Czy PO pokojowo odda władzę?*

Kiedy w 2011 roku Platforma Obywatelska jako pierwsza partia po upadku komuny wygrywała drugie z rzędu wybory parlamentarne, nie było to wtedy jeszcze tak widoczne, ale zaraz potem posypały się afery i stało się jasne, że politycy PO zachowują się tak, jakby chcieli wzruszyć demokratyczny dogmat o pokojowym przejmowaniu władzy w wyniku legalnie przeprowadzonych wyborów powszechnych.

Od 1989 roku aż do tej pory nikt nie próbował w tak bezczelny i otwarty sposób i za wszelką cenę trzymać się u władzy i temu celowi podporządkować całą swoją politykę. Nawet mający korzenie komunistyczne Sojusz Lewicy Demokratycznej tak mocno pazurami nie trzymał się władzy, kiedy przegrywał wybory w 1997 czy w 2005 roku. Kolejne decyzje i przepychane przez rząd Donalda Tuska ustawy, które są niekorzystne dla Polski, mają umożliwić dalsze trwanie tych samych osób na okopanych stanowiskach urzędniczych, z których ciągną legalne i nielegalne profity. To w tym celu w tempie lawinowym zwiększa się wydatki publiczne, a co za tym idzie – zadłużenie publiczne. Ten sam cel przyświecał takim decyzjom, jak fałszowanie statystyk poprzez wyłączanie pewnych kategorii wydatków publicznych z liczenia długu (np. Krajowego Funduszu Drogowego), jak bezczelne zawieszenie konstytucyjnego progu dotyczącego zadłużenia publicznego czy jak ukradzenie Polakom 150 mld zł z OFE. A najnowszy przykład mniejszego kalibru: najpierw doprowadziło się do nieprzejezdności autostrad, a potem na koszt podatników (20 mln zł) otwiera się bramki dla publiki, by nie stracić poparcia. Taki sam cel miała propozycja Marka Belki, prezesa NBP w tajnie nagranej rozmowie z Bartłomiejem Sienkiewiczem, ministrem spraw wewnętrznych z rekomendacji PO, której celem było drukowanie pustego pieniądza przed wyborami, aby zadowoleni wyborcy znowu głosowali na PO, a nie na opozycyjne PiS. I ten scenariusz jest realizowany w postaci odpowiedniej ustawy sejmowej. W rozmowie z „Faktem” Jan Rulewski, senator PO, stwierdził, że Donald Tusk źle rozumie politykę, co udowadnia deklaracjami, że wziął pełną odpowiedzialność za sprawy kraju. – To jest absurd. W demokracji nie ma odpowiedzialności jednoosobowej. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni. Gdy ktoś mówi, że bierze pełną odpowiedzialność za kraj i z tego tytułu wywodzi mandat do kształtowania np. list wyborczych, oznacza to, że daleko mu do państwa demokratycznego – powiedział senator.

Brak odpowiedzialności

Gdyby ci będący u władzy ludzie mieli za grosz honoru, to po samej aferze taśmowej (nie mówiąc o wcześniejszych podobnych) cały rząd podałby się do dymisji, nie mówiąc o ministrze Sienkiewiczu. Jak słusznie w „Do Rzeczy” zauważa Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, przyłapanie polityka na kłamstwie powinno oznaczać koniec jego kariery politycznej (ile kłamstw i pustych obietnic wypowiedział Donald Tusk, choćby wtedy gdy zarzekał się, że nie podniesie podatków? – Naczelną zasada polityki finansowej mojego rządu będzie (…) stopniowe obniżanie podatków i innych danin publicznych – kłamał premier Tusk w swoim expose). – W dojrzałej demokracji taka afera nagraniowa jak w Polsce zakończyłaby się dymisją rządu – uważa dr Piotr Wawrzyk z Katedry Europeistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Tak zrobił Chung Hong-won, premier Korei Południowej, w związku z katastrofą pasażerskiego promu „Sewol” w kwietniu 2014 roku, w której zginęło kilkaset osób, mimo że rząd nie miał z tym bezpośrednio nic wspólnego. Szef południowokoreańskiego gabinetu oznajmił, że w obliczu gniewu rodzin osób, które zatonęły i zaginęły i całego społeczeństwa na liczne nieprawidłowości wynikające z działań funkcjonariuszy państwa, bierze na siebie całą odpowiedzialność za nie i stąd decyzja o dymisji. Podobnie pod koniec 2013 roku Waldemar Dombrovskis, premier Łotwy wraz z całym rządem podał się do dymisji, biorąc na siebie odpowiedzialność za zawalenie się supermarketu w Rydze, kiedy to zginęły 54 osoby.
Chociaż premier Tusk ciągle mówi o swojej odpowiedzialności, to czy chociaż raz wziął realną odpowiedzialność za działania dwóch urzędników? Nie czuł się odpowiedzialny nawet wtedy, gdy pod Smoleńskiem zginęło prawie sto najważniejszych osób w państwie ani gdy 20 oficerów zginęło w katastrofie wojskowego samolotu CASA, nie czuje się odpowiedzialny, gdy fiskus, urzędy celne, ZUS i wymiar (nie)sprawiedliwości niszczą kolejne firmy, żądając zapłaty wyimaginowanych podatków. Tylko w 2013 roku prokuratorzy niesłusznie oskarżyli 8 tysięcy osób, z których wielu straciło majątki, prace, biznes czy zdrowie, nie wspominając o dobrej opinii. Żaden z nich nie poniósł odpowiedzialności za swoje czyny. Nawet gdy ewidentna jest wina po stronie państwa, funkcjonariusze idą w zaparte i potrafią latami odwlekać przywrócenie zwykłej sprawiedliwości. Zachowują się tak, jakby byli przyspawani do stołków i kieszeni podatnika. Prokuratoria Generalna nadal sądzi się z następcą prawnym zniszczonej firmy Optimus, zamiast przeprosić Romana Kluskę i najzwyczajniej wypłacić odszkodowanie (oczywiście z prywatnej urzędniczej kieszeni, a nie podatników). Tymczasem płacić do końca życia odszkodowanie albo i odsiadywać dożywocie powinny osoby, które wprowadziły w życie prawo, zgodnie z którym komputery dla szkół sprowadzane z zagranicy były zwolnione z VAT-u, a składane w Polsce – nie. Przecież to nie tylko ustalanie przepisów, które pogarszają konkurencyjność polskich firm, ale jednocześnie zachęta do korupcji. Kto w rzeczywistości na tym zyskał?
Kiedy w 2007 roku PO formowała rząd z PSL-em, zadłużenie publiczne Polski wynosiło poniżej 530 mld zł, teraz przekracza 1 bilion zł, czyli podwoiło się. Zresztą polska „modyfikowana” ciągle metodologia liczenia długu z roku na rok coraz bardziej rozmija się z metodologią unijnego urzędu statystycznego Euroostatu. Podczas gdy w 2007 roku różnice były nieznaczne, to w 2013 roku wyniosły już ponad 53 mld zł, czyli 6 procent! Zwiększająca się decyzjami rządowymi armia urzędników (za rządów Tuska ilość biurokratycznych stanowisk pracy opłacanych przez podatników zwiększyła się o ponad 100 tysięcy osób i szacuje się, że teraz aż 20 procent wszystkich Polaków pracuje na państwowej posadzie – na początku 2014 roku zatrudnienie w sektorze publicznym przekroczyło 3,02 miliona osób) panicznie boi się przegranych wyborów, a co za tym idzie – potencjalnej możliwości utraty intratnych stanowisk pracy w sektorze publicznym. „Utrata władzy [przez PO – TC] w kilku województwach – włącznie z takimi jak Mazowsze i Łódzkie – to zapowiedź usunięcia z posad tysięcy funkcjonariuszy partyjnych oraz wszystkich krewnych i przyjaciół Królika” – napisał w „Do Rzeczy” Piotr Gursztyn. Urzędnicy boją się także utraty możliwości nielegalnego wzbogacania się poprzez korupcję. Nieuchwalanie latami miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego ma jeden oczywisty cel – wymuszanie przez biurokratów na inwestorach łapówek za każdą decyzję dotyczącą inwestycji. Gdyby plany istniały, to sprawa byłaby jasna i urzędnicza zgoda na inwestycje nie byłaby potrzebna. W ten sposób od lat nie może dojść do skutku duża norweska inwestycja w Mielnie, która ożywiłaby cały region.

Zmarnowane dwie kadencje

Co gorsza, cały czas poszerza się sektor publiczny poprzez zagarnianie branży, w których do tej pory działały firmy prywatne. W ostatnim czasie jest to walka państwa z przedsiębiorcą Zbigniewem Jakubasem, od którego państwo usiłuje przejąć Mennicę Polską, wydawanie tzw. „darmowego” podręcznika, składowanie i handel węglem czy utworzenie Polskiej Agencji Kosmicznej, gdzie jak twierdzi portal wPolityce.pl, kandydatem na prezesa jest podobno… Sławomir Nowak, zdymisjonowany minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej z PO. – To jest taka instytucja, która będzie dostawała gigantyczne pieniądze, a która nic nie będzie musiała robić, ponieważ w obecnej sytuacji Polski gospodarczej, społecznej potrzebujemy pieniędzy na inne cele i nie jesteśmy krajem, który jest w stanie wysyłać misje załogowe na Marsa, na Księżyc, prowadzić jakieś istotne badania – komentował Przemysław Wipler, poseł KNP, powołanie Polskiej Agencji Kosmicznej.
Obawa biurokratów o stołki jest tym większa, że w wyniku interwencjonizmu państwowego, unijnych i nieunijnych regulacji mamy wysokie bezrobocie, czyli trudno znaleźć pracę, a dla tych wszystkich urzędników i polityków byłoby to jeszcze trudniejsze, bo zwykle niewiele potrafią robić, a już z pewnością nie umieliby dostosować się do zachowań rynkowych. Co więcej, średnia pensja brutto w sektorze prywatnym wynosi 3542 zł, a w sektorze państwowym aż 4684 zł brutto, co oznacza, że pracownicy na państwowej posadzie zarabiają średnio 32 procent więcej, co sprawia, że jeszcze mocniej trzymają się swoich stanowisk. Dlatego też niedawno Mieczysław Łuczak, poseł PSL, wysunął bezczelną propozycję, by byłym parlamentarzystom przyznano zasiłki (w wysokości 4 tysięcy zł miesięcznie), gdyż jak sam stwierdził, nikt nie zatrudniłby byłego posła. Pamiętamy, jak w 2013 roku rządzący zażarcie walczyli, by referendum o odwołanie Hanny Gronkiewicz-Waltz, prezydent Warszawy z PO, nie miało wystarczającej frekwencji. W referendach, gdzie miało dojść do odwołania władz lokalnych z PiS, Platforma głosiła, że demokracja żąda od mieszkańców, by poszli głosować (aby uzyskać wystarczającą frekwencję). Z kolei w referendach, gdzie miano odwołać władze PO (jak w Warszawie) zachowanie demokratyczne polegało na… niewzięciu udziału w plebiscycie. W tej sytuacji należy się spodziewać każdego ruchu rządzących, nawet fałszerstw wyborczych, byle tylko utrzymać się przy korycie.
Osobom niepokornym, które starają się przeciwstawić temu stanowi rzeczy, zamyka się usta. Niezlustrowany wymiar (nie)sprawiedliwości każe aresztować działaczy „Niezłomnych” Adama Słomki czy ostatnio reżysera Grzegorza Brauna, którego proces toczy się już siódmy rok. A reżyser został oskarżony o to, że… sam pobił jednocześnie sześciu policjantów! Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy podkreśla stronniczość sądu oraz towarzyszące procesowi rażące nieprawidłowości. Tylko podczas jednej z ostatnich rozpraw pozbawiono Brauna jego podstawowego prawa do obrony – nie miał możliwości zadania pytań istotnemu świadkowi. „Środowiska patriotyczne nie mają wątpliwości, że nękanie znanego reżysera ma związek z jego bezkompromisową postawą, odwagą w mówieniu niewygodnej dla wielu prawdy i twórczością filmową. Jego dokumenty, takie jak „Towarzysz Generał”, „Poeta pozwany”, „Plusy dodatnie, plusy ujemne”, „TW Bolek” czy „Transformacja. Od Lenina do Putina” – są solą w oku dla obecnego systemu” – komentuje KSD.
Najbardziej na nieudolnych rządach PO-PSL tracą przeciętni Polacy (ale też oni sami są sobie winni, skoro głosowali na te partie), bo za nami siedem zmarnowanych lat, podczas których Polska mogła się rozwijać, a nie trwać w tempie rozwoju na poziomie unijnym. W ciągu tych siedmiu lat średnioroczne tempo wzrostu PKB wyniosło 3 procent, a przy racjonalnej polityce (gdyby politycy kierowali się dobrem kraju, a nie własnym i własnej sitwy) mogło wynieść przez te lata 10 procent. PKB zamiast być większy o 23 procent, mógł się w tym czasie niemal podwoić. A to bezpośrednio przełożyłoby się na wyższe zarobki, szczególnie osób biedniejszych, do czego nie doszło.

* Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 34-35 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24