Zlikwidować oświadczenia majątkowe!*

Rozszerzeniem stosowania oświadczeń majątkowych przez osoby publiczne nie zlikwiduje się korupcji. Należy ograniczyć wtrącanie się państwa w gospodarkę, a nie zwiększać inwigilacji obywateli.

Aktualnie obowiązkiem składania oświadczeń majątkowych objęci są m.in. politycy, samorządowcy, najwyżsi rangą urzędnicy, sędziowie, prokuratorzy. Przepisy określające, kto powinien składać oświadczenia majątkowe, znajdują się aż w 27 ustawach i regulacje nie są ze sobą spójne. Nowa ustawa, którą w resorcie sprawiedliwości przygotowywał minister Marek Biernacki z PO, miała ujednolicić te przepisy i rozszerzyć katalog m.in. o członków zarządów i głównych księgowych spółek skarbu państwa i ich spółek córek, asystentów sędziów, notariuszy, pracowników urzędów zarabiających minimum średnią krajową, konsultantów medycznych, inspektorów pracy, celników, policjantów, strażników miejskich, komorników, ławników, egzaminatorów prawa jazdy, rektorów uczelni publicznych, rzecznika praw pacjenta, lekarzy-orzeczników ZUS i KRUS oraz niektórych pracowników tych instytucji i NFZ. W sumie przewidziano 72 kategorie osób, które będą zobowiązane do składania zeznania majątkowego. Projekt zwiększa liczbę osób, które musiałyby składać oświadczenia z ok. 500 tys. do ok. 900 tys. Ponadto Ministerstwo Skarbu Państwa przygotowało projekt ustawy, zgodnie z którym prezesi, wiceprezesi i członkowie zarządów państwowych spółek także obowiązkowo składaliby deklaracje majątkowe. Wszystkie zeznania miałyby być dostępne w internetowym Biuletynie Informacji Publicznej (obecnie obowiązek składania oświadczeń, ale bez ich publikacji mają m.in. prezydent, premier, ministrowie, prezes NBP, prezes NIK, sędziowie, prokuratorzy, a ujawnienie oświadczeń to jedynie kwestia dobrej woli zainteresowanych). W projekcie ustawy Biernackiego wyłączono jawność oświadczeń majątkowych tylko funkcjonariuszy ABW, CBA, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego, z wyjątkiem kierownictwa tych jednostek.

Uderzenie w urzędników?

Negatywnie na temat projektu ustawy wypowiedziały się: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Rządowe Centrum Legislacji i Rada Legislacyjna przy Premierze. Skrytykowały go także: Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia”, Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich, Konferencja Rektorów Polskich Uczelni Technicznych, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Referendarzy Sądowych, Stowarzyszenie Inspektorów Pracy czy NSZZ „Solidarność”. Nie ma się co dziwić choćby sędziom czy prokuratorom, którzy na co dzień mają kontakt ze światem przestępczym.
Projekt ministra Biernackiego na łamach miesięcznika „Nowa Konfederacja” chwali natomiast Piotr Trudnowski z republikańskiego stowarzyszenia Klub Jagielloński, pisząc, że to jedna z nielicznych refom ekipy premiera Donalda Tuska, „która akurat przywileje urzędników miała ograniczać, zwiększając kontrolę obywateli nad funkcjonariuszami publicznymi”. Dodaje, że odejście Biernackiego z Ministerstwa Sprawiedliwości postawiło projekt pod wielkim znakiem zapytania. – Pomysł był prosty: tam, gdzie mamy do czynienia z uprawnieniami tworzącymi przestrzeń do korupcji, tam potrzebna jest jawność. Nic dziwnego, że przedstawiciele grup potencjalnie objętych nową ustawą zareagowali histerycznie – mówi Trudnowski. – Wygląda na to, że [premier – TC] Ewa Kopacz nie zaryzykuje utraty poparcia 900 tys. funkcjonariuszy publicznych, których objęłaby ustawa. Platforma ugnie się pod naciskami grup interesu – dodaje.
Jednak gdyby nie było oświadczeń majątkowych, nie mielibyśmy takich kuriozalnych problemów, jak przysłowiowy już zegarek Sławomira Nowaka, który nie został wpisany przez ministra rządu Tuska do deklaracji. W 2010 roku problemy miał także Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki z PSL, który w swoim oświadczeniu nie napisał, że był przewodniczącym rady nadzorczej Mostostalu Słupca. W 2012 roku Polskie Radio poinformowało, że CBA przebadało oświadczenia majątkowe 232 osób za lata 2005-10 i w 73 przypadkach złożyło zawiadomienia do prokuratur o możliwości popełnienia przestępstwa. Zarzuty usłyszeli jednak tylko nieliczni, głównie urzędnicy niższego szczebla. Umorzono śledztwa m.in. posła i ministra Mirosława Drzewieckiego, posła i sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Pawła Grasia czy posła Janusza Palikota. – Gołym okiem widać, że instytucja oświadczeń majątkowych, która miała przeciwdziałać korupcji, działa bardzo selektywnie. Osoby z pierwszych stron gazet pozostają bezkarne, podczas gdy samorządowcy za to samo są skazywani. To jest wada systemowa, który tkwi w naszym wymiarze sprawiedliwości, a przede wszystkim w prokuraturze – skomentował w „Rzeczpospolitej” prof. Antoni Kamiński z PAN i Colegium Civitas.
Za nieprawdziwe oświadczenia majątkowe grożą poważne sankcje karne, nawet do 5 lat pozbawienia wolności. Jarosław Gowin, ówczesny minister sprawiedliwości z PO, w 2012 roku zaproponował uchylenie kar za to przestępstwo, gdyż jego zdaniem nie ma skazań za poświadczenie nieprawdy (w 2010 roku były dwa takie przypadki), więc jest to martwy przepis. W przypadku samorządowców niezłożenie w terminie oświadczenia majątkowego skutkuje utratą mandatu lub pracy i wynagrodzenia, a podanie nieprawdy lub zatajenie prawdy w zeznaniu podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Oświadczenia ograniczają demokrację

W tej sytuacji ludzie rezygnują z kandydowania w wyborach, by nie obnażać publicznie wartości zarobków i swoich majątków. W efekcie oświadczenia majątkowe ograniczają tak hołubioną przez zwolenników deklaracji demokrację. Ostatnio problem ten stał się gorący dla kandydatów w wyborach samorządowych. Już w 2010 roku Związek Gmin Wiejskich zaproponował zwolnienie radnych, wójtów, burmistrzów oraz prezydentów miast z obowiązku składania oświadczeń majątkowych, gdyż regulacja ta zniechęca wiele wartościowych osób do ubiegania się o publiczne stanowiska. Nie chcą one ujawniać swoich majątków i na starcie wycofują się z kandydowania. Potwierdzają to lokalni politycy. – Kiedy w tym roku budowałem drużynę, by wystawić kandydatów na radnych w Czeladzi, starałem się zastosować przede wszystkim klucz gospodarczy. Czeladź – jak zresztą większość miast w Polsce – potrzebuje mądrego, doświadczonego zespołu fachowców od gospodarki, którzy zastąpią ogólnopolską armię radnych nauczycieli, lekarzy i innych pracowników budżetu. Przeprowadziłem rozmowy z wieloma czeladzkimi przedsiębiorcami. Wielu z nich znam osobiście. I wielu zgodziło się kandydować. Ale gdy lojalnie informowałem o konsekwencjach, w tym o konieczności złożenia deklaracji majątkowej, to ta właśnie stawała się przyczyną jednoznacznej rezygnacji z kandydowania. I nie idzie tylko o to, że ludzie nie chcą się przyznawać do tego co posiadają. Przede wszystkim idzie o to, że Polska jest krajem nieprzyjaznym dla własnych obywateli, których niemal pogardliwie nazywa podatnikami. A z tego wynika zwykły ludzki lęk przed organami tego nieprzyjaznego państwa – mówi w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” Stanisław Pisarek, przedsiębiorca i niezależny kandydat na burmistrza 32-tysięcznej Czeladzi (woj. śląskie). – Drugim argumentem jest główna polska cecha narodowa, czyli ludzka zawiść – po cóż mają wiedzieć co posiadam i mi zazdrościć. A trzecim także niechęć do odsłonienia swych słabości – bo zdarza się, że na zewnątrz ktoś zgrywa chojraka, a tak naprawdę wszystko ma za trudne do spłacenia kredyty. Jasne, że lepiej by było, gdyby takie tematy były jawne i pewnie są takie kraje, ale nam do tego cywilizacyjnego poziomu jeszcze bardzo, bardzo daleko – dodaje.
Z mojej sondy wśród osób ze środowiska prawicowego wynika, że wszyscy sprzeciwiają się istnieniu oświadczeń majątkowych dla osób publicznych, a tym bardziej ich upublicznianiu, wskazując wyłącznie na negatywne strony takiego obowiązku. – Oświadczenia majątkowe samorządowcy nazywają zemstą parlamentarzystów. W małych gminach i miasteczkach są one głównym źródłem do rozmów przy kawie dla mieszkańców. Z drugiej strony mogą być wykorzystane w celach rabunkowych jako wskazanie, którego z samorządowców warto okraść lub np. wymusić haracz. Oświadczenia majątkowe w mojej ocenie to łamanie prawa do prywatności i zakładanie z góry działalności przestępczej osób publicznych. Należy z nich zrezygnować, a policja powinna zająć się faktycznymi przestępcami – mówi w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” Andrzej Maciejewski, kandydat KNP na stanowisko prezydenta Olszyna. – Z jednej strony oświadczenia majątkowe są ważne, bo praca w samorządzie to służba dla ludzi, a nie możliwość dorobienia się. Ludzie mają prawo znać dochody, ale tylko od czasu rozpoczęcia piastowania funkcji publicznej i w jej trakcie – komentuje dla „Najwyższego Czasu!” dr Krzysztof Prendecki, znany socjolog i komentator polityczny, adiunkt w Zakładzie Nauk Humanistycznych na Wydziale Zarządzania Politechniki Rzeszowskiej, który startuje z listy KNP na stanowisko prezydenta Rzeszowa. – Z drugiej strony nie da się wszystkiego sprawdzić gdyż niektórzy politycy mają dziwną skłonność przepisywania majątków na rodzinę, na matki, żony, kochanki raczej mniej. Poza tym pamiętam, jak swego czasu chwaliła się jedna z partii politycznych oświadczeniami, że zarobili niewiele to znaczy są uczciwi. Tylko jak oddać władzę ludziom, którzy sami się niczego nie dorobili? – pyta. – Nie wiem, po co komu takie oświadczenie i czemu to ma służyć. Myślę, że status materialny ma niewiele wspólnego ze skutecznością polityczną kogokolwiek – więc to raczej pełni rolę taką, jak informacje w portalu pudelek.pl – zaspokaja ciekawość gawiedzi – mówi „Najwyższemu Czasowi!” Krzysztof Paweł Bogocz, popierany przez KNP kandydat na prezydenta Będzina (woj. śląskie). Istnieniu oświadczeń majątkowych sprzeciwia się także Robert Maurer, kandydat KNP na prezydenta Wrocławia. – Uważam, że takie oświadczenia nie powinny w ogóle funkcjonować ze względu na naruszenie intymności finansowej osoby publicznej. Konieczność upublicznianie swoich wynagrodzeń, kredytów, stanu finansowego uważam za niemoralną – stwierdził w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” Maurer.
Piotr Trudnowski podkreśla antykorupcyjny charakter składania oświadczeń majątkowych. Jednak wydaje się, że to nie tędy prowadzi droga. Trzeba ograniczyć możliwości korupcyjne przez niewtrącanie się państwa do gospodarki (ograniczenie styku państwo-gospodarka) i deregulację. Nie osiągnie się tego poprzez same kontrole. – Zamiast oświadczeń majątkowych należy odsunąć polityków i urzędników od decyzji wpływających na gospodarkę. Tylko w ten sposób można zlikwidować korupcję. To samo dotyczy innych przepisów np. Kodeksu wyborczego. Oświadczenia majątkowe dzisiaj stanowią jedynie igrzyska dla gawiedzi oraz bat na zapominalskich – powiedział „Najwyższemu Czasowi!” Marcin Sypniewski, kandydat KNP na prezydenta Bydgoszczy. – Dopóki politycy utrzymywani są z państwowych pieniędzy, nie trzymając się przy tym żadnych ideałów, system tworzy możliwość działań korupcyjnych. Państwo, mieszając się do gospodarki, daje okazję politykom, chcącym pozyskać środki finansowe w nielegalny sposób. Potrzebujemy transparentnego systemu, w którym samorządowcy działają społecznie, a władza nie ingeruje w gospodarkę. Wówczas zbędne okażą się sprawozdania finansowe – dodaje w rozmowie z „Najwyższym Czasem!” Dawid Lewicki, kandydat KNP na prezydenta Kielc.

* Niniejszy tekst został opublikowany w nr 44-45 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

Jedna odpowiedź to “Zlikwidować oświadczenia majątkowe!”

  1. Karol Tomanek pisze:

    populizm; polecam Sejm Walny, Królestwo Polskie i porzegnanie z żydobolszewią;

Zostaw odpowiedź

web stats stat24