Histeria po Fukushimie*

 

Katastrofa w elektrowni atomowej w Fukushimie w marcu br. porównywana jest z wybuchem w Czarnobylu w ZSRR w 1986 roku, a niektórzy eksperci twierdzą nawet, że to awaria w Japonii miała bardziej negatywne skutki dla środowiska i zdrowia ludzi. Być może po wielu latach badań poznamy stan faktyczny, a może prawdy nie dowiemy się nigdy. Jedno jest pewne – katastrofa w Fukushimie ma znaczący wpływ na decyzje w sprawie dalszego rozwoju energii nuklearnej na świecie.

Przed awarią w elektrowni Fukushima Daiichi, do której doszło – co trzeba zaznaczyć – z powodu wyjątkowo silnego trzęsienia ziemi, a nie braku zabezpieczeń technicznych czy błędu ludzkiego, elektrownie atomowe zapewniały jedną trzecią zapotrzebowania Japonii na energię elektryczną, a plany mówiły, że do 2030 roku już połowa energii będzie pochodziła z reaktorów atomowych. Jednak awaria zaprzepaściła te kalkulacje. Bezpośrednio po katastrofie zamknięto 11 z 54 działających elektrowni jądrowych w Japonii, co od razu przełożyło się na braki w dostawach prądu. W późniejszym czasie wstrzymano prace kolejnych reaktorów, pozostawiając zaledwie 16 czynnych. Na skutek awarii w Fukushimie japońskie władze zamierzają też zrewidować plany redukcji emisji dwutlenku węgla, które do roku 2020 miały zostać zmniejszone o 25 procent w stosunku do roku 1990.

Japończycy obawiają się elektrowni jądrowych. W Tokio odbyły się antyatomowe demonstracje, których uczestnicy domagali się natychmiastowego zamknięcia wszystkich elektrowni atomowych w kraju. Z kolei z sondażu przeprowadzonego dwa miesiące po katastrofie wynika, że 66 procent Japończyków popiera decyzję władz o zamknięciu narażonej na potencjalne trzęsienie ziemi siłowni atomowej w Hamaoka, a 47 procent chce znacznego ograniczenia ilości reaktorów jądrowych w kraju. Z kolei z czerwcowych sondaży wynika, że aż 82 procent Japończyków żąda, by wszystkie reaktory atomowe w ich kraju zostały wyłączone, a zaledwie 14 procent badanych uważa, że elektrownie jądrowe powinny nadal działać. Aż 94 procent ankietowanych Japończyków przyznało, że „poważnie” lub „do pewnego stopnia” niepokoi się o bezpieczeństwo elektrowni atomowych. Sam Naoto Kan, lewicowy premier Japonii, opowiedział się za stopniową likwidacją produkcji energii atomowej na rzecz większego wykorzystania źródeł odnawialnych i aby zapobiec przerwom w dostawach prądu, uskutecznia się ręczne sterowanie. Mianowicie japoński rząd, pod groźbą wysokich grzywien, nakazał największym użytkownikom prądu zmniejszenie konsumpcji elektryczności o 15 procent w stosunku do roku 2010. Ponadto władze Japonii przejęły kontrolę nad firmą Tokyo Electric Power Company, operatorem elektrowni atomowej w Fukushimie, a premier rozważa też możliwość nacjonalizacji pozostałych japońskich elektrowni atomowych. Z wyliczeń Japońskiej Rady Naukowej wynika, że jeśli kraj ten będzie sukcesywnie rezygnować z energii nuklearnej, to do 2030 roku rachunki za prąd wzrosną średnio o jedną trzecią.

Władze różnych krajów podejmują działania zabezpieczające przed podobną awarią atomową. W maju przywódcy Japonii, Chin oraz Korei Południowej zawarli porozumienie, którego celem jest koordynacja działań mających służyć bezpieczeństwu elektrowni atomowych – wspólne przedsięwzięcia w przypadku awarii mają być podjęte szybko i stanowczo. Sygnatariusze porozumienia zgadzają się na wzajemne kontrole instalacji nuklearnych, wymianę informacji dotyczących ich zabezpieczeń oraz stworzenie systemu szybkiego ostrzegania przed ewentualnymi zagrożeniami. Same chińskie władze zdecydowały o wydaniu 23 milionów USD na działania związane z bezpieczeństwem krajowych instalacji nuklearnych. Z kolei Manmohan Singh, premier Indii, przedstawił plan zabezpieczenia indyjskich siłowni przed podobnymi wypadkami.

Niektóre z europejskich rządów podjęły polityczne decyzje o zaniechaniu procesu rozwoju energetyki jądrowej, wstrzymały budowę nowych elektrowni, a także zdecydowały o zamknięciu starych. Unia Europejska zleciła kontrole w unijnych elektrowniach atomowych. Niemcy, gdzie działa 17 elektrowni nuklearnych, a jednocześnie silna jest partia Zielonych, która domaga się zamknięcia wszystkich elektrowni jądrowych, zdecydowały, że do 2022 roku całkowicie zrezygnują z energii atomowej. Po marcowej katastrofie w japońskiej elektrowni niemieckie władze nakazały przejściowe wyłączenie siedmiu najstarszych siłowni jądrowych wybudowanych przed 1980 rokiem, a następnie Bundestag uchwalił pakiet ustaw, które zakładają stopniową rezygnację z wykorzystania tego rodzaju energii do końca 2022 roku oraz szybszy rozwój energii ze źródeł odnawialnych. W odpowiedzi niemieckim politykom operatorzy energetyczni poinformowali, że już najbliższej zimy może w Niemczech zabraknąć prądu, jeśli eksploatacja najstarszych elektrowni atomowych nie zostanie wznowiona. Rainer Brüderle, minister gospodarki Niemiec, powiedział, że rezygnacja z energii nuklearnej na rzecz alternatywnych źródeł energii może kosztować Niemców nawet 2 miliardy euro rocznie. Mimo to wycofanie się przez Niemcy z energii atomowej do 2022 roku poparła kanclerz Aniela Merkel, jednak przeciwni temu pomysłowi są politycy rządzącej CDU i wolnościowej FDP, którzy ostro skrytykowali szefową rządu. – Nagłe wycofanie się z energetyki nuklearnej jest jednym z najbardziej katastrofalnych błędów podjętych przez niemieckich polityków od 1949 roku – uważa Arnold Vaatz, wiceprzewodniczący chadeków. Według sceptyków planu rezygnacja z elektrowni atomowych może doprowadzić do długotrwałych przerw w dostawach prądu oraz „kosztownych i złych inwestycji”. Podobnie zdaniem ekspertów z Międzynarodowej Agencji Energii, likwidacja energetyki jądrowej w Niemczech spowoduje globalny wzrost kosztów energii, zwiększenie emisji dwutlenku węgla i zagrozi bezpieczeństwu dostaw energii, a odczują to także państwa sąsiednie.

Podobną decyzję o rezygnacji z energetyki atomowej, którą popiera według sondaży większość Szwajcarów, podjęli w czerwcu szwajcarscy parlamentarzyści. Z kolei w wyniku referendum włoski rząd zdecydował o całkowitej rezygnacji z programu budowy elektrowni atomowych, które miały powstać we współpracy z Francją. Wcześniejsze plany przewidywały rozpoczęcie w 2013 roku budowy czterech elektrowni, które osiągnąwszy pełną moc siedem lat później, zaspokajałyby jedną czwartą zapotrzebowania Włoch na energię elektryczną. Z kolei do wyłączenia reaktorów atomowych w Bułgarii deszczem euro zachęciła polityków Unia Europejska, która władzom w Sofii przekazała już na ten cel około 650 milionów euro. Nawet we Francji, gdzie około 75 procent prądu wytwarzają reaktory atomowe, zieloni manifestanci domagali się natychmiastowego wycofania się z energetyki nuklearnej na rzecz odnawialnych źródeł energii.

Amerykańska Federalna Komisja ds. Przepisów Nuklearnych opublikowała raport, z którego wynika, że reaktory atomowe w USA, których pracuje aż 104, muszą być lepiej zabezpieczone, aby uniknąć rzadkich, ale jednak możliwych katastrof. Władze Indii postanowiły powołać specjalną komisję parlamentarną, która zbada działanie systemów zabezpieczających reaktory atomowe w kraju. Jednocześnie nie wstrzymują rozwoju energii jądrowej – ostatnio podpisano porozumienie ze specjalistami z Korei Południowej, którzy mają wziąć udział w indyjskim projekcie. Natomiast grupa ekologiczna Sunday z Tajwanu domaga się zorganizowania referendum w sprawie dalszego działania siłowni atomowych na wyspie, gdzie obecnie działają trzy elektrownie jądrowe, a kolejna jest w budowie.

Nie wszyscy jednak po awarii w Fukushimie przestraszyli się atomu i racjonalnie nie rezygnują ze swoich dotychczasowych planów. Eksperci energetyczni z Dubaju stwierdzili, że energia atomowa jest w dalszym ciągu najbezpieczniejszym, najtańszym i najczystszym alternatywnym jej źródłem energii. Dlatego też Zjednoczone Emiraty Arabskie nadal będą rozwijać swój projekt budowy elektrowni atomowych o wartości około 20 miliardów dolarów. Oddanie pierwszej jednostki planowane jest na 2017 rok. Mimo tego, że 57 procent Rosjan opowiada się za całkowitym odejściem od energetyki atomowej, to władze Rosji, gdzie funkcjonuje 10 elektrowni atomowych, a w budowie znajduje się 6 kolejnych (m.in. w Kaliningradzie), nie planują rezygnować z tego typu energii. Kontynuowane są również prace związane z budową reaktorów tuż przy granicy z Polską, w Ostrowcu na Białorusi. Z kolei Prithviraj Chavan, premier indyjskiego stanu Maharasztra, nie uległ protestom przeciwników energii nuklearnej i oznajmił, że nie ma możliwości zmian w projekcie budowy dużej, wieloblokowej elektrowni atomowej w Dźajtapurze, a tym bardziej rezygnacji z niego, podkreślając, że dodatkowa energia jest niezbędna dla stanu. Z rozwoju energii atomowej nie rezygnuje także Iran. Elektrownia jądrowa w Buszerze, której budowę wspiera Rosja, jest pierwszą z sieci planowanych w tym kraju elektrowni tego typu.

Również Namibia, która jest czwartym największym na świecie producentem tlenku uranu, nie zarzuciła swoich ambitnych planów wybudowania do 2018 roku przy pomocy Finów pierwszej w kraju elektrowni nuklearnej. Także Słowenia nie poddaje się ogólnoświatowej histerii i nie zamierza rezygnować z energii nuklearnej. Projekt nowego planu energetycznego Słowenii wydłuża pracę istniejącej siłowni Krszko o 20 lat (do 2043 roku), a co więcej, dopuszcza jej rozbudowę. Na razie nie zostanie także zamknięta elektrownia Metzamor w Armenii, która produkuje 40 procent energii potrzebnej w kraju, choć uważana jest za jedną z najbardziej niebezpiecznych na świecie. Tamtejsze reaktory sowieckiego typu zbudowano na dodatek w strefie silnych trzęsień ziemi. Władze Armenii odrzuciły ofertę Unii Europejskiej sprzed kilku lat, by za pomoc w wysokości 200 milionów euro zamknęły elektrownię. Dodatkowo władze w Erywaniu planują budowę drugiej elektrowni atomowej na tym samym sejsmicznie niebezpiecznym terenie. Oprócz Chin, które po awarii w Fukushimie zdecydowały, że będą wdrażać III generację reaktorów (łącznie w Państwie Środka buduje się 26, a planuje 172 reaktory atomowe), w Europie Wielka Brytania, Finlandia, Czechy, Holandia, Francja, a także Polska potwierdziły, że chcą kontynuować rozwój energetyki nuklearnej.

Na Litwie, która po zamknięciu elektrowni jądrowej w Ignalinie (pod naciskiem Brukseli) 80 procent energii musi importować z Rosji, kontynuowany jest projekt budowy nowej siłowni atomowej Visaginas – jest to wspólne przedsięwzięcie Litwy, Łotwy, Estonii i Polski. Katastrofa w Fukushimie, a także naciski władz Berlina i sąsiadującego z Polską niemieckiego landu Brandenburgia, by wstrzymać plany budowy pierwszej w naszym kraju elektrowni atomowej, nie powstrzymują polskich decydentów przed uruchomieniem elektrowni nuklearnej około roku 2020. W czerwcu prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o przygotowaniu i realizacji inwestycji obejmujących budowę obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących. Polska Grupa Energetyczna już w czwartym kwartale tego roku planuje rozpisać przetarg na wybór dostawy technologii, a rząd przygotowuje kampanię edukacyjno-informacyjną na temat rozwoju energetyki atomowej. Na działania związane z przygotowaniem budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej zostanie przeznaczonych ponad 150 milionów złotych z budżetu państwa. Warto dodać, że aktualnie na świecie działa 440 reaktorów atomowych, które produkują około 14 procent światowej energii elektrycznej.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 32-33 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2011 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24