Fałszowanie wyników wyborów*

Inez Białobrzewska, która startowała do europarlamentu z KNP w okręgu lubelskim, postanowiła sprawdzić, ile w jej komisji wyborczej oddano na nią głosów. Jakież było jej zdziwienie, gdy okazało się, że… zero!

Tymczasem w okręgu tym głosowała cała jej rodzina i znajomi. Są dowody w postaci zdjęć kart do głosowania, a Michał Brzeziński, jeden z członków tej okręgowej komisji wyborczej, stwierdził nawet, że Białobrzewska otrzymała całkiem sporo głosów. Miał to potwierdzić także przewodniczący tej komisji, podczas gdy protokół podpisany przez te osoby mówi co innego! – Czuję, że ktoś zakpił sobie nie tyle ze mnie, co z moich wyborców i najbliższych, zwłaszcza że wielu z nich od lat brało czynny udział w wyborach. To niemożliwe, by tyle osób (w tym dobrze wykształconych) nie umiało postawić znaku „X” w okienku na swojego kandydata – skomentowała Inez Białobrzewska w rozmowie z Cezarym Krysztopą na portalu blogpublika.com. – Sprawę zgłosiłam do koordynatora lubelskiego KNP Konrada Szewczyka, który przekazał ją do Warszawy i w tej chwili czekam na decyzję, czy zostaną podjęte jakieś kroki w tej sprawie – stwierdziła. – Bardzo niepokojący jest również fakt, że na podobne incydenty skarżyli się ludzie w całej Polsce – dodała.

Nikt tego nie pilnuje

Drugi dokładnie opisany ewidentny przykład sfałszowania wyniku wyborów (nie wiadomo, czy umyślnego, czy nie) podał Konrad Daniel z Podziemna TV, który wraz z żoną w Obwodowej Komisji nr 3 w Janowie Lubelskim oddał dwa głosy na Jarosława Pełkę z KKW Ruch Narodowy. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazało się, że według protokołu z tej komisji wyborczej na Pełkę nie oddano ani jednego głosu! – To dowód na to, że wyniki wyborów są fałszywe. (…) Niezależnie od tego, czy ktoś zrobił to celowo, czy była to zwykła pomyłka, czy była to nierzetelność, czy gapiostwo czyjeś protokoły z komisji obwodowych są nieprawdziwe, nierzetelne. I to jest faktem. To nie jest odosobniony przypadek – mówi Daniel. – Wiele osób z całej Polski podobne historie opisuje na Facebooku. (…) Obawiam się, że to jest standard. Tak właśnie w naszym kraju wyglądają procedury demokratyczne. Nikt tego nie pilnuje. (…) Wyniki z ponad 27 tysięcy obwodowych komisji wyborczych są tak samo nierzetelnie podawane do Państwowej Komisji Wyborczej. Tym samym całe wyniki wyborów tak naprawdę są sfałszowane – podkreśla.
Z kolei PiS przedstawiło nagranie wideo, które ma być dowodem na to, że w komisji wyborczej nr 103 w Warszawie miało miejsce poważne naruszenie kodeksu wyborczego. Na filmie widać, jak członkowie komisji opuszczają lokal wyborczy z workami pełnymi kart do głosowania, bez wywieszenia na drzwiach protokołu. Worki z głosami włożono do bagażnika prywatnego samochodu, a potem miały być wrzucane do piwnicznego okienka w jakimś budynku. Tymczasem zgodnie z uchwałą PKW z 24 lutego 2014 roku w sprawie wytycznych dla obwodowych komisji wyborczych dotyczących zadań i trybu przygotowania oraz przeprowadzenia głosowania wyborów do Parlamentu Europejskiego, obwodowa komisja sporządza kopię protokołu głosowania, którą wywiesza w miejscu łatwo dostępnym dla zainteresowanych i widocznym po zamknięciu lokalu. Uchwała PKW wskazuje też, że „wywieszenie kopii protokołu głosowania winno nastąpić niezwłocznie po jego sporządzeniu”. – Przyczyny nieważności głosów oddanych w wyborach może ustalić Sąd Najwyższy podczas rozpatrywania protestu wyborczego, a nie organy wyborcze – broni się PKW. – A co uważa Państwowa Komisja Wyborcza, to okaże się po proteście wyborczym PiS, który zostanie skierowany do Sądu Najwyższego w najbliższym czasie. 25 godzin szukano 25 tysięcy głosów. Te wybory mogły być sfałszowane, ale czy tak było, zobaczymy po orzeczeniu Sądu Najwyższego – mówił w programie „Po przecinku” w TVP Info poseł Antoni Macierewicz, wiceprezes PiS. – Takich wypadków, jak na filmie, było więcej. Chcemy wyliczyć wszystkie, co do których jesteśmy pewni, że przebieg był taki sam. Chcemy także, by temu towarzyszyły także inne nadużycia. Warto sobie uświadomić, że w tych wyborach było ponad 200 tysięcy głosów nieważnych, o 100 tysięcy więcej niż w poprzednich wyborach do Parlamentu Europejskiego, przy zmniejszonej frekwencji. Czy to nie jest niepokojące? – pytał Macierewicz.

Dwa razy więcej głosów nieważnych

W tegorocznych wyborach do europarlamentu PKW uznała za nieważne 228 005 głosów. Choć Kazimierz Czaplicki, szef Krajowego Biura Wyborczego, przekonywał, że liczba nieważnych głosów „nie odbiega znacząco od innych wyborów”, to w rzeczywistości w eurowyborach z 2009 roku nieważnych było 1,77 procent ogólnej liczby głosów, podczas gdy w tym roku aż 3,12 procent. Jak podaje portal Niezalezna.pl, w skali kraju najwięcej nieważnych głosów oddano w okręgu wyborczym nr 7 w Poznaniu – ponad 25 tysięcy, czyli 4,08 procent wszystkich wrzuconych do urn kart. W Bydgoszczy oddano ponad 13,5 tysiąca, czyli 3,65 proc. nieważnych głosów. We wsi Jaraczewo w powiecie jarocińskim nieważnych było aż 8,53 procent głosów. Najlepszy wynik zanotowało tam PSL, które zdobyło aż 29,79 procent głosów. Portal wPolityce.pl ujawnił ponadto takie cuda, że w komisji wyborczej nr 11 w Choszcznie (woj. zachodniopomorskie), 500 wyborców (100 procent głosujących) zakreśliło zgodnie jednego kandydata – Roberta Stankiewicza z listy Solidarnej Polski. Takie dane oficjalnie podała PKW, mimo że z papierowego protokołu komisji wynika, iż Stankiewicz w tej komisji… nie dostał żadnego głosu.
– To, że pisowskie teorie spiskowe (głównie te smoleńskie) są kabaretem to oczywistość. Ale jak tu się ustosunkować do tego dzisiejszego filmiku przedstawionego przez Macierewicza? Gołym okiem widać złamanie przepisów wyborczych. PKW nie ma nic w tej materii do powiedzenia, umywa ręce; twierdzą, że nie mają żadnych prawnych instrumentów kontroli pracy obwodowych komisji wyborczych. Dalej, mamy ponad 200 tysięcy nieważnych głosów, co samo w sobie jest wysoce nieprawdopodobne. Eurowybory są tak nieskomplikowane, że głosować w nich mogłaby małpa – jeden krzyżyk przy jednym kandydacie i po sprawie. Trudno też uwierzyć, że przy tak niskiej frekwencji powstałaby grupa wyborców, którzy chcieliby czynnie pokazać, że mają to wszystko w nosie. W mediach społecznościowych nikt akcji „czynnego bojkotu” nie ogłaszał, nikt się w tym celu nie organizował publicznie. Skąd zatem niemal 3 procent nieważnych głosów? I jak to się ma do sytuacji takich jak ta pokazana przez pisiarnię? – napisał na Facebooku Bartłomiej Gajos z Wrocławia. – Instrukcja głosowania widniała na każdym stanowisku do głosowania. Skoro mamy uważać, że aż tyle osób nie potrafiło zrozumieć tak banalnej instrukcji, na poziomie zakładania kapcia, to mamy super argument przeciw demokracji – skomentował na Facebooku Patryk Łąkowski.
Nieprawidłowości prowadzących do możliwych fałszerstw wyborczych było znacznie więcej. W wywiadzie z portalem blogpublika.com, członek komisji obwodowej nr 19 w Mińsku Mazowieckim poinformował, że „w trakcie zliczania głosów dokładnie sprawdzaliśmy i zliczaliśmy na kartkach każdy komitet wyborczy, gdy nagle… przy komitecie PO pojawiło się 20 dodatkowych głosów niejako dodanych na osobę, na kandydata numer 2, wojewodę mazowieckiego Jacka Kozłowskiego”. Portal Niezalezna.pl poinformował, udostępniając filmik ze zdarzenia, że w obwodowej komisji wyborczej nr 232 w Warszawie w trakcie wyborów otworzono urnę, a każdy mógł do niej podejść i grzebać w oddanych głosach. Komisja wyborcza w żaden sposób na to nie zareagowała. – Dostaliśmy z okręgu wałbrzyskiego wiele informacji o tym, że w komisjach do zakreślania używano cienkopisy, przez co „krzyżyk” przebijał się na drugą stronę i głos uznawano za nieważny – powiedziała „Gazecie Polskiej Codziennie” Anna Sikora, pełnomocnik PiS monitorująca eurowybory, dodając, że PKW „od początku utrudnia nam pracę”. Grzegorz Jarzębski, który był mężem zaufania w komisji wyborczej nr 154 znajdującej się przy Ambasadzie RP w Londynie, opisał sytuację, że w urnach wyborczych znalazło się pięć kart niewiadomego pochodzenia, a członkowie komisji wyborczej ukryli ten fakt, fałszując dane.
Przed wyborami Kongres Nowej Prawicy apelował, by robić zdjęcia zakreślonej karty do głosowania, aby łatwiej było udokumentować ewentualne fałszerstwa. Tomasz Sommer, rzecznik KNP, podkreślił, że większość Polaków ma telefony komórkowe z aparatem fotograficznym, więc sfotografowanie oddanego głosu nie stanowi dla wyborców problemu. – Każdy wyborca jest w spisie wyborczym i każda komisja wyborcza wywiesza protokół z wyników głosowania do publicznej wiadomości, jeżeli wyborca ma zastrzeżenia, może je zgłosić do Sądu Najwyższego – zapewniał w Onecie przed wyborami Kazimierz Czaplicki. – Jeżeli później się okaże, że w danej komisji było oddanych na przykład 10 głosów na Kongres Nowej Prawicy, a na liście będzie zero, to jeśli będą sfotografowane takie głosy, to taki protest będzie miał większe szanse uznania – przekonywał Sommer. Partia zachęcała też, by do lokalu wyborczego przynieść swój długopis, co może utrudnić fałszowanie głosów (postawienie drugiego krzyżyka, aby głos był nieważny, nawet innym odcieniem niebieskiego długopisu może być bardzo podejrzane i ryzykowne). Okazało się, że zalecenia KNP były jak najbardziej na miejscu, gdyż tuż po wyborach w Internecie pojawiły się zdjęcia z zaznaczonym głosem na KNP oraz wynikami z tych komisji wyborczych, gdzie dany kandydat KNP otrzymał zero głosów! – Będziemy składali protesty, ale szczerze mówiąc, jak znam Państwową Komisję Wyborczą, to możemy sobie pisać na Berdyczów – skwitował Janusz Korwin-Mikke, europarlamentarzysta i lider KNP.

Jak zapobiec fałszowaniu?

Już przed wyborami do europarlamentu były głosy mówiące o fałszowaniu podpisów pod listami poparcia poszczególnych komitetów wyborczych. Ryszard Wiśniewski z Torunia, jeden z okręgowych pełnomocników wyborczych Komitetu Wyborczego Wyborców Oburzeni w województwie kujawsko-pomorskim, napisał m.in. do PKWj, Prokuratora Generalnego, Sądu Najwyższego, europarlamentu oraz do kilkudziesięciu innych instytucji i mediów, iż składa wniosek o unieważnienie eurowyborów oraz ukaranie „tych, którzy przyczynili się do fałszowania list poprzez… przepisywanie list wyborczych innych ugrupowań z lat poprzednich i fałszowanie podpisów… przepisywanie tą samą metodą z: list działkowców, ZUS-u, KRUS-u, szpitali, banków”. Wiśniewski przedstawia listy poparcia trzech różnych komitetów, na których widnieją dane tych samych osób, lecz z różnymi podpisami. Jego zdaniem w zależności od okręgu i od komitetu wyborczego autentycznych było tylko od 20 do 80 procent podpisów i szacuje, że w sumie mogło zostać sfałszowane nawet około 2 miliony podpisów.
W związku z zaistniałą sytuacją pojawiły się pomysły na to, w jaki sposób na przyszłość utrudnić fałszowanie wyborów. Komitet Wyborczy Wyborców Ruch Narodowy złożył wniosek o rozszerzenie szczegółowości protokołów okręgowych komisji wyborczych, uzasadniając: „opisywanie i upublicznianie rodzajów unieważnień głosów mogłoby zminimalizować ewentualne przypadki fałszowania głosów. Chociażby poprzez dopisywanie krzyżyków, w kratkach przy kandydatach innego komitetu, przez osoby nieuprawnione. Większa niż średnia liczba przypadków ‘podwójnego’ głosowania mogłaby być poszlaką w podejrzeniu o nieuczciwość członka lub członków OKW”. Inne rozwiązanie zaprezentował coach i trener Andrzej Lenard, który uważa, że każda karta do głosowania powinna mieć „samokopiującą się kopię”. W lokalu wyborczym oryginał głosu wyborca wrzucałby do urny, jak do tej pory, a kopię – do drugiej urny, która po zakończeniu głosowania byłaby natychmiast plombowana i zabezpieczana przed możliwością jakiegokolwiek dostępu. Jeśli zaszłaby taka potrzeba, urny kontrolne w każdej chwili umożliwiłyby sprawdzenie uczciwości liczenia głosów. Z kolei Jacek Sierpiński, libertarianin, który startował z list Demokracji Bezpośredniej, zaproponował, by karty do głosowania miały specjalne kody kreskowe i by na jednej kartce widniał tylko jeden kandydat, co miałoby uniemożliwić dostawienie krzyżyka w celu unieważnienia danego głosu.
Jak widać, przed fałszerstwami wyborczymi nie chronią nawet srogie kary przewidziane w prawie. Zgodnie z artykułem 248 kodeksu karnego, za fałszowanie protokołów wyborczych, nadużycia w sporządzaniu list z podpisami czy nadużycia związane z obliczaniem głosów grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 23 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24