Czekamy na rewolucję październikową*

Wszyscy wiemy, jak działa i w jakim jest stanie komunikacja publiczna w polskich miastach. Jeśli ktoś nie wie, niech uda się około godziny 4.30-5.00 rano na ulicę Gliwicką w Katowicach. O tej porze z zajezdni wyjeżdżają i jadą tą właśnie ulicą w kierunku Placu Wolności smrodzące autobusy. Znaczna część to te same pojazdy marki Ikarus, które można zobaczyć w kultowym serialu „Alternatywy 4”, kręconym na początku lat 80.! Trudno oddychać, jeśli ktoś właśnie wtedy się tam znajduje. W szczególności współczuję lokatorom mieszkań znajdujących się po obu stronach tego fragmentu ulicy Gliwickiej. Jeśli okna są uchylone, to w domu muszą się czuć jak w komorze gazowej. Gdzie są ekolodzy, którzy powinni demonstrować w obronie zatruwanego środowiska w centrum śląskiej metropolii? Dlaczego nie ma tam policji, która powinna większość tych autobusów z poprzedniej epoki nie dopuścić w ogóle do ruchu? No ale policja ma ważniejsze zadania – musi karać mandatami kierowców, którzy nie zaświecili w dzień świateł mijania.

Jednak nie chodzi tylko o ekologię. Z danych „Rzeczpospolitej” wynika, że aż 9 na 10 wszystkich kursów w miejskiej komunikacji w Polsce nadal jest pod kontrolą spółek komunalnych, a prywatyzację wstrzymują działające w nich związki zawodowe – najgorzej pod tym względem jest w Łodzi i Poznaniu, gdzie związkowcy całkowicie zablokowali wejście prywatnych przewoźników na rynek. Tymczasem w Warszawie doszło do częściowej prywatyzacji miejskiej komunikacji publicznej i z analiz wynika, że najdrożej wozi warszawiaków komunalny Miejski Zakład Autobusowy.

Zamiast najpierw zrobić porządek ze spółkami komunalnymi prezydent Katowic Piotr Uszok obiecał katowiczanom wybudowanie aquaparku. Nie ucząc się na błędach komunalnych obiektów tego typu w pobliskich Tarnowskich Górach czy Dąbrowie Górniczej, których działalność nie jest zbyt rentowna, Katowice mają być współwłaścicielem spółki zarządzającej aquaparkiem. Jego budowa ma trwać około 5 lat, podczas gdy w Chinach 400-metrowy wieżowiec, podobnie jak całą linię metra, buduje się maksymalnie 2-3 lata. No ale w Chinach nie ma takich utrudnień biurokratycznych jak w Polsce, gdzie załatwianie papierów pod budowę autostrady trwa znacznie dłużej niż sama budowa. I nie zanosi się, że pod tym względem będzie lepiej. Kiedy ostatnio wiceminister gospodarki Adam Szejfeld przedstawił plan ukrócenia władzy urzędników, napotkał na totalny opór biurokratów wszelkich szczebli. Miejmy nadzieję, że zapowiadana przez Platformę Obywatelską tzw. rewolucja październikowa, którą niedawno zapowiedział premier Donald Tusk, a polegająca na szybkim przyjęciu około 100 ustaw ułatwiających działalność gospodarczą, dojdzie do skutku.

* Niniejszy komentarz napisałem dla Ruchu Patriotycznego 25 września 2008 r.

Zostaw odpowiedź

web stats stat24