Ordoliberałowie i niemiecki cud gospodarczy*

Niemcy Zachodnie pod II wojnie światowej z kraju całkowicie zniszczonego działaniami wojennymi („straty w majątku produkcyjnym Niemiec, wynikłe z działań wojennych i demontażu, szacuje się na 30% stanu wyjściowego.”[1]) wyrosły na trzecią potęgę gospodarczą świata. Stało się to nie dzięki rządom prowadzącym politykę interwencjonizmu, ale właśnie liberalną.

Teoretyczne zaplecze dla odrodzenia gospodarczego Republiki Federalnej Niemiec nadali tzw. ordoliberałowie, którzy wywodzili się z tzw. szkoły freiburskiej. Alfred Müller-Armack stworzył hasło: „wolna, czyli społeczna gospodarka rynkowa” (freie oder soziale Marktwirtschaft). Slogan ten z jednej strony przypominał, że tylko gospodarka rynkowa, „dzięki swej efektywności ekonomicznej, powoduje wzrost zamożności całego społeczeństwa.”[2] Z drugiej strony słowo „społeczna” mówiło o tym, że sam wolny rynek uwzględnia losy słabszych partnerów, bo „im bardziej wolna jest gospodarka, tym bardziej jest społeczna, jako że daje tym większy i sprawiedliwiej dzielony efekt ekonomiczny i socjalny.”[3] Na ordoliberalizm składały się między innymi następujące wątki: system współzawodnictwa (Wettbewerbsordnung) Waltera Euckena, program deproletaryzacji i decentralizacji Wilhelma Röpke’go, koncepcja liberalnej interwencji Alexandra Rüstowa, projekt demonopolizacji rynku Franza Böhma.

Najważniejszą grupę systemu współzawodnictwa, będącego trzonem społecznej gospodarki rynkowej, stanowiły zasady konstytucyjne:

·        stworzenie i pielęgnowanie elastycznego mechanizmu cenowego, prawidłowo rejestrującego grę popytu i podaży;

·        stabilizacja siły nabywczej pieniądza przez odpowiedni system bankowy;

·        swobodny dostęp do rynków;

·        ochrona i rozszerzanie prywatnej własności środków produkcji w połączeniu z zasadą konkurencji;

·        wolność zawierania transakcji i umów;

·        odpowiedzialność materialna uczestników gospodarki kapitalistycznej;

·        stabilność polityki gospodarczej, co wzmacnia skłonność do ryzyka i innowacji, a minimalizuje element niepewności.[4]

Drugą kategorią środków były dwie zasady regulacji: polityka antymonopolistyczna oraz stabilizacja koniunktury poprzez politykę pieniężno-kredytową. W programie ordoliberałów istniała także korekta socjalna, która „miała utwierdzać nawyk samopomocy, przygotować możliwie szerokie kręgi ludności do samodzielnego zabezpieczenia swej egzystencji, w formach nie angażujących instytucji publicznych. (…) Świadoma polityka sukcesu gospodarczego i dbałość o to, by jego owoce przypadły wszystkim – oto jedyna realna metoda rozwiązania kwestii socjalnej i zharmonizowania interesów różnych grup ludności. „Społeczna” treść projektu ordoliberałów miała więc dochodzić do skutku nie poprzez działania państwa, lecz przez dobrowolny consensus, ustalający się pomiędzy wolnymi jednostkami, utwierdzanymi w swej niezależności, ale zmierzającymi do wspólnego dobra.”[5] Dążono „do zapewnienia wszystkim równych szans życiowych i zawodowych – z nieuchronnymi nierównościami majątkowymi, jako drugim biegunem życia społecznego.”[6] Według ordoliberałów „polityka zapewniająca wzrost gospodarczy jest najlepszym rodzajem polityki socjalnej. We wzroście gospodarczym widzi się najlepszą możliwość przezwyciężenia konfliktów, które wynikają pomiędzy jednostkami i grupami społecznymi w walce o udziały w produkcji.”[7]

Jak pisze Milton Friedman, odbudowa zachodnioniemieckiej gospodarki po II wojnie światowej „był to cud wolnego rynku. W niedzielę 20 czerwca 1948 roku ówczesny minister gospodarki, ekonomista, Ludwig Erhard, wprowadził jednocześnie nową walutę, czyli obecną markę zachodnioniemiecką [1 stycznia 2002 roku została ona zastąpiona przez euro] i zniósł prawie całą kontrolę nad płacami i cenami. (…) decyzje podziałały jak zaklęcie. W przeciągu kilku dni sklepy zapełniły się towarami. W przeciągu miesięcy w niemieckiej gospodarce zaczęło brzęczeć jak w ulu.”[8] Dr Janusz Lewandowski dodaje: „reakcja przedsiębiorstw była zgodna z oczekiwaniami: magazyny opróżniły się ze „skarbionych” dotąd towarów; odtworzył się z dnia na dzień kapitał obrotowy w wielkości pokrywającej potrzeby produkcji i cyrkulacji towarowej; pieniądz, którego jedynym źródłem była sprzedaż towarów i usług, był z punktu widzenia przedsiębiorstw dobrem rzadkim i poszukiwanym. Rozruch mechanizmu gospodarczego został zapoczątkowany. (…) kurczył się szybko obszar reglamentacji i sztywnych cen państwowych (…), obejmujący na początku podstawowe artykuły spożywcze, surowce i materiały, taryfy transportowe, czynsze i płace, rozrastał się natomiast w oczach obszar cen rynkowych.”[9]

System podatkowy zachęcał do inwestycji, dzięki czemu „począwszy od 1948 roku wskaźnik produkcji przemysłowej każdego roku systematycznie się poprawiał i poziom przedwojenny został osiągnięty już w roku 1950. Stawki godzinowe robotników wzrosły z 0,99 marki w czerwcu 1948 roku do 1,13 marki w grudniu tego samego roku. Był to istotny wzrost zarobków, wynikający ze zwiększenia wydajności pracy (…). W następnych latach roczne godzinowe przyrosty wydajności pracy przedstawiały się następująco: 1950 rok: +10,7%. 1955: +6,2%, 1960 rok: +7,9%.”[10]

Gospodarka niemiecka została otwarta na wymianę międzynarodową, dzięki czemu rozpoczęła się ofensywa niemieckiego przemysłu na rynkach zagranicznych: „od października 1949 roku do grudnia 1950 roku eksport zachodnioniemiecki został potrojony.”[11] W 1960 roku „Niemcy [Zachodnie] uplasowały się już na drugim miejscu w światowym rankingu producentów i eksporterów, a waluta tego kraju – (…) stała się drugą podstawową walutą w systemie finansów międzynarodowych. Nieprzerwana w latach 1951-73 nadwyżka bilansu handlowego, to osiągnięcie, jakim nie może się pochwalić żaden inny kraj świata. Niezwykła zaiste była metamorfoza tego kraju: od długów i trudności płatniczych po największe na świecie rezerwy złota i dewiz!”[12] W latach 50tych XX wieku Niemcy Zachodnie „zwiększały dochód narodowy średnio o 7,8 proc. rocznie.”[13] Między 1951 a 1966 rokiem realny wskaźnik wzrostu PKB tylko w dwóch latach „spadał poniżej granicy 3%, poza tym niezależnie od wahań stale utrzymywał się na wysokim poziomie, dochodząc raz nawet do 11,5 %.”[14] W latach 1950-75 realny produkt narodowy brutto RFN wzrósł pięciokrotnie — „ze 143,6 mld do 750,7 mld marek. Przeciętny realny dochód netto na zatrudnionego potroił się w tym okresie wzrastając z 3 960 do 12 138 marek. (…) realny produkt społeczny brutto na mieszkańca wzrósł (…) w tym czasie 2,8-krotnie.”[15]

Liberalizm gospodarczy szybko przyniósł także, tak jak przewidzieli przedstawiciele szkoły freiburskiej, pozytywne efekty socjalne: „wzrost gospodarczy miał bezpośredni wpływ na stopę życiową i satysfakcję konsumencką obywateli; postęp weryfikował się całkowicie na rozstrzygającej płaszczyźnie jakości życia. Względnie szybki wzrost płac realnych możliwy był m.in. dzięki stabilizacji siły nabywczej pieniądza – RFN szczyciła się, obok Szwajcarii, najniższym wskaźnikiem wzrostu cen artykułów konsumpcyjnych. Pomimo ogromnego napływu ludności z zewnątrz (ok. 10 milionów), udało się zlikwidować bezrobocie. Dotykało ono w roku 1950 około 11% zdolnych do pracy, w roku 1956 jeszcze 4,4%, a w roku 1965 już tylko 0,7%.”[16] Przez 20 lat między 1950 a 1969 rokiem zanotowano brak poważniejszych strajków i konfliktów pracowniczych.[17]

Społeczna gospodarka rynkowa w czystej postaci istniała w Republice Federalnej Niemiec w latach 1948-63. Później powoli następował jej demontaż – na skutek nacisków różnych grup społecznych „udział państwa w rozszerzającej się gamie świadczeń socjalnych stopniowo wzrastał, system stawał się coraz mniej przejrzysty, ale za to coraz silniej zbiurokratyzowany.”[18] Wzrost gospodarczy był coraz niższy, wolnej wzrastał ogólny dobrobyt kraju. Jednak solidne podwaliny liberalnej polityki gospodarczej dalej przynosiły pozytywne efekty.

* Powyższy artykuł jest fragmentem mojej książki „Prawicowa koncepcja państwa – doktryna i praktyka”


[1] Lewandowski J., Neoliberałowie wobec współczesności, Gdynia 1991, s. 93.

[2] Tamże, s. 114.

[3] Tamże.

[4] Tamże, s. 115-116.

[5] Tamże, s. 119-120.

[6] Tamże, s. 120.

[7] Grimm K., Socjalna gospodarka rynkowa w RFN. Koncepcja – rozwój – problematyka, Warszawa 1992, s. 14.

[8] Friedman M., R., Wolny wybór, Sosnowiec 1996, s. 52.

[9] Lewandowski J., Neoliberałowie…, s. 122-123.

[10] Kaczmarek T., Pysz P., Ludwig Erhard i społeczna gospodarka rynkowa, Warszawa 2004, s. 95.

[11] Tamże, s. 98.

[12] Lewandowski J., Neoliberałowie…, s. 128.

[13] Balcerowicz L., Bank o rządzie, w: „Wprost” 2003, nr 13, s. 64.

[14] Grimm K., Socjalna gospodarka…, s. 51-52.

[15] Tamże, s. 30.

[16] Lewandowski J., Neoliberałowie…, s. 129.

[17] Tamże.

[18] Tamże, s. 132.

4 odpowiedzi to “Niemiecki cud gospodarczy”

  1. krzychu5528 pisze:

    czyli tak jak mowi sie o niemczech to sam ich hymn narodowy głosi , ze Niemcy, Niemcy ponad wszystko, ponad wszystko na swiecie

  2. Mass pisze:

    No i co z tego, że wprowadzono gospodarkę liberalną? W każdym innym kraju Europejskim też wprowadzono taką gospodarkę, a jednak tylko w Niemczech odniosła ona niebywały sukces. Prawie wcale nie pisze się prawdziwych podstawach gospodarki Niemieckiej a mianowicie o fabrykach i fabryczkach, które produkowały niemal wszystko od zapałek po samochody. Towary produkowane w tych fabrykach były masowo wysyłane do innych części Europy i Świata. Tutaj zasady gospodarowania są wtórne i mogą jedynie pomóc. Prawda jest taka, że Niemcy jeszcze w XIX wieku budowli przemysł podczas gdy np. w Polsce uczono się wypasać bydło na polach.

  3. gacek pisze:

    Mass@ Liberalizacja gospodarki miała miejsce także w Hiszpanii za dyktatury gen. Franco oraz w Chile Augusto Pinocheta. Skutki obu reform bardzo podobne w skutkach. Dobrym przykładem są też obecnie Chiny, w których od lat 70 postępuje liberalizacja gospodarki, skutkująca regularnym, wysokim wzrostem PKB.

  4. qwe pisze:

    W Niemczech TEŻ pomogła liberalizacja.
    Żadnym z państw europejskich nie przyniosło to pozytywnych skutków.
    Jednak należy pamiętać, że Niemiec to Niemiec – szczególnie w tamtych czasach, gdzie byli nauczeni do grabienia i wykorzystywania innych nacji (państw). To połączenie dało Niemcom przewagę (zarówno przed 2 WŚ jak i po niej).
    Państwa alianckie (nie będące pazerne i nie wymagające dużych sankcji od winowajców) też chętniej pomagały niedawnym mordercom niż sprzymierzeńcom – taki swoisty syndrom sztokholmski

Zostaw odpowiedź

web stats stat24