponieważ korzystający z wjazdu może zadzwonić po specjalną ekipę, która w ciągu pięciu minut odwozi samochód na specjalny parking. Właściciel, aby odebrać samochód musi zapłacić 160 euro.

Zima co roku zaskakuje nie tylko polskie służby drogowe. Podobna sytuacja jest również w Austrii. W Wiedniu nie zdążono na czas odśnieżyć wszystkich ulic. Przestały jeździć tramwaje albo jeździły wyjątkowo niepunktualnie. Tylko metro funkcjonowało bez problemów. Co ciekawe, w Austrii stosuje się inne metody przeciwśniegowe niż w Polsce. Zamiast soli czy piasku rozrzuca się na chodnikach małe kamyczki, ponieważ jest to podobno bardziej ekologiczne. Na wiosnę kamyki są zbierane, czyszczone i używane następnej zimy. Jednak metoda ta ma też swoje minusy – kamyczki wchodzą w podeszwę i co jakiś czas trzeba je wyciągać.

27 lutego 2003 roku odbył się kolejny

BAL W WIEDEŃSKIEJ OPERZE.

Aby zwiększyć bezpieczeństwo uczestników balu wyłączono z ruchu całe centrum Wiednia. Podczas balu wokół opery bezpieczeństwa pilnowało aż 1400 policjantów. Jak co roku odbyła się demonstracja głównie anarchistów, komunistów, antyglobalistów przeciwko kapitalizmowi. Było ich nie więcej niż 700, ale nie obyło się bez zniszczonych przystanków autobusowych. Tylko tak naprawdę to ciężko dociec przeciwko czemu właściwie ci ludzie protestowali. Są dwie możliwości:

1)      przeciwko kapitalizmowi (przeważały hasła PRECZ Z KAPITALIZMEM) – ale w takim wypadku źle wybrali miejsce i czas demonstracji, bo Austrię z jej rozbudowanym do absurdu systemem socjalnym i horrendalnymi podatkami trudno byłoby nazwać krajem o typowo kapitalistycznej gospodarce,

2)      przeciwko obecnemu systemowi – ale wtedy na sztandarach demonstranci powinni mieć hasła PRECZ Z SOCJALIZMEM, który w Austrii, podobnie jak w większości krajów Unii Europejskiej jest systemem obowiązującym.

Z tego wynika fakt, że demonstrantom pomieszały się pojęcia i nie wiedzą czy się różni kapitalizm od socjalizmu oraz jakie są przesłanki i skutki istnienia obu ustrojów.

Mimo organizowania tego typu, słynnych w całym świecie, imprez mieszkająca w Wiedniu Japonka wyznała mi:

- W porównaniu z Tokio i Nowym Jorkiem Wiedeń jest kulturalną pustynią.

Na terenie Austrii można odbierać publiczną telewizję

EURONEWS.

Jest to europejska stacja informacyjna, która powstała po Wojnie w Zatoce Perskiej w 1991 roku na podstawie decyzji politycznej, dla przeciwstawienia się amerykańskiej CNN. Jest ona silnie dotowana ze środków państwowych. Podczas obecnej Wojny w Iraku z telewizji tej ciężko było się dowiedzieć czegoś konkretnego na temat prowadzonych działań wojennych. Szeroko są natomiast pokazywane wzruszające manifestacje  przeciwników wojny z całego świata, zabici iraccy cywile, ranni, cierpiący amerykańscy żołnierze. Ważniejsze od sytuacji na froncie okazało się opisywanie negatywnego wpływu jaki wywierają wojenne relacje telewizyjne na psychikę oglądających je dzieci. Może właśnie z tego powodu mało informowano oglądających o działaniach na froncie.

Co pół godziny w EuroNews pokazywany jest materiał filmowy z oryginalnym dźwiękiem z podpisem „No Comments”. Zwykle wtedy na ekranie widać niezadowolonych, bo pokrzywdzonych przez wstrętnych kapitalistów, związkowców z Włoch, Francji, Niemiec, Polski, którzy domagają się przecież słusznych praw. Natomiast kiedy odbywało się na Malcie referendum w sprawie przystąpienia tego kraju do Unii Europejskiej, dziennikarze EuroNews rozmawiali tylko z rozentuzjazmowanymi zwolennikami przyłączenia, którzy zachwalali ten historyczny moment (skąd my to znamy). Poza tym kiedy w telewizji tej pokazywana jest relacja z Polski to oczywiście na pierwszym planie wiejską drogą między walącymi się budynkami jedzie furmanka. Powożący stary dziadek w kufajce i bez zębów mówi:

- Ja niewiele wiem o Unii Europejskiej, ale na pewno będzie lepiej.

W ten sposób utrwala się w umysłach mieszkańców Europy Zachodniej obraz zacofanej Polski i obdartych Polaków. By przeciwstawić się temu stereotypowi zorganizowano za pieniądze polskich podatników

ROK POLSKI W AUSTRII.

W listopadzie 2002 roku minister Włodzimierz Cimoszewicz podarował wiedeńskiemu ogrodowi zoologicznemu dwa polskie żubry z Puszczy Białowieskiej. W uroczystości przekazania zwierząt oprócz dyrektora zoo dra Helmuta Pechlanera brała udział także Minister Spraw Zagranicznych Austrii pani dr Benita Ferrero-Waldner. Nie obyło się bez poczęstunku – bigosu i żubrówki. Rozdawano foldery w języku niemieckim na temat polskich parków narodowych. Impreza została przygotowana przez dyrektora zoo oraz panią ambasador prof. Irenę Lipowicz z Ambasady Polskiej w Austrii. Sponsorami byli między innymi Instytut Polski w Austrii, Instytut Adama Mickiewicza, Polska Organizacja Turystyczna. Dzięki darmowym zaproszeniom wielu Polaków mieszkających w Wiedniu mogło po raz pierwszy zwiedzić ogród zoologiczny, ponieważ normalne bilety wstępu są wyjątkowo drogie i wynoszą aż 10 euro.

Od grudnia 2002 roku do marca 2003 roku w Muzeum Historii Sztuki w Wiedniu wystawiano polskie dzieła sztuki od XII do XVIII wieku. Natomiast w Leopold Muzeum przygotowano wystawę „Nowe Państwo. Polska sztuka 1918-1939”. Pokazowi towarzyszył program filmowy oraz wykłady. Na murach i tramwajach były reklamy o Polsce: „Jetzt geht’s um Polen!” (Teraz chodzi o Polskę!). Jednak nie wszystko się udało. Czy to ze złośliwości losu czy celowo na tych samych tramwajach była reklama wystawy na temat biedy zorganizowanej w tym samym czasie w Muzeum Historii Miasta Wiednia z wielkim napisem ARMUT (bieda). Łatwo można było skojarzyć: Polska – bieda. Jednak nie tylko ten fakt mógł spowodować negatywne skojarzenia na temat Polski. Na jednym z przystanków tramwajowych na rozkładzie jazdy ktoś przykleił dwa krótkie artykuły z austriackiej gazety. Jeden dotyczył Rumuna, który dokonał jakiegoś przestępstwa w Austrii, a drugi Polaka, który ukradł sprzęt RTV. Dopisek pod artykułami w języku niemieckim: „Złodziejami zawsze są ci pier…i cudzoziemcy”. Takie sytuacje nie pozwalają Austriakom zapomnieć znanego hasła dotyczącego samochodów: „Heute gestollen, morgen in Polen” (Dzisiaj skradziony, jutro w Polsce). Nieprzyjemnie rozpoczął się też koncert zespołu Golec uOrkiestra, organizowany w lutym 2003 roku przez wiedeńską Polonię. Pół godziny po czasie wyszedł perkusista zespołu i powiedział:

- Przepraszamy, że opóźnia się rozpoczęcie koncertu. My byliśmy gotowi na czas, tylko organizator negocjuje jeszcze z właścicielem sali cenę za prąd. Prosimy jeszcze o piętnaście minut cierpliwości.

Natomiast

POLONIĘ W AUSTRII

szacuje się na około 40 tys. osób, z czego większość mieszka w Wiedniu. Są tutaj sklepy z polskimi produktami spożywczymi i alkoholem, polską prasą, wypożyczalnie kaset video i DVD, księgarnie, polskie restauracje, galerie. W dwóch polskich kościołach przy Rennwegu (kościół pod wezwaniem św. Krzyża) i na Kahlenbergu (kościół św. Józefa) odbywają się regularne msze po polsku. W Wiedniu jest także Instytut Polski, Szkoła Polska, do której uczęszcza ponad 300 uczniów oraz Dom Polski. W tym ostatnim znajduje się Stacja Naukowa PAN, polska biblioteka, hotel oraz siedziby Związku Polaków w Austrii „Strzecha” i Forum – Wspólnota Polskich Organizacji w Austrii, która zrzesza 30 organizacji polonijnych.

2 odpowiedzi to “Kilka słów o Austrii”

  1. jastrzi pisze:

    cos niesamowitego jak mozna obrzydzic wszystko. typowe polskie narzekanie.

  2. Tomasz pisze:

    Pracuje i mieszkam (2015) w Austrii jako osoba oddelegowana z Polski! Ten kraj to tragedia i kompletna parodia Niemiec! Na drogach jeżdżą ludzie bez techniki jazdy, ale sposób zdobywania tu prawa jazdy wszystko wyjaśnia – uczy mama albo tata. W zakładzie pracy w którym świadczę usługi panuje kompletny chaos i nikt nie umie nad nim zapanować, to cud że ta firma funkcjonuje. Jak napisał to pan Tomasz lubią grzebać w papierach, dlatego grzebali również w mojej umowie o prace doprowadzając do kompletnego syfu z którego nie umieliśmy się pozbierać z moim pracodawcą bez specjalisty ds umów zagranicznych – wymuszali szkodliwe zapisy. Niby tacy wierzący, ale ogólnie to raczej fanatyzm czy debilizm – ten debilizm na dzień dobry Grüß Gott. Wynajmującej mi mieszkanie bił syfon do głowy i próbowała rządzić prowadząc jakieś prywatne rozgrywki, że niby ja Polak a ona wielka królowa Sisi. Kraj debili – powie to każdy kto musi tu popracować i poznaje rzeczywiste życie, a nie tylko spędzać krótko czas na wakacjach poddając się chwilowemu zauroczeniu. Niby czysty, ale…

Zostaw odpowiedź

web stats stat24